no wiesz, niektórzy już się dzieci nie pozbędą - no chyba, że w stylu pewnej pani z Sosnowca...
berbelek - nie myśl, że cię bronię albo usprawiedliwiam to co piszesz. Po prostu przeprowadziłem symulację wydatków człowieka, który kończy studia i chce w miarę samodzielnie wkroczyć w "dorosłość".
Widać, że pieniążki, które dostaje stażysta lub młody rezydent nie bardzo starczają na utrzymanie rodziny. Studenckie życie za pieniądze od rodziców to zupełnie co innego. Jak się nagle zostaje na własnym garnuszku to zaczyna bardzo na wszystko brakować i nagle człowiek staje przed różnymi kiepskimi wyborami - albo zrobić w pokoju szafę na rzeczy dziecka albo zapłacić ubezpieczenie samochodu a jeszcze się pralka popsuła, kran cieknie, dziecko wyrasta ze wszystkich par spodni a za miesiąc trzeba wymienić rozrząd w samochodzie. Nagle okazuje się, że jednak te kilka stówek od rodziców ekstra na ubrania, buty czy chociażby telefon to było bardzo wiele.
Można żyć w mieszkaniu studenckim, jeść zupki chińskie albo warzywa z patelni, mieć "chłopaka", ale w pewnym momencie człowiek zaczyna myśleć, że skoro już się zacharowuje na śmierć w szpitalu, ma nieporównywalnie większą odpowiedzialność od innych to zasługuje na pieniądze, które pozwolą mu bez kombinowania i wyrzeczeń zapłacić za wszystkie bieżące wydatki. Pisząc o wyrzeczeniach mam na myśli np chodzenie w 2 parach dziurawych spodni przez pół roku, żeby wystarczyło na benzynę itp
Nagle okazuje się, że wszyscy znajomi są dawno po ślubie, mają pokupowane mieszkania, rodzą sie im kolejne dzieci a ty nadal żyjesz jak student. Niby jesteś doktor, pracujesz w szpitalu ale dostajesz marne grosze które ledwie wystarczają na jedzenie i czynsz. Nagle pojawia się perspektywa - a może jakieś dodatkowe dyżury? SOR? POZ? Karetka? Nawet się nie obejrzysz a spędzasz w pracy połowę godzin w miesiącu (360/720h), masz pieniądze na bieżące życie ale jesteś zbyt zmęczony żeby pilnować rachunków albo nie masz czasu, żeby przygotować samochód do wyjazdu.
Właśnie mam kryzys związany z wkroczeniem w dorosłość. Niby jeszcze studia i luz, ale już się pojawiają różne dorosłe wyzwania.