Na studiach ważne jest przede wszystkim, żeby być pracowitym, systematycznym , bo wiele przemiotów to zwykła rąbanka na pamięć i nawet naprawdę błyskotliwa inteligencja Ci w anatomii, biochemii, czy histologii (I-II rok studiów) niewiele pomoże, jeśli nie wyryjesz tego, czego wymagają. Ale większość osób, które się dostaje na studia,jakoś daje sobie radę, chociaż to właśnie w ciągu pierwszych 2 lat odpada najwięcej osób,a później już tylko pojedyncze niedobitki.
Nauka na pierwszych 2 latach z samą medycyną niewiele ma to wspólnego... Nie łudź się, że po II roku będziesz umiał powiedzieć babci, co jej wyszło w EKG (bo lekarz jej nie wytłumaczył), czy też - dlaczego złamała rękę, mimo, że się tylko podparła ręką, jak jej się w głowie zakręciło i upadła. To będzie później, te początki po prostu trzeba jakoś przeżyć, chociaż czasami nie jest lekko. ;p
Zgadzam się z przedmówcą, że przydaje się przede wszystkim odporność na stres, bo człowiek na początku przeżywa każde głupie zaliczenie jakby to miał być dzień sądu ostatecznego, później jakoś się z tym badziej oswaja i już nie robi cyrków przed każdym egzaminem (chociaż panikowanie niektórym do V roku nie mija... szczególnie tym, co z każdego zaliczenia i egzaminu dostają 4 i 5... -__-).
No i rozłąka z domem rodzinnym jest trudna, dlatego warto poznać nowych znajomych, nie siedzieć samemu w pokoju stancji/akademika i płakać w poduszkę, tylko wyjść do ludzi, umówić się na kawę, czy piwo i rozmawiać,bo koledzy/koleżanki z roku mają przecież takie same problemy, więc nikt Cię tak nie zrozumie, jak oni Dobrze jest mieć jakąś odskocznię, coś, co pozwala rozładować stres, zmęczyć się inaczej, niż intelektualnie i nie zacząć obrastać tłuszczem/hodować zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa od ciągłego siedzenia - polecam siłownię, basen, bieganie.
Znajomych z roku wyżej też warto mieć, żeby móc się kogoś poradzić, pożalić na asystenta (i usłyszeć - "raaany, też miałem zajęcia z tym dupkiem, on jakiś niespełniony jest i się wyżywa na studentach, nie masz się co przejmować, to oszołom" - od razu się człowiekowi lżej na duszy robi ), czy mieć od kogo odkupić książki/notatki.
Na przedmiotach klinicznych (w Poznaniu zaczynają się od III roku, nie interesowałam się, jak jest na innych uczelniach) jest już lepiej, bo mimo, że nauki nadal jest dużo, to wiadomości z różnych przedmiotów zaczynają się jakoś tak w głowie sensownie układać i człowiek kojarzy fakty, wtedy kombinowanie, logiczne myślenie i łączenie różnych informacji jest jak najbardziej wskazane.
Osobiście uważam, że w przyszłości najważniejsze jest mieć solidne podstawy z różnych przedmiotów (to, czego często wymagają na zajęciach to jakieś nieistotne duperele, czasem człowiek traci poczucie tego, co ważne) i naprawdę dobrze znać się na swojej działce i MYŚLEĆ!!! W XXI wieku nie da się być lekarzem od wszystkiego (chociaż pacjenci będą tego od Ciebie oczekiwać), specjalizacje są coraz węższe, ale nawet jak jesteś np.okulistą, a widzisz, że pacjent, który do Ciebie przyszedł,ma jakąś paskudną zmianę na twarzy, która podpada Ci pod nowotwór, to wypadałoby się go podpytać od kiedy to ma, czy daje jakieś objawy i tak naprawdę to najlepiej powiedzieć takiemu delikwentowi, że ma iść do dermatologa... Niby oczywiste, ale życie pokazuje, że nie dla wszystkich...
Widok krwi to naprawdę nic, ja nie wiem, skąd się biorą te stereotypy... O.o
Anatomia na mnie nie robiła jakiegoś wielkiego wrażenia, może to przez jakość materiałów dydaktycznych - mocno już wyeksplatowanych przez kolejne roczniki, przez co często nie przypominały nerki, czy podudzia...
Dla mnie najgorsza była do tej pory patomorfologia (sekcje) i dermatologia, chociaż na chirurgii urazowej też nie za fajne widoki... ale no bez przesady, to jakaś kompletna bujda, że ludzie (studenci) padają jak muchy, wymiotują itd. Nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji... Czasem komuś się zrobi słabo, bo jest np. duszno, czy się po prostu źle czuje, ale to już przecież niezależne od kierunku studiów Miłe jest to, że w grupie zawsze znajdzie się ktoś, kto się Tobą w takiej sytuacji zaineresuje, jakoś pomoże.
Co do przedmiotów - wejdź na stronę uczelni, która Cię interesuje i poszukaj planów zajęć lub przewodników dydaktycznych dla studentów. Muszą być, nawet jeśli nie jest łatwo je znaleźć. Trzeba być cierpliwym i wytrwałym. Albo znajdź forum studentów konkretnej uczelni. U mnie istnieje forum gazetki uczelnianej- Puls UM i chyba każdy rocznik ma swoje prywatne forum, ale te są dostępne raczej wyłącznie dla studentów danego roku, z racji giełdy materiałów i dzielenia się wrażeniami nt. wykładowców i profesorów po egzaminach itd.
Nie zrozum mnie źle, to po prostu taka praktyczna wskazówka na przyszłość - nikt Cię na studiach za rączkę nie będzie prowadził, przyzwyczajaj się, że trzeba będzie większości tego typu informacji na własną rękę wyszukiwać.
A póki co - skup się na biologii, chemii (i ew. fizyce), bo z tego będziesz musiał zdać maturę i żeby w ogóle myśleć o medycynie, czy stomatologii, to musisz mieć je mieć zdane naprawdę dobrze (ale niekoniecznie 3x100% )
Poza tym w kazdym chyba mieście są organizowane dla uczniów szkół jakieś targi kariery zawodowej, czy coś w tym stylu, gdzie rozwiązujesz jakieś głupie testy predyspozycji do zawodu, możesz sobie wziąć jakieś ulotki, porozmawiać z psychologiem, etc., poza tym uczelnie corocznie organizują (zwykle w styczniu-lutym-marcu) dni otwarte - warto pojechać, porozmawiać ze studentami, wziąć sobie jakieś ulotki do poczytania, zobaczyć, czy podoba Ci się miasto, bo studia to nie tylko nauka, ale i kino, teatr, kluby, knajpy z ogródkami piwnymi, chociaż niektórzy są totalnymi no-life'ami i nosa z domu nie wyściubiają, tylko ciągle ryją. Żałosne, no, ale co poradzić... Uważam, że trzeba umieć się zrelaksować, odreagować stres, czy opić zdany egzamin, do którego się człowiek ciężko uczył, nieraz kilka tygodni.
Uff, rozpisałam się
pozdro!