Trylobit, i tak, i nie. Ktoś może powie, że jestem jakimś narzekaczem, ale pozostaje faktem, że miałam okazję studiować ten sam kierunek na dwóch uczelniach medycznych. Jasne, że 90% sukcesu to praca własna, ale czasem uczelnia w tym pomaga, czasem wręcz przeciwnie. Nawet takie, wydawałoby się, pierdoły, jak atmosfera na uczelni, w perspektywie sześciu lat robią dużą różnicę.
Jasne, że jak ktoś jest ogarnięty i pracowity, to wszędzie da radę się nauczyć, ale innym nakładem zdrowia i niepotrzebnej pracy.
Po co przebijać głową mur?
Jak się dostawałam też mi tak mówiono, że obojętne, gdzie pójdę, wszędzie tak samo się nauczę i poszłam tam, gdzie miałam bliżej. Dziś wiem, że to był błąd, ale zaryzykowałam zmianę i nie żałuję.