W tym wypadku do owych wypocin dołączono fragmenty zeznań lekarzy leczących pacjentkę, fragmenty opinii biegłych i fragmenty dokumentacji medycznej , więc możemy dokonać pewnej obiektywizacji.
Dodajmy jeszcze szalejącą Salmonellę, z którą nikt nic nie robi, kwestię kolonoskopii, fatalną opiekę pielęgniarską i niewybredne żarty lekarzy na temat pacjentki. Znam dość dobrze kadrę pracującą na Banacha, bo wiele osób tam pracujących to moi koledzy i znajomi. Niekórych z nich cenię bardziej, innych mniej, innych wcale (nie dałbym im nawet psa do leczenia) i prawdę mówiąc podejrzewam, że historia żartów o gmeraniu palcem tu i ówdzie jest prawdziwa. Niestety trafiło na bardziej kumatą pacjentkę (wszak pacjent ma siedzieć cicho i dziękować niebu za to, że leczą go profesory) i zaczął się problem. Gdyby pacjentka pozwała doktora dowcipkującego o palcu dopiero byłaby zabawa ;]
Ano, znam przypadki (na Banacha) gdzie do pacjentki roszczeniowej wezwano psychiatrę i usiłowano zdiagnozować takie czy inne zaburzenie psychiczne.
Gazety piszą najczęściej o grubych sprawach, które kończą się śmiercią lub częstym kalectwem. O drobnicy nikt nie pisze, bo nie są to sprawy medialne. W większości tego typu przypadków coś jednak jest na rzeczy, bo biegli orzekają, że doszło do takiego czy innego błędu czy zaniedbania.
Rzeczywiście większość spraw jest umarzana, ale ową większość stanowią sprawy drobne i absurdalne. Pacjenci podpisują zgody na zabiegi, są informowani o możliwych powikłaniach, a potem próbują oskarżać lekarzy o błąd medyczny w sytuacji, gdy te powikłania wystąpią. Czasami żądania pacjentów są cokolwiek dziwne - pamiętam przypadek pacjentki, która po złamaniu zażądała wykonania MRI i densytometrii. Sprawę w prokuraturze oczywiście umorzono, poszła więc do sądu lekarskiego. OROZ także odrzucił skargę po rozpoznaniu, ale pacjentka wniosła apelację i sprawą musiał zająć się OSL.
Z drugiej strony głupota niektórych lekarzy (zwłaszcza w przypadku, gdy trzeba się tłumaczyć przed różnymi organami) jest po prostu porażająca - znam przypadki, gdzie osoby łamiące ewidetnie prawo (co kończyło się błędem medycznym) nie miały sobie nic do zarzucenia twierdząc, że robią tak od lat i póki co nikt jeszcze im z tego powodu nie umarł.