Zawartość dodana przez es.
-
Co sprawia przyjemność w pracy lekarza?
Berbelek, spytam: gdzie napisałam, że jest się fachowcem tuż po studiach? Nie znam zawodu, w którym ktoś jest nim tuż po szkole/studiach, o ile zawód obejmuje umiejętności, które trzeba ćwiczyć w praktyce. Chociaż i ze studiów można coś niecoś wynieść gdy ma się trochę samozaparcia i chęci dokształcania (koła które działają przy oddziale, praktyki). Po to są specjalizacje i lata praktyki, by umiejętności nabywać i szlifować i już to samo w sobie jest zachecające. Miałam na myśli, że ta praca niesie ze sobą taki potencjał, zgodzisz się chyba? Wow, jak czytam jakich ludzi po drodze spotkałeś to chyba w jakichś dwóch światach żyjemy. Jasne, że zdarzają się ludzie, którym się w życiu nie udało i jasne, że przepisy coraz bardziej wchodzą nam w doopę (języki obce, języki obce!), ale znam naprawdę przyzwoitą grupkę lekarzy którzy lubią to co robią i nie wstają rano do pracy jak na roboty na Syberii. I wolę równać do nich niż już teraz założyć, że wszystko nie ma sensu i w ogóle beznadzieja.
-
Co sprawia przyjemność w pracy lekarza?
Może jeszcze za wcześnie, żeby mówić o pracy, ale, tak jak rys, patrząc po praktykach: ogromną satysfakcję daje mi to, że coś konkretnego się umie. Po 3cim roku to na pewno jeszcze bardzo niewiele, ale jednak te drobiazgi, jak odczytanie EKG, osłuchanie, opukanie pacjenta dają przedsmak tego, że człowiek będzie miał naprawdę KONKRETNY FACH W RĘKU: ktoś przyjdzie z problemem, a ja (miejmy nadzieję) będę umiała go rozwiązać Nie wyobrażam sobie pracy przy pisaniu haseł reklamowych czy, nie wiem, wstukiwaniu cyferek do Excela w wielkiej korpo (nic nikomu nie ujmując!). Wykryć u kogoś chorobę i ją wyleczyć, zreanimować kogoś, nastawić złamanie, etc.: myslę, że po czymś takim człowiek myśli, że nie zmarnował czasu na kształcenie się w tym kierunku
- Choroby zakaźne
-
Dlaczego ja, trudne sprawy itd.
Dla mnie to jest jakaś masakra. Widziałam ze 2 odcinki, żeby sobie wyrobić opinię. Fakt, że te cuda mają na tyle dużą oglądalność, że opłaca się je produkować na kilogramy jak dla mnie świadczy o jakimś kompletnym bezwładzie umysłowym oglądających. Te programy po prostu są żadne, tu nawet nie chodzi o to, że jakieś kontrowersyjne. O niczym, byle jak zrobione, byle jak zagrane. Trzeba nie mieć już chyba nic do roboty i nie mieć w ogóle szacunku do siebie jako widza żeby spędzać czas nad taką papką i dawać komuś na tym zarobić.
-
Rozterki kandydata - czyli wszystko czego nie wiem o medycynie?
Koledzy, skąd to przekonanie, że 34 lata to już głęboka menopauza?
-
Przywitajmy się!
Forum spytało mnie dziś: "Czy przywitałaś się już???", a ja odpowiedziałam sobie: "Nie...!". Zatem witam wszystkich Lubię dobrą książkę, sztukę XXgo wieku i suchary o całkach ( ;p ). W tematach medycznych nie będę, że tak powiem, "zapeszać", kim będę czas pokaże. Es. III rok UMed Wro
-
Rozterki kandydata - czyli wszystko czego nie wiem o medycynie?
1. Z każdym kolejnym rokiem na studiach jest z tym coraz lepiej: na 1szym mało jest czasu, bo nie umiesz się jeszcze uczyć (jakkolwiek dziwnie to brzmi: po prostu trzeba przestroić sposób nauki na "studencki" i wyćwiczyć trochę pamięć), potem radzisz sobie z tym coraz lepiej i jest coraz mniej suchych teoretycznych kobył (łatwiej wchodzi przedmiot, który możesz obserwować w praktyce w kilnikach). 2. Mam mamę lekarza i na pewno częściej widywałabym ją w domu, gdyby pracowała, powiedzmy, w urzędzie. Ale to jest do zrobienia. Dużo zależy chyba od tego jaką specjalizację wybierzesz, gdy się jest zabiegowcem jest na pewno trudniej z czasem, niż gdy się skończyło np. dermatologię (słyszałam o kilku paniach-doktorkach, które właśnie z tego względu ją wybrały). 3. Generalnie na specjalizacji dostaje się pensję albo w formie rezydentury (opcja dla tych, którzy najlepiej zdali LEP/LEK; płaci Ci państwo i wysokość tej pensji ustalana jest odgórnie), albo pracujesz na etacie (haczyk w tym, że tu wysokość pensji jest różna i różne są chęci zatrudnienia, bo pensję wypłaca szpital, a wiadomo, że większość woli zaciskać pasa; zależy jak się zakręcisz). Niektórzy godzą się na wolontariat, by robić wymarzoną speckę, na którą brakło pktów z LEP/LEKu. Dyskusje na ten temat znajdziesz na forum serwisu "młody lekarz". 4. Raczej tak, nie słyszałam o bezrobotnym lekarzu kwestia jaka/gdzie/za ile. Tak, jak pisali koledzy wyżej.
-
Studenci medycyny - wolontariusze
Że będę dłubać w pacjentach to nie liczę, tak naiwna nie jestem Ale niektórzy robią problem z samego poruszania się po szpitalu i zaglądania przez ramię, niestety. Tak coś czułam, że wszystko jest kwestią dobrych chęci, choć gdy pójdę się płaszczyć, dobrze by było mieć jakiś argument, że takie praktyki to nie precedens na skalę światową Dzięki za info!
-
Studenci medycyny - wolontariusze
W to, że koło działa bez zarzutu wierzę jak najbardziej! Ale nie o to pytam Chodzi mi właśnie o tę biurokratyczną stronę, jak to się odbywa, czym to jest podparte. Szukam w ustawach, ale prawnik ze mnie żaden, a zapisy bywają niejednoznacze, stąd liczę, że może ktoś ma jakieś informacje, doświadczenia. Bo jestem obecnie w takiej sytuacji, że w miejscu mojego zamieszkania ja jestem chętna do nauki (w wakacje poza praktykami, właśnie jako wolontariusz), a specjalista do nauczania, ale dochodzą mnie słuchy, że dyrekcja szpitala już taka przychylna nie jest. Zawsze przed rozmową z nimi dobrze jest mieć jakiś argument, że gdzie indziej to działa w taki a taki sposób. Chyba, że taka działalność szpitala musi mieć w tym przypadku status koła przy uczelni? White, dzięki za informacje, jako przykład do zacytowania są dla mnie bardzo cenne Jeśli ktoś jeszcze chciałby się jakimś info podzielić, to będę bardzo wdzięczna.
-
Studenci medycyny - wolontariusze
Cześć wszystkim Pytanie do white: a czy wiesz może na jakiej podstawie to koło "niekliniczne" działa? Bo spotkałam się z opinią, że student, jako osoba bez prawa wykonywania zawodu, czyli bez odpowiednich kwalifikacji, nie może (poza zajęciami w ramach studiów, praktyk na które wysyła uczelnia i domyślam się, że koła naukowe przy szpitalach klinicznych też to obejmuje (?)) brać udziału w procedurach medycznych, nawet jako tzw. wolontariusz. Jako kto tam funkcjonujecie i jak to wygląda z ubezpieczeniem? Szpital musiał się jakoś dogadać z uczelnią czy to ich dobra wola, czy jak? pozdrawiam!