Zawartość dodana przez Polkens
-
Pytania do studentów/lekarzy
Wow, nasz promyczek Nie no, z wyjątkiem naprawdę pojedynczych przypadków w skali kraju, gdzie ktoś zalazł nieodpowiedniej osobie za skórę (ale to naprawdę kazuistyka), to jak się uczysz, to zdasz. Zgadzam się z przedmówcą. Jednak nie do końca zgodzę się ze stwierdzeniem, że "studia jak studia", bo na większości innych kierunków jest o wiele mniej nauki i z wyjątkiem tych kilku tyg. w roku, kiedy naprawdę się uczą, nie robią nic/niewiele Można pracować za granicą (w sensie w bardziej cywilizowanych krajach, niż Polska), gdzie pracujesz w trochę lepszych warunkach i lepiej zarabiasz,a ponadto masz więcej czasu dla rodziny i na dokształcanie. Kwestia priorytetów.
-
przyszły lekarz - chory?
Do tego też mniej-więcej sprowadzały się moje wypowiedzi Nawet jeśli choroba nie pozwoli Ci na bycie zabiegowcem, to i tak wybór specjalizacji jest jeszcze bardzo duży - naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. A może też okaże się "w praniu", że wybór specjalizacji niezabiegowej nie będzie żadnym wyrzeczeniem z Twojej strony, bo zafascynuje Cię i pochłonie dogłębnie dziedzina, w której nie musisz być mistrzem skalpela i wielogodzinnego pocenia się w masce i sterylnym fartuchu, tylko zostaniesz takim polskim House MD (czego Ci (i przyszłym pacjentom) życzę) A medycyna rozwija się w niezwykłym tempie, kto wie, może niedługo dokona się jakiś przełom w leczeniu zapaleń stawów, trzeba być dobrej myśli pozdrawiam! ps. Mateusz - ze Stalone to same ambitne
-
wysoki LDL, statyny i bóle mięśniowe
Udało mi się znaleźć te wytyczne w inernecie, na stronie PTK - http://www.ptkardio.pl/Wytyczne_ESC_EAS_dotyczace_postepowania_w_dyslipidemiach_2011-1705 - to tak, żeby inni nie musieli szukać MP gdzieś mam poupychane w kartonie, bo mi się walały po całym pokoju
-
wysoki LDL, statyny i bóle mięśniowe
Dzięki Matt, doczytam
-
wysoki LDL, statyny i bóle mięśniowe
Wrzuciłam wykład z farmy, obczaj: http://medfor.me/ind...adki-lipidowej/
-
leczenie zaburzeń gosporadki lipidowej
- 29 pobrań
leczenie zaburzeń gosp. lipidowej - wykład z farmakologiii, UMP -
wysoki LDL, statyny i bóle mięśniowe
Całą gospodarkę lipidową ma do chrzanu, TG też ma za wysokie, a HDL za niskie. A jaki ma TC, bo nie podałeś? Rhabdomioliza po statynach? Czy miała badany poziom CK? A jak wyglądają próby wątrobowe? Czy miała badanie moczu? Czy pacjentka: ...? A ) nie dostaje za wysokiej dawki statyn i stąd uszkodzenie mięśni? B ) nie bierze innych leków, które mogą powodować zaburzenia gospodarki lipidowej (np.HTZ?) C ) nie bierze innych leków, które zaburzają metabolizm statyn i zwiększają ryzyko rabdomiolizy (cyklosporyna, itrakonazol, ketokonazol, erytromycyna, klarytromycyna,werapamil, amiodaron, inhibitory proteaz HIV, sok grejpfrutowy >1,1 l/d) - może spróbować którąś z tych statyn: Rosuwastatyna,fluwastatyna,i prawastatyna są metabolizowane innymi drogami –nie dają ww. interakcji Proponuję postępowanie lecznicze: DIETA - często i mało; najlepiej pod kontrolą dietetyka; więcej błonnika, pektyn, węglowodany złożone, białko-15-20% zapotrzebowania energetycznego/d; tłuszcze zwierzęce ograniczyć do minimum, polecić ryby i tłuszcze jedno- i wielonienasycone RUCH - nie jest stara, więc niech się weźmie za siebie (zgodnie z zasadą 3x30x130) zakaz picia alkoholu (bo za wysokie TG, można postraszyć ostrym zapaleniem trzustki) LEKI: może fibraty? (Ciprofibrat, Fenofibrat, Gemfibrozil) - byle nie łączyć Gemfibrozylu ze statynami; chociaż one też mogą powodować miopatie, więc jeśli się je połączy ze statynami, które powodują miopatie... no średnio...więc już sama nie wiem... no i musi mieć sprawną wątrobę, więc przydałyby się jakieś parametry, poza samym faktem stłuszczenia Pozdro, Paula
-
Ostrzeżenia obrazkowe na paczkach papierosów i decyzja Ministra Zdrowia
W przejściu podzwiemnym na dworcu PKP w Poznaniu wisiał (chyba nadal wisi) plakat "Palę więc śmierdzę" Wydaje mi się, że drastyczne obrazy bardziej działają na wyobraźnię, ale to trzeba by zapytać jakiegoś speca od psychologii, marketingu, PR-u, czy czegośtam
-
Ostrzeżenia obrazkowe na paczkach papierosów i decyzja Ministra Zdrowia
artykuł http://www.pulsmedycyny.com.pl/index/archiwum/15627,ostrze%C5%BCenia,b%C4%99d%C4%85,szokowa%C4%87.html Co o tym wszystkim myślicie? Dla chcących zaprotestować: http://www.dawca.pl/aktualnosci/24338,apel-polskiego-towarzystwa-programow-zdrowotnych Paula
-
przyszły lekarz - chory?
Ekhaart, jeśli naprawdę Ci zależy na medycynie - mówię - idź pogadaj z reumatologiem, jak on to widzi. Nie ma się co nadmiernie dołować, dopóki nic nie wiadomo, nie sugeruj się tak do końca tym, co przeczytasz na forach, bo: nie znamy przebiegu ani stopnia zaawansowania Twojej choroby wiedzę z reumatologii mamy dość...podstawową Może okaże się, że no problem i dostaniesz jego/jej błogosławieństwo i życzenia powodzenia na maturze i na studiach. Uszy do góry! A poza tym chirurgia to ciężka fizyczna praca, w dodatku obarczona dużą odpowiedzialnością (tzn. każda specjalizacja jest nią obarczona, tylko, że w chirurgii trzeba działać szybko i zdecydowanie, a nie każdy potrafi działać pod presją czasu) i wymaga zdolności manualnych - ja naprawdę uważam, że chirurgia jest super i mogę przebywać na bloku godzinami, ale chirurgiem nie zostanę, bo uważam, że nie mam odpowiednich ku temu predyspozycji
-
przyszły lekarz - chory?
No tak, na pewno jest to stan dosyć stabilny... Ale specjalizacji jest (jak to ładnie w wielkopolsce mówią) wuchta, myślę, że dla każdego coś dobrego się znajdzie, nie ma się co na siłę pchać w coś, co nas nie interesuje (chociaż będąc w LO ma się zupełnie inne wyobrażenie na temat medycyny... ) Na I roku wszyscy chcą być chirurgami, neurochorurgami, kardiochirurgami, chirurgami plastycznymi i w ogóle najlepiej doktorem Housem Z biegiem lat im się zmienia
-
przyszły lekarz - chory?
Jeśli cukrzyca jest wyrównana, to ryzyko późnych zmian narządowych (makro- i mikroangiopatia, neuropatia itd.) zbliża się do ryzyka populacji, więc wydaje mi się, że cukrzyca nie jest tu problemem, chociaż żadnym specem, oczywiście, nie jestem. Bardziej bym się martwiła RZS i chirurgią, jak już napisała Oka, chociaż musiałabyś pogadać jeszcze z lekarzem medycyny pracy, albo (jeszcze lepiej) mądrym reumatologiem (w Poznaniu polecam docenta/profesora(?) Puszczewicza, na reumatologii w szpitalu im. W.Degi na ul. 28 czerwca 1956 - bardzo mądry człowiek i przy tym bardzo ludzki ) Tarczyca - Hashimoto? Mam w grupie koleżankę z Hashimoto, bierze sobie Euthyrox i funkcjonuje jak najbardziej normalnie, świetnie się dziewczyna uczy, ma chłopaka i przyjaciół i nie widać, żeby miała jakieś problemy Mam też koleżankę, która jest na lek-u, a ma wrodzony brak ręki - też świetnie się uczy, jest lubiana, ma feceta, fascynatka psychiatrii, wydaje mi się,że chcieć, to móc, jeśli tylko czujesz się na siłach i masz dużo samozaparcia BTW - co ma do tego wszystkiego sądówka?
-
Pytania do studentów/lekarzy
Ahahaha JAKI WYCIĄG?! Na sali sekcyjnej się otwiera okno... (ale mamy marmurowe stoły sekcyjne w katedrze patomorfologii, chyba jako jedyni w Polsze <lans>) Na sekcjach ulubionym momentem wszystkich było otwarcie przewodu pokarmowego x_X TIP: głęboki wdech tuż przed i nie nachylaj się nad stołem, kiedy musisz zaczerpnąć drugi raz powietrza (Na trzecim roku odkryłam sens nurkowania i wagę dużej pojemności płuc:D:D:D:P) Ale tak naprawdę najlepiej jest nie robić cyrków, tylko cały czas wdychać smród, nasz narząd węchu jest na tyle niedoskonały, że się szybko męczy, co w tym przypadku jest jego zdecydowaną zaletą A na salach operacyjnych - fakt, jak klima nawali, to jest cieplutko... Nienawidzę takiego spędu na sali, zajęcia z chirurgii mają sens tylko, gdzy przy stole jest 2 operatorów i asysta plus max 3 studentów zerkających przez ramię (ach te stopnie i miłe panie salowe;)), bo inaczej nic nie widzisz (chyba, że to laparoskopia), stoisz 2h, pocisz się i nogi w d... wchodzą. Zero pożytku z takich zajęć. Mnie na początku na bloku odrzucało od zapachu przy elektrokoagulacji, ale potem się przyzwyczaiłam i mnie ten zapach już nie rusza:) Jeśli chcesz iść do Poznania (zapraszam!!!) to załóż sobie konto i śledź forum Pulsu UM - http://www. pulsum.pl/forum/index.php , jest tam dział dla kandydatów;) Co do progów- za moich czasów (kiedy to było...) próg oscylował gdzieś na poziomie 170/200 (chociaż ostateczny spadał chyba do ok. 163-165), ja miałam 175, co nie było jakimś urywającym dupę wynikiem, ale wystarczającym, żeby się dostać, a o to przecież w tym wszystkim chodziło. Nie wiem, jak to wyglądało później, bo się nie interesowałam. Ale myślę, że 160 to takie absolutne minimum, żeby myśleć o Poznaniu.
-
Grafiki i animacje związane z medycyną
Może nie do końca to samo, niemniej polecam (niewyczerpane źródło mojej radości) : http://www.facebook.com/groups/129849107027827/
-
Pytania do studentów/lekarzy
Na studiach ważne jest przede wszystkim, żeby być pracowitym, systematycznym , bo wiele przemiotów to zwykła rąbanka na pamięć i nawet naprawdę błyskotliwa inteligencja Ci w anatomii, biochemii, czy histologii (I-II rok studiów) niewiele pomoże, jeśli nie wyryjesz tego, czego wymagają. Ale większość osób, które się dostaje na studia,jakoś daje sobie radę, chociaż to właśnie w ciągu pierwszych 2 lat odpada najwięcej osób,a później już tylko pojedyncze niedobitki. Nauka na pierwszych 2 latach z samą medycyną niewiele ma to wspólnego... Nie łudź się, że po II roku będziesz umiał powiedzieć babci, co jej wyszło w EKG (bo lekarz jej nie wytłumaczył), czy też - dlaczego złamała rękę, mimo, że się tylko podparła ręką, jak jej się w głowie zakręciło i upadła. To będzie później, te początki po prostu trzeba jakoś przeżyć, chociaż czasami nie jest lekko. ;p Zgadzam się z przedmówcą, że przydaje się przede wszystkim odporność na stres, bo człowiek na początku przeżywa każde głupie zaliczenie jakby to miał być dzień sądu ostatecznego, później jakoś się z tym badziej oswaja i już nie robi cyrków przed każdym egzaminem (chociaż panikowanie niektórym do V roku nie mija... szczególnie tym, co z każdego zaliczenia i egzaminu dostają 4 i 5... -__-). No i rozłąka z domem rodzinnym jest trudna, dlatego warto poznać nowych znajomych, nie siedzieć samemu w pokoju stancji/akademika i płakać w poduszkę, tylko wyjść do ludzi, umówić się na kawę, czy piwo i rozmawiać,bo koledzy/koleżanki z roku mają przecież takie same problemy, więc nikt Cię tak nie zrozumie, jak oni Dobrze jest mieć jakąś odskocznię, coś, co pozwala rozładować stres, zmęczyć się inaczej, niż intelektualnie i nie zacząć obrastać tłuszczem/hodować zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa od ciągłego siedzenia - polecam siłownię, basen, bieganie. Znajomych z roku wyżej też warto mieć, żeby móc się kogoś poradzić, pożalić na asystenta (i usłyszeć - "raaany, też miałem zajęcia z tym dupkiem, on jakiś niespełniony jest i się wyżywa na studentach, nie masz się co przejmować, to oszołom" - od razu się człowiekowi lżej na duszy robi ), czy mieć od kogo odkupić książki/notatki. Na przedmiotach klinicznych (w Poznaniu zaczynają się od III roku, nie interesowałam się, jak jest na innych uczelniach) jest już lepiej, bo mimo, że nauki nadal jest dużo, to wiadomości z różnych przedmiotów zaczynają się jakoś tak w głowie sensownie układać i człowiek kojarzy fakty, wtedy kombinowanie, logiczne myślenie i łączenie różnych informacji jest jak najbardziej wskazane. Osobiście uważam, że w przyszłości najważniejsze jest mieć solidne podstawy z różnych przedmiotów (to, czego często wymagają na zajęciach to jakieś nieistotne duperele, czasem człowiek traci poczucie tego, co ważne) i naprawdę dobrze znać się na swojej działce i MYŚLEĆ!!! W XXI wieku nie da się być lekarzem od wszystkiego (chociaż pacjenci będą tego od Ciebie oczekiwać), specjalizacje są coraz węższe, ale nawet jak jesteś np.okulistą, a widzisz, że pacjent, który do Ciebie przyszedł,ma jakąś paskudną zmianę na twarzy, która podpada Ci pod nowotwór, to wypadałoby się go podpytać od kiedy to ma, czy daje jakieś objawy i tak naprawdę to najlepiej powiedzieć takiemu delikwentowi, że ma iść do dermatologa... Niby oczywiste, ale życie pokazuje, że nie dla wszystkich... Widok krwi to naprawdę nic, ja nie wiem, skąd się biorą te stereotypy... O.o Anatomia na mnie nie robiła jakiegoś wielkiego wrażenia, może to przez jakość materiałów dydaktycznych - mocno już wyeksplatowanych przez kolejne roczniki, przez co często nie przypominały nerki, czy podudzia... Dla mnie najgorsza była do tej pory patomorfologia (sekcje) i dermatologia, chociaż na chirurgii urazowej też nie za fajne widoki... ale no bez przesady, to jakaś kompletna bujda, że ludzie (studenci) padają jak muchy, wymiotują itd. Nigdy nie byłam świadkiem takiej sytuacji... Czasem komuś się zrobi słabo, bo jest np. duszno, czy się po prostu źle czuje, ale to już przecież niezależne od kierunku studiów Miłe jest to, że w grupie zawsze znajdzie się ktoś, kto się Tobą w takiej sytuacji zaineresuje, jakoś pomoże. Co do przedmiotów - wejdź na stronę uczelni, która Cię interesuje i poszukaj planów zajęć lub przewodników dydaktycznych dla studentów. Muszą być, nawet jeśli nie jest łatwo je znaleźć. Trzeba być cierpliwym i wytrwałym. Albo znajdź forum studentów konkretnej uczelni. U mnie istnieje forum gazetki uczelnianej- Puls UM i chyba każdy rocznik ma swoje prywatne forum, ale te są dostępne raczej wyłącznie dla studentów danego roku, z racji giełdy materiałów i dzielenia się wrażeniami nt. wykładowców i profesorów po egzaminach itd. Nie zrozum mnie źle, to po prostu taka praktyczna wskazówka na przyszłość - nikt Cię na studiach za rączkę nie będzie prowadził, przyzwyczajaj się, że trzeba będzie większości tego typu informacji na własną rękę wyszukiwać. A póki co - skup się na biologii, chemii (i ew. fizyce), bo z tego będziesz musiał zdać maturę i żeby w ogóle myśleć o medycynie, czy stomatologii, to musisz mieć je mieć zdane naprawdę dobrze (ale niekoniecznie 3x100% ) Poza tym w kazdym chyba mieście są organizowane dla uczniów szkół jakieś targi kariery zawodowej, czy coś w tym stylu, gdzie rozwiązujesz jakieś głupie testy predyspozycji do zawodu, możesz sobie wziąć jakieś ulotki, porozmawiać z psychologiem, etc., poza tym uczelnie corocznie organizują (zwykle w styczniu-lutym-marcu) dni otwarte - warto pojechać, porozmawiać ze studentami, wziąć sobie jakieś ulotki do poczytania, zobaczyć, czy podoba Ci się miasto, bo studia to nie tylko nauka, ale i kino, teatr, kluby, knajpy z ogródkami piwnymi, chociaż niektórzy są totalnymi no-life'ami i nosa z domu nie wyściubiają, tylko ciągle ryją. Żałosne, no, ale co poradzić... Uważam, że trzeba umieć się zrelaksować, odreagować stres, czy opić zdany egzamin, do którego się człowiek ciężko uczył, nieraz kilka tygodni. Uff, rozpisałam się pozdro!
-
Jakie szkoły/kursy językowe polecacie?
Medical english to nie jest jakiś straszny problem, to właściwie tylko kwestia słownictwa. Grey's anatomy sobie oglądam Na studiach mieliśmy przez większość czasu jakieś totalne głupoty na "medical english". Bardziej mi zależy ogólnie na umiejętnościach językowych, na tym, żeby umieć się dogadać, mówić możliwie najbardziej poprawnie, rozumieć, co inni do mnie mówią Ale jednak bardziej przyłożę się do niemieckiego, bo decyzja o wyjeździe właściwie zapadła. Rozważam native-speakera, ale chyba dopiero po tym, jak sobie możliwie dużo poprzypominam na własną rękę i ew. na kursie, bo indywidualne lekcje to raczej grubsza mamona :/ (a ja zawsze znajduję jeszcze 1000 innych rzeczy do wydawania pieniędzy, jak np.siłownia, kino, basen, etc )
-
Moda na niemówienie ś i ć?
Mnie do szału doprowadza: "w roku dwutysiecznym jedenastym(...)" ---> W ROKU DWA TYSIĄCE JEDENASTYM!!! Wyjątkiem był rok 2000 - poprawnie jest: "w dwutysięcznym roku". głupia maniera, ale nagminna także wśród lekarzy... :/ Ostatnio byłam świadkiem jak pani pediatra tłumaczyła rodzicom dziecka jak dojechać do innego szpitala, gdzie chłopiec miał mieć zrobiony PET- "pojedzie prosto do skrzyżowania, potem skręci w lewo..." i czułam się zażenowana, szczególnie, że ci rodzice naprawdę sprawiali wrażenie niegłupich, wykształconych ludzi i też mieli trochę dziwne miny, gdy słychali tych instrukcji... uwielbiam ten fragment dobry kawałek, chociaż on też jakoś dziwnie akcentuje, szczególnie na początku
- Ministerstwo tnie rezydentury
-
Ministerstwo tnie rezydentury
A ja z kolegą myślałem nie raz o otworzeniu piekarni! A wracając na serio do tematu to zobaczymy co będzie za pół roku. Piekarnia nie dla mnie, wstają przed świtem przez cały rok, a ja płaczę w duchu, jak muszę wstać o 7... Koparki mnie nie jarają, garów nienawidzę zmywać... chyba czas na intensywną naukę niemieckiego... Myślę, że w 2 lata dam radę nieźle ogarnąć temat btw LEK-u - świetnie by było znać więcej konkretów... czy to prawda, że ten egzamin zdaje się tylko raz, nie tak jak LEP, który można było poprawiać do woli? :/ Męczy mnie ta dezinformacja, zamieszanie i przeprowadzanie reform od d...y strony
- Medyczne maksymy
-
Zmiany w specjalizacjach
Może chodziło im o dzieci będące ofiarami nadużyć seksualnych? Teoretycznie lepiej, żeby zajmował się nimi psychiatra dziecięcy-seksuolog, ale psychiatrów dziecięcych (w przeciwieństwie do pediatrów) w kraju aż tak wielu chyba nie ma, szczególnie w miastach powiatowych, nie-akademickich. A to, że dzieciaki dorastają teraz szybciej- w dobie internetu, kablówki, nagości (nie naturalnej, a takiej bardzo zmysłowej, seksualnej) w reklamach, wszechobecnych pornosów, zmianie nastawienia społeczeństwa do homoseksualizmu, chęci zdobywania wrażeń, eksperymentowania,jakiejś takiej trochę dziwnej modzie i przechwalaniu się, kto już "to" zrobił*... myślę, że jest zapotrzebowanie na seksuologów dziecięcych. I terapeutów. * do homosekusualizmu jako takiego jestem nastawiona neutralnie, ani pochwalam, ani nie potępiam, uznaję za pewien wariant normy; ale odnoszę wrażenie, że tak jak wcześniej udawano, że w ogóle nie ma tematu, że to jest złe, tłamszenie,zakłamanie, oficjalne związki heteroseksualne na siłę i romanse homoseksualne na boku, to teraz robi się z tego taką aferę, tyle się mówi o tym w mediach, że czasem odnoszę wrażenie, że to popycha dzieciaki do eksperymentowania, próby "określenia się" na siłę, wcześniej, niż przychodzi to naturalnie (ja w wieku 13, 14 lat miałam bardziej fantazje związane z przytuleniem, pocałowaniem chłopaka, który mi się podobał, niż o braniu udziału w orgiach... O_o). Trochę mnie to przeraża, szczerze mówiąc.
-
mianownictwo internistyczne
W Poznaniu na internie zwracali uwagę na "nie stwierdza się" i "brak", np. "bolesności opukowej czaszki nie stwierdza się", a nie "brak bolesności opukowej" (argumentowali to tym, że "brak to może być ręki", czytaj - "brak" stosujemy do opisania nieobecności czegoś, co anatomicznie/fizjologicznie powinno u pacjenta występować, a "nie stwierdza się" - do patologii). Zgadzam się z wcześniejszymi wypowiedziami na temat określania topografii zjawisk osłuchowych... chociaż na kardiologii w wypowiedzi/w historii choroby oczekiwali od nas: "osłuchowo nad polami płucnymi szmer pęcherzykowy prawidłowy", czy "nad zastawką mitralną słyszalny szmer skurczowy" Zaś co do stosowanych skrótów, to na pediatrii jeden z profesorów (Poznaniacy się pewnie domyślają, który ;p) powiedział nam o "GM" - "Głupia Matka", chociaż traktowałabym to raczej jako jeden z wielu (kiepskich) żarcików tego pana. Skrót "ChGW" też jest powszechnie znany, chociaż jeszcze się na niego w dokumentacji nie natknęłam... ^^
- Podręcznik do patofizjologii
-
Przywitajmy się!
Paula (wyprzedzę pytanie: nie, to nie to samo, co Paulina... ), V rok WLI na UMP, fanka chirurgii ogólnej i gastroenterologii, ale z racji kompletnego braku zdolności manualnych i złej tolerancji pracy pod presją raczej wybiorę to drugie Szczerze nie znoszę genetyki i biochemii, trzymajcie ode mnie z daleka (na szczęście już pozdawane, myślę,że z grubsza można o nich zapomnieć ) Poza tym lubię książki (najlepiej z fabułą, podręczników mam dosyć), ruch, dobre wino, jeszcze lepsze jedzenie/gotowanie, wesołe towarzystwo i śpiew
-
Jakie szkoły/kursy językowe polecacie?
Chodzi mi, rzecz jasna, o naukę języków obcych Z góry przepraszam, jeśli taki wątek już istnieje - starałam się znaleźć, aczkolwiek bez skutku. Studiuję w Poznaniu, dlatego to miasto mnie najbardziej interesuje. Co, gdzie, jak i za ile? Zależy mi na prowadzących-żyletach, co będą mi trzaskać batem nad głową i zmuszać do intensywnej pracy, bo kurs ma mi coś dać, a nie być kasą wywaloną w błoto połączoną z 1-2x w tygodniu okazją do poplotkowania z osobami z grupy Brakuje mi samodyscypliny, żeby się samej dokształcać w domu, a wiem, jak to jest, kiedy prowadzący wymaga niewiele... Wracając do tematu - gdzie w Poznaniu warto zapisać się na naukę języka: * angielskiego - duży nacisk na mówienie, wymagający prowadzący. Określiłabym się jako mocno-średnio zaawansowaną z tendencją zanikową * niemieckiego - kiedyś znany przeze mnie w stopniu całkiem niezłym, a na pewno komunikatywnym, obecnie w totalnym zaniku, musiałabym włożyć w to sporo pracy, żeby sobie poprzypominać, bo od lat nie miałam kontaktu z tym językiem. (chociaż podejrzewam, że po jakimś czasie by mi się "odblokowało", więc nie wiem, czy jest sens zapisywać się na jakiś kurs 'od zera'). Fajnie, gdyby dana szkoła językowa miała też ofertę w stylu "medical english", bo to, co było na studiach, woła o pomstę do nieba Tzn. było bardzo miło, bezstresowo i przyjemnie, ale jednak nie czarujmy się, to już nie szkoła podstawowa, zaś znajomość języka/-ów obcych to obecnie konieczność, a nie szpan... pozdrawiam, Paula