Wszystko zależy od tego czy chcesz się ubiegać o rezydenturę czy nie. Do stypendium ministerialnego potrzebujesz LEPU i to jak najwyższego wyniku.
To prawda co piszesz na temat "wystarczy mieć wpływowych znajomych/plecy"- i tak niestety w naszym kraju jest i będzie chyba już zawsze. Dlatego np na chirurgię plastyczną nie ma co się pchać nawet z LEPem pod sufit. Te miejsca zawsze będą zarezerwowane dla krewnych i znajomych królika, a nawet jeśli jakimś cudem się uda- istnieje ryzyko, że młody ambitny lekarz trafi do papierowej roboty i zabiegówki nawet nie powącha.
Nie podoba mi się natomiast Twój negatywny stosunek do jak to określiłeś "uchodzenia, wydeptania sobie miejsca.
Studia medyczne otwierają drzwi do wolontariatów, kół naukowych etc. KAŻDY ma do tego prawo i KAŻDY ma takie MOŻLIWOŚCI.
Tylko większości po prostu się nie chce. Jest wielu studentów, którzy marudzą, że kończą studia i nie potrafią założyć cewnika, asystowac przy operacjach, odbarczyc odmę etc, "bo nas tego na studiach nie uczą", ale nie zadali sobie trudu, żeby poszukać miejsca, gdzie takie rzeczy są w zasięgu ręki. naprawdę można,.
Są ludzie, którzy robią dużo ponad minimum programowe studiów i pod koniec są gotowym półproduktem- nie trzeba ich uczyć podstaw, są zdolni do pracy i dalszego rozwoju bez konieczności patrzenia im na ręce i instruowania "chirurgiczne mycie wygląda tak/ nie dotykaj tego bo sie zbrudzisz/ taką ranę szyje się tak a nie inaczej". Bywa, że tacy ludzie dostają propozycję pracy i specjalizacji z etatu, ale pomijając sytuację wspomnianych wyżej "krewnych i znajomych królika" - nikt im nie proponuje pracy i płacy za ładne oczy, tylko dlatego, że coś z sobą reprezentują i na starcie są dla oddziału wsparciem, a nie obciążeniem (jak rezydent, którzy nigdy nie dotknął pacjenta poza zajęciami a ładnie napisał LEP- egzamin który nie bójmy się tego słowa- jest niepoważny).