Zawartość dodana przez Kaamil
-
Leki, które nie działają
Ode mnie: - nootropy /piracetam, leki zwiększające przepływ mózgowy - winpocetyna, cynarizyna/ - leki flebotropowe /diosmina - w dużych dawkach niby tam odrobinę pomaga, ale średnio w to wierzę, wyciągi z kasztanowców /escyna/, hespertyna i jej pochodne flawonoidy/ - fenspiryd /eurespal/ - bronchodylatator rzekomo - witamina C , wapno w alergiach, przeziębieniach - różne immunostymulanty /aloes, prinozyna/ - leki w ChZS typu kolageny różne, siarczany chondroityny, glukozaminy, wyciągi z awokado etc. Tyle mi przychodzi na szybko na myśl. Co do idapamidu - podaj proszę źródło - w połączeniach choćby z sartanami są to połączenia o udowodnionej skuteczności.
- Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
- Ulubiony/najgorszy przedmiot na studiach
- Ortopedia
- Gdzie lepsze praktyki - szpitale kliniczne czy niekliniczne?
-
Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
Deesys - bardzo krzywdząca opinia. Owszem wypełniają głównie papierki, ale gdyby nie oni to system by się rozpadł. Gdyby NFZ dał większe uprawnienia rodzinnym a nie je ciągle zabierał to kolejki do specjalistów by się zmniejszyły, a nie w obecnej chwili rodzinny nie bardzo ma jak mimo że by nawet umiał (i większość umie) leczyć proste niedoczynności tarczycy, astmy itp., a specjalista zająłby się chorym gdy rodzinny by nie dawał rady lub przypadek byłby bardziej skomplikowane (np. z licznych towarzyszących obciążeń). Konowałów wśród lekarzy nie brakuje w każdej specjalności - wśród rodzinnych na pewno nie jest ich więcej wśród ortopedów, którzy z tego słyną. Druga sprawa - przy obecnej polityce miejsc specjalizacyjnych to plany MZ się spełnią, bo z braku laku ludzie będą brać co zostało, czyli głównie med. rodzinną, więc nie jeden mądry co gardził tą specjalizacją na studiach na niej ostatecznie wyląduje.
- Sprawy sądowe lekarzy
-
Skrypty uczelniane czy książki "ogólnopolskie"?
u nas skryptów jest mało, a jak są to jakieś stare i zdezaktualizowane. Jakbym miał do wyboru dobrze napisany nowoczesny skrypt i książkę to wolę skrypt. Większość podręczników zwłaszcza z PZWLu tez pozostawia wiele do życzenia.
-
Nerwy?
każdy czy chce czy nie skończy te studia w znacznie gorszym zdrowotnym niż je zaczynał - wrzody, depresje itp. zab. psychiczne, omdlenia, zab. rytmu (AF po egzaminie), dyselektrolitemie, alopecia areata itp - z tym do tej pory się spotkałem wśród koleżanek i kolegów studiujących medycynę czy stomę. Czyli albo stres i jego powikłania albo poalkoholowe uszkodzenie wątroby albo jedno i drugie. ;]
-
O stypendium rektora
dodałbym tylko że u nas pod słowem publikacje naukowe wchodzą tylko te publikacje w czasopismach mających Impact factor, żadne tam plakaty z konferencji, wygłoszone tam referaty czy inne prace, który wymagają nie mniej pracy. Poza tym im więcej ma praca współautorów tym na mniej ja wyceniają. Ogólnie przepisy są skandaliczne, u nas np. do całej puli stypendiów wliczają się studenci wracający praktycznie z samymi piątkami po Erazmusach i gdzie tu sprawiedliwość. Sam po raz pierwszy mimo niezłej średniej mam wątpliwości czy się załapię - dobrze że już bliżej końca, bo nie wiadomo co znowu wymyślą.
-
mianownictwo internistyczne
z tymi rozpoznaniami końcowymi to co oddział to inny obyczaj. Na jakieś karcie wypisowej z chirurgii (notabene pół strony A4 zajmowała a hospitalizacja trwała ponad tydzień) w rozpoznaniu ostatecznym były same kody ICD10 co też nie jest dobre. Od nas póki co w większości (przynajmniej ci asystenci na których trafiałem) wymagali formułowania rozpoznań opisowo.
-
Czarna lista - nie popełnij tego błędu!
wyjątkiem jest zespół Kawasaki - wtedy ASA się dzieciakom daje. W tym p/wsk chodzi głównie o infekcje wirusowe i gorączkę. Ode mnie: zawsze zweryfikować przed wdrożeniem lewotyroksyny u osoby z niedoczynnością tarczycy czy nie współistnieje niedoczynność kory nadnerczy (wywiady, RR, podstawowe badania lab jak np. potas) -> w przeciwnym razie ogromnie wzrasta ryzyko ew. przełomu nadnerczowego nie dawać amoksycyliny na anginę (choć to powszechne chyba) -> a/odporność narasta, b/ jeśli to monunukleoza to może być nieciekawie zawsze pobierać do hist-pat cały zmieniony węzeł / raczej unikać BAC Potem coś pewnie dopiszę jak będę mieć "świeższy" umysł. ps. b.fajny pomysł z takim tematem
-
Jakie książki ze studiów przydadzą się po studiach?
na chirurgii widziałem że mają atlasy różniste, na innych póki co raczej nie. Wg mnie akurat książki i atlasy własne do anatomii się potem nie przydadzą, chyba że ktoś lubi. Ale Szczeklik, Farmindeks już każdemu. Nina - też sobie zostawiłem Jabłońską do dermatologii właśnie z tego samego powodu co Ty
- Akademik vs pokój w mieszkaniu :)
-
Jakie książki ze studiów przydadzą się po studiach?
na oddziałach z tego co widziałem to zawsze są jakieś książki, więc no problem. Faktycznie chyba wszystko zależy kim chce się być potem - ja sobie zostawiłem na razie Robbinsa, Szczeklika. Do farmy to wg mnie tylko i wyłącznie farmindeks ma później jakąś użyteczność, zakładając że ogólne rzeczy o lekach się umie. Inna spraw książki do LEPu.
- Do nauki szycia chirurgicznego (szycia skóry)
-
Farmakologia
u nas obowiązuje Kostowski (od nas z Katedry pisali w większości) + materiały z zajęć i wykładów. Mutschler nie jest w ogóle chyba używany, mam na kompie, ale strasznie irytujące są te długie wstępy z farmakologią, ale wydaje się być ok - mimo to nie korzystałem. Kostowski - to jak przedmówcy - lanie wody, błędy, stare leki, brak nowych. Ja się opierałem na materiałach z zajęć i wykładów i Farmindeksem MP i poszło gładko, choć wielu ma farmakologiczne powikłania.
-
Co do EKG?
EKG - Sztuka interpretacji - Garcia, Holtz - nawet sobie kupiłem, chyba na rynku jest najlepsza, ale wg mnie nie jest rewelacyjna, bo: - dużo lania wody - wstęp fizjologiczny wg mnie zbyt lakoniczny, ale trzeba to dobrze pojąć, by EKG zrozumieć, a nie wykuć parę kształtów i kryteriów - rozdrabnianie się nad rzeczami prostymi i w sumie nie aż tak istotnymi np. nad osią serca (sposoby jej liczenia prezentowanie kompletnie od czapy) - bardzo mała / nic na temat ważnych arytmii i ich różnicowania - trochę dziecinna oprawa całości, książka ciężka wagowo, czyta się ją w poziomie co czasem przeszkadza - plusem jest bardzo dobrze ujęty temat zawału m. serca i niedokrwienia - plusem jest b. dużo realnych EKG, ale nie są one omówione kompletnie od deski do deski, co w samonauce przeszkadza, bo jest jakaś nieprawidłowość w zapisie, a nie ma jej omówionej w tekście Elektrokardiografia dla lekarza praktyka - Tomasik, Windak, Skalska, Kocemba, Kulczycka-Życzkowska - jako kompendium ok, do nauki tak na początku też, ale to tylko podstawy. Niektóre kryteria - zwłaszcza przy przerostach już nieaktualne są. Generalnie wg mnie najlepiej wkuć wszystkie kryteria, ktoś niech wytłumaczy ogólne zasady, kolejność by nic nie pomijać i analizować dziesiątki i setki kompletnych zapisów w całości - wtedy się wszystko pięknie utrwala. W necie jest sporo takich stron (po angielsku), gdzie można sobie to b.dobrze wyćwiczyć. Osobiście to najbardziej polecam.
-
koło naukowe
Koła Chir. Og. i Naczyniowej przy szpitalu nieklinicznym - chodzę od 2 roku na dyżury na SOR i do oddziału (śr. 2x w m-cu) i tam nauczyłem się praktycznie wszystkiego - od czynności pielęgniarskich, po szycie, nacinanie i drenaż ropni i asysty do operacji (nie tylko haki). W sumie polecam, bo można dużo ciekawych rzeczy zobaczyć i zawsze jest dużo pracy dla chętnego studenta, nawet jak ktoś nie chce być chirurgiem (jak np. ja . Koła Kardiologiczne - w sumie ok, ale bardziej teoria i pisanie prac. Do tego warsztaty EKG, echo, można być na bieżąco z nowymi wytycznymi. Dyżury na OIOKu ok, ale bez takiej rewelacji jak wyżej.
-
mianownictwo internistyczne
Ciekawi mnie jak jest na Waszych uczelniach w kwestii czepiania się i przywiązywania ogromnej wagi (w pisaniu historii chorób i raportowaniu chorych) do mianownictwa internistycznego ustalonego dawno przez prof. Orłowskiego - nestora polskiej interny. U nas wygląda to strasznie - historie choroby przez niby błahe "błędy" są powtarzane kilkakrotnie, niektóre kliniki i ich asystenci mają na tym punkcie bzika i czasem mam wrażenia że jest ono ważniejsze niż treść merytoryczna. Przykłady: zbieram wywiady a nie wywiad, jest rozpoznanie a nie diagnoza (broń Boże!), objaw występuje, a nie się pojawia itp. itd. - do tego wszystkiego specjalistyczny bardzo sposób pisania rozpoznań. Teraz już mi i innym też weszło w krew, ale interna na 3 roku na początku była koszmarem (pamiętne pisanie pierwszego zdania historii choroby na zajęciach przez 2 tygodnie aż będzie ok - i tak nie było .
- Ulubiony/najgorszy przedmiot na studiach
- Która uczelnia medyczna w PL najlepsza?
-
Ilu osobowe grupy na klinikach?
pediatra 4-5 os. interna i pokrewne 5-6 os. Pewne jak wszędzie czasem bywa i więcej, ale to i tak jest za dużo. Na szczęście są jeszcze dyżury, wolontariaty itp. gdzie się ejst samemu lub w parze i się wtedy faktycznie można najwięcej nauczyć. Najbardziej mnie jednak wkurza że ED ma grupy 1-2 os. na większości klinik.