Cześć wszystkim (cardil, świetny post),
ja od zeszłego roku mam trzydziestkę na karku (rocznik 83, ale noszę aparat ortodontyczny, więc wyglądam na 84), a od tego roku studiuję medycynę w Katowicach. Obudziłam się, kiedy okazało się, że z dyplomem SGH nie da się zrobić specjalizacji z anestezjologii i intensywnej terapii (to tak dla rozluźnienia atmosfery, bo chyba trochę za gęsta), za to wypada pasować do korporacyjnego modelu kompetencji i zarabiać 10 tys. po 3 latach pracy (ot warszawskie realia). No szkoda gadać, prawda?
Więc wzięłam się do roboty. W 12 m-cy ogarnęłam materiał biol-chem z 3 klas liceum (w latach świetności trafiłam do liceum ekonomicznego, gdzie nikt nie uczył mnie ani biol, ani chem, ani fiz). Uczyłam się z takim zacięciem i pasją, że myślałam, że zwariuję ze szczęścia, że mogę się tego uczyć. No i zwariowałam, jak okazało się, że dostałam się w tym roku z pierwszej listy rankingowej tam gdzie chciałam, do Katowic. Uwaga, będzie patetycznie: studiowanie medycyny to dla mnie ogromny przywilej.
Jeśli ktoś ze starą maturą ma jakiekolwiek wątpliwości, powiem tylko tyle: jeśli na prawdę tego chcecie, jeśli to wasze marzenie, a nie sugestie znajomych (no idź na med, przecież widziałeś wszystkie sezony Dr House'a) czy kolejny pomysł ze stu na pewną przyszłość zawodową (podobno w Skandynawii pilnie poszukują dyplomowanych nauczycieli fizyki, zarobki w okolicy 20 tys na m-ąc), to nie-ma-in-nej-opcji. Na pewno się dostaniecie. Tylko nie pytajcie nikogo o zdanie czy przyzwolenie.
Żeby nie przedłużać tych infantylnych hip-hip-hurahów (które przecież stoją zaraz obok słowa "powołanie", a fe!) zacytuję wieloletnią korepetytorkę chemii, wykładowcę chemii na wydziale lekarskim WUM, która powiedziała do mnie tak:
"Nie znam żadnej staromaturzystki, która by się nie dostała. To są już takie motywacje, że muszą skończyć się sukcesem".
A moja korepetytorka z biol, też wykładowca WUM, powiedziała mi, że żaden wykładowca na "starszych" studentów nie patrzy z politowaniem, że są to bardzo budujące "przypadki" i że u staromaturzystów obserwuje się taką determinację i chęci, których ze świecą szukać o nowomaturzystów. Amen.
Nie pytajcie NIKOGO o zdanie.
Nie ma innej opcji!
(napisałam to sobie na lodówce różowym mazakiem, chyba działa).