Jestem zdecydowanie na tak. Gdy myślę o godzinach zmarnowanych na idiotycznym siedzeniu na tzw. seminariach z chirurgii, wszystkich sytuacjach, gdy na wyższych latach prowadzący się po nas nie zgłaszali. Skrócenie godzin o połowę absolutnie nie odbiłoby się na jakości mojego kształcenia. Samo obecne upakowanie, powiem tak: nie zmienia sytuacji wcale.
I tu druga część mojej wypowiedzi: reforma byłaby pożyteczna, ale została w toku "konsultacji społecznych" całkowicie zniszczona, najbardziej przez przedstawicieli tzw nauk przedlekarskich, którzy po prostu zawalczyli o swoje godziny i etaty. A poza tym od kilku dziesięcioleci na mojej uczelni nikomu się nie chce postawić wyższych edukacyjnych celów - program studiów jest nastawiony na idiotyczną wykładowo-seminaryjną "szkółkę", po prostu liceum, a nie na pracę jaką będzie wykonywał lekarz. Stąd jakość nauki jest kiepska. A wszelkie próby postawienia wyższych wymagań studentom, a przede wszystkim asystentom, kończy się zwalczaniem i gnojeniem pomysłodawców (wielokrotnie spotkałem się z rzucaniem kłód pod nogi osobom, które próbowały zmusić nauczających na klinikach do wykazania ciut większej inicjatywy). Na mojej studenckiej drodze spotkałem kilku (w granicach dwudziestu) zdolnych, zaangażowanych asystentów, którzy faktycznie mnie czegoś nauczyli i w granicach dziesięciu uzdolnionych wykładowców, którzy mówili tak, że nie zasypiałem. I tu jeden z kluczowych punktów do reformowania: problem nauczycieli na studiach - lekarz to lekarz, a nie nauczyciel. Ktoś pełniący funkcję asystenta lub adiunkta, nie mówiąc już o profesorze katedry powinien mieć jakieś kompetencje do UCZENIA innych, nie mówiąc już o zdolnościach. I tu potrzeba dużo pieniędzy...
Co o tym sądzicie?