Jump to content

Messer

MD
  • Posts

    126
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    20

Everything posted by Messer

  1. Po co komuś kto nie studiuje medycyny takie umiejętności i wiedza?
  2. Nie spotkałem się z jakimś konkretnym leczeniem/wsparciem w takich sytuacjach. Jeśli masz rzeczywiście takie parcie na medycynę to niestety trzeba coś z tym zrobić. Poszperaj w internecie- w sieci jest dosłownie wszystko i może znajdziesz forum na którym taki problem był już omawiany. Może potrzebujesz się z tym "otrzaskać"- czyli po prostu założyć ze 100 wkłuć i pobrać trochę krwi. To prawda, że można medyczne studia przejść nie dotykając ani jednego pacjenta i "ślizgając się" na praktykach. Tyle, że taki lekarz to dupa a nie lekarz. Nie może być tak, że czynnikiem wpływającym na decyzje terapeutyczne jest "nie umiem założyć wkłucia" , "boję się zakładać cewnik", "brzydzi mnie ta ropa". I to jest częsty problem. Do niedawna pracował u nas kolega, który nie umiał zakładać wkłuć (nie wiem jakim cudem można się tego przez dwa lata pracy nie nauczyć), unikał tego jak ognia- u pacjenta w 2 dobie po bypassach niskie ciśnienia przy ośrodkowym ciśnieniu żylnym 3 próbował podnosić kroplami etylefryny.... no comment.
  3. Powikłania się zdarzają, ale jeśli pojawiają się w przypadku nieprzestrzegania procedur i można to udowodnić, to bez dwóch zdań wina leży po stronie medyków i nieważne czy pani miła i potulna czy wredna i roszczeniowa. Co to w ogóle za gadanie- "że domagała się transportu do inengo szpitala"- a co to ma do rzeczy? Jeśli ropniak może być powikłaniem zabiegu- trudno. Jeśli zabieg wykonano niesterylnie, ze złamaniem zasad i standardów- to nie można powiedzieć "zdarza się" i wcale się pacjentce nie dziwię, że walczy o odszkodowanie. Gdyby podobna sytuacja dotyczyła kogoś z mojej rodziny albo mnie- byłbym jeszcze bardziej zawzięty i roszczeniowy od tej pacjentki. Oprócz sprawy o błąd w sztuce, złożyłbym przynejmniej jeden pozew- przeciwko temu dowcipnisiowi. W sytuacji błędu medycznego i ciężkich powikłań obrażanie pacjenta to zagrywka której dopuścić może się tylko wyjątkowy bezmózg.
  4. <wszyscy z zapartym tchem czekamy na komentarz Berbelka>
  5. ---->no to ja tu czegoś nie rozumiem - skąd w takim razie w tym roku taki boom z rezydenturami na plastyczną? Dużo dzieci plastyków chciało ją robić dalej? C'mon, seriously?! Znacie osoby z tego kręgu, czy to tylko plotki, co tu wypisujecie? A jak Ci się wydaje? Chirurgia plastyczna to specjalizacja w której zarabia się kolosalne pieniądze i dostępu do niej bronią zaciekle siedzący na górze starzy wyjadacze. Myślisz, że nagle ktoś stwierdził '' ej a może wpuścimy trochę świeżej krwi, dajmy szansę młodym!"???? Ja specjalnie się nie interesuję tym tematem. Trudno powiedziec skad taki boom- jak ktos ma duzo wolnego czasu, to moze poszperac. Wcale bym sie nie zdziwił, gdyby okazało się, że w ostatnim czasie doszło do jakiejś zmiany na decyzyjnym stanowisku- konsultant wojewódzki, może wyżej. I nagle komuś otworzyła się furtka. W ogóle bym się nie zdziwił gdyby okazało się, że rezydenci noszą takie same nazwiska jak szefowie klinik albo znaczący chirurdzy plastyczni.
  6. Chirurgia plastyczna jest dziedziną zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla krewnych i znajomych królika. Dostać się jest na tyle trudno, że nawet dzieci chirugów plastycznych o wysokiej pozycji muszą się zdrowo nagimnastykować i swoje odczekać. Sam się zdziwiłem, że pojawiły się nagle rezydentury, ale jestem dziwnie spokojny, że jeśli ktokolwiek dostanie miejsca szkoleniowe to właśnie będzie to ktoś z wąskiej grupki ludzi z baaardzo mocnymi plecami. Nie dajcie sobie wcisnąć błamu, jeśli ktoś powie,że dostał się na plastyczną, albo dermatologię, bo tak ładnie zdał lep i się "załapał" Ta kwestia dotyczy zresztą nie tylko Polski. Tak jest chyba wszędzie.... Aaa... chirugia ogólna nie ma tu nic do rzeczy.
  7. Swoją drogą ciekawe rzeczy się dzieją. Rezydentury z chirurgii plasycznej? To się zdarza chyba raz na parę(-naście?) lat. Neuroochirurgia, kardiochirurgia- miejsca pojedyncze, ale jakoś się ludzie o to nie zabijają. Ciekawe są obecne tendencje....
  8. true... największą weryfikacją studenckich przyjaźni jest staż i czas rekrutacji na specjalizacje. oj sporooo wtedy z ludzi wyłazi.
  9. -->No taka chirurgia w powiatowym szpitalu w PL: wyrostek, hemoroidy, przepuklina, pęcherzyk żółciowy i dziękuję WIELKA CHIRURGIA Wyrostek, pęcherzyk, amputacje, przepukliny, ileusy, żylaki, perforacje, urazy- może być tego całkiem sporo. Jak trafi się na dobre miejsce z normalnym szefem i zapotrzebowaniem na ręce do pracy, to można bardzo przyzwoicie nabić sobie takimi zabiegami łapę. Bo robisz je regularnie, a nie raz na ruski rok jak w szpitalach uniwersyteckich. Jest też sporo szpitali, które nie są ani akademickie/uniwersyteckie, ani wojewódzkie, są na zadupiach i mają całkiem szeroki profil zabiegowy- oprócz podstawy chirurgii ogólnej robi się tam np sporo zabiegów onkologicznych, albo naczyniowych. W niektórych można też zrobić te nadspecjalizacje, ale nawet jeśli nie- to tak czy inaczej stajesz do tego typu zabiegów i pod koniec masz z nimi pewne doświadczenie. Łatwiej dzięki temu otworzyć chirurgię naczyniową lub onkologiczną. ---> a WIELKA INTERNA w powiecie? UMIERALNIA Pełen przekrój przypadków to chyba pełen przekrój dziadków chorych na wszystko, którzy zaraz umrą. Jak internę to robiłbym tylko w klinice na specjalistycznym oddziale z myślą o zrobieniu specjalizacji szczegółowej z internety. Bo w tym kraju czysta interna to nie ma sensu. Misiek- interna dotyczy w głównej mierze ludzi starszych, to czego się spodziewasz? Można zacząć na internie w mniejszej miejscowości, a później po specjalizacji łapać się do większego ośrodka, ale już na nieco innych warunkach. Kardiologia to obecnie specjalizacja podstawowa, ale w rzeczywistości do wielu ośrodków nie przyjmują ludzi po studiach i z lepem, tylko już ze specką z interny. --->Powiat to nie jest raj. Są różne powiaty i różne kliniki. Ale widzę, że Ty Messer masz specyficzne podejście, raj dla doktora to jest na zapadłej dziurze, gdzie można zrobić chirurgię ogólną i nauczyć się 4 operacji na krzyż albo siedzieć na internie i prowadzić 16 pacjentów jednocześnie, co się sprowadzi do tego, że ciągle będziesz wypisywał papiery No ale gdzieś w tej całej papierologii znajdzie się jeszcze miejsce na PUNKCJE OPŁUCNEJ. Piszę z własnych doświadczeń i obserwacji. Najwięcej praktycznych umiejętności nabyłem z dala od szpitali uniwersyteckich, w tym w szpitalach powiatowych. Klimat pracy był w tych miejscach też o niebo lepszy. Nigdzie nie ma raju dla lekarza. Ale nie taki jest temat wątku. Mówimy tutaj o miejscach gdzie lepiej można się nauczyć. Gdybym miał do wyboru szpital powiatowy gdzie po 6 latach będę wyrobionym specjalistą z nabitą łapą, albo szpital uniwersytecki, gdzie będę siedzieć na oddziale i w papierach i patrzeć jak zabiegi dostaje syn profesora, to wybór jest dla mnie oczywisty. Tym bardziej, że po zrobieniu specjalizacji na zadupiu, można kształcić się dalej i robić nadspeckę. Czemu nie. --->No a doktor złapie Samego Pana Boga za nogi jak znajdzie robotę w komunalnym/kościelnym szpitaliku w enerdówku i będzie wyzyskiwany jak wół za średnią niemiecką pensje Ja akurat pracuję w bardzo dużym ośrodku, ale taka specjalizacja- zrobić ją można raczej tylko w dużych miastach. Ma swoje plusy i minusy, jak wszystko. Nie chce mi się znów na ten temat dyskutować, zwłaszcza z miśkiem, który jeszcze jednego dnia nie przepracował w zawodzie, a już ma poważne problemy z wypaleniem zawodowym.... i z trollowaniem
  10. Bardzo ciekawa specjalizacja. Interesujące spektrum zabiegowe. Jak nietrudno się domyślić najwięcej będziemy mieć do czynienia z guzami płuc, ale oprócz tego także zabiegi korekcyjne wrodzonych wad klatki piersiowej, wola zamostkowe, urazówka (od urazów komunikacyjnych przez postrzały aż po "zakładałem dren trokarem i przebiłem pacjenta na wylot....co teraz?"). Do tego ciekawa strona "małoinwazyjna" zarówno w diagnostyce jak i w leczeniu (torakoskopia, mediastinoskopia). Strasznie mi się torakochirugia podobała Ale fakt- z miejscami jest bardzo kiepsko. W sumie trudno powiedzieć dlaczego tak jest.
  11. Praktyki? Staż? Specjalizacja? Im dalej od Klinik tym lepiej. Kliniki to lepszy sprzęt i ciekawsze przypadki? Nawet jeśli, to trzeba tylko sobie odpowiedzieć na pytanie: czy chcę to oglądać zza szyby czy w tym uczestniczyć? Ja osobiście wolałbym regularnie ciachać wyrostki i pęcherzyki żółciowe niż parzyć kawę gościom przeszczepiającym wątroby. Zazwyczaj chirurg wyszkolony na prowincji ma o wiele lepiej nabitą łapę niż kolega z szpitala akademickiego. I niekoniecznie musi mieć mniejsze spektrum zabiegowe- to zależy od szpitala i szefa. Moja znajoma po 3 roku na chirurgii ogólnej oprócz regularnych operacji na otwarto robi też regularnie zabiegi laparoskopowe. Do tego specjalizanci na klinikach są raczej rzadko dopuszczani z tego co mi wiadomo. To wszystko dotyczy nie tylko specjalizacji zabiegowych rzecz jasna. Internista na prowincji ma pełen przekrój przypadków i sporą samodzielność, po prostu musi to wszystko samemu ogarniać. Na klinikach nieraz widziałem jak do punkcji opłucnowej wołano torakochirurga... W szpitalach klinicznych jest jeszcze jeden problem, a mianowicie cała armia krewnych i znajomych krolika. Jeśli specjalizację robisz równolegle z synem szefa, to jak myślisz? kto dostanie ciekawszą pracę, a kto pójdzie pisać papiery?
  12. . Szczerze mówiąc bladego pojęcia nie mam kto wycenia procedury. Sprawdzę w wolnej chwili. Faktem jest natomiast, że procedury wyceniane są tak, że się opłaca i nie ma przy tym limitów. Pacjent potrzebuje leczenia, więc je dostaje u nikt nie martwi się ,, czy nam zapłacą". U nas na tym polega kryminał, że limity są absurdalne i nieadekwatne. Perfidia naszegi systemu polega na tym właśnie, że nfz płaci tylko do pewnego momentu, a za nadwykonanua stawki są po prostu nueopłacalne. Z drugiej strony jako lekarz masz obowiązek leczyć zgodnie z obowuązującymi standardami, a każdy pacjent po niewuelkuch kosztach ma prawo ci wytoczyć proces. Stąd z hednej strony mamy gigantyczne kolejki i np. starsza pani czeka 10lat na endoprotezę (nie na takuego bólu u pacjenta, którego lekarz by nie wytrzymał), a z drugiej gigantyczne długi, bo nie powiesz choremu na buałaczkę dziecku, że ma zaczekać parę miesięcy, bo się limity wyczerpały. NFZ sie nie przejmuje zbytnio, bo w tym tamacie bardzo łatwo zwalić wszystko na lekarzy. I tak to (nie)działa... Z roku na rok coraz gorzej i tylko zastanawiam się kuedy to całkowicie pieprznie. No i co bedzie dalej... Ja naiwnie nadal lubię myśl, ze w Polsce jeszcze bedzie lepiej i ze wroce po specjalizacji....
  13. Gościu- jesteś na medycynie- już zawsze będziesz niewyspany i gotowy do spania. Z czekoladą czy bez
  14. 1. Studia medyczne można skończyć mając na koncie całkiem sporo umiejętności praktycznych. Temat był już wałkowany kilka razy. Trzeba po prostu chcieć i wykazać odrobinę cierpliwości i zapału, a nie marudzić, że nie podali na studiach wszystkiego na tacy. 2. W zawodzie lekarza nie przepracowałeś jeszcze ani jednego dnia. Jak możesz oceniać? Co sprawia przyjemność w pracy lekarza? Nie mam jak dotąd długiego stażu pracy, ale są rzeczy które nieodmiennie dają satysfakcję. Ja najlepiej czuję się na bloku operacyjnym- nawet jak jest trudno, stresująco albo asystuje się psychopatom Frajdę sprawiają nawet powtarzalne, podstawowe czynności- bo zawsze można zrobić coś lepiej, sprawniej (może mniejsze cięcie?). Niesamowitą satysfakcję daje zrobienie czegoś nowego, kolejny krok (to, że przychodzi po tym często stres i zerkanie czy z pacjentem wszystko ok to już osobna historia). To samo dotyczy nauczenia się dowolnej nowej czynności manualnej- punkcja opłucnowa, drenaż, wkłucie centralne. Super jest spotkanie pacjenta parę tygodni po operacji i stwierdzenie, że wszystko ok, a pozostawione przeze mnie blizny są niemal niewidoczne. To cieszy zawsze. Co jeszcze? Koniec dyżuru- przekazanie oddziału i wyłączenie służbowego telefonu Jak się uda wyreanimować pacjenta, postawienie trafnej diagnozy i jeszcze milion rzeczy z dniem wypłaty i widokiem zgrabnej pielęgniarki włącznie
  15. Nie polegał na opinii grona anonimowych medyków w takiej sprawie. Dlaczego? 1) medykom z zasady się nie ufa 2) w tej anonimowej masie są też ludzie, którzy chcą robić medycynę rodzinną w krakowie i okolicach- nie odpowiedzą szczerze 3) mamy tutaj trochę trolli
  16. Zapiernicz jest wszędzie- bo to jest wpisane w ten zawód. Jeszcze nie skończyłeś studiów, a mędzisz jak stara baba Jeśli to taki dramat i pomyłka, to przecież nikt Cię nie zmusza, żebyś szedł w tym kierunku. Zmień wydział, uczelnię, kierunek- może na Twoje miejsce przyjdzie ktoś kto lepiej je wykorzysta, a sam będziesz szczęśliwy na innych torach. Nie jest za późno Praca w Niemczech ma swoje wady i zalety. Są specki, na które trudniej się dostać, są takie że bez problemu dostaniesz miejsce (czy się utrzymasz i nie dostaniesz kopa pod koniec okresu próbnego to już inna bajka). Ja wybrałem specjalizację raczej dla zapaleńców., Większość uważa ją za zbyt stresującą i obciążającą, więc niespecjalnie muszę rywalizować z Niemcami. Oni zazwyczaj pojawiają się na krótko- po 6 miesiącach okresu próbnego stwierdzają, że to nie dla nich. To zresztą całkiem normalne zjawisko- młody lekarz zaczyna pracę, sprawdza czy dana działka mu odpowiada- jak nie, to szuka dla siebie czegoś innego. Zarobki są bardzo ok. Można poszperać w necie i porównać. 1/4 podstawy wystarczy na opłacenie mieszkania, garażu i comiesięcznych opłat. Szybko dochodzą dyżury na oddziale i nadgodziny za które zawsze bez gadania jest wypłacana kasa. Ja mam jeszcze dyżury pod telefonem- operacyjne. Więc naprawdę nie narzekam i myślę, że sam w takim układzie marudziłbyś na forum tylko dla zasady Poza tym odbiegamy tutaj od rdzenia mojej wypowiedzi: można zrobić speckę jaką się chce i stać przy tym dobrze finansowo. I nawet jak nie odpowiadają Ci Niemcy, to w momencie kiedy zdobywasz specjalizację, otwierają się nowe możliwości- możesz pojechać wrócić do kraju, albo pojechać w dowolny zakątek świata.
  17. Aga- idź na medycynę jak chcesz. Chcesz i możesz- idziesz. Po co w ogóle pytać o zdanie anonimowych gości na forum? Będzie kiepsko, nie spodoba się- zrezygnujesz i już. Zawód już masz i jako taką stabilizację. Ale wiek 30 nie powinien być jakąś barierą- ani prawną, ani psychiczną.
  18. Co do klimatu wśród studentów: u mnie było sporo fajnych ludzi na roku. Wiadomo,że zdarzały się kanalie piszące donosy i łajzy totalne, ale była grupa ludzi z którymi chcisło się spędzać czas i co więcej- okazali się prawdziwymi przyjaciółmi po studiach. Największą weryfikacją znajomości na studiach jest staż i okres kiedy ludzie walczą o miejsca rezydenvkie na klinikach. Wtedy wychodzi z ludzi naprawdę smrodliwa padlina.., czasami
  19. Berbelek jak zwykle marudzi. Studia może i niezbyt fajerwerkowe w naszych realiach, ale indeks tego wydziału otwiera drzwi za którymi sa naprawde fajne rzeczy i to jeszcze podczas studiów, nawet od drugiego roku jsk masz odrobinę zapału. Praca ciężka i stresująca, ale to nawet w debilnych serialach jest zaznaczone- nie ma lekko. Zarobki i ciężka dostępność wymarzonej specki? To też nie jest problem. Kto Ci każe zostawać w kraju? Poza Polską zrobisz prawie każdą speckę- może poza chirurgią plastyczną. Główny powód dla którego ludzie zostają po medycynie w polsce to wmawiany nam od początku bzdet, że każdy musi się natyrać jak osioł i zrobi speckę taką jską mu pozwolą a nie taką o jakiej marzy. I tak ma być i już. To się słyszy od pierwszego roku studiów. Bullshit! Robię wymarzoną specjalizację, zarabiam dużo więcej niż potrzebuję i pracuję w szanowanym zawodzie. Ile mnie to kosztowało? Dwa lata ostrej nauki języka. I to tyle, bo argument, że zostawia się przyjaciół, znakomych jest słaby. W warunkach polskiej służby zdrowia ani my, ani znajomi nie mamy czasu na rozbudowane i regularne kontakty towarzyskie, chyba że pracujemy w tym samym szpitalu.
  20. Ciągle powtarzane jest zdanie "studia medyczne są najdroższe". Ludzie powtarzają to bezmyślnie jak jakąś mantrę. To może w końcu ktoś wyjaśni w którym miejscu może jest to droższe od innych kierunków? Bo ja przez 6 lat obowiązkowych zajęć obciążyłem uczelnię kosztami hmmm 3 par rękawiczek, 1 fartucha jednorazowego + wydrukowane arkusze egzaminacyjne. W czym nasze studia są droższe? Wykładowcy i prowadzący zajęcia są na innych uczelniach też (u nas zresztą kokosów nie zbijają), na zajęciach przedklinicznych pracujemy na preparatach pamiętających II wojnę światową (nowych nie ma), na klinicznych używamy co najwyżej stetoskopu i młotka neurologicznego (to każdy kupuje we własnym zakresie podobnie jak ubiór szpitalny). To gdzie te studia są niby droższe od innych kierunków????
  21. Dobra, to ja może podam coś xzego jeszcze nie było. Przydać się może niezależnie od uczelni i jest darmowe. Technika poszła do przodu i można z tego dkorzystać. Jest taka aplikacja na tablet/smartfon- Essential Skeleton 2. Jest to po prostu dosc dokladny model szkieletu 3D z opcją wyiolowania dowolnej kości i dowolnego obracania w przestrzeni. Przydatne może być zwłaszcza przy czaszce. Ja mam to na IOS, ale moze na inne systemy tez jest. Sa tez inne aplikacje anatomiczne z tej serii ale juz sa platne.
  22. Nieprawda. Już teraz można bez problemu zauważyć, że: -materiał nie został w żaden sposób zredukowany, tylko poupychany na siłę w krótszym czasie szkolenia -stary, niedostosowany i nieakutualny program pozostał stary i nieaktualny, tyle tylko że jest na niego mniej czasu -przedmioty które miały w teorii zniknąć albo zostać mocno okrojone, zmienione zostały tylko na papierze. Bo czy się student męczy z łaciną na ocenę, czy jako "obowiązkowy fakultet z zaliczeniem na podstawie egzaminu"- chyba niewielka różnica Po 6 latach studiów i po pierwszym roku specki śmiało można stwierdzić, że w pierwszych 2-3 latach studiów jest sporo materiału, który nie przydaje się WCALE, nic a nic, zero. Jest stratą czasu, nerwów i kolorowych zakreślaczy. Nikt z tym nic nie robi i nie zrobi. Reforma była do tego dobrą okazją, ale wyszło jak wyszło. Efekty owszem- oceniać będzie można dopiero za kilka lat. Przewidywać można teraz. Na biochemii gdzie największy nacisk kładziono na bzdurne wkuwanie na pamięć wzorów chemicznych i cykli, sens tych przemian i znaczenie kliniczne umykały ludziom całkowicie. Ile z tego zostanie w czaszce kiedy ten sam nieokrojony materiał trzeba będzie zaliczyć w krótszym czasie, albo przy większym obłożeniu innymi przedmiotami?
  23. Mnie zastanawia tylko jedno. Czas trwania rezydentury, a czas trwania specjalizacji. Wydawałoby się, że to jest to samo, ale nie sprawdza się to we wszystkich dziedzinach. Są takie specjalizacje, gdzie w 6 lat nie wyrobi się minimum wymaganego programowo. Z różnych przyczyn. Co się dzieje z takimi ludźmi? Przedłużenie rezydentury nie zawsze jest możliwe, a nawet jeśli, to nie są to zbyt długoe terminy. Tymczasem są specki które robi się nawet 8-10 lat. co wtedy?
  24. jak zrobisz anestezjologię to i tak będziesz mógł pracować na sorze i w karetce. wiem, wiem- plan jest taki, żeby ostatecznie te działy obstawiali wyłącznie specjaliści med. ratunkowej. ale w naszym kraju jest to nierealne. zapotrzebowanie będzie zawsze o wiele większe niż obstawa- głównie z powodów które w tym temacie wymienione były już kilkakrotnie + ogólnie sytuacja służby zdrowia w polsce... i polski jako takiej.
×
×
  • Create New...

Important Information

By using this site, you agree to our Terms of Use.