rys,
Hmhmhm.. potencjały czynnościowe komórki nerwowej i coś jeszcze? Bo jakoś sobie nie przypominam co tam jeszcze było. Czy warto męczyć cały rok biedne dzieci za tych paru pierdół? Czy nie lepiej zrobić na fizjologii jedno, dwa seminaria na temat przekaźnictwa sygnałów i informacji czy coś w ten deseń?
Chyba, że Ty miałeś jakiś inny program. Ja na biofizyce uczyłem się obliczać ciepło wydzielane przez mysz, liczyć absorbancje, spiny elektronów w czymś tam... Wiadomo parę zagadnień by się znalazło (2-3), ale czy to naprawdę tworzyć cały kurs i męczyć na nich studentów? Dla mnie biofizyka to strata czasu, wg mnie lepiej zrobić biochemie na I roku zamiast tego (i chemii medycznej).
Ja jestem na tyle świadomy, że wiem, po co są rysunki, ale po co je w o g ó l e wykonywać? Jak nicień wygląda to ja wiedziałem przez kursem z parazytologii i tyle wiem, że są nicienie.
Dla mnie parazyty to taki suchar, bo my mieliśmy dokładnie taki sam program jak analityka medyczna, tyle samo godzin seminariów, takie same książeczki ćwiczeń itd. Tylko jest chyba różnica pomiędzy lekarskim a analityką medyczną, im się to przyda, a nam nie. A ten cały przedmiot dla lekarskiego jest tylko z rozpędu, no bo głupio utrzymywać jedną katedrę dla jednego semestru analityki medycznej. I tak w zime chodzi sobie lekarski, a w II semestrze analityka i proszę, jest robota na cały rok.
Dla mnie jest coś nie tak jak są takie same programy jednego przedmiotu dla dwóch różnych kierunków studiów. Dla analityki to bardzo ważne szukanie larw w kale itd., a dla nas jakaś ciekawostka, więc albo oni mają za słabo rozbudowany albo lekarski ma za bardzo.
I się uczymy o chorobach, które są gdzieś w Afryce albo odnotowane na całym świecie 50 przypadków itd. Albo o jakiś organizmach, które żyją w jednym jeziorze w SZA. Albo o rybie(?), która wskakuje do penisa i bytuje w pechęrzu moczowym itd.
Jak kogoś to interesuje to niech zrobią fakultet "choroby z dalekich krajów", zresztą chyba jest przedmiot "choroby tropiklane", tam jest miejsce na takie dziwactwa.
Tym bardziej, że na tych zajęciach nic nie było pod kątem KLINICZNYM. Sama biologia płaźińców i innych rewelacji, a na pytanie kolegi, a będzie coś pod kątem klinicznym, to pani doktor powiedziała, że to będzie na chorobach zakaźnych. Naprawdę, podczas tych zajęć zastanawiałem się, co tak właściwie studiuję.. i te ważkie niuasne, że jeden gatunek ma odbyt bliżej jamy gębowej, drugi dalej to było najważniejsze dla lekarskiego, a jakie to tam choroby wywołuje to będzie za 3 lata na innym kursie, lol.
Tak, tak.. tak powtarzaliśmy, że nawet sobie nie mogę przypomnieć, co tam na tym przedmiocie właściwie było.
No tak faktycznie... człowiekowi tak się nudzi, że aż najgorszych piedół by sobie z przyjemnością posłuchał.
Jakby jeszcze na tych studiach było nudno i nie było, co robić, to bym nawet nie narzekał, na takie zapychacze - a co tam, człowiek sobie pójdzie, posłucha o chorobie, którą miały dwie osoby, albo o szczegółach budowy jamochłonów. ALE NA MEDYCYNIE JEST CO ROBIĆ I SIĘ WCALE NIE NUDZI. Naprawdę, medycyna to bardzo szeroka i głęboka działka i nie wiem, po co tracić czas na jakiekolwiek zapychacze.
Ile człowiek traci czasu na tych studiach na bzdury to się w głowie nie mieści, jeszcze jakby nie było, czego się uczyć, ale naprawdę w tym czasie można by się czegoś NAPRAWDĘ NAUCZYĆ.. a jak im się nas nie chce uczyć to niech chociaż zrobią wolne, można będzie się pouczyć w domu albo wyspać.