Napisano 27 Październik 201213 l comment_24247 Najbardziej żenujące jest czytanie treści slajdów na głos przez prowadzącego, a to się niestety zdarza, i błędy ortograficzne (!), bo widząc coś takiego skupiam się raczej na oburzaniu się zamiast na treści wykładu Zgłoszenie
Napisano 27 Październik 201213 l comment_24248 Przypomniały mi się wykłady z chemii, gdzie profesor czytała tekst ze slajdów, zabraniała zadawać pytania, twierdząc że od tego są seminaria, że nie wspomnę o tym, że zadeklarowała się na wysyłanie studentom swoich wykładowych prezentacji w formie elektronicznej. Dziwię się że ktokolwiek na te wykłady chodził. Zgodzę się z wypowiedzią dentstudenta. Prezentacja powinna być pomocą dla prowadzącego, aby zobrazować wypowiadane myśli, a dla studenta powinna być pomocą w zrozumieniu tematu i odnalezieniu się w nim. Dlatego lubię, gdy przed oczyma ukazują mi się schematy, obrazki, animacje; oczywiście gdy prezentacja wykonana jest z poszanowaniem zasad estetyki i gramatyki. Napakowanie masy tekstu na slajdzie jest dla mnie nieporozumieniem. Przepisywać? Słuchać prowadzącego? A za fikuśne kolorki, czcionki, przejścia slajdów, błędy językowe sądy uczelniane powinny wydawać wyroki, które powinny wisieć na każdym płocie. Tego się w ogóle nie da czytać lub oglądać. Zgłoszenie
Napisano 28 Październik 201213 l comment_24252 Prawda jest też taka, że formuła wykładów wyczerpuje się. Na przykład u nas na Uczelni dla studentów anglojęzycznych nie ma podziału na wykłady i ćwiczenia. Są tylko tzw. "seminaria". Dawniej, gdy dostęp do zachodnich podręczników i materiałów był zerowy, wykłady w Polsce służyły do przekazywania cennych "perełek" wiedzy, nigdzie indziej niedostępnej. Obecnie, gdy jest nadmiar podręczników polskich i zagranicznych + internet, prowadzący często nie wie, co właściwie ma powiedzieć I tylko rzadko zdarzają się wykładowcy z pasja i wiedzą, którzy mimo wszystko robią z wykładów ciekawą sprawę. Zgłoszenie
Napisano 28 Październik 201213 l comment_24253 Prowadzący często chcą też powiedzieć za dużo na wykładzie. Niemożliwością jest, żeby dobrze omówić wszystko w 1,5h. Stąd też biorą się wstawki typu: "doczytacie sobie", albo "tylko zasygnalizuję problem" itp. To po cholerę wykład? Lepiej omówić mniej, a dokładniej. Mogłoby być też tak, że wykłady służyłyby podsumowaniu zdobytej wiedzy, albo wykorzystaniu jej w praktyce na przykładzie przypadków klinicznych. Ale to chyba pozostanie w sferze marzeń na razie... Zgłoszenie
Napisano 28 Październik 201213 l comment_24254 Powtarzam - trzeba sobie zdać sprawę, że formuła wykładów, jaka miała miejsce w Polsce do końca lat 80., uległa wyczerpaniu. Na Zachodzie zaś odchodzi się od wykładów, zastępując je "seminariami interaktywnymi" z udziałem mniejszej liczby studentów. Ćwiczenia bowiem też się zmieniają: do końca lat 80. np. na fizjologii czy farmakologii robiono w czasie ćwiczeń doświadczenia na zwierzętach. Teraz nowe przepisy tego zabraniają, a więc ćwiczenia tez stały się "sierotką", na których do końca nie wiadomo: tylko pytać i pytać studentów, czy też powiedzieć coś od siebie (asystenci). A "gwoździem do trumny" obecnego systemu na niektórych Katedrach (którym się nie chce) jest przyzwolenie na tzw. "referaty" na ćwiczeniach. Efekt jest taki, że wykłady wtedy są w ogóle wtedy niepotrzebne, na ćwiczenia nikt się nie przygotowuje z obowiązującego materiału i na kolokwium nikt nic nie umie. A na egzamin to już w ogóle nic To jest robienie szkółki ze studiów i ma niezwykle destruktywne działanie. Zgłoszenie
Napisano 29 Październik 201213 l comment_24269 tu się zgadza, ta formuła już dawno się wyczerpała, a wykłady są chyba tylko po to by profesorowie mieli pieniądze za tzw. dydaktykę. Wykłady z przedmiotów klinicznych to wg mnie zupełne nieporozumienie. Dochodzi przez to do takich sytuacji, gdzie jeden temat wałkuje się non stop - wykład, seminarium, ćwiczenia - bez przesady. Seminaria w każdej formie poza aktywnym udziałem studentów i dobrym prowadzącym też wiele sensu nie mają, no ale już lepsze niż wykłady, bo chociaż to raptem dla 1 grupy a nie całego roku. Zgłoszenie
Napisano 30 Październik 201213 l comment_24278 Wali się non-stop a i tak nic nie wiadomo. Opowiadają nam o ELISA, niestwożonych nowoczesnych metodach, a o tym jak wygląda naprawdę leczenie i diagnozowanie choćby Helicobacter trzeba samemu doczytać. Zgłoszenie
Napisano 30 Październik 201213 l comment_24279 no właśnie - nam o takiej durnej cytometrii przepływowej, która wielką filozofią przecież nie jest mówili od 1 roku rokrocznie na histologii, potem fizjologii i biochemii, potem diagnostyce, immunologii i hematologii. Czekam gdzie będą to jeszcze raz omawiać na 6 roku. A na sensowne rzeczy pieniędzy nie ma. Zgłoszenie
Napisano 10 Listopad 201213 l comment_24407 prof. Wojnicz z histologii w Zabrzu powtarzał, że wykład jest po to, by omówić ze studentami jakiś problem/odkrycie/przypadek o których trudno samemu przeczytać w książkach czy internecie i który da się dobrze zobrazować w przeciągu 1,5h. Mówienie tego, co student może przeczytać w domu jest stratą czasu i brakiem szacunku dla tej osoby, która poświęca swoje godziny na przyjście na wykład, wykazując tym samy chęć nauczenia się czegoś NOWEGO. Niestety nie wszyscy myślą podobnie i wolą walić po milion zdań na slajdzie, które potem czytają. Już szczytem jest robienie wykładu np "Gospodarka wodno-elektrolitowa organizmu" gdzie na wstępie wykładowca mówi, że to jest niemożliwe do omówienia przez 1,5h, bo o tym powstały książki wielkości Szczeklika i że tak naprawdę musicie i tak się tego nauczyć w domu -.- To po kiego grzyba ten wykład?! Lepiej mniej a porządnie niż dużo i byle jak. Zgłoszenie
Napisano 18 Listopad 201213 l comment_24483 może właśnie dlatego chodzenie na wykłady kompletnie straciło sens... Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.