Chodzi o podręcznik autorstwa Narkiewicza i Morysia? Takie 4 nieduże (jak na anatomię) książeczki? Moim zdaniem dość dobre opracowanie, ale to rzecz gustu. Nie wszystkim się podoba.
Ja nie byłem jakimś anatomicznym geniuszem (nie leży mi nauka na pamięć), a korzystałem z różnych rzeczy:
a) Gray - porażka. Dobre rysunki, ale nic więcej. Zupełnie bez sensu, kiedy jeden koniec kości jest opisany na stronie x, a drugi na stronie x+20. Żeby się u nas z niego nauczyć, trzeba było mieć sporo determinacji i naskakać się po całej książce.Sporo błędów i rozbieżności z Bochenkiem (a asystenci, zwłaszcza starsi, wychowani są na Bochenkach i jest to dla nich świętość - co tam jakieś amerykańskie g...o )
b ) Pituchowa - całkiem niezła książka, dość zwięźle i wszystko, co istotne w jednym miejscu, aczkolwiek korzystałem z niej głównie przy brzuchu i kończynie dolnej, więc nie wypowiem się odnośnie tego, jak zrobione są inne preparaty. A, jeszcze OUN zacząłem zeń robić, ale coś mi nie leżało.
c) Narkiewicz & Moryś - niezłe, korzystałem dość długo, często do kompletu z Pituchową. Opis przyjazny, wiedza skondensowana, ale nie aż tak, jak w Skawinie.
d) Skawina - tomy dość nierówne, np. OUN to imo jakieś nieporozumienie, ale już czaszka czy głowa i szyja - miodzio. Z tych dwóch tomów korzystałem i mogę polecić, chyba, że ktoś nie lubi aż takiego stopnia kondensacji wiedzy
e) Bochenek - ostateczność, kiedy wszystko inne zawiodło. Mimo wszystko, wiele osób się z Bochenka uczyło, co podziwiam szczerze.
f) Krechowiecki & Czerwiński - próbowałem się kiedyś uczyć z tej książki, ale wiedza wydawała mi się jakaś niekompletna, nawet jak na moje własne, niewysokie standardy.
h) Wójtowicz - książeczka napisana na naszej uczelni z myślą o przyszłych paniach pielęgniarkach, położnych, itd. Nie jest wyczerpująca i na samej niej nie da się przebrnąć przez anatomię, ale kiedy brak nam sił, to lepiej coś już przeczytać z Wójtowicza i potem to uzupełnić czymś innym, niż nie przeczytać nic i zrobić sobie plecy. Zwłaszcza w Lublinie. Chociaż niektóre rzeczy opisane całkiem, całkiem.
A jeśli chodzi o atlas, to miałem dwa:
a) Gilroy - miałem niestety polskie wydanie (wszystko po polsku, nawet podpisy na rycinach), było w nim parę błędów, ale ogólnie dość dobry. Fajne rysunki, jakieś tabelki odnośnie mięśni tam były itd. Godny polecenia tym bardziej, że jednotomowy. Podobno to taka skrócona wersja Prometeusza (chociaż tego drugiego nie widziałem, więc nie jestem pewien).
b ) Sinelnikow - bomba, stary ruski atlas, ale za to z genialnymi imo rycinami. Niestety, nie ma go po polsku - a szkoda, są tam też opisy, które mogłyby coś wnieść do naszej wiedzy anatomicznej Na szczęście jest wersja anglojęzyczna. Ryciny wszędzie te same, opisane zawsze po łacinie.