Napisano 20 Lipiec 201213 l comment_23204 Cześć. Właśnie sobie czytam Wasze posty i stwierdzam, że powinienem odkupić od Was trochę tej odpowiedzialności. Nigdy nic nie planuję i zawszę idę na spontan Jak chcesz @karolka, to Ci trochę oddam Ty już wybrałaś program do prowadzenia przychodni, a ja się ciągle miotam między różnymi kierunkami... Zgłoszenie
Napisano 20 Lipiec 201213 l comment_23205 no z tym prywatnym gabinetem to nie jest tak łatwo. 1) Trzeba mieć nazwisko i wyrobioną markę - ludzie wybierają lekarza słuchając opinii innych a nie kartkując książkę telefoniczną 2) Najlepiej jest pracować w szpitalu i móc załatwić swoim pacjentom różne rzeczy "przez NFZ" - wiele osób idzie "prywatnie" żeby załatwić sobie darmowe badania, diagnostykę bez kolejki albo pobyt w konkretnym "renomowanym" szpitalu. Poczta pantoflowa to w tym zawodzie podstawa. 3) Trzeba mieć kupę kasy na sprzęt - bieżnia do testów wysiłkowych dla kardiologa, spirometr dla pulmonologa albo USG 4D dla ginekologa to grube tysiaki. Czasem kilkaset tysiaków. Do tego dochodzi gabinet, wyposażenie, mebelki, kozetki, komputerki, kartoteka pacjentów itp itd 4) Trzeba mieć odpowiednią specjalizację w odpowiednim miejscu. W dużych miastach uniwersyteckich jest jak mrówków lekarzy z tytułami, prywatnych centrów medycznych z ogromnym kapitałem, kasą na reklamę i sprzęt a tytuł dr n. med. na nikim wrażenia nie robi. W małym mieście trzeba mieć deficytową specjalizację - gdy jest np 1 urolog na cały powiat to wtedy można trzepać kasę. Tylko najpierw trzeba tym urologiem jakoś zostać... 5) Trzeba naprawdę dobrze wszystko zaplanować, przekalkulować i przemyśleć. Dr Judym też otworzył sobie gabinet... i co? Nikt do niego nie przychodził... 6)Trzeba znać na wylot wszelkie przepisy dotyczące działalności gospodarczej i indywidualnej praktyki lekarskiej. Wszelkie ZUSy, srusy, księgowości, rachunkowości, rozporządzenia itp. Nie zawsze taka forma działalności będzie się opłacać. 7) Dobry start mają dzieci lekarzy, które zaczynają przyjmować w gabinecie u rodziców, ew. rodzice budują im własny gabinet. 8) Przydatne okazują się znajomości w NFZ - nie z każdym podpiszą kontrakt. CZasem koniaczek, bombonierka i kwiatek potrafią zdziałać cuda (a niby są limity) Zgłoszenie
Napisano 22 Lipiec 201213 l comment_23208 Macie rację że warto popracować w szpitalu bo i ;ludzie nas poznają , można kontynuować bądź rozpoczynać leczenie państwowe poprzez kontakty prywatne (czyli leczymy prywatnie i "kładziemy "do szpitala , leczymy prywatnie kogoś kogo leczyliśmy państwowo) , nie trzeba się bawić w ZUS bo ten mamy odprowadzany przez szpital Zgłoszenie
Napisano 27 Lipiec 201213 l Autor comment_23225 Szczerze mówiąc, to ja mam to szczęście, że mogę pozwolić sobie na otworzenie gabinetu. A jednocześnie będę też pracowała w państwowej placówce. Powiedzcie mi, bo @karolka.de coś wspominała o programie mediporty do rozliczeń. Ale widzę, że sama też za dużo o nim nie wie...Może ktoś inny mógłby pomóc? Gdzieś się spotkał z tym programem albo chociaż o nim czytał? Zgłoszenie
Napisano 27 Lipiec 201213 l comment_23227 Naprawdę tak wcześnie zajmujecie sobie tym głowę? Przecież najpierw trzeba skończyć te sześć lat medycyny, potem rok postażować a potem zrobić specjalizację. Ile to czasu łącznie zajmuje? Dwanaście, czternaście lat? Co można zaplanować na za dekadę w przód? Ceny wynajmnu gabinetu, ilość lekarzy na danym terenie z daną specką, sposób rozliczania się z funduszem, jego wytyczne, zarządzenia ministerialne, pozwolenia danej Izby lekarskiej i inne pierdoły zmieniają się jak w kalejdoskopie. Uważam że należy skupić się na ukończeniu nauki a nie na tym, czy oprogramowanie eskulapa jest lepsze od kamsoftu. No chyba że Twoim marzeniem jest po prostu zarządzać jakimś ośrodkiem zdrowia, wtedy rzuć tę medycynę, bo szkoda na nią czasu i od razu rejestruj działalność gospodarczą. Cytując klasyka: "Nadgorliwość gorsza od faszyzmu". Zgłoszenie
Napisano 27 Lipiec 201213 l comment_23228 Mogę się pod tym podpisać. Tak jak trochę śmieszne jest planowanie specjalizacji będąc na pierwszym roku, tak snucie planów w jakiej wypasionej klinice to ja pracować nie będę, jakie to cudowne zabiegi, operacje, pacjenci. Ameryka p oprostu. Polecam poczytać trochę życiorysów znanych polskich lekarzy - tych wciąż żyjących, ale niekoniecznie 9choćby ciekawe wywiady ze strony medical tribune) - większość z nich swoje kariery zawdzięcza w dużej mierze przypadkowi i b. cięzkiej pracy, nikt nie snuł planów bycia wielkim chirurgiem i zgarniania kasy, bo mam wrażenie że niektóym to tylko o to chodzi. Wpierw się trzeba gdzieś dostać, skończyć tą specjalizację a potem to już różnie bywa - różne są historie, różnie bywa ze zdrowiem etc. Podziwiam za to Wasz optymizm, zwłaszcza w kontekście tego co nam gotuje MZ - po 1 m-cu na specjalizację, brak podwyżek od lat dla lekarzy, zmiana systemu specjalizacji-nikt nie wie co i jak, ciągłe życie w niepewności (wychodzi teraz, że będzie ona de facto bardzo niekorzystna dla lekarzy idących nową ścieżką), narastający ostracyzm i roszczeniowość chorych, afery refundacyjne, sama instytucja NFZ etc. etc. Ja bym był najszczęśliwszy na świecie po prostu dostając się na swoją specjalizację (interna czy kardiologia) w rozsądnym trybie, w dobrym m-cu, gdzie będzie miła atmofera i wszystkiego się nauczę. Chciałbym po prostu zostać ostatecznie dobrym lekarzem. Tyle - reszta to się zobaczy jak będę za kolejne 5-6 lat. Na pewno nie wyobrażam sobie nie pracować w szpitalu i nie pracować naukowo jednocześnie. Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.