Napisano 4 Styczeń 201511 l comment_30573 Zbliża się dramatyczne pogorszenie funkcjonowania Podstawowej Opieki Zdrowotnej. Lekarze rodzinni (których w Polsce jest dramatycznie mało) mają być od nowego roku obciążeni pakietem nowych zadań, których realizacja przerasta większość Przychodni POZ, przy czym Ministerstwo nie oferuje proporcjonalnych do tych wyzwań pieniążków. Na lekarzy medycyny rodzinnej spada m.in. wypisywanie skierowań do okulisty, dermatologa i wenerologa (!), selekcja na lepszych i gorszych pacjentów (Ci z zieloną kartą będą szybciej diagnozowani, a co z pozostałymi?), wypisywanie nowych ton papierów wymaganych w Szybkiej Ścieżce Onkologicznej, całościowe prowadzenie pacjentów z m.in. przerostem prostaty i chorobami tarczycy (czym do tej pory zajmowali się urolodzy i endokrynolodzy w Poradniach Specjalistycznych) i inne. Warto zaznaczyć, że lekarze rodzinni nie oburzają się z powodu tych nowych obowiązków, ale z prostej przyczyny: przy obecnej liczbie przychodni i sposobie ich finansowania nie są w stanie im podołać czasowo i finansowo bez szkody dla pacjentów. Dramatycznie wygląda też obraz medialny całej dyskusji - kompletna niekompetencja dziennikarzy, agresja słowna Ministra, zupełnie wypaczone pojęcie "dobra pacjenta", brak dobrze zdefiniowanych i głośno eksponowanych postulatów Porozumienia Zielonogórskiego, brak płaszczyzny do rozmowy. Na koniec refleksja, nie wiem czy się zgodzicie: Pacjent - dla LEKARZA to ZAWSZE osoba, którą spotyka się twarzą w twarz potrzebująca chwili czasu, rozmowy, badania, porady, leczenia, odrobiny empatii. Lekarz jest dla pacjenta powiernikiem związanych z lękiem emocji (często negatywnych) i edukatorem (lepszym niż google). Pacjent - dla monopolowego PŁATNIKA - NFZ - to ZAWSZE świadczeniobiorca, osoba przynosząca ogromne straty finansowe, anonimowy, nieistotny trybik w systemie ochrony zdrowia, jednostka bez znaczenia dla statystyki. Pacjent - dla POLITYKÓW w Polsce i MINISTRA Zdrowia to reprezentant bezosobowej grupy, której niewiedzę i emocje związane z poczuciem zagrożenia bezpieczeństwa można wykorzystać, by osiągać własne cele i często szantażować lekarzy. Czy da się pogodzić ogień z wodą? Nie da się bez zmian finansowania systemu ochrony zdrowia, które nastąpią dopiero wtedy, gdy politycy naprawdę pomyślą o pacjentach i lekarzach jako o ludziach, partnerach do rozmowy, także wyborcach, a nie złu koniecznym. Potrzebna jest edukacja pacjentów na temat tego jak działa system, skąd biorą się pieniądze na jego funkcjonowanie i jakie są alternatywne sposoby zwiększenia bezpieczeństwa jako potencjalnej osobie chorej. Potrzebny jest dialog polityków i izb lekarskich (doktory naprawdę najlepiej wiedzą jak ulepszać system i czego potrzeba chorym najbardziej). Zgłoszenie
Napisano 4 Styczeń 201511 l Autor comment_30574 Załączam stanowisko (dość reprezentatywne) jednej z Lekarek Rodzinnych. list o sytuacji w POZ.doc Zgłoszenie
Napisano 4 Styczeń 201511 l comment_30575 Jestem przerażony - problem i horror okazuje się być dużo bardziej poważny niż się mogło wydawać. Lekarze rodzinni (których w Polsce jest dramatycznie mało) mają być od nowego roku obciążeni pakietem nowych zadań, których realizacja przerasta większość Przychodni POZ, przy czym Ministerstwo nie oferuje proporcjonalnych do tych wyzwań pieniążków. i podkreślmy... tu chodzi o pieniążki na te ZADANIA (zadania i zobowiązania jakie lekarz ma wobec PACJENTA), a nie na PENSJE LEKARZY! Warto podkreślać również fakt, że obecne zaplecze POZ wydaje się być po prostu w takim wymiarze zbyt małe (za mało lekarzy, za dużo pacjentów na jednego lekarza) Polecam list Pani Doktor (powyżej) i zachęcam również do przesyłania dalej - bardzo racjonalnie i spokojnie przedstawiony problem! Zgłoszenie
Napisano 4 Styczeń 201511 l comment_30580 Zgadzam się z Wami. Problem kontraktowania przewija się rokrocznie, teraz dołaczyła kwestia przerzucania kompetencji bez idących za nimi pieniędzy. Budżet na opiekę zdrowotną był za mały, teraz nadal jest za mały tylko jego dystrybucja się pogorszyła . Ot czary ministra Bartosza. Próba dania wszystkim wszystkiego, jeśli kołdra jest za krótka to czy podciągniemy ją pod sama szyje czy tez otulimy w niej stopy jakaś część ciała będzie marznąc Zgłoszenie
Napisano 4 Styczeń 201511 l comment_30582 Mnie najbardziej boli nagonka na lekarzy wśród społeczeństwa, nakręcana ponadto przez ministra Arłukowicza dla celów politycznych. Bo to lekarze są oczywiście źli bo nie chcą leczyć a my, ministerstwo zdrowia i dobrobytu chcemy pomóc pacjentom! Słownictwo używane przez różne podmioty ochrony zdrowia jest dla szarego Kowalskiego niezrozumiałe ("Że to świadczenie to co to to jest?") a procedury i zasady kontraktowania i finansowania czarną magią. Oczywiście najprościej powiedzieć że chodzi o pieniądze - ale wówczas ten Kowalski stwierdzi że konowały walczą o pieniądze na podwyżki pensji a nie o pieniądze na leczenie i diagnostykę. I tak po głowie obrywają lekarze. Że nie wspomnę o tym, że w tym dziwnym kraju pokutuje myślenie wyniesione, moim zdaniem, jeszcze z czasów socjalistycznych - mi się coś należy jak psu buda i to za darmo, lekarze to powinni służyć chorym zawsze i wszędzie i postępować zgodnie ze złożoną przez nich przysięgą Hipokratesa (sic!). Na szczęście nie mamy już przymusu pracy i gdy pracownikowi (lekarzowi) proponuje się niekorzystną dla niego umowę to wcale nie musi jej podpisywać. No chyba że min. Arłukowicz skorzysta z dawnego pomysłu Ludwika Dorna i zapędzi łapiduchów w kamasze... Zgłoszenie
Napisano 5 Styczeń 201511 l comment_30583 To co obecnie się dzieje, to rzeczywiście horror. Mamy dwóch głównych aktorów, nieudolnego, albo raczej wręcz głupiego Ministra Zdrowia, który gra na emocjach pacjentów i szafuje wypowiedziami w stylu "to nie lekarze - to biznesmeni", "zmieńcie swoich lekarzy rodzinnych", "lekarze zamknęli przed pacjentami przychodnie" i po drugiej stronie ludzi z Porozumienia Zielonogórskiego, którzy na starcie przegrywają, bo próbują być merytoryczni, a tak się tu nie da, jak nie będziesz krzyczał, wywoływał łez wzruszenia na policzkach siedzących przed telewizorami, to daleko nie zajedziesz. Gdzieś w tle jest jeszcze trzeci aktor, a właściwie widownia - pacjenci. Wszyscy wiemy, że widownia jest zawsze najważniejsza, bo ona ocenia czy coś jest dobre, czy nie. A Nasza widownia jest zdezorientowana, zastanawia się czy czasem nie pomyliła przedstawień, bo jak to? lekarze nie chcą pakietu onkologicznego? nie zależy im by szybko wykrywać chorych na nowotwory? Moim zdaniem, czas Ministra-Agenta Bartka się skończył. Zresztą Premier wysyłając do MZ w grudniu swoją pełnomocniczkę, wiedziała co robi, teraz tylko czekać na powołanie nowego Ministra. Ale najgorsze jest to, że nie sądzę, by wiele to zmieniło. A cała nazwijmy, to merytoryczna dyskusja nad problemem, w mediach tak naprawdę nie istnieje. Ja oczywiście byłbym za tym żeby lekarz POZ leczył prostsze choroby endokrynologiczne, czy urologiczne, ale za tym muszą iść pieniądze, pieniądze na badania, a nie na nowy złoty długopis do wypisywania skierowań. Zgłoszenie
Napisano 5 Styczeń 201511 l comment_30588 Mnie boli to jak premier-lekarz z ministrem-lekarzem mogą robić takie świństwa własnemu środowisku Zgłoszenie
Napisano 5 Styczeń 201511 l comment_30589 Bolą mnie trzy rzeczy - brak merytorycznej dyskusji, nieświadomość społeczeństwa i brak zaufania do lekarzy (poczytajcie sobie wypowiedzi choćby na Facebooku na stronach ministra i PZ - częściej niż "lekarze" pojawiają się określenia "konowały", "łapiduchy" i tym podobne...) oraz populistyczne wypowiedzi (no bo jak w ogóle to inaczej nazwać?) władzy w mediach, odwracające uwagę od istoty problemu. Hm... może jednak nie będę kończyć tych studiów? Zgłoszenie
Napisano 5 Styczeń 201511 l comment_30591 Nie rozumiem też jednej rzeczy, dlaczego my nie potrafimy prowadzić w normalny sposób negocjacji? W tym kraju zawsze wszystko musi być robione na ostatnią chwilę. Najlepiej w ogóle dajmy nowe umowy do konsultacji w sylwestra, a od 1 stycznia oczekujmy, że wszyscy podpiszą, po co się tak śpieszyć. Nie wiem dlaczego władze MZ nie znajdują w sobie choć odrobiny pokładów inteligencji by rozwiązać ten spór w cywilizowany sposób, tak jak to powinno się odbywać. Czy nie można przygotować lekarzom umowy czasowej np. na 2 miesiące, która nie budziłaby zastrzeżeń obu stron, a w tym czasie prowadzić negocjacje i dyskusje nad nową umową? Niby takie proste rozwiązanie, które zażegnałoby konflikt, pacjenci nie byliby odsyłani z przychodni, a lekarze mogliby normalnie pracować, ale widocznie w kraju rządzonym przez Premiera - lekarza, to za duże wymagania. Swoją drogą chyba wykazałem się dużą naiwnością, bo jak Pani Kopacz została Premierem, to pomyślałem, że to w sumie nie najgorzej, bo kto jak kto, ale lekarz na czele Rządu będzie szczególnie dbał o sferę Ochrony Zdrowia. No i zadbała. O ja naiwny. Zgłoszenie
Napisano 5 Styczeń 201511 l comment_30600 Moim zdaniem, najlepiej się walczy nogami. Uciekać od praktykowania medycyny albo z tego śmiesznego kraju. Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.