Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

dsk

MD
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Wpisy na blogu dodane przez dsk

  1. Podjął ostateczną decyzję - konieczna jest operacja...

    Stos niezbędnych druków, potrzebnych dokumentów z którymi udaje się do pacjenta. Spokojnie wszystko wyjaśnia, tłumacząc zapis licznych numerków z badań, zdjęć których obraz jest początkowo tylko Jemu znany, nazw łacińskich pierwszy raz obijających się o uszy pacjenta, na język łatwy, przystępny i zrozumiały dla każdego. Proponuje najlepsze rozwiązanie, które wcześniej zrodziło się w tej sieci neuronów, ściśle powiązanych z ostatnią szufladą pełną wiedzy, która jako jedyna pozostała wysunięta, postępowanie mające główny cel – pomóc drugiemu. Po chwili uzyskuje zgodę, potwierdzoną pisemnym podpisem. Choć nie zawsze jest to takie proste. Nierzadko zdarzyło Mu się wcześniej wysłuchać wykrzyczanych zdań dezaprobaty, podnoszących ciśnienie i szybkość uderzeń serca.

    Przygotowanie do zaplanowanej operacji, dzięki zgraniu i kompetencji wszystkich osób trwa prężnie i szybko. Kolejny pacjent już czeka na „zwolnienie” sali zabiegowej. Sprawnie działający zespół anestezjologiczny usypia pacjenta i podłącza pod podtrzymującą życie podczas zabiegu i na bieżąco kontrolowaną aparaturę, podaje środki znieczulające. Przed przystąpieniem do zabiegu musi się pozbyć wszystkich drobnoustrojów z rąk, myjąc je dokładnie kilka razy, następnie wcierając dokładnie w każdy najmniejszy rowek środek dezynfekcyjny. Ubiera zielony fartuch, lateksowe rękawice, czapkę i maskę na twarz, zabezpieczającą zarówno Jego jak i pacjenta.
    Powoli się zaczyna. Dostaje do ręki ciemny płyn, szczypce i gazik – elementy niezbędne do przygotowania miejsca w którym niebawem rozpoczniesz cięcie powłok ciała. Kilka razy namacza i czyści, przesuwając przyrząd po każdym milimetrze skóry. Raz, drugi, trzeci – każdy skrawek, najmniejsze zagniecenie musi być oczyszczone z bakterii i wirusów, które później mogą bardzo uprzykrzać prawidłowe gojenie i spowodować niepotrzebne powikłania. Obmyta przestrzeń, to również jedyna którą po obłożeniu pacjenta zielonym, wyjałowionym materiałem będzie dostępna oczom. Dzięki temu będzie można lepiej się skoncentrować, wpatrując się tylko w jeden punkt.

    Nadchodzi punkt kulminacyjny spektaklu akcji – akt „operacja”. Czas w którym dochodzi do realizacji przyjętego wcześniej planu, opracowanego w myślach sposobu działania. Chwila trwająca kilka minut, choć nieraz przeciągająca się na kilka godzin, wymagająca pełnego skupienia uwagi na operowanym miejscu gdzie pracują głównie dłonie, a reszta ciała pozostaje prawie w kamiennym bezruchu...


    Skalpel już w ręce, ale On podnosi jednak wzrok i wodzi po wszystkich aktorach, całej ekipie na której musi polegać i jej zaufać, uzyskując potwierdzenie gotowości, a zarazem zgodę na rozpoczęcie. Dobrze w tych wszystkich oczach widzieć przyjaciół, z wzajemnością. Nadawanie na jednej fali, nieraz porozumiewanie się bez słów, czytanie w myślach i przewidywanie kolejnych ruchów bardzo ułatwia działanie. Podsunięta nić do szycia jeszcze przed wypowiedzeniem prośby o nią może o sekundę szybciej zatamować krwawienie, zespalając pęknięte naczynie i uratować odchodzące życie.

    cdn.
  2. z dyżuru...

    Ostatnio będąc w wolnym czasie na kilku „dyżurach” miałem okazję nie tylko spotkać się bezpośrednio z pacjentem, posłuchać diagnozy lekarza i zweryfikować ze swoją „wymyśloną” ale również posłuchać coś nie coś o przypadkach które tak utkwiły w pamięci lekarzom że po kilku latach dokładnie znają wszystkie dane o nich…

    Jeden z lekarzy opowiedział mi przypadek pacjenta, który po złamaniu obojczyka był leczony operacyjnie. Wstawiono mu druty Kirchnera które miały ustabilizować obojczyk i wspomóc jego prawidłowe zrośnięcie. Owszem obojczyk się zrósł, ale pacjent zaniedbał to że takie druty trzeba po pewnym czasie wyciągnąć. Jego organizm „walcząc” z ciałem obcym chciał je usunąć. Jeden z tych drutów sam prawie wyszedł bocznie („wybijał się przez skórę”), a drugi wyemigrował w stronę kręgosłupa, i przechodząc przez otwory międzykręgowe dostał się to kanału kręgowego, na szczęście dla pacjenta przy bardzo nieznacznych objawach neurologicznych.
    Cóż organizm ludzki jest pełen tajemnic i nieprzewidzianych reakcji, a my musimy go mimo wszystko jak najlepiej zdiagnozować i wyleczyć.

    Przy okazji kazuistyki przypadkowej polecam kilka opisów kilku przypadków LINK1, LINK2, LINK3.

    Swoją drogą polecam w wolnym czasie uczestniczenie w dyżurach poprzez np. STN. Nawet jak nic się "nie dzieje"
  3. W obranym i dokładnie przygotowanym miejscu przyłożył ostrze do skóry, lekko ją napinając, następnie przeciągnął wzdłuż, przecinając powierzchowną warstwę. Tą samą którą podczas upadku z roweru, albo zwykłego przewrócenia się na beton ścierasz powodując mokre zaczerwienienie. Kolejne warstwy, to nie jest już zadanie dla zwykłego skalpela. W dłoni nóż elektryczny, delikatnie i w małym zasięgu rażący prądem tkanki, powodując ich ustępowanie i rozejście się. Teraz jest jednym z głównych narzędzi którymi dłonie będą się posługiwać, obok pincety, nożyczek i kleszczyków. Przed Nim do przebycia skomplikowana przestrzeń, pełna różnych struktur, narządów i tkanek przez którą musi się przedostać do miejsca które w badaniach zawierało nieprawidłowości, chorą cząstkę ciała nadającą się w trybie pilnym do usunięcia. Poszukiwania to kolejne warstwy ciała, niektóre mocno zespolone inne nawet nie połączone, ułożone pionowo, poziomo, po skosie. Między niektórymi znajduje duże jamy inne ściśle do siebie przylegają, nastręczając kłopotów z ich rozpreparowaniem. Co chwilę przecina krwawiącą żyłę lub tętniczkę zalewającą wszystko do czego do tej pory wydrążył „tunel” - odcięty koniec w natychmiast musi być zawiązany, bo uniemożliwi dalszą preparację kolejnych tkanek, zalewając wszystko czerwienią. Przecinanie, rozcinanie, preparowanie wymaga ogromnej precyzji. Ręce nie mogą drżeć, wykonywać niespodziewanych ruchów, muszą być spokojne, opanowane, stabilnie ułożone w możliwie najdogodniejszej pozycji. Szybko zmęczone przez niepotrzebny ucisk, mało komfortowe wygięcie mogą się stać mniej dokładne. Do tego trafność i szybkość, bo każda minuta jest ważna, tego żadna książka nie nauczy - w niej opisana jest jedynie technika, a praktyka, codzienne napotykanie nowych przeszkód i empiryczne uczenie się ich pokonywania poszerza doświadczenie, po którym widać ile operacji dłonie wykonały. Liczy się również mądrość i obycie z różnymi sytuacjami, bo nigdy nie wiadomo, co w danej chwili może się przytrafić, coś co niekoniecznie było w książce, albo już się tego z niej nie pamięta, coś na co rozwiązanie może przynieść wyuczony ciąg ruchów i posunięć, wcześniej podpatrzony u starszego kolegi.

    Jest! Uszkodzona struktura ukazało się oczom. Dotyk również potwierdza że coś jest nie tak. Delikatne odsunięcie jej od najbliższego otoczenia, przez rozciągnięcie nożyczkami otaczających błon pomaga w jej ostatecznej ekstrakcji. Kolejny rozdział już zanim. Szybka kontrola parametrów na machinach anestezjologów i upewnienie się że wszystko idzie zgodnie z planem pozwala spokojnie kontynuować. Nastał czas łączenia tego co wcześniej było rozdzielone. Po założeniu drenu, warstwa do warstwy, powięź do powięzi, mięsień do mięśnia są precyzyjnie zszywane wchłanialnymi nićmi. Widoczna drabinka na skórze zostaje przykryta jałowym opatrunkiem. Teraz wszystko już w rękach sił witalnych organizmu, wspomaganych przez medykamenty. Najważniejsze że diagnoza okazała się trafna i wszystko poszło zgodnie z planem.

    Możne z uśmiechem wyjść do oczekującej na korytarzu rodziny i przekazać optymistyczne słowa. choć nie zawsze tak jest tak pięknie...
  4. Chciałbym drogi czytelniku, abyś choć troszkę poczuł czym jest zabiegowa pasja dla zabiegowca. W kilku "aktach", przedstawię drobny wycinek z życia pewnego lekarza....

    Akt pierwszy „przypadek”. Nowy pacjent z poważnymi dolegliwościami, mężczyzna w sile wieku, przeciętnej budowy ciała, jakiego można spotkać w sklepie, w kinie, czy w parku, ma rodzinę i chęć życia m.in. dla niej... zostaje przywieziony na sygnale.

    Już przez okno dyżurki lekarskiej widać że zapowiedziana telefonem ze stacji dyżurnej karetka pędzi i szybko podjeżdża pod potężne szpitalne drzwi, o szerokich skrzydłach, dzięki którym po ich otworzeniu można spokojnie przejechać łóżkiem na metalowym żółtoczerwonym rusztowaniu i masywnych kołach, ułatwiających transport osób o nieraz zdumiewającej wadze. ON wychodzi wezwaniu naprzeciw... W korytarzu zamieszanie, sanitariusze i pielęgniarki krzątają się pomiędzy osobami które czuwają z chorym, czekają na konsultacje i wyleczenie z chwilowego bólu, urazu, czy wyglądają za tym który właśnie jest w gabinecie i udziela się mu pierwszej pomocy.
    Wśród nich znajduje znajome łoże i te same twarze które wychodziły z ambulansu i uwijały się z metalowym rusztowaniem. Podchodzi spokojnie i rozważnie, bo zbędne zamieszanie, czy nadpobudliwość może tylko pogorszyć napiętą atmosferę jaka panuje w otoczeniu w którym się porusza. Widzi mężczyznę - ciemne dżinsy, trochę pobrudzone u spodu nogawki, codzienna koszula wciśnięta za linię czarnego skórzanego paska. Pacjent leży prawie bez ruchu, rozciągnięty wzdłuż, tak jak został położony pół godziny wcześniej. Prawa ręka zgięta ułożona pod głową, lewa spokojnie spoczywa na brzuchu.

    Będąc blisko zwraca uwagę na twarz- jest blada, ale widzi że jeszcze nieznajoma mu osoba mruga co chwilę powiekami a jej klatka piersiowa unosi się do góry - to dobry znak. Wysłuchuje relacji ratowników którzy jako pierwsi mieli kontakt z transportowanym, zastosowali pierwsze środki medyczne, wstrzyknęli w żyły ożywcze i podtrzymujące dobry stan magiczne płyny. Wraz z kolejnymi dźwiękami mowy wpadającymi do Jego uszu w głowie uruchamia się Mu cała machina myślowa, poszczególne tryby i przekładnie nawzajem poruszają się i zatrzymują, wysuwając docelowe szuflady potężnej szafy bibliotecznej, do której cały czas wrzucał i wrzuca kolejne książki, najnowsze artykuły z naukowych gazet, czy wyniki badań które zostały opublikowane dopiero w internecie, a na papierową wersję muszą jeszcze trochę poczekać. Na wstępie wysuwa się kilkadziesiąt szuflad różnych dolegliwości, z których informacje najbardziej pasują do podawanego na bieżąco opisu pacjenta. Z czasem wsuwa te które zaczynają nie pasować, ale objawy tej czy podobnej dolegliwości również zaczyna dostrzegać w innych szufladach, do których musi zostać uruchomiony kolejny szereg licznych kołowrotków, zapadni i unikatowych połączeń.
    Relacja przez ratowników zdana. Teraz został już sam z szalejącymi po głowie informacjami które zderzają się ze sobą, uzupełniają albo wykluczają. Pacjent oficjalnie przeszedł pod Jego skrzydła. Uwagę zwraca już tylko na niego - kilka pytań uzupełniających wcześniejsze informacje, parę odpowiedzi wypowiedzianych z trudnością przez spierzchnięte wargi, na nowo uruchamiają podobne do wcześniejszych procesy mechaniczne. Wciąż jednak nie ma odpowiedzi na najważniejsze pytania: co dokładnie dolega? Jaka jest przyczyna tego że ten facet nie tętni pełnią życia i tylko dzięki szybkiej reakcji, zastosowanemu wstępnemu leczeniu i lekom może normalnie oddychać, porozumiewać się i wykonać proste ruchy? I bardzo istotne- co dalej?

    Aby uściślić domysły, zawęzić obszar poszukiwań odpowiedniej szuflady albo najlepiej skupić się już tylko na jednej zleca dodatkowe badania. Zdjęcia i trójwymiarowe obrazy na ekranie monitora będące efektem skomplikowanych procesów fizykochemicznych zachodzących w masywnych urządzeniach które mieszczą się w oddzielnych pomieszczeniach szpitalnych, pokazując ludzkie wnętrze ułatwiają ale często nie rozwiązują Jego detektywistycznego dochodzenia. Widząc różne linie, kreski, kółka i inne różnorodne kształty w czarno białym odcieniu, lub w pełnej palecie barw, płasko lub w trójwymiarze, musi porównać je z już znanymi i wcześniej zakodowanymi podobnymi obrazami które zna jako 'prawidłowa budowa ludzkiego ciała' i ocenić w jakim stopniu są do siebie podobne, czy nie różnią się choćby najmniejszym szczegółem, strukturą która przesądza o wszystkim. Wpatruje się intensywnie, w głowie mętlik myśli, sprawdza linijką rozmiary, skupia się na przewężeniach i poszerzeniach, na nieraz niewidocznych przy pierwszym spojrzeniu uwagę detalach. Coś jednak nie pasuje do wyobrażonego 'oryginału', coś czego teraz poszukuje wśród wybranych szuflad. Powoli eliminuje te które przestają odpowiadać wcześniejszej dedukcji. Pozostają dwie ostatnie, które najbardziej pasują. Kilka dodatkowych chwil wytężonego myślenia. Musi podjąć tą właściwą decyzję, jest ciężko, bo to co teraz zadecyduje, przesądzi o dalszym postępowaniu które może pomóc, ale nie musi... Najwłaściwsza jest jedna z tych dróg, a cała odpowiedzialność spoczywa na Jego barkach - odpowiedzialność za to „co dalej”. Setki neuronów w głowie połączone w spójne sieci z zawrotną prędkością przesyłają między sobą miliony impulsów niosących pakiety informacji. Jest już pewien, zadecydował. Głowa paruje od natłoku myśli, jednak już wie. Podjął ostateczną decyzję - konieczna jest operacja...

    cdn.
  5. Troszkę z innej beczki...

    Kiedyś, bodaj na trzecim roku studiów usłyszałem dobrą radę od znajomego lekarza, która pomogła mi sprecyzować, kim po studiach chciałbym zostać. Chciałbym się nią podzielić z szerszym gronem bo niby infantylnie prosta, jednak dla mnie stanowiła krok milowy i dużą pomoc.

    Na studiach medycznych zaczynając zajęcia kliniczne, czyli polecam od trzeciego roku, dobrze jest sobie przyobserwować każdy oddział na którym ma się zajęcia, praktyki, wolontariat itp. Znajomy zalecał mi nawet założyć sobie notatnik, w którym kolejne strony zatytułować zgodnie ze specjalizacjami np. endokrynologia, kardiologia, chirurgia bariatryczna, ortopedia, kardiochirurgia, itd... Mając następnie styczność z danym oddziałem zapisać sobie wszystkie jego subiektywne plusy i minusy. Przy czym pod uwagę wziąć nie tylko rodzaj procedur, zabiegów, operacji i innych czynności jakie są na nich wykonywane, ale również zlustrować lekarzy jacy tam pracują i jakie mają wspólne cechy, czy mi odpowiadają czy nie.

    Idąc tą myślą... takie obserwacje starałem się robić jak najdokładniej. Już na początku zauważyłem że interniści, endokrynolodzy, kardiolodzy mają dużo papierkowej roboty. W sensie dużo wyników badań na papierze, masa cyfr, liczb wykresów, a przy tym siedzenie za biurkiem i główkowanie co z tego można wywnioskować. Niektórym taka „czysta robota” bardzo odpowiada, niemniej dla mnie było za mało ruchu, za dużo działania w jednym miejscu.

    Z drugiej strony była chirurgia ogólna, bariatryczna, gastroenterologiczna, kardiochirurgia, chirurgia dziecięca itp... tutaj praca na oddziale w tym ta „papierkowa”, była połączona z wyjściem co jakiś czas na salę operacyjną, bądź do pokoju zabiegowego, a tym samym zmiana o 180stopni tego co dotychczas było wykonywane. Teraz zaczynały liczyć się umiejętności manualne wypracowane przez doświadczenie, zręczność i ruchy wyuczone przez obserwacje i wielokrotne ich powtarzanie. Działanie, akcja, napięcie i... powrót na oddział. Dużo większa różnorodność, w której zdecydowanie lepiej się czułem.

    To nie wszystko bo specjalności zabiegowych jest dużo. Wprawdzie jeszcze nie postawiłem „kropki nad i” w kontekście dokonania ostatecznego wyboru, ale już wiem ku czemu się skłaniam. Wśród tych różnych zawodów „rzeźniczych” też robiłem i robię dokładny rekonesans. Tu pod uwagę biorę np. średni czas trwania zabiegów (niektórzy lubią stać codziennie przy stole operacyjnym po kilka, kilkanaście godzin, inni np. kilka razy po godzinie), charaktery już wyspecjalizowanych lekarzy (czasem można dopatrzyć się dużych podobieństw o obrębie danej grupy np. otwartość, empatia, arogancja), jakie są warunki pracy (czy dużo pieniędzy w daną specjalność jest inwestowane, a przy tym głównie jaka jest dostępność do specjalistycznego sprzętu, leków) i wiele innych – zależy co dla kogo jest istotne.

    I jeszcze jedna rzecz – polecam od najwcześniejszych lat działanie w kołach naukowych, chodzenie na dyżury czy wolontariat. Nawet jeśli ktoś zapisze się gdzieś na pół roku – będzie mógł zobaczyć i poczuć coś na własnej skórze czy mu to miejsce/ludzie/otoczenie odpowiada czy nie.

    Polecam zastanowić się nad tym , szczególnie studentom z pierwszych lat studiów

    Pozdrawiam,

    Mateusz

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.