Zawartość dodana przez maciekk21
-
Warto czy nie?
temat odpowiedział maciekk21 → na maciekk21 → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówNie najgorszy! Po prostu ja mam nieco inne oczekiwanie, zwyczajnie jara mnie med. est, możliwość założenia własnego gabinetu, a później kliniki, które będą prosperować, chciałbym łączyć przyjemne z pożytecznym. Obawiam się tylko, że właśnie na taką specjalizację z dermatologii to się nigdy nie doczekam:/ A jak wygląda sytuacja zarobków specjalistów w szpitalach? Załóżmy ortopedów, kardiologów? Czy rzeczywiście te 4,500zł to goły etat bez dyżurów? I ile się dorobi, weźmie dyżurów tyle się zarobi?
-
Transseksualizm i studia medyczne
temat odpowiedział maciekk21 → na paleskin → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówPewnie, że tak, ale wiesz, dla niektórych sama przemiana to będzie tak ogromne przeżycie, że nie będą widziały nic innego. Nauka w liceum musi być mega trudna, a o studiach nie wspominam.. no i mimo wszystko społeczeństwo, górująca liczba osób starszych, dla których lekarz "homo-niewiadomo" (od razu mówię, że nie ja, ja jestem w 100% tolerancyjny, jedynie są to luźne przemyślenia, spostrzeżenia) będzie gorszy. Oczywiście nikomu nie trzeba o takim czymś mówić. Z pewnością K->M jest łatwiej, aniżeli M->K, bo to już sobie gorzej wyobrażam
-
Warto czy nie?
temat odpowiedział maciekk21 → na maciekk21 → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówOrtopedia głównie przez myśl założenia własnego gabinetu, dodatkowo zawsze mi się to w jakimś stopniu podobało. Na jakiej jesteś specjalizacji jeśli można wiedzieć?
-
Warto czy nie?
Wiem, że pytanie studentów medycyny o to, czy warto studiować na lekarskim jest idiotyczne, bo z racji nakładów pracy, czasu, wysiłku itd. itd. raczej każda odpowiedź będzie wyglądała tak samo, ale czy mimo wszystko, dzisiaj, w dzisiejszych czasach, będąc skierowanym jedynie na którąś z tych 3 specjalizacji: dermatologia(med.est), chirurgia plastyczna, ortopedia warto zawracać sobie głowę medycyną? Mimo, że pytanie dosyć lekkomyślne, ale powiem krótko, że jedynie te specjalizacje mnie zadowalają, chciałbym to w życiu robić. Prywatna klinika, gabinet, obojętnie co, ale prywatnie, nie w szpitalu. Czy to ma jakieś szanse, jakieś ręce i nogi? Nie chciałbym zmarnować 10 lat życia tylko dlatego, aby zobaczyć na wykresie rezydentur, że jedynie kim mogę zostać to chirurgiem ogólnym, pediatrą lub internistą.. Niestety patrzę też przez pryzmat zarobków, nie mam mimo wszystko jakiejś ogromnej chęci niesienia pomocy ludziom, oddania własnego życia w celach naukowych, spędzania 15h w szpitalu. Z góry dzięki.
-
Transseksualizm i studia medyczne
temat odpowiedział maciekk21 → na paleskin → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówProblemem jest to, że dojdą do tego wizyty u lekarzy, hormony które nieźle ci siądą w głowie i zakłócą rytm nauki no i rzecz jasna późniejsze operacje, rehabiltiacje, dochodzenie do siebie więc może ci czasu i zdrowia nie starczyć, jak w tym wieku chcesz to robić
-
Zarobki - dlaczego to taka tajemnica?
Które specjalizacje są najbardziej dochodowe i umożliwiają prowadzenie własnej działalności?
-
Transseksualizm i studia medyczne
temat odpowiedział maciekk21 → na paleskin → Zapytaj studenta medycyny - gorąca linia dla kandydatówA dlaczego nie?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
-
Dlaczego ta a nie inna specjalizacja ?
Radziwiłł jest kolejnym lekkim szaleńcem, więc wybranie swojej wymarzonej specjalizacji graniczy z cudem. Kto wie, może u mnie za 10 lat się zmieni, natomiast współczuję obecnym..
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
-
Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
No niestety, bądź stety - często prawnicy, tfu.. często... 90% przypadków to obrona największych bydlaków których ten świat poznał. Bronić mordercę małego dziecka, patrząc w oczy rodzinie pokrzywdzonej i wygrywając czasem sprawę to absurd. Ale tym absurdem zarabia się gruby szmal. Słabo to do mnie przemawia. U mnie największą bolączką jest chemia. Nic mnie tak nie boli jak chemia. Matematyka mi tak nie dokopie jak chemia. Próbowałem kilka podejść, w swoim życiu miałem już trzech korepetytorów od chemii na przestrzeni roku. W domu sam nie potrafię jej pojąć, nawet jakbym siedział nad nią 2 godziny wałkując ten sam dział. I to nie jest tak, że się zniechęciłem. Nie. Zwyczajnie nie potrafię się do niej przemóc. Postanowiłem, że jeszcze w kwietniu, stricte przed egzaminem spróbuję z fajną babką polecaną zarówno przez maturzystów jak i gimnazjalistów. Biologii jestem w stanie się nauczyć, przerobić każdy dział, przyjemny, nieprzyjemny nie ma problemu. Układanie wzorów bądź pisanie reakcji, dysocjacji niestety nie jest dla mnie fajną i przyjemną rzeczą. Za to takie przedmioty jak J. Polski, WOS czy Historia nie sprawiają mi najmniejszego problemu. Nie jest to w ogóle problematyczne. Dodatkowo podobają mi się te przedmioty. No ale cóż z tego, skoro zawód lekarza zdecydowanie bardziej mi się podoba. Z jednej strony ogromna łatwość do przedmiotów humanistycznych, z drugiej strony przepychanki z chemią i brak jakiejkolwiek łatwości nauki chemii. Z jednej strony wiem, że bez problemu poradziłbym sobie potencjalnie na prawie, tudzież w przygotowaniach do matury, z drugiej strony wiem jednak, że o ile biologia mnie nie wykończy, to chemii nawet nie zacznę a już trzasnę nią o ścianę. No i właśnie... czy rzeczywiście w takiej sytuacji profil biologiczno-chemiczny gdzie tej chemii będę miał 6 godzin w tygodniu to mądry wybór? Cały czas robię sobie za i przeciw, ale nie potrafię jednoznacznie wybrać co chcę w życiu robić. Co chwile mi się zmienia, jak nie z lekarza tak na prawnika, jak dermatolog to za 5 minut sędzia i tak w kółko. Marzy mi się kiedyś własna klinika chirurgii plastycznej, z resztą chyba jak wszystkim nastolatkom, ale wiem jaka jest to bardzo długa, kręta droga pod ogromną górę. -> 3 lata nauki, mega ciężkiej, intensywnej i czasochłonnej -> minimum 90% z chemii i biologii na maturze -> 6 lat jednych z najcięższych studiów w historii -> ogromna trudność w dostaniu się na WYMARZONĄ specjalizację -> harowanie prawie za darmo na specjalizacji -> mając trzydzieści parę lat wyrabianie renomy, zyskiwanie klientów, rozgłosu i odrabianie strat finansowych, bo jednak kursy, książki, sama nauka kosztuje TAK, MEGA CHCIAŁBYM SIĘ TEGO PODJĄĆ, wiedząc nawet, że ludzie mają łatwiej na innych kierunkach, ale jeśli sobie pomyślę o chemii która przychodzi mi tak trudno niż innym to zaczynam wątpić.. Znowu kierunek studiów prawo to również niewątpliwie wspaniała przygoda, ale znowu zamiast pomagać ludziom, oprócz swoich klientów, często najgorszych śmieci na świecie będę oczerniał innych ludzi z pokerową twarzą... Jestem mega rozdarty.
- Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
-
Kto ma lepiej? Lekarze czy prawnicy?
No właśnie - jak to jest w praktyce. Prawo czy medycyna? Sam zadaje sobie to pytanie, ze względu na to, że stoję przed wyborem profilu w liceum. Dziś prokurator, sędzia czy adwokat może liczyć spokojnie na zarobki w granicach 10-15 tysięcy złotych do ręki, a w przypadku samych adwokatów nie ma jako takiej górnej granicy. O ile w przypadku adwokatów trzeba mieć sporo pieniędzy na otwarcie samej kancelarii, aby dobrze prosperować już na start, to młody prokurator - tj. 30 latek zarabia już 7000zł. Przyjęło się, że zawód prawnika to zawód mega prestiżowy, dochodowy, ale obkupiony wieloma latami wyrzeczeń, nauki. Mają oni wiele profitów, można się piąć zawodowo w górę - od prokuratury rejonowej, aż po krajową, wszystko zależy od nas samych, oraz w jakimś tam stopniu szczęścia, ale rozmawiając z 32 letnim prokuratorem, bardzo zachwala swoja pracę, ma do czynienia ze sprawami które uwielbia - kryminalistyka, praca z policją, a w dodatku niezłe pieniądze, gdzie inni w wieku 30 lat mogliby pomarzyć o takich zarobkach, do tego dochodzą różnego rodzaju dodatki, immunitet. W przypadku sędziów czy adwokatów droga jest podobna, lub nieco inna, ale można rzecz, że zawody te są nadal bardzo dobrą propozycją, mimo ogólnego hejtu, że dzisiaj studentów prawa są tysiące - może i są, ale furtka jest cały czas otwarta. Natomiast chciałbym spytać jak to wygląda z perspektywy młodych lekarzy, może źle to nazywam, ale chodzi mi o ludzi w wieku 30-35 lat. W trakcie studiów nie dostajemy ani grosza, w trakcie rezydentury te stawki są śmieszne, oraz w trakcie samej specjalizacji nie mamy co liczyć na grubą kasiorę, bo jednak o niej setki młodych osób marzy. Tak jak wspominałem, młody prawnik ma bardzo realne szanse na zarobki w granicach 6-8 tysięcy właśnie po trzydziestce. Natomiast z moich wyliczeń droga lekarza do tych pieniędzy jest znacznie dłuższa. Dlaczego cały czas o pieniądzach? A no właśnie dlatego, że przyjęło się, że te zawody to pewny, stabilny, bardzo dochodowy zawód. Niestety jaka jest rzeczywistość wszyscy wiemy. Zaczynamy w wieku 19 lat jeśli dobrze pójdzie, studia kończymy w wieku 25 lat. Dochodzi nam rok stażu + czas na LEK. Więc powiedzmy, że mając 27 lat możemy rozpocząć interesującą nas specjalizację, o ile w ogóle się na nią dostaniemy oraz o ile będzie na nią miejsce. Niestety w obecnej chwili wszystko zmierza do tego, że nie. W przypadku kiedy wybierzemy drogę chirurga plastyka, dermatologa, ortopedy czy innych w miarę "wolnych" specjalizacji mamy szansę na pracę prywatnie, jako wolnych mam na myśli niezwiązanych ŚCIŚLE ze szpitalami państwowymi oraz paskudnym NFZ. Jak każdy wie chirurgia plastyczna czy dermatologia to specjalizacje mega oblegane, mało kto się dostaje, natomiast później kasę można trzepać, ale sam czas specjalizacji to już 5-7 lat. A więc tak naprawdę mając 32-35 możemy zacząć o realnym początku kariery w swojej specjalizacji, wyrabiać markę, zaufanie pacjentów, zrobić sobie rozgłos. Pytanie teraz co z prywatną kliniką, gabinetem? Skąd weźmiemy na to pieniądze zarabiając w trakcie specjalizacji marne grosze? Jedynie bogaci rodzice czy ciotka z ameryki mogą nam tutaj pomóc, w innym krzyżyk na drogę i zapindalaj pan kolejne X lat, aby w końcu stać się KIMŚ. Okej, mamy 32 lata, optymistyczna wersja. Wszystko przed nami. PLAN A - bogaci rodzice, ciotka z ameryki, cokolwiek, mamy pieniądze na rozwój, na założenie prywatnej praktyki lekarskiej, więc tak czy siak, prędzej czy później, czegoś się dorobimy, ale powiedzmy sobie szczerze - jakie na to są szanse? 2%? 3%? Ile osób jest w stanie tak działać? PLAN B - nie wywodzimy się z żadnej bogatej rodziny, cudem znaleźliśmy się na wymarzonej specjalizacji, no i jeśli jesteśmy rzeczywiści w branży estetycznej to problemów jako tako z pracą nie będzie, bo miejsce zawsze się znajdzie, natomiast co mają powiedzieć kardiolodzy, ortopedzi bez pieniędzy na własny gabinet, anestezjolodzy, neurochirurdzy, bla, bla, bla - prawie wszystkie grupy lekarzy? Pracować w szpitalu za marne stawki? Robić w trzech szpitalach, a do domu praktycznie nie wracać, a jeśli wracać to tylko żeby się przespać? I w tym momencie człowiek zadaje sobie pytanie - i po co mi to wszystko było? 3 lata harówy w liceum, aby dostać się na wymarzoną uczelnię, 6 lat mega ciężkich studiów, i teraz po nich w zależności od wybranej specjalizacji 5-6 lat harówy za mniej niż kierownik Biedronki obok Olkusza? A jeśli nawet skończymy wymarzoną specjalizację to przecież też kokosów zarabiać nie będziemy, więc pytam się jaka tutaj jest sprawiedliwość? Czy rzeczywiście zawód lekarza to tak wysokie zarobki? Bo jeśli odnosić się do takich informacji, ze szmatławca: lekarz bez specjalizacji to 2253 PLN (brutto). To daje odpowiednio 13,65 PLN (brutto) za godzinę. lekarz z I st. specjalizacji to 2553 PLN (brutto) czyli 15,47 PLN (brutto) za godzinę. lekarz z II st. specjalizacji do 40 r.ż. to 2800 PLN (brutto) czyli 16,97 PLN (brutto) za godzinę. lekarz z I Ist. specjalizacji po 40 r.ż. to 2787 PLN (brutto) czyli 16,89 PLN (brutto) za godzinę. lekarz na stanowisku kierownika/ordynatora to 3458 PLN (brutto) czyli 20,95 PLN (brutto) za godzinę. Które są rzeczywiście kwotami gołymi, do tego dochodzą dyżury, praca po godzinach itd. ale biorąc pod uwagę takie kwoty w branży gdzie po prostu nie ma szans robić samodzielnie to jak na to patrzeć? Nawet jeśli 50 letni lekarz, znany ortopeda, kardiolog czy kto tam wie zarobi te 20,000zł miesięcznie to jakim kosztem? Robieniem po 13h dziennie? Pracą w 3 szpitalach i braniem kilku dyżurów w ciągu miesiąca? Gdzie czas na rodzinę, hobby? Nie wiem jak wy, ale ja mając przed sobą decyzję jestem kompletnie rozbity. Tyle się czyta o młodych lekarzach, którzy pracują w zupełnie niegodziwych warunkach, z drugiej strony jakiegoś specjalnego lamentu prawników nie słyszałem. Branże po politechnice, informatyce czy czymś ścisłym odrzucam - ogólnie nie interesuje mnie to w takim stopniu jak właśnie wyżej wymienione zawody prawnika czy lekarza. Jak na to kochani spojrzeć? Bo jestem nieźle złamany w środku.. Z jednej strony marzy mi się bycie lekarzem tak samo jak prawnikiem, ale z drugiej jak patrzę na zarobki w dzisiejszych czasach, a nikt nie wie jak będzie za X lat to czy rzeczywiście jest sens pakować się w to wszystko dla samego bycia lekarzem? Chęć pomagania ludziom? Jak najbardziej. Chęć niesienia ogólnej pomocy? TAK! Tylko czy rzeczywiście, żeby to robić, przez połowę życia trzeba sobie flaki wypruwać, aby godnie żyć? Takie mnie naszły przemyślenia przed wyborem szkoły średniej, bo oczywiście, są i bogacze w każdej branży, nawet z pozoru najmniej dochodowej, ale to absurdalne, aby po tylu latach ciężkiej pracy w liceum, na studiach, w trakcie specjalizacji potem patrzeć jak zwykły programista który klepie kod 8 godzin dziennie w Polsce czy na zachodzie zarabia 5x-7x więcej od osoby w jego wieku. Jakie jest wasze zdanie? Pomoże mi chociaż troszkę ktoś? Bo tak jak wspominałem, jestem nieźle w środku złamany.
-
Jak punktowana jest matematyka w rekrutacji na medycyne? Czy trzeba napisać bardzo dobrze?
Hejo Pytanie ode mnie na dziś, które nie daje mi spokoju tak naprawdę od rana i wszędzie w internecie znajduję inną odpowiedź. Interesuje mnie rekrutacja na Śląski Uniwersytet Medyczny przykładowo, gdzie obowiązkowo wymagana jest matura z chemii i biologii na poziomie rozszerzonym, no to załóżmy, że napiszemy ją na 85-100%, w miarę tak, aby przejść. No i super, ale co jeśli nie rozszerszaliśmy matematyki, a sami z niej dostaliśmy załóżmy z podstawy 50-70%? Czy przy rekrutacji na medycyne, z pozoru niewymagana na maturze matematyka, może zaważyć o dostaniu się na ten kierunek? Mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi Czy mimo to, że nie jest wymagana rozszerzona trzeba napisać podstawę też w górnych granicach? Pytam bo jestem totalną nogą z matematyki, za to chemia i biologia to mój konik.
-
Co zdawać na maturze? Jakie rozszerzenia?
Biologia + chemia, szkoda sobie majmą głowe zawracać
-
Zadowolenie z życia ?
Więc jak widzicie, już chyba potencjalny prawnik, notariusz, komornik ma lepiej niż przyszły lekarz. Oczywiście praca lekarza jest moim zdaniem znacznie cięższa, wymagająca, często i przykra (otaczanie się w ludzkim nieszczęściu, częste "wyroki życiowe" w postaci nowotworu i nie tylko).. Obydwa zawody moim zdaniem są pewne, osoba z głową na karku i ambicją, zarówno po prawie jak i medycynie z pewnością sobie poradzi w życiu i dorobi się niezłej kasy. Natomiast z pewnością lepszym wyjściem dla wielu młodych osób, które interesują się inżynierią, informatyką jest pójście w stronę IT. Zarobki lepsze dla młodych, bo można nieźle wyciągać z opowiadań znajomych absolwentów szkół politechnicznych, ale to jest praca do pewnego momentu. Po jakimś czasie osiągamy pewien stopień, że trudno się bardziej rozwinąć. Można być bardziej wydajnym, pracowitym, pisać 2x więcej stron kodu dziennie, no ale wciąż będzie to, to samo co miliony innych programistów. Więc myśląc przyszłościowo na pewno lekarz, prawnik; programista, automatyk z pewnością to rentowne kierunki, ale moim zdaniem do pewnego momentu. Dodatkowo z pewnością nie zapewniają takiej stabilizacji, jakby chociaż prawnik z 20 letnim doświadczeniem czy lekarz który odbył już setki operacji. Tutaj albo jest się w grze, albo się wypada z gry. Taki też wyścig szczurów, tylko, że w całym życiu.
-
Zadowolenie z życia ?
W swoim otoczeniu znam 3 osoby które swoim pomysłem i ciężka pracą po technikum doszły do wszystkiego same, bez pomocy nikogo, obecnie są to prezesi/szefowie firm, zarabiają min. 22tys netto złotych bez żadnej szkoły, wszystko własnym pomysłem. Wydaje mi się, że o wiele opłacalniejszą opcją w dzisiejszych czasach jest ekonomia + j. angielski bądź też politechnika + j. angielski. Niestety po dosyć dużej analizie, "bycie" lekarzem w Polsce jest średnio opłacalne. A dlaczego ciągle piszę o opłacalności? No bo nie oszukujmy się, 90% osób idących na studia wyższego szczebla ma w głowie zarobki, lans, prestiż. A więc podsumujmy, na studia idziemy w wieku lat 19. 6 lat studiów = mamy 25 lat kiedy kończymy medycynę. Do tego dochodzi rok stażu i po tym LEK. Więc powiedzmy, że mamy w sumie 27 lat kiedy mamy prawo do wykonywania zawodu. Jeśli komuś się powodzi to i zrobi tyle kursów ile się da, więc może coś z medycyny estetycznej, może z tego, tamtego. Powiedzmy, że zarabiać będzie maksymalnie 4000zł netto w wieku 27, łącząc pracę w szpitalach, dorywczo w klinikach. No ale wypadałoby zrobić przecież jakąś specjalizację, no bo dzisiaj zwykły lekarz o niczym nie świadczy. Więc mając 27 lat decydujemy się na jakąś specjalizację, uznajmy, że potrwa ona 5 lat. Ciężkie lata nauki, pracy aby chociaż co nieco zarobić i w końcu mając 33 lata uzyskujemy specjalizację, ciągle zarabiając tyle o ile, wcale nie fortunę, bo przecież w tym wieku nikt o niej nie marzy "ona przyjdzie". Kilka lat zdobywania doświadczenia, renomy, zaufania i mając 37-38 lat można powiedzieć w końcu się czegoś dorobimy, jakieś sensowne pieniądze, raczej wątpie w 20 tysięcy miesięcznie, niech to będzie 15 tysięcy co i tak jest kwotą zawrotną i raczej nierealną. Wziąć kredyt, założyć klinikę, czy to chirurgii plastycznej to wtedy kasiora gotowa, ale taka dermatologia, kardiologia, ortopedia.. to wszystko powolny proces zdobywania rozgłosu i poparcia "ludu". Więc na dobrą sprawę mając 40 lat w końcu wychodzimy na prostą i bez żadnych kompleksów zarabiamy dużo, cieszymy się i tak dalej, i tak dalej. Bite 20 lat od rozpoczęcia studiów, aż dochodzimy do faktycznej renomy, zaufania ludzi i wysokich zarobków oscylujących jeśli jesteśmy faktycznie dobrzy, wszystko poszło pomyślnie i mieliśmy wsparcie na założenie ośrodka, kliniki, w okolicach 20 tysięcy. Niektórzy powiedzą wow, 20 tysięcy, jakie to pieniądze. No właśnie spore, jak na polskie realia, powiedziałbym, że bardzo dobre. Ale nie zapominajmy jakim trudem, wysiłkiem i wyrzeczeniami zdobyte. A tymczasem przykładowy PAN X po informatyce wyjedzie sobie do USA, Niemiec, Norwegii i tam w korporacjach będzie już w wieku 25 lat zarabiał 4k euro i to tylko po studiach, w programowaniu, a przecież co mu po tym jak szukają tylko młodych programistów? No to w wieku 40 lat się przebranżowi na automatykę, gdzie liczy się doświadczenie i wiedza, i nadal będzie zarabiał fortunę, bez ciężkich studiów, bez kredytów. Co najśmieszniejsze, już w Polsce po studiach w dobrych korporacjach można spokojnie zarobić w IT 10 tysięcy, wystarczy być faktycznie dobry. Ekonomia tak samo czeka, w połączeniu z perfekcyjnym angielskim, te dwa kierunki oferują mnóstwo $$$, nawet w Polsce. Już nie wspomnę o zaletach programisty, mobilności, niezależności, wystarczy laptop i dowolne miejsce na kuli ziemskiej, żeby dobrze żyć. Prawo i medycyna to obecnie kierunki które żyją i funkcjonują na starej renomie. Tak się zawsze wydawało i zawód lekarza czy prawnika obfitował w szacunek. Dzisiaj może to, że ktoś jest prawnikiem nadal jest niebywałym prestiżem, ale patrząc na ilości wypuszczanych przez uczelnie kolejnych absolwentów prawa to aż się robi niedobrze. Rocznie 10,000 ludzi w całej Polsce. I gdzie tu szukać pieniędzy? Namnożyło się tyle tego, że obecnie ani nie ma z tego pieniędzy, a i jest w ogóle ciężko o pracę. Medycyna to pewna praca, ale jakim kosztem... Więc moje marzenia o byciu takim Gojdziem, Szczytem.. chyba odpłynęły, bo dzisiaj bez pleców ciężko cokolwiek osiągnąć, niestety. Czas popatrzeć realnie i pomyśleć o innych rozszerzeniach, bo obecny system wygląda kiepsko. Pozostaje jeszcze myśl medycyny za granicą, czy pracy jako lekarz za granicą, ale czy jest sens się trudzić skoro zwykły programista zarobi 2x więcej.... Tekst pesymistyczny, ale nietrudno o taki w dzisiejszych czasach gdzie kasę zbijają tylko znane głowy.
-
Zadowolenie z życia ?
No pewnie, po co w ogóle zarabiać dużo po takich ciężkich studiach, po harowaniu do matury, eh.. Najlepiej nic od siebie nie wymagać. Szkoda, że ludzie bez matury, bez studiów, własnym pomysłem na biznes potrafią się dorobić milionów. Zawód lekarza powinien być dla ludzi z pasją, ale nie ukrywajmy, że wynagrodzenia też powinny być przyzwoite i wyższe niż większość społeczeństwa.
-
Zarobki - dlaczego to taka tajemnica?
No to jeśli są takie braki informacyjne to powiedźcie czym się zajmujecie i ile srednio miesięcznie z tego macie. Moja ciotka która pracuje jako kardiolog w swoim prywatnym gabinecie zarabia średnio 10,000zł + szpital
-
Zarobki - dlaczego to taka tajemnica?
Forum śpi