-
Rodzina i znajomi w potrzebie. Czy wśród najbliższych chowacie dyplom do kieszeni?
Niedawno miałam taką sytuację na imieninach mojego wuja, że ktoś mnie spytał, jakie ciśnienie powinna mieć osoba w wieku ok. 65 lat - chodziło o dziadka, niechorującego na przewlekłe choroby, a rodzina nie ma wykształcenia medycznego. Powiedziałam, że optymalnie 120, max. 140. Od razu zaczęły się komentarze, że jak to, jak ktoś się leczy na nadciśnienie to może mieć wyższe, wiecie, każdy miał swoje mądrości. Inna sytuacja: narzekanie na lekarzy, często bezpodstawne w mojej obecności, typu "słuchała mnie przez 10 minut i nic nie powiedziała" - to chyba dobrze, że lekarz poświęca trochę czasu na wysłuchanie pacjenta, prawda? Czasem nie wiem jak mam reagować, żeby nie wyjść na kogoś kto nic nie wie w momencie, kiedy ktoś się chce mnie poradzić o coś albo nie wiem czy mówić swoje zdanie, kiedy słyszę narzekania na lekarzy, czy uśmiechać się i przyznawać rację. Jak wy sobie w takich sytuacjach radzicie?
-
Medycyna - i co dalej?
Dziękuję za odpowiedź, bardzo wiele mądrych słów i rad, których wcześniej nie słyszałam, a na pewno warto je sobie wziąć do serca i zacząć myśleć inaczej, przynajmniej ja tak się postaram.
-
Medycyna - i co dalej?
Fakt, za dużo myślę do przodu i się spinam, pozostaje mi czekać na kolejne lata, aż się nauka rozkręci na klinikach Dzięki za odpowiedzi!
-
Medycyna - i co dalej?
Jestem teraz na III roku medycyny i zaczęłam się zastanawiać, co po studiach - stwierdziłam niedawno, że nie widzę się za bardzo w roli lekarza. Od podstawówki do końca liceum nauka bardzo dobrze mi szła, ciągle świadectwa z paskiem, a studia te wybrałam ze względu na zainteresowania i ambicje, chęć pomagania ludziom. Nie mam w rodzinie nikogo po studiach ani lekarzy wśród znajomych, nie miałam wyobrażenia, jak naprawdę te studia i praca po nich wygląda, jako 19-latka miałam trochę inne wyobrażenia. Wiedziałam, że są trudne, ale skoro miałam dotąd tak dobre ceny, to przecież sobie poradzę. I radzę sobie, nie mam poprawek, ale im bardziej się wgłębiam w te studia, widzę, że to chyba nie był do końca trafny wybór. Do tego dochodzi moja nieśmiałość, nie mam tyle pewności siebie, nie zawsze umiem poradzić sobie ze stresującymi sytuacjami - wiedziałam, że to może przeszkadzać, ale mówiono mi: zobaczysz, na studiach wszystko się zmieni, twoje nastawienie także, wypracujesz sobie odporność na stres. Jak dotąd nie widzę zmiany, może nawet bardziej zamknęłam się w sobie, widząc, ile osób dookoła mnie jest lepszych, bardziej wygadanych, obeznanych w kulturze. Fakt, zawsze dobrze się uczyłam, ale nie miałam szerokich zainteresowań poza tym, wolny czas spędzałam z rodziną, znajomymi (stałymi, teraz ciężko mi się otworzyć przed innymi i czuję się samotna w mieście, gdzie studiuję - chłopaka, znajomych z zeszłych lat mam w swoim mieście rodzinnym), więc moje życie było 'proste', moi rodzice nie są bogaci, więc nie jeździłam za często nigdzie. Nigdy mi to nie przeszkadzało, że mam takie życie, ale tu tak 'prosto' nie da się żyć, lekarz przecież powinien być wszechstronnie wykształcony, a nie 'prosty'. Nie chcę rezygnować ze studiów, bo już mam ich prawie połowę za sobą. Czy są jakieś inne możliwości po medycynie oprócz pracy jako lekarz czy przedstawiciel handlowy? Albo ewentualnie jakieś specjalizacje, w których mogłabym się odnaleźć?
ros92
MD
-
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta