Zawartość dodana przez aalutka90
-
"Modne" choroby
Chyba wymieniliście wszystkie najmodniejsze choroby, które znam. Ostatnio przeczytałam o nowej chorobie, która jeszcze nie zyskała statusu "modnej", ale ma zadatki na zostanie takową. Nazywa się kryptopiroluria i podobno jest to odmiana porfirii, którą ma 10% społeczeństwa, a lista objawów jest porównywalna z "zakwaszeniem organizmu". Co ciekawe, owe kryptopirole wykrywa jedno laboratorium w Niemczech, a leczy się to wit. B6 i magnezem. Moim zdaniem jest to sprawa grubymi nićmi szyta, ale pod względem wartości jako choroby-wytrychu wciąż rozwojowa. Słyszeliście może coś więcej o tym?
-
Kardiologia
Kardiologia dziecięca?
-
anatomia
Słyszałam, że uczysz się nazewnictwa anatomicznego po polsku i po angielsku, ale na kolokwiach i na egzaminie dopuszczalne jest używanie łacińskiego mianownictwa. Łacińskie i angielskie mianownictwo są do siebie bardzo podobne. Co do innych uczelni - teraz już prawie wszędzie jest angielski, oprócz podobno Białegostoku.
-
anatomia
W Gdańsku od kilku lat uczą anatomii po angielsku. Ja jeszcze miałam łacinę.
-
Nauka do matury
Moim zdaniem do matury wystarczy Ville/Campbell + matury z poprzednich lat.
-
Tusz do powiek hipoalergiczny
Bell ma linię niedrogich, hipoalergicznych kosmetyków, może spróbuj? Są w Rossmannach.
- Pismo lekarskie
-
Rzucenie studiów
Perunem nie jestem, ciskać gromów nie będę. Skoro już odpoczęłaś na urlopie rok, to z pewnością miałaś czas na przemyślenie i dojrzenie do zmiany. Jeżeli nie widzisz siebie w zawodzie lekarza, to uważam, że powinnaś zmienić kierunek. Wiem, że to może być trudna decyzja po 3 (lub 4 - licząc dziekankę) latach, może być szkoda straconego czasu etc., ale znam kilka osób na roku, które przebrnęły przez studia, bo nie miały odwagi podjąć takiej decyzji i są nieszczęśliwe. Z drugiej strony, mam nadzieję, że cokolwiek wybierzesz w zamian, to będzie to coś, co naprawdę lubisz robić. Chcąc nie chcąc, w pracy spędzamy sporą porcję swojego życia. A pieniądze to nie wszystko.
-
Leczenie anemii żelazem
Anemię stwierdza się na podstawie nie tylko samej ilości erytrocytów, ale także poziomu hemoglobiny. Jednak nie przeszkadza to w rozważeniu problemu 1. Zacznijmy od najprostszego, czyli tzw. compliance. Czy pacjent przyjmuje to żelazo w odpowiedniej dawce? Czy przyjmuje je na czczo? czy nie popija mlekiem?(obniża wchłanianie) Czy popija sokiem? (poprawia wchłanianie - wit. C) Sprawdzić efektywność kuracji można jeszcze, mierząc ilość retikulocytów - młodych postaci erytrocytów. Nie jest to badanie, które wchodzi w standardową morfologię, ale daje pogląd na to, czy suplementacja żelaza ma efekt. 2. To nie niedobór żelaza, lecz np. witaminy B12, kwasu foliowego. 3. Występuje zaburzenie wchłaniania żelaza: np. celiakia, zespół krótkiego jelita. 4. Czy to w ogóle jest anemia z niedoboru żelaza? O ile dobrze pamiętam, u dorosłych(bo zakładam, że nasz pacjent jest dorosły, u dzieci najczęściej jest inaczej) w Polsce najczęstszą przyczyną niedokrwistości jest tzw. niedokrwistość chorób przewlekłych, spowodowana, w dużym uproszczeniu, przewlekłym występowaniem stanu zapalnego w organizmie. Najczęściej są to zakażenia, choroby autoimmunologiczne, nowotwory. Dużo WBC+mało RBC+zmęczenie - może to choroba reumatyczna albo inna z kręgu autoimmunologicznych? (Tak, pomyślałam o toczniu - jednak tu jest mało WBC, leukopenia to jedno z kryteriów rozpoznania.) Jak wysokie są te białe krwinki - może to białaczka albo chłoniak? ;V 5. Wreszcie, może to niedokrwistość hemolityczna - ale wtedy byśmy mieli z objawów żółtaczkę, powiększenie wątroby, śledziony. Występowanie od 3 lat raczej wyklucza przyczyny wrodzone(jak talasemia), bo choroba ujawnia się najczęściej w dzieciństwie. Jak widzisz z tego krótkiego zestawienia, które na szybko skleciłam z głowy, przyczyn niedokrwistości jest bardzo wiele i po prostu trzeba znaleźć prawdziwą przyczynę i ją leczyć. "Po prostu" nie znaczy wcale "to proste"
-
Na dobre i na złe
Obserwuję ten serial od kilku lat, pamiętam jeszcze czasy, gdy grała stara obsada (Foremniak, Żmijewski, Opania) i wydaje mi się, że kiedyś był lepszy. Dużo było odcinków typu reklamy społecznej, czasem dość nachalnej, ale będąc świadomymi stanu wiedzy społeczeństwa, taka edukacja jest lepsza niż żadna. Poza tym trochę też skupiali się na życiu personelu średniego. Wprawdzie można nie tęsknić za miłosnymi rozterkami Edyty Jungowskiej czy Katarzyny Bujakiewicz(obie grały pielęgniarki), ale co, gdy teraz o tym pomyślę, wyróżniało go na tle innych produkcji tego typu. Teraz skupili się w sumie wyłącznie na lekarzach. Jeden Szczepan to za mało Aktualnie lubię sobie pooglądać dla śmiechu, pokpić z błędów scenariusza i ogólnego obrazu idealnej opieki zdrowotnej, takiej, jakiej byśmy sobie wszyscy życzyli, żeby była. No i odkrywać kolejne niuanse życiorysu prof. Falkowicza (serio, co jeszcze wymyślą dla tej postaci?)
-
zdaj lekko-czy warto wykupić dostęp do bazy pytań?
Podbijam. Z jakich baz korzystacie? I czy ten qsmedic jest coś wart?
-
Które licea w Polsce to kuźnie dla przyszłych lekarzy?
Jeśli chodzi o Trójmiasto, to zdecydowanie przodują dwa licea "trójki": w Gdyni i w Gdańsku. Z tego, co mi wiadomo w regionie jeszcze I LO w Słupsku ma pod tym względem dobrą renomę.
- Patomorfologia
-
Czy studia medyczne są piekłem ?
No cóż, dla mnie np. polonistyka czy mechatronika byłyby wyzwaniem Witaj, Malineko! Skoro chcesz zacząć swoją przygodę z medycyną, to na pewno wiesz, ile godzin ciężkiej pracy trzeba poświęcić, aby się tu dostać - a bycie pracowitym i systematycznym to pierwszy warunek sukcesu. A strach przed nieznanym jest czymś zupełnie normalnym. Kłamałabym, mówiąc, że ze szczegółami wiedziałam, na co się piszę, idąc na studia. Być może nasze opinie wydają się przytłaczające - ale doświadczenie każdej osoby jest inne. Jednak nie ma też co ukrywać, że bywa ciężko i mało wdzięcznie. Przeżyłam kilka momentów, gdy zastanawiałam się nad "sensem tego wszystkiego", odczuwając zniechęcenie i zmęczenie. Ostatecznie udawało mi się znaleźć pocieszenie w chwilach małych triumfów nad swymi słabościami i radości z nowych, unikalnych tylko dla kierunku lekarskiego doświadczeń. I już od dawna nie wyobrażam sobie siebie, studiującą cokolwiek innego. My jako zaprawieni weterani mamy swoje pomysły na to, jak ulepszyć nasze studia, ale ponieważ w oczach decydentów jesteśmy tylko smarkatymi studentami, to nikt nas nie chce słuchać
-
Czy studia medyczne są piekłem ?
Wykłady na 6. roku?! o.O Współczuję. Co do tematu: czy studia są piekłem? Nie wiem. Czasami tak. Pierwszy i drugi rok zdecydowanie były najbardziej piekielne. Nauki jest dużo(tak, zdaję sobie sprawę, ile jest do nauki na późniejszych latach - ale przeprawa przez nauki przedkliniczne jednak "uczy się uczyć"), na dokładkę jeszcze taka trochę atmosfera grozy w stylu "uczcie się, albo wylecicie(chyba, że macie wolne kilka tysięcy na repety)" i "na szacunek musicie sobie jeszcze zapracować". Na szczęście wystarczyło tylko dobić do 3 roku, żeby prowadzący na internie mówili do nas per "koledzy" Jakkolwiek im dalej w kliniki, tym bardziej doskwiera minimalne praktyczne podejście do zawodu, gdzie w każdym sylabusie stoi, że "studenci biorą czynny udział w pracy oddziału" ;P Akurat się to udaje w ramach 3h ćwiczeń(a nieraz mniej) przy 4 osobach w grupie(a czasem więcej). A potem się okazuje, że znamy na wyrywki szczegóły ze Szczeklika, a nie umiemy wypisać karty zleceń albo recepty. Tak, wiem, że od nauki doktorskiego obycia jest staż, jednak z czasem spoglądanie zza pleców prowadzącym zajęcia coraz bardziej nudzi. Ale największym piekłem aktualnie stały się te nieszczęsne seminarki, z których nie zwalnia nawet akt zgonu. Rozumiem, że nasze studia są specyficzne w swym braku pracy magisterskiej i oparciu na obecności, ale czasem mam poczucie, jakbym cofnęła się do podstawówki. Albo i gorzej, bo w szkole nie kazano by nam odrabiać nieobecności na lekcjach kosztem innych zajęć... W każdym razie, to jest do zmiany, natychmiast. Żądam traktowania nas jak poważnych, odpowiedzialnych ludzi. Co do imprez i picia - dla chcącego nic trudnego, najwyżej przyjdzie skacowany na seminarkę Ja za tymi dwiema rzeczami nigdy nie przepadałam, więc mi ich nigdy nie brakowało.
-
Zakup pierwszego stetoskopu
Wow, Littmanny mają podobną tendencję cenową jak trampki Converse - z roku na rok coraz droższe. Na mój też wydałam ok. 200 zł - po sugestii starszej koleżanki, że te tańsze szybko się psują. Też wydaje mi się, że przeważają wśród lekarzy na oddziałach, chociaż część używa np. Spiritów. Ekspres do kawy ważna rzecz! Myślę, że podpis koleżanki daje jakąś podpowiedź
-
Urządzenia mobilne w użytku studenta i lekarza.
Od zeszłego roku używam kalendarza Google, można w nim wprowadzać powtarzające się zajęcia, np. wykłady powtarzające się w określony dzień tygodnia w zadanym zakresie dat. Wymaga to nieco wprawy i czasu, ale warto. Można mieć kilka kalendarzy do różnych rodzajów zajęć, np. Bloki, Egzaminy itd. o różnym kolorze. Dodatkową zaletą jest możliwość wprowadzenia wszystkiego na pececie i potem synchronizacji z telefonem i vice versa.
-
Krew a omdlenia (wazowagalne?)
Od siebie mogę zaproponować ćwiczenia na lepszy powrót żylny krwi z nóg. Czyli dreptanie, podnoszenie kolan na zmianę, napinanie mięśni. W miarę możliwości chodź po sali, obserwuj zabiegi z różnych miejsc. Stanie nieruchomo przez zbyt długi czas bardzo sprzyja takim problemom jak Twoje, nawet mimo solidnego śniadania.
-
Chcę zostać chirurgiem
Potwierdzę to, co napisał kolega wyżej. Napisz egzamin gimnazjalny jak najlepiej, żeby dostać się na profil biol-chem w liceum, które dobrze przygotuje cię do matury. A na egzaminie jest nie tylko biologia i chemia.
-
Farmakologia
Katzunga trzeba się nauczyć czytać, bo potrafi wtrącać w tekst zbędne szczegóły. Czasem Mutschler jest bardziej konkretny. Za to fajne są tabelki na końcu rozdziałów - idealne do szybkiego przypomnienia. Farmakologia nabiera sensu wraz z zajęciami na oddziałach. Blok z kardiologii przed ćwiczeniami z leków w niewydolności serca to był prezent
-
Kultura a studia medyczne
W gimnazjum oglądało się Ostry Dyżur, a w liceum House'a(którego zresztą oglądam do dziś, nadrabiam wczesne sezony). Ale wątpię, żeby to miało jakiś wpływ na moją decyzję względem studiów. Ewentualnie przekaz był baaardzo podprogowy
- Podręcznik do patofizjologii
- Motywacja do nauki
-
Propozycje i sugestie dot. MedFor.me
Chciałabym zgłosić usterkę. Przez przypadek zmieniłam skórkę na mobilną, a teraz nie mogę wrócić do "normalnej" wersji. Klikanie na "Zmień skin" nic nie daje. naprawcie to, plz.
-
Anatomia - jaki atlas? jaki podręcznik?
Atlas - Sobotta. Netter jest ładny, ale bardziej mi odpowiada klarowność stylu Sobotty. Chociaż miałam Nettera w pdfie i czasem z niego również korzystałam ;p Prometeusz też ma fajne rysunki i schematy - polecam zwłaszcza do neuro, mi bardzo pomogły. McMinn był przydatny do powtórki przed kołami praktycznymi. Podręczniki - my jako pierwszy rocznik używaliśmy własnego, 4-tomowego podręcznika autorstwa wykładowców naszej Katedry Uważam, że jest bardzo dobry, dość podobny do Pituchowej, ale ma bardziej przejrzystą szatę graficzną.