Ciekawi mnie, że wśród cudownych leków (a właściwie "cudownych", bo przecież taki jest wydźwięk tego słowa we wpisie) nie znalazła się marihuana lub robione z niej skoncentrowane wyciągi znane jako RSO (olej Ricka Simpsona). RSO jako lekarstwo na raka jest na wielu forach i w wielu artykułach wykpiwany jak, nie przymierzając, soczewica dra Ashkara. Ciekawe, czy autor wpisu nie słyszał o RSO, czy słyszał, ale uważa, że olej nie łapie się do pierwszej piątki, czy też może w ogóle nie uważa, że RSO powinien się znaleźć w tym zestawieniu.
Problem z RSO polega na tym, że z jednej strony nie został poddany żadnym przyzwoitym badaniom, a z drugiej w Internecie jest mnóstwo świadectw ("anecdotal") o jego skuteczności w walce z rakiem. A badania nie są przeprowadzane, bo władza ma ważniejsze rzeczy na głowie niż zwalczanie jakiegoś raka i o wiele prościej jest jej zadeklarować (bez podania żadnych podstaw, bo to przecież przywilej władzy), że właściwości leczniczych nie ma i wydać zakaz. A ponieważ marihuana jest zakazana, więc i legalnych badań przeprowadzić się nie da. Póki co tysiące osób leczą się przy pomocy RSO nielegalnie. "Anecdotal evidence" rośnie coraz bardziej. Zainteresowanych tematem zachęcam do poszukania w Sieci filmu Ricka Simpsona "Run from the cure" (dla nieanglojęzycznych dostępne są wersje z polskimi napisami), do poszperania po YouTube (dużo ciekawych materiałów) albo do sięgnięcia po książkę "Marihuana leczy" (jest tam cały rozdział o RSO).