A ja ostatnio zmieniłem swój pogląd na specjalizacje.
Obecnie najbardziej ciekawi mnie taka w której
- stosunkowo mało się dzieje (odpadają 36h godzinne dyżury itp) - najlepiej 5h dziennie pn-pt we własnym gabinecie...
- robi się ciągle te same rzeczy (bo dzięki temu można dojść do wprawy i robić mniej błędów = mniej pozwów i nerwów)
- ma się niewielką, specjalistyczną działkę (bo lekarz od wszystkiego to lekarz od niczego, można też naprawdę śledzić najnowsze wytyczne i trendy w leczeniu)
- trzeba niewiele rozmawiać z pacjentami (bo to roszczeniowe, niewdzięczne, matoły)
- brakuje specjalistów (co przekłada się na wysokie stawki)
- można pracować wg własnego grafiku (co przekłada się na większą ilość czasu z rodziną)
- nie ma szefa (ordynatora, profesora) starego komucha, który traktuje cię jak służącego i jeździ po tobie jak po łysej kobyle np na odprawach lub przy łóżku z pacjentami (odpada większość klinik)
- nie trzeba wystawiać wielu recept i zaświadczeń (nie po to się uczyłem 6 lat żeby być jakimś urzędnikiem z NFZ)
Zna ktoś taką specjalizację?