ja pracowałem nocami jako sanitariusz w szpitalu (zmiany pampersów i wożenie pacjentów na badania), skręcałem meble, malowałem sale w szkole, prowadziłem szkolenia z pierwszej pomocy.
Mimo tych wszystkich zajęć ciężko byłoby mi się utrzymać gdyby nie pomoc rodziców. Zaryzykuję stwierdzenie, że byłoby to karkołomne. Zarobione pieniądze wydałem na samochód i teraz sam go utrzymuję.
Chociaż nie jestem zwolennikiem tezy, że studia medyczne są bardzo ciężkie i pracochłonne to jednak praca często kolidowała z zajęciami. Często z nocki jeździłem na zajęcia i odsypiałem na nich. Do tego brak możliwości ułożenia sensownego grafiku z wyprzedzeniem, wymagane 100% obecności żeby zaliczyć blok (nie można się zwalniać) oraz nieprzewidywalne terminy zaliczeń i egzaminów (podawane z tygodniowym wyprzedzeniem).
Dużo nad tym myślałem i aby pogodzić studia z pracą musi ona spełniać kilka wymagań
- duża swoboda w układaniu grafiku (nigdy nie wiadomo czy nie będzie trzeba przyjść na jakieś kolokwium o 18)
- praca głównie popołudniami/wieczorami/weekendy
- stawka za godzinę powyżej 10 zł na rękę
- łącząca się w jakikolwiek sposób z przyszłym zawodem