Jak na razie najgorszy przedmiot jaki miałem to zdecydowanie BIOFIZYKA (zdawałem ją w Zabrzu). Ile stresu kosztował mnie ten przedmiot to wiedzą tylko Ci co mieli zajęcia z docentem M. No i na koniec egzamin USTNY (bez żadnej bazy pytań ofc) gdzie musiałeś znać wszystkie wzorki, wykresiki, instrukcje do ćwiczeń, liczenie błędów metodami pochodnej logarytmicznej i jakimś jeszcze cudnym sposobem. No i ok 30% zdawalności na pierwszym terminie. Istna poezja...
Najlepszy jak dotąd anatomia i łacina z p. Kołodziejem (autorem podr. Lingua latina medicinalis, z którego niektórzy z Was pewnie się uczyli). Inspirujący człowiek co wiele w życiu przeszedł To w sumie dopiero początek i najlepsze pewnie jeszcze przede mną