LEP to pośmiewisko. Uważam, że ten egzamin jest niepoważny i co więcej- nie promuje wcale ludzi, którzy siedzieli rzetelnie z książkami i uczciwie czytali podręczniki.
Najlepsze wyniiki osiągają ci, którzy spędzili trochę czasu czytając testy z poprzednich lat i ewentualnie skorzystali z kursu przed egzaminem.
Pytania z orzecznictwa lekarskiego i promocji zdrowia. To jest chore, bo o być albo nie być młodego lekarza
potrafi przesądzić to, czy wie "kto jest autorem definicji promocji zdrowia".
Osobna sprawa, że LEP/LEK to i tak pic na wodę. W założeniach rezydentury mieli dostawać ludzie, którzy zdali najlepiej. Niby tak jest, z tym drobniutkim zastrzeżeniem, że te zasady dotyczą
miejsc które nie zostały wcześniej zaklepane przez "krewnych i znajomych Królika".