Napisano 9 Marzec 201412 l comment_29175 Jestem teraz na III roku medycyny i zaczęłam się zastanawiać, co po studiach - stwierdziłam niedawno, że nie widzę się za bardzo w roli lekarza. Od podstawówki do końca liceum nauka bardzo dobrze mi szła, ciągle świadectwa z paskiem, a studia te wybrałam ze względu na zainteresowania i ambicje, chęć pomagania ludziom. Nie mam w rodzinie nikogo po studiach ani lekarzy wśród znajomych, nie miałam wyobrażenia, jak naprawdę te studia i praca po nich wygląda, jako 19-latka miałam trochę inne wyobrażenia. Wiedziałam, że są trudne, ale skoro miałam dotąd tak dobre ceny, to przecież sobie poradzę. I radzę sobie, nie mam poprawek, ale im bardziej się wgłębiam w te studia, widzę, że to chyba nie był do końca trafny wybór. Do tego dochodzi moja nieśmiałość, nie mam tyle pewności siebie, nie zawsze umiem poradzić sobie ze stresującymi sytuacjami - wiedziałam, że to może przeszkadzać, ale mówiono mi: zobaczysz, na studiach wszystko się zmieni, twoje nastawienie także, wypracujesz sobie odporność na stres. Jak dotąd nie widzę zmiany, może nawet bardziej zamknęłam się w sobie, widząc, ile osób dookoła mnie jest lepszych, bardziej wygadanych, obeznanych w kulturze. Fakt, zawsze dobrze się uczyłam, ale nie miałam szerokich zainteresowań poza tym, wolny czas spędzałam z rodziną, znajomymi (stałymi, teraz ciężko mi się otworzyć przed innymi i czuję się samotna w mieście, gdzie studiuję - chłopaka, znajomych z zeszłych lat mam w swoim mieście rodzinnym), więc moje życie było 'proste', moi rodzice nie są bogaci, więc nie jeździłam za często nigdzie. Nigdy mi to nie przeszkadzało, że mam takie życie, ale tu tak 'prosto' nie da się żyć, lekarz przecież powinien być wszechstronnie wykształcony, a nie 'prosty'. Nie chcę rezygnować ze studiów, bo już mam ich prawie połowę za sobą. Czy są jakieś inne możliwości po medycynie oprócz pracy jako lekarz czy przedstawiciel handlowy? Albo ewentualnie jakieś specjalizacje, w których mogłabym się odnaleźć? Hej widzę, że masz kryzys Nie martw się - na początek powiem Ci, że to nie pierwszy i nie ostatni kryzys w Twoim życiu Wybrałaś sobie bardzo trudne studia o których wiele osób marzy i wielu nigdy nie będzie dane ich zacząć. Obracając się w środowisku studentów medycyny łatwo o tym zapomnieć. To wielki sukces sam w sobie, mimo, że może wydawać się, że to nic niezwykłego. Studia nie mają na celu przygotować Cię do przyszłej pracy - one mają wtłoczyć w Ciebie ogrom wiedzy z której jedynie niewielka część do czegokolwiek się przyda. Na studiach nie nauczysz się rozpoznawać i leczyć chorób - nauczysz się zdawać kolokwia i egzaminy. Cała reszta dopiero gdy zaczniesz "naprawdę" pracować. Uważasz, że jesteś "głupia" i będziesz złym lekarzem? Nic bardziej mylnego - jak pochodzisz po szpitalach zobaczysz jakie głupoty robią ludzie z doktoratami i kilkoma specjalizacjami. Na praktykach odwiedzaj różne oddzialy w różnych szpitalach, chodź na dyżury w ramach kół naukowych - zobaczysz jak wygląda prawdziwa praca i jaka specjalizacja Ci odpowiada a która nie. Na studiach się tego nie dowiesz bo będziesz albo siedziała na seminariach albo stała na korytarzu z asystentem albo chodziła na obchody. Nie da się w ten sposób liznąć "specyfiki" danej specki. Może spodoba Ci się medycyna ratunkowa bo dużo się dzieje, może chirurgia bo masz zacięcie do manualnych rzeczy, interna bo lubisz główkować i myślisz wszechstronnie, pediatria bo dzieci nie kłamią i są szczere. Jest też wiele specjalizacji o których w ogóle nie mówi się na studiach jak audiofonologia, medycyna pracy albo zdrowie publiczne. Nie każda polega na pracy w szpitalu i operowaniu. Są też bardziej "biurowe" zajęcia. Jeśli masz talent organizacyjny możesz iśc w kierunku zarzadzania ochrona zdrowia - zrobić drugie studia w tym kierunku. Pamiętaj, że Twoim celem będzie pomoc pacjentowi - uczciwe i sumienne diagnozowanie i leczenie a nie rozmawianie z nim o teatrze czy przygrywanie mu na harfie! Nie przejmuj się innymi i ich "skomplikowanym" życiem. Każdy z nas jest inny - jest w czym innym dobry, ma inne zainteresowania ale to nie znaczy, że jest mniej czy bardziej wartościowy. Każdy jest wartościowym człowiekiem i zasługuje na szacunek. Jeden jest bywalcem teatrów i wystaw, inny znakomicie gra na skrzypcach, jeszcze inny umie nad sobą pracować, programować w C++, podróżować stopem po świecie czy budować modele samolotów. Są tacy co świetnie biegają, tacy co grają w szachy i tacy co świetnie jeżdżą na nartach. Każdy z nas ma prawo do wyboru takiej grupy znajomych jaka mu odpowiada i w której czuje się dobrze. Przyjeżdżając do "wielkiego miasta" na studia możesz żyć tak jak chcesz. Nie musisz niczego robić na siłę. Jeśli uważasz, że brakuje Ci towarzystwa to po prostu znajdź taką grupę ludzi, która ma podobne zainteresowania i której będzie się czuła dobrze. Może jakieś duszpasterstwo akademickie? Uczelniany teatr? Organizacja studencka w rodzaju IFMSA,/EMSA? AZS? Koło naukowe? Chór? Karate? Taniec towarzyski? Clubbing? Brydź? Masz setki opcji! Nie wybieraj "bo w dużym mieście to wypada coś robić". Jeśli najbardziej odpowiada Ci siedzieć w domu i się uczyć to zawsze znajdziesz kogoś, kto ma takie same preferencje. I nie znaczy to że jesteś gorsza albo nie nadajesz się na lekarza. Nie musisz być dusza towarzystwa, brylować na parkiecie i wygrywać zakłady z chłopakami kto wypije więcej drinków. Ze mnie koledzy śmiali się, jak opowiadałem im że oglądałem jakiś śmieszny filmik na youtube - oni go widzieli już dawno albo zwracali mi uwagę, że chodzę w spranej koszulce. I co? Zmieniłem kolegów na takich dla których ważny jest człowiek i szacunek do niego a nie szpan, pokazówa i lans. Chcesz wyjść do teatru? Popytaj ludzi co jest ciekawego, poszukaj w necie i idź z koleżanką - na pewno chętnie się z Tobą wybierze na spektakl. Nie chcesz chodzić do teatru, nie interesuje Cię to? Możesz iść na piwo, kręgle, basen, cokolwiek! Możesz robić to co chcesz, to co lubisz i w towarzystwie osób, z którymi czujesz się dobrze. Stres bierze się z tego, że istnieje rozbieżność między naszymi oczekiwaniami a rzeczywistością. Możesz albo dostosować rzeczywistość do swoich oczekiwań albo pogodzić się, że tych oczekiwań nie spełnisz i zrezygnować z nich. Nie wszystko od nas zależy. Byłem niedawno na szkoleniu dla młodych lekarzy finansowanym ze środków UE z zakresu radzenia sobie ze stresem, asertywności, rozwiązywaniu konfliktów, komunikacji itp. Dowiedziałem się bardzo wielu ciekawych rzeczy. Może za parę lat jak będziesz na stażu też będziesz mogła w czymś takim uczestniczyć? Są to rzeczy których nie nauczysz się sama a bardzo przydają się każdemu w całym późniejszym życiu. Kończę mój przydługi wywód. Reasumując: Nic nie musisz - możesz robić to co chcesz. Nie przejmuj się innymi - jesteś dla siebie najważniejszą osobą na świecie. Rób wszystko tak, aby nie mieć wyrzutów sumienia i pretensji do siebie. Nie musisz spełniać niczyich oczekiwań. Zgłoszenie
Napisano 18 Marzec 201411 l Autor comment_29305 Dziękuję za odpowiedź, bardzo wiele mądrych słów i rad, których wcześniej nie słyszałam, a na pewno warto je sobie wziąć do serca i zacząć myśleć inaczej, przynajmniej ja tak się postaram. Zgłoszenie
Napisano 11 Lipiec 201411 l comment_29847 Dorzucę coś od siebie- zaszłaś tak daleko, radzisz sobie na trudnych studiach, grzechem byłoby się wycofać. Wszystko przyjdzie w swoim czasie. To naturalne, że masz obawy, nie jeden raz jeszcze będziesz je miała. Tak to już w życiu jest. Przede wszystkim bądź sobą, nie daj się wpędzić w to całe "snobstwo". Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201511 l comment_30676 Jestem w podobnej sytuacji, co autorka tematu - na IV roku już wiem, że to nie jest to co chcę w życiu robić. Na I i II roku baardzo dużo się uczyłam - zdwałam większość zaliczeń w pierwszych terminach, ale gdzieś czułam, że nie do końca się w tym odnajduję - czekałam na zajęcia kliniczne i kontakt z pacjentami. Kontakt, kontaktem, a praca - ... prawie na każdym bloku lekarze mówią nam o sprawach sądowych, realiach polskich szpitalów. Jako 19-latka nie zdawałam sobie sprawę, jak to wszystko wygląda. I tak naprawdę nie tyle, że nie podoba mi się ten kierunek, bo lubie uczyć, a medycyna jest ciekawa, ale raczej boję się - tak, tego, co będzie dalej. Tak naprawdę chciałam iść na farmację, bo bardzo lubiłam chemię, a udało mi się zdobyć tyle punktów, żeby dostać się na medycynę - poszłam tu za radą innych i w końcu sama stwierdziłam, tak jak autorka, że z biegiem czasu wszystko samo przyjdzie, nauczę się wszystkiego, a że miałam piątki od góry do dołu, to nauka mnie nie przerażała i stwierdziłam, że dam sobie radę. A tak naprawdę jestem zbyt wrażliwa, dużo biorę do siebie i sama czuję, że mimo iż nie idzie mi źle - to nie mam w sobie myślenia 'lekarskiego'. Nie mogę już cofnąć czasu i iść np. na farmację, zrobiłam się strasznie nerwowa i nie radzę sobie z tym, nie wiem co dalej mam robić Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201511 l comment_30677 Jestem w podobnej sytuacji, co autorka tematu - na IV roku już wiem, że to nie jest to co chcę w życiu robić. Na I i II roku baardzo dużo się uczyłam - zdwałam większość zaliczeń w pierwszych terminach, ale gdzieś czułam, że nie do końca się w tym odnajduję - czekałam na zajęcia kliniczne i kontakt z pacjentami. Kontakt, kontaktem, a praca - ... prawie na każdym bloku lekarze mówią nam o sprawach sądowych, realiach polskich szpitalów. Jako 19-latka nie zdawałam sobie sprawę, jak to wszystko wygląda. I tak naprawdę nie tyle, że nie podoba mi się ten kierunek, bo lubie uczyć, a medycyna jest ciekawa, ale raczej boję się - tak, tego, co będzie dalej. Tak naprawdę chciałam iść na farmację, bo bardzo lubiłam chemię, a udało mi się zdobyć tyle punktów, żeby dostać się na medycynę - poszłam tu za radą innych i w końcu sama stwierdziłam, tak jak autorka, że z biegiem czasu wszystko samo przyjdzie, nauczę się wszystkiego, a że miałam piątki od góry do dołu, to nauka mnie nie przerażała i stwierdziłam, że dam sobie radę. A tak naprawdę jestem zbyt wrażliwa, dużo biorę do siebie i sama czuję, że mimo iż nie idzie mi źle - to nie mam w sobie myślenia 'lekarskiego'. Nie mogę już cofnąć czasu i iść np. na farmację, zrobiłam się strasznie nerwowa i nie radzę sobie z tym, nie wiem co dalej mam robić Moim zdaniem możesz jeszcze iść na farmację (chociaż rozumiem, że żal straconego czasu - ale jeśli wiesz, że na pewno, na 100% nie chcesz być lekarzem, to jeszcze bardziej będzie Ci go żal za kilka lat, szybko wypalisz się zawodowo, będziesz sfrustrowana - co będzie się odbijało i na Tobie, i Twoich pacjentach). Niezależnie od tego polecam Ci kontakt z psychologiem/psychoterapeutą/innym specjalistą, jeśli czujesz, że nie radzisz sobie z sytuacją i odbija się to poważnie na Twoim samopoczuciu. Najważniejsze jest zdrowie, zwłaszcza psychiczne Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201511 l comment_30678 U psychologa byłam już 2 razy - raz na II roku, który stwierdził, że mam popracować nad pewnością siebie, raz na III - który stwierdził, że problem leży w pesymistycznym podejściu do sprawy... 4 lata już za mną - nie mam za bardzo możliwości rozpoczęcia kolejnych studiów od zera, ze względu na finanse, więc studia skończę, ale nie wiem co potem - chciałabym znaleźć dla siebie coś, co nie będzie mnie obciążać stresem - np. rehabilatacja medyczna, medycyna rodzinna? Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201511 l comment_30679 W rodzinnej walki z bomisiami i innymi takimi potrafią obciążyć nerwy Bardziej już medycyna pracy. Albo rób doktorat i załap się na uczelni, jak będziesz profesorem, to i z pacjentami masz mało do czynienia, i pouczysz, i pojeździsz na konferencje i sobie pogadasz o tym, jak lek zmniejsza ciśnienie o 2mmHg xD Zgłoszenie
Napisano 18 Styczeń 201511 l comment_30680 Tak, są inne możliwości: - jeśli masz ciąg do nauki, to możesz pracować w Katedrach lub Instytutach teoretycznych: fizjologii, farmakologii, immunologii itp. - robiąc karierę naukową - możesz zatrudnić się przy wydawnictwach lekarskich (Np. Medycyna Praktyczna, Termedia, itp.) - możesz zatrudnić się jako wykładowca w Państwowych Wyższych Szkołach Zawodowych na kierunku: pielęgniarstwo, ratownictwo itp. - możesz podjąć się tłumaczeń z dziedziny medycyny w jednym z Biur Tłumaczeń - ze specjalizacji bez kontaktu z pacjentem: patomorfologia czy radiologia Zgłoszenie
Napisano 21 Styczeń 201511 l comment_30690 Stres jest wszędzie w robocie. Co kobita w Zarze albo na kasie w Tesco nie stresuje się? Albo klienci albo szef albo współpracownik itd. Wydaję mi się, że w medycynie jest dużo specek, które są mniej stresujące od innych. Te "laboratoryjne" np.: diagnostyka lab., mikrobiologia, patomorfologia.. Może być też med. sądowa, genetyka (hehe), nuklearna czy rehabilitacja medyczna. A z klinicznych to myślę, że taka dermatologia czy reumatologia to nie są jakieś bardzo stresujące. Za to bym nie umieścił w niestresujących radiologii, jednak dużo się robi tych badań, radiologów jest mało, dużo się od nich wymaga, może z pacjentami kontakt mały, ale z innymi lekarzami - większy. Badania na cito taki radiolog też musi robić, a nie że sobie siądzie jak patomorfolog i nad jednym szkiełkiem 2 tyg. z 10 atlasami siedzi (tak, wiem, intry też są..hehe). Zależy też gdzie chcesz pracować, jak Ci się trafi. Bo możesz robić internę w powiecie i mieć 4 sale i 16 pacjentów i nie wiedzieć, gdzie ręce włożyć, a do tego może izbę (hehe). A możesz robić internę w Klinicznym i mieć 3 pacjentów, odwalić doktorat jakiś tam, nie wychylać się, szefowi wchodzić w dupkę i całe życie machać nogą w dyżurce. Ja mówię - nie ma jednego oblicza medycyny. Doktorów wielu i wiele stylów życia doktora. Zgłoszenie
Napisano 10 Luty 201511 l comment_30789 Zawsze możesz spróbować zrobić specjalizację i starać się o pracę w medycynie sądowej, antropologii sądowej itp Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.