Swego czasu usłyszałem, że USG jest "nowoczesnym stetoskopem" i każdy współczesny lekarz, niezależnie od specjalizacji powinien z niego korzystać w codziennej praktyce.
Każdy z nas wie, że za jego pomocą można zbadać praktycznie każdy zakątek ciała naszych pacjentów. W standardowym wyobrażeniu wysyłamy chorych do radiologa na USG brzucha, tarczycy, sutka lub naczyń. Tymczasem ultrasonografia wkrada się już do wielu innych specjalności.
W anestezjologii USG jest "najnowszą modą" - anestezja regionalna, kaniulacja naczyń, USG płuc, ocena serca, USG podczas resuscytacji, ocena ciśnienia śródczaszkowego, ocena szerokości żyły głównej dolnej.
W medycynie ratunkowej króluje FAST
W kardiologii ECHO serca
Chirurdzy naczyniowi uczą się dopplera naczyń
Patomorfolodzy robią biopsje aspiracyjne tarczycy i sutka.
Chirurdzy ogólni drenują torbiele i ropnie
Ortopedzi robią USG stawów
itd.
Czy nie lepiej będzie jeśli każdy przyszły lekarz będzie na studiach uczył się podstaw USG np na internie, na równi z osłuchiwaniem i zbieraniem wywiadu? W zakres będzie wchodziła podstawowa ocena brzucha, serca, tarczycy, kaniulacje.
Co o tym sądzicie?