Zawartość dodana przez devitto
-
Z jakiej korzystacie książki do nauki i poszerzania wiedzy z onkologii?
Jestem ogromnym wielbicielem sztandarowej pozycji, jaką jest Onkologia prof. Kordka. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że jest na rynku wiele książek o tematyce onkologicznej. Z jakich innych książek korzystacie, drodzy użytkownicy? Jakie polecacie, a jakie innym byście odradzali?
-
Latarka diagnostyczna - LED czy zwykła?
W tym roku zaczynam neurologię, chciałbym więc kupić sobie latarkę diagnostyczną (swoją drogą, przymierzałem się do tego już znacznie wcześniej, przydałaby się bowiem kilka razy na zajęciach internistycznych). Przyznam się, że planuję kupić latarkę w miarę tanią - w trakcie poszukiwań znalazłem latarki zarówno ze "zwykłą" zarówką, jak i LED-ową (ponoć specjalnie przystosowaną). Wiadomo, że LED świeci dłużej, pobierając mniej energii - z drugiej zaś strony słyszałem, że LED jednak nie do końca spełnia swojej funkcji, nawet specjalnie przystosowany... Czy słyszeliście kiedyś o takich wątpliwościach? Co mi polecacie zrobić - kupić latarkę ze zwykłą żarówką, czy też może jednak LEDową? Może macie jakiś sprawdzony sprzęt?
-
Ogólnie - czy praktyki za granicą są ciekawsze od tych w Polsce?
Zastanawiam się co roku nad wyjazdem na praktyki zagraniczne - ostatecznie jednak do tej pory zawsze zostawałem w kraju, i nie żałowałem. Myślę sobie jednak, że być może warto byłoby w tym roku spróbować. I tu moje zasadnicze pytanie do pozostałych - czy uważacie, że praktyki za granicą są ciekawsze? czy można się podczas nich więcej nauczyć? Szczególnie liczę na zdanie osób, które mają to porównanie Pomijam przy tym oczywiście argument zwiedzenia kraju i poznania jego kultury - chodzi mi o samą "esencję" praktyk studenckich
-
Najciekawszy przypadek medyczny, jaki spotkaliście w trakcie zajęć
Ciekawy jestem, czy spotkaliście kiedyś podczas zajęć pacjenta z bardzo interesującym Was przypadkiem medycznym? Jeśli tak - opowiedzcie o nim Będzie to niewątpliwie również interesujący przypadek dla pozostałych użytkowników
-
Przekręcamy zegarki!
Zmiana z czasu letniego na zimowy nastąpi dnia 30 października 2011 r. (w nocy z soboty na niedzielę) - zegarek przestawimy z godz. 3:00 na 2:00 w nocy - dzięki temu zyskamy dodatkowo jedną godzinę snu (hurra!)
-
Światowy Dzień Serca
Organizatorem wydarzenia jest Polskie Towarzystwo Kardiologiczne. Centralne obchody odbędą się na Molo w Sopocie.
-
Która uczelnia medyczna w PL najlepsza?
Ja, gdybym miał teraz wybierać ponownie uczelnię, prawdopodobnie wybrałbym tą samą - Łódź. Budynki (oprócz, co oczywiste, szpitali) może nie są na czasie (ba, często są to elementy dawnych rezydencji Poznańskiego, choć zdarzają się też wyjątki typu "nowy kurnik wykładowy"), ale uważam że atmosfera na studiach jest bardzo przyjazna, a jeśli ktoś chce się czegoś nauczyć - ma ku temu jak najlepsze możliwości. Co prawda, nie zaprzeczę - nie podoba mi się w Łodzi stosunek zajęć teoretycznych do praktycznych (na korzyść teoretycznych prelekcji), ale z tego co słyszałem, tak jest nieomal wszędzie.
-
Zmiana LEPu na LEK - co sądzicie? różnice
LEK również będzie można zdawać większą ilość razy, tylko że tylko 3 razy bezpłatnie - 4te podejście będzie już płatne. Częstotliwość LEKów również się nie zmniejszy - tak samo, 2 razy do roku. Farciarzami są osoby, które zanim wejdzie LEK, podejdą do LEPu - takie osoby będą w dalszym ciągu "na starych zasadach" mogły poprawiać LEP (a wtedy już LEK) bezpłatnie nieskończoną ilość razy
-
Grafiki i animacje związane z medycyną
W tym temacie pokazujmy wszystkie ciekawe, interesujące itp grafiki oraz animacje związane (ściśle bądź nieco luźniej ) z medycyną. Dzisiaj przeglądając z nudów internet natrafiłem na coś takiego: http://ryjbuk.pl/reka-264673
-
Podręcznik do chirurgii - który wybrać?
Ja jestem zdecydowanie fanem Noszczyka - i (tak, wiem że to co powiem zakrawa nieco na masochizm, ale...) jestem zwolennikiem dużego Noszczyka, dwutomowego. Wg mnie jest to książka, z której najlepiej można się wszystkiego nauczyć. Fibak dla mnie jest zdecydowanie "za mało treściwy" - ja jednak wolę, gdy jest napisane więcej i mogę sobie pewne informacje wyselekcjonować. Gardena nie miałem w rękach, więc się nie wypowiadam. Co zaś się tyczy Szmidta - w rękach miałem, na komputerze również (w formie miesięcznego trialu) i niewątpliwie to książka dobra, ale i tak jej czegoś brakuje...
-
Ulubiony/najgorszy przedmiot na studiach
O tak, domixon - święta racja! Histologia to również była dla mnie zmora. Wejściówki były wg mnie wręcz epickie - nigdy nie zapomnę pytania o gronko wątrobowe jako specyficznie opisaną jednostkę anatomiczną/strukturalną/czynnościową etc. Odpowiedź oczywiście była na prezentacji kilkanaście minut później, ale konia z rzędem temu, kto znalazłby to wcześniej w jakiejkolwiek książce - nie dało rady (jak się później okazało, było to dokładnie tymi samymi słowami napisane w jakimś artykule w specjalistycznym czasopiśmie ) Zaś wbrew pozorom i powszechnej opinii, najłatwiej mi wchodziła zawsze biochemia
-
Farmakologia
Więcej leków jest opisanych, to prawda - tylko że zdecydowana większość tej nadwyżki (nie wszystkie, ale zdecydowana większość) to leki już niestosowane (ja wiem, że historie lubią się powtarzać i być może do niektórych z tych leków wrócimy, ale ogólnie leki "historyczne" uznaję za typowy zapychacz głowy - tak jakby farmakologia i tak nie była już obszerną dziedziną wiedzy). Co do mechanizmu działania i interakcji - zgodzę się, jest tego znacznie mniej w Mutschlerze i to jest ewentualna wada/zaleta (w zależności od tego, kto czego szuka). Co do działań niepożądanych - niekoniecznie. Ucząc się do egzaminu z farmakologii niejednokrotnie widziałem leki, w których działań pożądanych wg Kostowskiego było 1-2, zaś wg Mutschlera zdecydowanie więcej (oczywiście w żaden sposób się one nie wykluczały). Tak czy siak, na pewno warto spojrzeć do obu pozycji, ale nie ukrywam, że większą sympatią darzę Mutschlera
-
Farmakologia
Moim zdaniem zmiana podręcznika z Kostowskiego na Mutschlera to bardzo dobry krok. Czytając Kostowskiego odnosiłem wrażenie, że niejednokrotnie czytam historię farmakologii. Oczywiście trzeba mieć na uwadze to, czy mówimy o Mutschlerze "małym" (kompendium farmakologii), czy o pełnym dziele. Miałem do czynienia zarówno z jedną jak i drugą pozycją, choć nie ukrywam że częściej zaglądałem do kompendium - i choć w Kostowskim w lepszy, dokładniejszy sposób są opisane mechanizmy działania odpowiednich grup leków, to jednak w Mutschlerze zauważyłem większy nacisk na "klinikę", a to bardzo dobrze.
-
Blogi na MedFor.me
Blogi tutaj to moim zdaniem bardzo dobry pomysł I żywię nadzieję, że inni również będą tak uważać
-
Bo ktoś kiedyś musi zacząć...
Pierwsza notka na blogu - rzecz święta. Święta nieomal podwójnie, bo raz, że chcąc prowadzić bloga, jakoś trzeba zacząć, a po drugie - od pierwszej notki na blogu zależeć będzie to, jak Czytelnicy będą ów blog postrzegać. Tak więc - witam wszystkich Czytelników! Na początek wspomnę, skąd wzięła się ta dziwna nazwa bloga. Parę ładnych latek temu, kiedy to zaczynałem studia, spotkałem pewnego doktora, który wtedy przygotowywał się do rozpoczęcia wykładu dla ówczesnego III roku. Moją uwagę przykuła jego plakietka identyfikacyjna - jego zdjęcie i zamiast właściwego imienia i nazwiska, "Naczelny Lekarz Trędowaty" (a może to było imię i nazwisko? w każdym bądź razie, jak się później dowiedziałem, było to jego czarno-humorystyczne podejście do ogólnie puszczonej w obieg studentów plotki, jakoby ten doktor był "trędowaty" w swoich poglądach oraz równie "trędowaty" podczas odpytywania studentów). Pozwoliłem sobie w pewien sposób skorzystać z pomysłu tego lekarza - w moim jednak przypadku, brak będzie słowa "trędowaty", który zamienię słowem "trąbkowaty", a to ze względu na moje ogromne zamiłowanie do gry na tym instrumencie dętym blaszanym (od niedawna wróciłem do czynnego i częstego grania - czas na nowo pokazać swoje zadęcie ) Koniec nudzenia. Nie, nie, to nie koniec notki! (czyżbym aż tak Cię znudził, drogi Czytelniku? Postaram się teraz nieco bardziej, tylko proszę, wytrzymaj jeszcze chociaż chwilkę). Blog ten będzie zasadniczo chaotycznym przekazem moich mniej lub bardziej chaotycznych myśli - czasem będę wspominał o życiu osobistym, czasem o nauce i tym co spotykam w szpitalu, czasem o ogólnych wydarzeniach, a jeszcze kiedy indziej, o kompletnie niczym sensownym. Dzisiaj wspomnę o tym, co ciekawego udało mi się dziś dojrzeć w moim Szpitalu Rejonowym. Dzisiejszego dnia pojawiłem się na moim ulubionym oddziale Chorób Wewnętrznych, swoją drogą, dawno przeze mnie nie odwiedzanym (ordynator tego oddziału jest świetnym diagnostą i dydaktykiem, a co dla mnie równie ważne, jest internistą pulmonologiem i onkologiem, a właśnie onkologiem zamierzam w przyszłości zostać). Byłem obecny na obchodzie, na którym bliżej przedstawiono mi przypadek 57-letniej kobiety z melanoma malignum (zlokalizowanym na skórze pleców, w okolicy krzyżowej), zdiagnozowanym jednak za późno, z obecnymi już przerzutami. Pacjentce wykonywano codziennie punkcję jamy opłucnowej, ze względu na obecność znacznego wysięku (który swoją drogą, obecny był również w osierdziu, ale kardiolodzy w tym szpitalu mieli to kompletnie gdzieś i pacjentki na "kardiologiczną" internę, celem odbarczenia osierdzia, przyjąć nie chcieli). Tak było i dzisiaj - na godzinę 12:00 zaplanowano punkcję. Na różnorakich zajęciach na Uniwersytecie wielokrotnie słyszałem o wręcz mitycznym, czarno-brązowanym płynie, który można dojrzeć u pacjentów odbarczanych z powodu rozsiewu czerniaka. Jak to zwykle bywa - im częściej o czymś się na zajęciach mówi, tym rzadziej to można zobaczyć, tudzież tym rzadziej to można w ogóle spotkać (wystarczy wspomnieć o szeroko wspominanych czerwonych bliznach w zespole Cushinga, szeroko wspominanej głowie Meduzy na tle wodobrzusza czy często wspominanym osłuchowym "dzwonie śmierci" w przebiegu tętniaka aorty brzusznej) - dokładnie tak samo było z ów mitycznym czarno-brązowym płynem. Aż do dzisiaj. Gdy tylko ordynator wbił igłę do lewej jamy opłucnowej, mym oczom ukazał się ów czarno-brązowy płyn, będący oznaką znacznego nagromadzenia komórek nowotworowych czerniaka w płynie opłucnowym. Ostatecznie udało się odbarczyć pacjentce 1100 ml płynu. I samopoczucie od razu się poprawiło. Jeszcze trzeba tylko wypełnić kartę zabiegową - "Pleuritis excusativa carcinomatosa". Jutro też tam idę - i zapewne znowu trzeba będzie odbarczyć tą pacjentkę. Ciekaw jestem, czy ponownie uda mi się dojrzeć ów rzadkie i wybitnie ciekawe zjawisko...