Napisano 17 Styczeń 201214 l comment_19725 wypowiem się ze strony pacjenta- niestety jakość usług medycznych jest u nas kiepska. idąc do lekarza zawsze muszę się zapytać co mi jest i jakie leki dostanę, bo lekarka nie ma nawyku rozmowy z pacjentem. jedynym pytaniem jest: co się dzieje. nastepuje monolog pacjenta, a później cisza. badanie- cisza, wypisywanie karty- cisza, wypisywanie recept- cisza, aż w końcu to wszystko dziękuję. i jak można stwierdzić, ze jest to dobry lekarz?! chyba czasy znachorstwa się skończyły, bo skoro lekarz nie potrafi uświadomić pacjenta, co mu jest i jakie leki dostaje, to to już jest szczyt wszystkiego. Druga sprawa- pobyt w szpitalu. to samo- czyli żeby czegoś się dowiedzieć, to trzeba ganiać za ordynatorem po całym oddziale, aż w końcu znajdzie minutę na rozmowe, bo przecież podczas obchodu nie ma czasu albo wyśle kogoś w zastepstwie i jak się chce pogadać to się usłyszy: "ale ja jestem tylko w zastępstwie i znam całej historii choroby". no przecież ręce opadają. jakoś nie mam najlepszego zdania o lekarzach, bo tylko raz trafiłam na w pełni profesjonalną wizytę. mam nadzieję, że szybko się to wszystko zmieni na lepsze. Zgłoszenie
Napisano 17 Styczeń 201214 l comment_19754 wypowiem się ze strony pacjenta- niestety jakość usług medycznych jest u nas kiepska. idąc do lekarza zawsze muszę się zapytać co mi jest i jakie leki dostanę, bo lekarka nie ma nawyku rozmowy z pacjentem. jedynym pytaniem jest: co się dzieje. nastepuje monolog pacjenta, a później cisza. badanie- cisza, wypisywanie karty- cisza, wypisywanie recept- cisza, aż w końcu to wszystko dziękuję. i jak można stwierdzić, ze jest to dobry lekarz?! chyba czasy znachorstwa się skończyły, bo skoro lekarz nie potrafi uświadomić pacjenta, co mu jest i jakie leki dostaje, to to już jest szczyt wszystkiego. Druga sprawa- pobyt w szpitalu. to samo- czyli żeby czegoś się dowiedzieć, to trzeba ganiać za ordynatorem po całym oddziale, aż w końcu znajdzie minutę na rozmowe, bo przecież podczas obchodu nie ma czasu albo wyśle kogoś w zastepstwie i jak się chce pogadać to się usłyszy: "ale ja jestem tylko w zastępstwie i znam całej historii choroby". no przecież ręce opadają. jakoś nie mam najlepszego zdania o lekarzach, bo tylko raz trafiłam na w pełni profesjonalną wizytę. mam nadzieję, że szybko się to wszystko zmieni na lepsze. haha bo leczysz papiery a nie pacjenta! I lekarzy jest o 1/3 za mało więc każdy musi przerabiać więcej pacjentów.... Musi się to odbywać kosztem czegoś. Czego? Rozmowy. Rzadko który lekarz może pozwolić sobie na półtoragodzinną rozmowę i badanie tak jak to ma miejsce na studiach. W sumie to piękny czas bo można jeszcze zaprzątać sobie głowę ideałami... Zgłoszenie
Napisano 17 Styczeń 201214 l comment_19760 Poza tym wielu starszych lekarzy wyrosło w przeświadczeniu, że pacjent to przedmiot, ma zamknąć jadaczkę i dać się leczyć. W sumie autonomia pacjenta to koncept dość nowy, tradycyjna przysięga Hipokratesa nic nie wspomina o szanowaniu pacjenta i jego woli. Zgłoszenie
Napisano 17 Styczeń 201214 l comment_19761 Poza tym wielu starszych lekarzy wyrosło w przeświadczeniu, że pacjent to przedmiot, ma zamknąć jadaczkę i dać się leczyć. W sumie autonomia pacjenta to koncept dość nowy, tradycyjna przysięga Hipokratesa nic nie wspomina o szanowaniu pacjenta i jego woli. ale z drugiej strony nasi pacjenci to często idioci którzy nie są w stanie zrozumieć konsekwencji swoich decyzji. Dlatego wielu znawców tematu i lekarzy praktyków skłania się ku "demokracji sterowanej" - czyli w gruncie rzeczy manipulowaniem pacjentem tak aby wybrał najlepsze dla siebie wyjście. Przykład - pacjent z angina crescendo nie zgadza się na koronarografię bo gdzieś kiedyś słyszał, że promieniowanie szkodzi. No szkodzi, ale bardziej mu zaszkodzi jak umrze na zawał. I co wtedy? Jak go przekonać? Uszanować jego decyzję i patrzeć jak umiera? Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201214 l comment_19776 haha bo leczysz papiery a nie pacjenta Ano niektórzy wybitnie leczą papiery Pamiętam jak mój brat leżał w szpitalu - mój ojciec czekał ponad 2h na korytarzu i nikt nie chciał mu nic powiedzieć. Niby wszyscy tacy zajęci - jak się potem okazało czwartkiem dla ubogich (czyli chowaniem do kieszeni żarełka, które przyniósł rep) i piciem kawy. W dodatku jak zobaczyłem karte zleceń to mi się zrobiło słabo - lekarz prowadzący chyba po prostu wpisał to co mu do głowy akurat przyszło bez głębszego przemyślenia przypadku. Co więcej działo się to w szpitalu gdzie pracowałem i lekarze z oddziału byli uświadomieni, że chodzi o mojego brata. Sprawa skończyła się tak, że pół roku po zdarzeniu niektórzy lekarze nadal się chowali gdy szedłem korytarzem. Przykład - pacjent z angina crescendo nie zgadza się na koronarografię bo gdzieś kiedyś słyszał, że promieniowanie szkodzi. No szkodzi, ale bardziej mu zaszkodzi jak umrze na zawał. I co wtedy? Jak go przekonać? Uszanować jego decyzję i patrzeć jak umiera? Lepsi są alkoholicy z IZW i strzępami zastawki lub zastawek, których kardiologia spycha na OIT, bo tu wybiera się najczęściej między śmiercią, a śmiercią. Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.