Hmmm Kotkiem to jestem tylko dla jednej osoby więc proszę mi tu bez protekcjonalnych zdrobnień.
No to spójrzmy co się zmienia - co roku rośnie ilość przyjętych ludzi na studia medyczne. W Warszawie studiuje już na 2 wydziałach lekarskich ponad 400 osób co oznacza, że co roku wychodzi na rynek pracy ponad 400 nowych lekarzy. Potrzeba co roku ponad 400 miejsc stażowych (a w warszawskich szpitalach tyle nie ma - cześć musi iść poza stolicę). Potem trzeba sfinansować rezydentury - co roku ponad 400... Co roku znajdują się tacy, dla których nie starczyło i mają wybór - przeprowadzić się z rodziną do miejscowości "30 000 mieszkańców" albo jechać za granicę.Obecnie sytuacja jest o tyle komfortowa, że małe szpitale "na peryferiach" ciągle szukają na gwałt lekarzy.
Tymczasem złote lata się skończyły, kryzys zawitał do służby zdrowia, konkurencja robi się coraz bardziej zacięta, stawki spadają. Niedługo absolwenci studiów lekarskich będą bić się o pracę tak samo jak ludzie po zarządzaniu czy innej filologii. To kwestia 5-7 lat czyli osoby, które teraz rozmyślają nad medycyną będą studia kończyć w zupełnie nowej epoce.
Widać to po wynikach postępowań kwalifikacyjnych na specjalizacje. Jeszcze kilka lat temu ministerstwo rzucało sporo rezydentur z różnych ciekawych dziedzin - po 20 miejsc na anestezjologię, 10 na patomorfę, 5-6 na różne dermatologie i inne okulistyki. Dostawali się ludzie z przeciętnymi wynikami z LEP. Obecnie tnie się rezydentury, wydatki na fundusz pracowniczy. Konkurencja rośnie - miejsc na dobre specjalizacje jest niewiele, dostają się ludzie z wynikami 75-85%. Tymczasem statystyka nie kłamie a krzywa Gaussa jest nieubłagana - zdecydowana większość ludzi ma wyniki z LEP 70 i poniżej.
Szpitale zmuszają rezydentów do przechodzenia na tzw równoważny czas pracy co oznacza brak dodatkowych pieniędzy za dyżury. Już nie tak łatwo dostać dodatkową pracę w pogotowiu albo NPLu bo konkurencja wymusza rosnącą jakość usług. Po co zatrudniać młodego rezydenta po 2 roku jak do pracy ustawia się kolejka internistów z 10 letnim doświadczeniem?
Te zmiany będą się jedynie pogłębiać. Za 6-8 lat, kiedy obecni licealiści wejdą na rynek pracy będzie naprawdę ciężko.