-
Gdzie przygotować się do matury na medycynę?
Firmy. Nie dość, że było w miarę tanio, to jeszcze byłem bardzo zadowolony, gdy uczyłem się w "Ratajczuk - Edukacja" (cholera, brzmi jak reklama, ale niech im tam będzie :D). Próbowałem korepetytora, ale jak się okazało, trafiłem kota w worku. Sami wiecie, że różni ludzie oferują się przy pomocy w nauce, a nie zawsze wiedzą, jak przekazać wiedzę. Może miałem po prostu pecha, ale to nie ważne- w pewnym sensie, niechęć pozostała. Inna sprawa to cena. Dajmy na to, że chcemy się uczyć zarówno biologii i chemii. Korki kosztują mniej więcej 50 zł za godzinę. Jako, że godzina to za mało by pojąć cały materiał, trzeba wziąć dwie. Z 50 zł robi się 100 zł. A to jeden przedmiot. Za dwa-200 zł. Miesiąc ma ok. 4 tygodnie. Wychodzi prawie 1000 zł bez tam 200 złotych. Firmy są tańsze, ta w której byłem, płaciłem 360 zł, a zajęcia miałem prawie co tydzień. A z tego co wiem, to uczą tam nauczyciele szkolni, więc mający doświadczenie (i w końcu chęć, by uczyć tych, co chcą się uczyć!).
-
Jak się uczyć od 1 LO do matury ?
temat odpowiedział pawelczas → na hollywoodmaster96 → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówZawsze uważałem, że dobry lekarz powinien być głuchy, by nie słyszał jęków bólu swojego pacjenta Dobra, a teraz tak serio. Jesli chodzi o dobre przygotowanie na studia medyczne, trzeba już myśleć o nich od samego początku. To nie może być kaprys i pomysł ad hoc, tylko przemyślana od samego początku do końca decyzja. Droga przez łzy, pot i ból, by w końcu odnieść suksces. Dobra, zabrzmiałem teraz, jakbym był jakimś couchem w korporacji, ale jest to smutna prawda. Gdy inni zażywają licealnego życia, kandydat na lekarza będzie musiał sypiać z książkami. Gdy kumple z liceum będą rozmawiali o dziewczynach z klasy, twoimi damami będą biologia i chemia. Gdy koleżanki będą polotkowały o najlepszych ciachach w liceum, ty będziesz prowadziła dialog z vademecum. Oczywiście, są jednostki, które są w stanie to pogodzić, ale w większości przypadków to ciężka praca od samego początku, aż do końca. W końcu to na tobie ma spłynąć obowiązek dbania o życie ludzi, którzy będą chcieli powieżyć tobie ich zdrowie. I byle błąd może sprawić, że przestaniesz być osobą powszechnie szanowaną i znajdziesz się na bruku przez malutkie potknięcie. Dobra, dość czarnowidztwa, czas przejść do konkretów. Książki: nie będę polecał niczego konkretnego, jest tyle pozycji na rynku, a co roku są wydawane nowe, że trzeba na bieżąco śledzić recenzje danych tytułów. Pewne jest jedno: wykupić jak najwięcej testów maturalnych z chemii i biologii, wydawanych zwłaszcza przez Operon. I rozwiązywać zadania. Cały czas, po kilka dziennie. By weszło to w nawyk. Można posiłkować się podręcznikami, ale to praktyka czyni mistrza. Korepetycje: mam dość sceptyczny stosunek do koncepcji korepetycji. Nie mówię o tych szkolnych, bo nauczyciel ma na głowie kilkaset dzieciaków, które często musi uspokajać na zajęciach. Mówię o tych, za które trzeba płacić. Ich wybór to kot w worku, nie wiesz czy to co kupisz, okaże się dobre. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji? Najmniej ryzykowne są firmy, które organizują kursy maturalne. Nie mówię tutaj o Cosinusie czy Żaku, tylko o stricte ukierunkowane na pójście na kierunki lekarskie. Zazwyczaj uczą tam egzaminatorzy maturalni i doświadczeni dydaktycy, ze zdrową rywalizacją między uczniami, a przy tym są niedrogie (średnio 20 zł za godzinę) w stosunku do jakości. Jedyne na co trzeba zobaczyć, to która firma co proponuje i gdzie. O ile na przykład Ratajczuk ma swoje filie w całej Polsce, to taka Eureka już tylko w Zielonej Górze. Po trzecie: systematyczność. Świątek, piątek czy niedziela, robić coś, co pomoże w zdaniu matury: zadania, lektura, spisywanie wzorów chemicznych, gdy wstanie się w nocy (nie ma co się śmiać, ja tak robiłem, gdy szedłem w nocy, np. po wodę). Utrwalać materiał i potem patrzeć, czy przyniósł skutek.
pawelczas
Members
-
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta