Każdy, kto chce zostać doktorem nauk medycznych powinien zadać sobie jedno, bardzo ważne pytanie.
Po co to robię?
Wbrew pozorom jest to bardzo istotne pytanie. Sensem i istotą pracy naukowej jest wzbogacanie naszej wiedzy, co posłuży pacjentom i ułatwi walkę z chorobami. Nie da się tego zrobić bez pieniędzy - grantów naukowych, dotacji itp.
Tymczasem w naszym przecudnym kraju nie ma pieniędzy na naukę. Po prostu nie da się prowadzić żadnych sensownych badań... W Polsce doktorat robi się dla samego skrótu przed nazwiskiem. Przepis jest bardzo prosty szukamy promotora - oczywiście musimy go jakoś przekonać, aby się nami opiekował - kilka drogich prezentów lub obietnica odwalania czarnej roboty w klinice dla dobra dorobku naukowego naszego docenta zwykle wystarcza bierzemy jakaś zakurzoną pracę z lat osiemdziesiątych z egzotycznego kraju np Japonii otwieramy ją w pogramie WORD zaznaczamy imię i nazwisko autora naciskamy klawisz DELETE wpisujemy nasze imię i nazwisko idziemy do naszego szpitala bierzemy 20 przypadkowych pacjentów "zapisujemy ich" do naszych badań papierkową robotą zajmują się napaleni studenci II i III roku z koła naukowego naszej kliniki kopiujemy wyniki z pracy Japońskiej (co z tego, że oni to zrobili na 10 000 tysiącach ludzi - w końcu Japończyków jest więcej), odpowiednio modyfikujemy cyferki jeśli trzeba zrobić jakąś dodatkową pracę to mamy zawsze kilku murzynów - studentów/stażystów/rezydentów którzy zrobią to za darmo obrona pracy to nic trudnego - jeśli nasz promotor będzie miał duże parcie na profesurę to w komisji będą siedzieć obrobieni odpowiednio "koledzy" promotora. oczywiście warto kupić różne "prezenty" dla komisji, mile widziane są drogie alkohole i medyczne gadżety bez logo firmy farmaceutycznej, warto je położyć w widocznym miejscu na sali. cieszymy się ze świeżo zdobytego doktoratu.
Sprawdzone wśród kilku kolegów - doktorów xD
Ci mniej bystrzy, ale bardziej uczciwi i pracowici mają najczęściej oryginalne ale bezsensowne tematy w stylu "Wpływ pory dnia na poziom 5-pierdopsy-6-metylo-dzidojodyny (czy innego badziewia) we krwi personelu wielkomiejskiej kliniki", Ci głupi i bezczelni analizują rzeczy znane od lat "Wpływ utraty krwi na ciśnienie tętnicze u pacjentów poddawanych superskomplikowanej operacji trzustki w wielkomiejskiej klinice" natomiast leniwi idą do przewodniczącego koła naukowego i mówią "Stachu, czas aby Twoje koło naukowe wreszcie zaczęło robić jakieś badania" a gdy wszystko gotowe "Dziękuję Ci Stachu za ciężką pracę. Tytuł wymyślę już sobie sam".
Oczywiście nikt z nich się do tego głośno nie przyzna. Tak oto nasz dumny naród Słowiański wzbogaca dorobek całej ludzkości od 60 z okładem lat. Większość układów nie zmieniła się od czasów najgorszej komuny.
OD AUTORA - jest to po części śmieszny, po części smutny opis którego najważniejszym zadaniem jest pobudzić do myślenia. Oczywiście nie należy go brać na serio w 100% bo zapewne jest wielu doktorów, którzy swój sukces naukowy zawdzięczają jedynie własnej ciężkiej pracy. Jednak jest nie mniej kanalii, którzy wykorzystują powyższe sposoby. No i najwięcej tych średniaków, którzy plasują się gdzieś pośrodku w "odcieniach szarości".
Pozdrawiam ^^