Skocz do zawartości

ŁukaszK

Members
  • Zawartość

    23
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Zawartość dodana przez ŁukaszK

  1. A tam, piętnować. Rozstrzelać przed plutonem egzekucyjnym. Po co się ograniczać?
  2. ŁukaszK

    Czy słuchacie muzyki w trakcie biegania?

    Serce sobie przeciążyłem. Arytmię miałem od zawsze, sport też od zawsze uprawiałem, ale kiedy zacząłem szaleć, serce się rozklekotało. Poradziłem sobie i już od jakiegoś czasu jest dobrze.
  3. ŁukaszK

    Czy słuchacie muzyki w trakcie biegania?

    Ja nigdy nie słuchałem niczego podczas biegania, ale miałem ze sobą ten problem, że obsesyjnie biegałem dla wyników i musiałem się skupić, żeby zmusić ciało do wykonywania wysiłku ponad siły. Przepłaciłem to zdrowiem, ale jak się już ogarnąłem, to i tak nie słuchałem żadnej muzyki, bo przeszkadzała w utrzymywaniu tempa. Doświadczenia mojego rodzonego brata są podobne, z tym, że on musi biegać dla wyników, bo jest żołnierzem. Co do wytłumiania dźwięków dookoła - zauważyłem ten problem, chociaż z drugiej strony podczas biegania i tak nie słyszałem nigdy zbliżającego się z tyłu pojazdu. Podczas spacerowania jest inaczej i już z daleka wiem, że coś się zbliża, a w biegu dopiero jak mnie mija, lub próbuje mi z tyłka garaż zrobić. Chyba głuchnę podczas biegu...
  4. ŁukaszK

    Złota specjalizacja 2022

    Cóż... Chyba nie jestem w stanie za dużo poradzić, ale jeśli nie interesuje Cię interna, to odpuść sobie onkologię. Byłem w tym roku na praktykach, przy okazji zwiedziłem oddział radioterapii. Onkologia nawet jeśli jest ciekawa, to ma kilka rzeczy, z którymi nie mogłem się tam pogodzić. Po pierwsze raczej nie bawisz się tam w diagnozowanie, bo pacjent przychodzi już z gotową diagnozą, pchasz w niego jedynie chemię, pod warunkiem, że wcześniej zakwalifikujesz go do leczenia. Chemia to spory skrót myślowy, bo w obecnych czasach wielu pacjentów w ogóle chemii nie przyjmuje, w końcu to bardzo rozwojowa dziedzina. Jeśli nie lubisz interny, trzymaj się z daleka od onkologii. W dodatku, jeśli lubisz dziedziny dynamiczne, trzymaj się z daleka podwójnie. Pierwszy raz w życiu byłem na oddziale, na którym trzydziestu pacjentów nie potrzebowało absolutnie żadnej opieki lekarskiej, a jedynie aby pielęgniarka zajrzała do pokoju i podłączyła kolejny wór z chemią. Interwencje lekarskie, czyli korekty leków, albo jakąś osłonę dać, zdarzały się tak rzadko, że przez mój miesiąc przebywania tam raz odciągnęliśmy 20 litrów płynu u jednej pacjentki, raz podaliśmy dexaven na reakcję anafilaktyczną i raz jedna wycieńczona pacjentka po trzech dniach intensywnej antybiotykoterapii zmarła nam na clostridium. 95% czasu onkolog spędza na dokładnym rozpisywaniu schematu leczenia. Byłem na Kongresie Chirurgii Minimalnie Inwazyjnej w Lublinie i tam pan profesor ze stanów powiedział, że radiologia jako specjalność lekarska może nawet w ciągu 10 lat zniknąć jako specjalność lekarska, ponieważ zastąpić ją może wąskozakresowa sztuczna inteligencja. Ja myślę, że jak już będę u progu wyboru specjalności, rzucę po prostu monetą, czy wybiorę na chybił-trafił, bo niepodobna jest, przynajmniej w moim przypadku wybrać spośród tego, co sobie wymarzyłem, a połączyć też nie idzie. Chociaż może to jest właśnie najlepszy sposób? Zdać się na los
  5. ŁukaszK

    Złota specjalizacja 2022

    Nie chciałem Cię pouczać, nie było to moim celem, ale sam prosisz o radę, więc staram się jakoś to poukładać - powiedzmy, że jak bratu. Mam podobnie. Do tej pory widzę się w znacznie różniących się dziedzinach (okulistyka/nefrologia/specjalistyczne chirurgie/anestezja) i podobnie odrzuciłem kategorycznie to, czego robić bym nie chciał. To dobrze. Mnie koledzy namawiają na różne rzeczy, zwłaszcza na anestezję lub traumę, bo widzą, w jaki sposób pracuję i z boku oceniają, w czym byłbym najlepszy. Jeśli takich masz, to na ich rady patrz bardziej przychylnym okiem. Od nich też powinieneś usłyszeć, że to dobrze, że interesujesz się wszystkim, bo gdzie byś nie trafił, będziesz szczęśliwy, a to jest gwarant bycia dobrym. Okulistyka jest bardzo rozwojowa. Robiłem sobie praktyki w dobrej klinice, widziałem, jakie są perspektywy (gdzieś w oddali już powoli się buduje pierwsze cybernetyczne oko dobrej jakości). Za 20 lat okulistyka na pewno nie będzie już taką samą dziedziną, co raczej nie czeka kardiologii, która poza nowoczesnymi lekami raczej pozostawi już pole do popisu minimalnie inwazyjnym technikom jednak kardiochirurgicznym. Prywatnie raczej nie poszalejesz, chyba że dużo zainwestujesz w sprzęt. W przeciwnym razie raczej będziesz się zajmował Snellenami, orzecznictwem do prawa jazdy, dobieraniem szkieł. Takimi, raczej mało ambitnymi rzeczami. Nad chirurgią naczyniową sam się zastanawiałem. Mają dobre perspektywy na najbliższe lata, jednak w zakresie chirurgii dużych naczyń oraz medycyny ratunkowej. W zakresie chirurgii obwodowej raczej wyprą ją techniki nowoczesnego protezowania, ale do tego czasu jeszcze i to ma perspektywy rozwoju, bo powiedzmy sobie szczerze - protezy, chociaż lepsze niż te sprzed dwustu lat, są wciąż w powijakach. Swego czasu trafiłem na ciekawą stronę. Zerknij sobie też: https://medicalfuturist.com/medical-specialties-with-the-biggest-potential-in-the-future być może nawet ktoś to już tu wrzucał.
  6. ŁukaszK

    Złota specjalizacja 2022

    Chciałbym mieć tylko takie problemy. Skoro rozpocząłeś studia w 2012, to powinieneś je już kończyć. Zatem jeśli wciąż nie wiesz, w co uderzać, to radziłbym przyjąć sobie radę znajomych do serca o tym, żebyś robił to, co lubisz, albo otwórz sobie internę/chirurgię ogólną. Z tych dwóch specjalności masz olbrzymie możliwości zawężenia specjalizacji, jeśli tylko znajdziesz w końcu coś, co Ci odpowiada. Bo to, co przedstawiasz tak kosmicznie różni się od siebie, że niepodobna jest udzielić Ci jakiejkolwiek poprawnej rady. W dodatku liczysz zapewne na jakiś dobry pieniądz. Skoro tak, to skup się na zabiegowych specjalnościach. Gro najlepiej zarabiających specjalistów to różnej maści chirurdzy oraz anestezjolodzy. Dorobić możesz w absolutnie każdej specjalności, choćby na dyżurach (nie ma się co bać okulistyki, dyżury na oddziale są, bo muszą być, a w dodatku niektóre szpitale mają dyżury ostre, na których przyjmują pacjentów ze stanami nagłymi). Problem faktyczny miałbyś, gdybyś się zastanawiał, czy warto jest robić sobie speckę w wojsku na przykład. Bo w wojsku można robić bardzo ciekawe rzeczy (dlatego, że pacjent z raną postrzałową, po wybuchu, et cetera w cywilu trafia się rzadko, w wojsku jest też większe ciśnienie na ratowanie kończyn, zamiast amputacji), tyle że jest na to jeszcze mniejsza szansa, niż na robienie ciekawych rzeczy w cywilu. To jest problem. Liczyć na szczęśliwy traf (bo nie wiadomo, czy lekarz garnizonowy jest trepem, czy prawdziwym specjalistą i liczą się u niego nie koneksje, a umiejętności), czy raczej sobie odpuścić. Nie mnóż sobie problemów i zrób jak powiedziałem na początku. Rozważ internę, albo ogólną i najwyżej kiedyś sobie je zawęzisz do tego, co uznasz za swoją ulubioną dziedzinę. Bo jeśli do tej pory nie wiesz, czy chcesz być okulistą, czy radiologiem, to raczej nie są to specki dla Ciebie. O zarobki się nie martw. Jeśli będziesz dobry, to nawet prywatny gabinet sobie otworzysz i dorobisz. W obu z tych specjalności, możesz być co do tego w stu procentach pewny.
  7. ŁukaszK

    Jak to naprawdę jest - zarobki i perspektywy?

    Lekarz i praca w przemyśle farmaceutycznym? Pomyliłeś w takim razie kierunki.
  8. ŁukaszK

    Złota specjalizacja 2022

    Ostatnio w pracy rozmawiałem z lekarzem, któremu brakuje do emerytury całe dwa lata i powiedział mi, że jednym z najlepszych biznesów medycznych w Polsce jest praca na prowincji. Sam jest co prawda pulmonologiem, pracuje w dużym wojewódzkim szpitalu, ale od zawsze jego marzeniem było się wyspecjalizować z rodzinnej i wyjazd w Karkonosze, albo jakiś inny Beskid do dużej wsi i jedynie żona, która zaparła się i zakazała mu wyjazdu z wielkiego miasta go od tego odwiodła. Ludzie są leniwi i gotowi zapłacić lekarzowi za wizytę w domu, jeśli tylko będzie mu się chciało dojechać i leczyć dobrze rodzinę. Często jednak młodzi lekarze nie chcą wyjeżdżać na prowincję, bo się boją, że stracą kontakt z nowoczesnymi metodami leczenia. A kto wie, jak to robić, wie też, że nie ma się czego bać w tym temacie. Chirurgia onkologiczna jest ryzykowna. Trwają bowiem rozmowy na różnych sympozjach, czy w ogóle jest potrzebna, w końcu ogólni robią to równie dobrze. Nowotwory OUN usuwają neurochirurdzy, a w obrębie narządów rodnych ginekolodzy (albo ogólni w dużych klinikach, bądź co bądź dobry chirurg ogólny poradzi sobie w każdych warunkach i pracując na praktycznie każdym narządzie). Chirurdzy onkologiczni zajmują się z resztą w 90% leczeniem raka piersi i ich rekonstrukcjami po zabiegach. Czy to zatem jest na pewno takie perspektywiczne? A może będzie perspektywiczne za 10 lat, kiedy powstaną kolejne techniki? Wróżenie z fusów trochę w przypadku, kiedy nie mamy dokładnych, szerokich danych.
  9. https://www.cmkp.edu.pl/struktura/jednostki-administracyjne/dzial-uznawania-kwalifikacji-w-ksztalceniu-podyplomowym/ Proszę, tu są wszystkie informacje.
  10. Nie przejmuj się wiekiem. Nie przejmuj się nigdy tym, co mówią Ci przypadkowi ludzie z internetów i nie tylko z internetów. W gruncie rzeczy jedyna opinia o sobie, jaką powinnaś się kierować jest ta z lustra. Więc jeśli tylko czujesz, że farmacja to nie jest to, co chciałabyś robić, a jest tym medycyna, to dąż do tego i rób to. Ja jestem 'old student', zacząłem studiować lekarski w wieku 25 lat. Po tym, jak rzuciłem po drugim roku mechatronikę i zrobiłem dyplom ratownika medycznego. Nie znam lekarza, z którym bym nie pracował, czy nie poszedł do niego na praktyki, który powiedziałby mi cokolwiek innego, niż, że wybrałem najlepiej jak mogłem. Jeśli moja historia Cię nie przekonuje, weź do ręki książkę Henry'ego Marsha 'Po pierwsze nie szkodzić'. On też był old student. Też zaczął medycynę w wieku około 25 lat, a zrobił karierę i jest (był? obecnie chyba na emeryturze) czołowym neurochirurgiem na wyspach brytyjskich. Pozdrawiam i życzę spełnienia marzeń.
  11. ŁukaszK

    Medycyna niekonwencjonalna - co o tym myślicie?

    W niektórych stanach w Ameryce, marihuana była stosowana już od dłuższego czasu w leczeniu jaskry. Obecnie są prowadzone badania z dobrym skutkiem w kierunku leczenia lekoopornej padaczki oraz bólu. W Polsce jest zarejestrowanych jest kilka leków np. Sativex, chociaż dla niektórych pacjentów ściąga się np. Bediol. MZ podawał już jakiś czas temu dopuszczenie kilkunastu produktów z tetrahydrokannabinolem w składzie. Osobiście trudno mi cokolwiek powiedzieć, bo zdecydowana większość informacji jakie się spotyka są niesprawdzone, a rzetelnych badań jest jak na (nomen omen) lekarstwo. Wyniki są zachęcające. Pamiętajmy jednak, że równie zachęcające były wyniki leczenia heroiną i LSD.
  12. ŁukaszK

    Nie lubię fb

    Nie lubię fb i mam swoje powody. Też nie lubicie? Macie? Chociaż założyłem go już jakiś czas temu, a moją główną intencją był kontakt ze znajomymi, szybko okazało się, że jest to wyłącznie maszyna do ogłupiania, w dodatku, co pokazało przesłuchanie Cukerberga przed komisją senacką USA, maszyna, która zbiera o nas wszelkie dane. Nawiasem mówiąc kicham na to ostatnie, bo za mała płotka ze mnie, żeby kogokolwiek interesowało, co taki Łukasz robi, gdzie jest i nawet jaką trasą do domu dojeżdża (tak, podobno google i fb również takie dane ochoczo zbierają). Oprócz powrotu Kubicy do F1, marzy mi się powrót GG, starego Skype lub większa popularność ICQ. Jakiś czas temu trafiłem na artykuł, który całkiem celnie pozwolił mi zrozumieć, dlaczego nie lubię fb, który, jak się chwilę później okazało, naprawdę zamordował znaczną część internetu. Przytoczę tutaj fragment artykułu. 'Internet od zawsze pomagał rozwiązywać problemy. Przecież to oczywiste, że w np. wielomilionowej polskiej społeczności znajdzie się ktoś, kto już znalazł rozwiązanie i chętnie się nim z nami podzieli. Dawno temu w poszukiwaniu rozwiązań problemów wykorzystywało się wyszukiwarkę Google i fora internetowe. Dziś ta metoda nie działa. Dlaczego? Otóż prawie wszystkie fora są już praktycznie martwe, zjadły je grupy na Facebooku. Z punktu widzenia użytkownika sprawa jest oczywista – Facebook ma aplikację, możemy szybko zadać pytanie, natychmiast otrzymujemy powiadomienia. Czy to rozwiązanie idealne? Tutaj pojawia się podstawowy problem – spróbujcie odnaleźć rozwiązanie problemu w już istniejących postach. Jest to praktycznie niewykonalne, Facebook nie przewiduje kategorii, posty nie są widoczne z zewnątrz, a więc nie wykorzystamy Google. W ten sposób z internetu wyparowała masa przydatnych informacji, a w zamian dostaliśmy protezę, która w zasadzie nie przewiduje możliwości archiwizacji danych.' Zajrzałem na forum.biolog. Dawniej i do dzisiaj chyba jedno z największych forów ludzi, którzy chcieliby związać swoje życie wokół biologii, czyli w farmacji, ratownictwie, rehabilitacji, medycynie. Wiadomo, kto nie słyszał, lub nie przeglądał? Obecnie w zasadzie, porównując ze stanem na np. 6 lat wstecz, świeci pustkami. Kiedy wpisuje się w google frazę 'Forum studentów medycyny', wyskakuje medfor.me, forum biolog i... tyle. No okej, w sumie to dwa fora może wystarczą, ale z drugiej strony są dość puste. Czy lekarze i studenci medycyny nie mają o czym ze sobą rozmawiać? Na fb jest cała masa idiotycznych grup. Kiedy je przeglądam wstyd mi często za to, co ludzie wypisują i zawsze miałem wrażenie, że chociaż forum jako takie zapewnia więcej anonimowości (chociaż, czy na pewno?), to jednak jego użytkownik zyskiwał po jakimś czasie prestiż. Bo zna się na tym i owym, widać, czy ktoś przyznał mu punkt za pomoc, można w łatwy sposób sprawdzić na dobrą sprawę, na czym się zna, a gdzie gada głupoty. Tymczasem fb to śmietnik. Trafić drugi raz na post tej samej osoby, o ile grupa jest aktywna, graniczy z cudem, a przeszukiwać tego wszystkiego nie sposób. Nie ma, oprócz durnego lajka i chyba jeszcze bardziej durnych, dołożonych 'humorków' (nie wiem, czy to dobre określenie, ale jedyne, jakie mi przychodzi do głowy) sposobu dowiedzenia się, co ludzie myślą o czyimś poście, a i tutaj w sumie fb pięknie zarządza emocjami. Nie ma miejsca na poważną rozmowę. Kiedyś próbowałem merytorycznie rozwinąć bardzo trudny temat (aborcja w końcu wszystkich prawie grzeje do czerwoności), bez prowokacji, na spokojnie. Jak się okazało, mój post nie był nawet widoczny, bo został przykryty setką kciuków pod wpisem 'WON Z KLEREM!' Być może ktoś odbierze to jako frustrację, ale w sumie czemu nie? Jestem trochę sfrustrowany, że odebrano nam kulturę rozmowy, tak!, rozmowy, nie wypowiedzi!, zastępując pogonią za kciukami i obwiniam za to całego zafajdanego fb, jego twórcę oraz wszystkich błaznów, którzy nagle odkryli, że jeśli zaczną się uzewnętrzniać, to im głupsi oraz głośniejsi będą, tym więcej zgarną lajków i komentarzy.
  13. ŁukaszK

    Nie lubię fb

    O nie, przepraszam, ja nie hejtuję dla samego hejtu. Ja jestem hejter wyborowy
  14. ŁukaszK

    Nie lubię fb

    Przyjdzie, przyjdzie. Jeśli ktoś myśli, że są rzeczy wieczne, to niech sobie przypomni, co mówiono o Związku Radzieckim (że nawet, jeśli nie jako państwo, to przynajmniej jako stały element na mapie), a bliżej w temacie - myspace. Kiedyś każdy chciał i miał konto tam (wypada się chwalić, że do tej pory nie wiem nawet, jak ta strona wygląda?), światu wydawało się, że tego kolosa się nie obali, a kto dzisiaj pamięta, że w ogóle taki portal istnieje?
  15. ŁukaszK

    Nie lubię fb

    Oczywiście, że da się żyć bez fb i da się bez niego kontaktować z ludźmi, ja sam już od jakiegoś czasu sukcesywnie rezygnuję. Co ciekawe - nie widzę specjalnej różnicy w kontaktach z bliskimi i znajomymi, co tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to prosta wymówka, że messenger jest konieczny. Moim zdaniem, wystarczą szczere chęci, a kontakt się znajdzie.
  16. ŁukaszK

    Jak uczyć się języka obcego?

    Jeśli chodzi o języki obce to polecam lekturę 'W drodze na Hokkaido'. Chociaż książka nie jest ani podręcznikiem, ani słownikiem języka japońskiego, to Will Ferguson, autor, jest nauczycielem angielskiego w małej japońskiej szkole i w jednym z rozdziałów ujął w skrócie, czemu Japończycy nie potrafią się nauczyć jego ojczystego języka. Podobno Japończyk to taka bestia, która aby cokolwiek zrozumieć, musi to rozebrać na czynniki pierwsze. Według Fergusona tak się nie da, zwłaszcza z językiem i znajomość wszystkich zasad gramatyki i słownika nie wystarcza, żeby dobrze mówić w danym języku, a pomyłki są nieodzownym elementem nauki. Japończyk woli się w ogóle po angielsku nie odezwać, niż narazić na popełnienie błędu. Według Fergusona, aby nauczyć się mówić i rozumieć jakiś język, trzeba się nim posługiwać, choćby się miało go w okrutny sposób kaleczyć. Ps. Nie chcę nikomu spoilerować, jeśli zachęciłem do lektury (w mojej opinii jedna z najlepszych książek jakie kiedykolwiek przeczytałem), ale autor, chociaż japońskim posługuje się od wielu lat, wciąż ma problem z rozróżnieniem słów 'marchewka' i 'człowiek' oraz 'małpa' i 'talerz', z czego wynika kilka zabawnych sytuacji. Zabawnych do tego stopnia, że nie polecam czytać w pracy, bo ludzie patrzą się jak na wariata, bo przecież kto normalny śmieje się do rozpuku, czytając książkę.
  17. ŁukaszK

    Moda dla lekarzy - lekki temat na wiosnę

    Z czysto pragmatycznego punktu widzenia nie jestem fanem innych kolorów, niż tych w klasycznym dress kodzie szpitalnym, czyli: Białe - czyste; Zielone, Niebieskie - sterylne; Żółte, Czerwone - brudne. Z czysto sentymentalnego - podoba mi się przychodzenie pod krawatem, a przecież np. do gabinetu i niekrwawych oddziałów można. Natomiast tak jak napisałem - dopóki pacjent nie będzie marudził (kto by się tam pacjentem przejmował - o ile SZEF nie będzie marudził), a bardzo chory nie ma na to czasu, można się ubierać w co się chce. Z tego, co mi wiadomo, nie ma przymusów nigdzie w ustawach (poza tym rozporządzeniem w sprawie ubioru obsady ZRM).
  18. ŁukaszK

    Moda dla lekarzy - lekki temat na wiosnę

    A niby dlaczego ma zachowywać dla siebie? Chyba jest wolność słowa, może mówić co jej ślina na język przyniesie. Ty z resztą też, co widać, a forum jest od tego, żeby dyskutować o swoich poglądach. Co do samego tekstu, to powiem, że klasyka nigdy nie wychodzi z mody. Owszem, tak samo jak na ślub możesz przyjść w klasycznej białej sukni, albo takiej rodem ze wschodniej Rosji, tak samo możesz przyjść do pracy w czym się tylko podoba. Z kolczykiem w nosie, wardze, policzkach, tatuażem na czole. Kto zabrania? Klasyka to ubiór schludny, czysty, elegancki i prezentujący powagę zawodu, jakim niewątpliwie jest każdy zawód medyczny. Poczucie smaku, sprawa osobista. Mi podoba się styl brytyjski i amerykański, czyli przychodzenie do pracy pod krawatem, chociaż wiem, że nie zawsze i wszędzie się to sprawdza. Zwłaszcza przy takim nawale pracy, jaki jest w polskim systemie, ale co mi szkodzi być fanem. Powiem jeszcze, że nie jestem również za kolorowymi fartuchami. Chociaż to też zależy gdzie. Jak moi znajomi z pogotowia narzekają czasami na kolor ich odzieży roboczej i pytają mnie o zdanie, to od razu mówię, że ratownicy powinni jeździć ubrani na biało, albo może nawet lepiej w alarmowym zielonym (takim jak na Słowacji, Czechach, Austrii i Wielkiej Brytanii) i kiedy zdziwieni robią oczy jak talerze odpowiadam zawsze, że ta odzież ma być dla nich, ale nie do patrzenia, żeby ładnie wyglądać, jak na rewii mody, tylko dla ich bezpieczeństwa. Na oddziale, zwłaszcza internistycznym, czy w jakimś gabinecie w przychodni, można sobie chodzić w czym się chce. Tylko jak się ma pacjenta, który może znienacka siknąć krwią albo, za przeproszeniem, zafajdać się po same uszy, to lepiej nie skupiać się na tym, czy się dobrze wygląda, tylko czy po całej akcji szukać ubrania na zmianę. I na takich kolorach (plus także na jasnym niebieskim) to wszystko wyłazi jak na dłoni. I nie ma tak, jak miał mój kumpel, że wygnietli faceta po wypadku komunikacyjnym, oddali go na SOR, a po powrocie na bazę, jak się rzucił na kojo i dotknął spodni, odkrył, że w miejscu czarnej wstawki ma po pacjencie jeszcze nie skrzepłą krew. Owszem - przez skórę nie spenetruje żadne paskudztwo, tylko czy to taki problem podczas tego typu zdarzeń nabawić się jakiegoś zadrapania? To jest takie przypomnienie, że jednak po coś ten fartuch jest. Ma jakieś funkcje, o dziwo. A prawda jest taka, że jak pacjent jest bardzo chory, to choćby się na niego z czarnym workiem zaczaić, to i tak słowa nie piśnie. Bo bardzo chory pacjent nie ma czasu się rozglądać, kto się nim zajmuje, tylko jak.
  19. ŁukaszK

    Zwolnienie - przyzwolenie

    Dlatego, że mamy błędny system podatkowy, ubezpieczeń społecznych, strukturę zatrudnienia i kilka innych problemów, za które żadna partia się nie weźmie ze strachu przed przegraną w następnych wyborach Miło, że mogłem pomóc.
  20. ŁukaszK

    Fizjoterapia a Lekarz Sportowy

    Myślę, że on chce więcej informacji na temat tego, czym się zajmuje jeden i drugi. Masz fuksa, stary, bo mam rehabilitację medyczną i medycynę sportową jako obowiązkowe fakultety na tym roku, więc mogę Ci pokazać różnice. Fizjoterapeuta (oraz lekarz o specjalizacji rehabilitacja medyczna) zajmuje się opieką medyczną nad pacjentem po urazie lub chorobie (często łączy się rehabilitację z urazami, a tymczasem jest przydatna np. u pacjentów sercowych, albo chorych na płuca), gdy tymczasem lekarz medycyny sportowej zajmuje się oceną wydolności, predyspozycji, szuka również ewentualnych przeciwwskazań do wykonywania wysiłku. Widać zatem, że fizjoterapeuta i lekarz to nie jest to samo. I to wszystko całkowicie pomijając fakt, że fizjoterapeuta nie jest lekarzem. Mam znajomego, który rehabilitował kardę siatkarzy (nie pamiętam tylko, czy narodową, czy jaką tam) i muszę Ci powiedzieć również, że całkiem wysoko sobie poprzeczkę postawiłeś, jeśli chcesz zostać rehabilitantem (a tym bardziej lekarzem) w jakimś klubie sportowym.
  21. Witam, jestem nowy na forum, dopiero co przetrzepałem w poszukiwaniu tematu o hematologii i - o dziwo - nie znalazłem niczego. Trochę było w onkologii, ale żadnych konkretów. Czy jest na forum ktoś, kto mógłby mi odpowiedzieć na kilka poniższych pytań? Hematologia a onkologia - czym się różnią? Spokojnie, nie jest to pytanie idioty, czytałem opis specjalizacji ze strony CMKP, chodzi mi raczej o wrażenia z pracy na oddziale. Słyszałem, że hematolodzy są opuszczonymi przez boga i ministra (ministrów - ponoć problem nie od dzisiaj) zdrowia lekarzami, więc oddziały są niedofinansowane, dyżurów jest dużo, trudno i w dodatku kiepsko płacą - podobnie jak z interną. Ile w tym prawdy? Pytam, bo myślałem o specjalizacji z onkologii po studiach, a hematologia jest dziedziną pokrewną (Co ciekawe - w USA wszelkie nowotwory mielo i limfoproliferacyjne leczą onkolodzy - to jest takie ekstra małe pytanko - co myślicie o tego typu połączeniu specjalności u kolegów zza wielkiej wody? Hematolodzy tam zajmują się innymi rzeczami). Jeśli jednak jest, jak mówią, to z tych dwóch niezwykle fascynujących specjalności wolałbym wybrać onkologię, która zdaje się mieć mniej tego typu problemów. Od razu mówię, że nie wiem, czy nadaję się aby połączyć te dwie specki w pediatrii, bo ta ostatnia idzie mi czasami naprawdę ciężko, chociaż staram się jak mogę, więc o tym po prostu nie myślałem.
×

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.