Zawartość dodana przez Matt
-
Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!
Prawda jest taka, że niektórzy po prostu nie nadają się do prowadzenia dydaktyki. Przykładem jest moja znajoma - ma wiedzę, podejście do pacjentów i zero zdolności dydaktycznych. Ćwiczenia w jej grupach polegają na tym, że studenci przychodzą, pada nieśmiertelne zdanie "idźcie do pacjentów, pobadajcie i wróćcie". Tu gdzie pracuję na szczęście nie ma tego typu problemów. Widocznie mam szczęście do miejsc pracy Zawsze można odwołać się do Biblii w postaci Orłowskiego Prawda jest taka, że każdy bada tak jak mu wygodnie, najważniejsze, żeby wybadać co trzeba. Mój szef bada np. węzły w tak dziwny sposób, że na egzaminie od razu by go pewnie uwalili. Niemniej jednak znajduje węzły bez problemu i to jest tu najważniejsze. Na studiach uczycie się badać tak, żeby zdać egzamin praktyczny z interny. Znam co najmniej 3 osoby, którym mogłoby się to udać Mamy zresztą na oddziale pacjenta przy tuszy z wodobrzuszem - idealny do pokazywania objawu jeziorka.
-
Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
Nie do końca. System jaki mamy nie ułatwia pracy zarówno POZetom jak i AOSom czy szpitalom. Sporo zależy od chęci - jesli komuś się nie chce będzie medycznym przygłupem nawet pracując w klinice. Są wykłady i konferencje adresowane do lekarzy POZ w ramach kształcenia ustawicznego. Znam osoby, które jeżdżą na takie rzeczy (np. konferencje organizowane przez MP) i są na bieżąco. Znam też rodzinnych, którzy od lat nie byli na żadnej konferencji, nie zbierają punktów (bo kary za ich nie zebranie de facto nie ma), a na wszystko wypisują Eurespal i Augmentin. Inna sprawa: specjaliści szpitalni mają czasami niefajny nawyk "spuszczania" pacjentów kierowanych do szpitala przez lekarzy POZ. Mamy właśnie na oddziale pacjenta z AML, który został skierowany przez rodzinnego na oddział i zlany przez internistę w pewnym dość dużym szpitalu. Z drugiej strony trafiają się np. pacjenci skierowani z POZu z bólami w klp bez wykonanego EKG. W każdej specjalizacji zdarzają się lekarze i wyrobnicy.
- Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
-
Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!
Ano nie w Szczecinie. Na szczęscie dla Was A potem się okazuje, że połowa studentów na zajęciach z hematologii nie potrafi poprawnie zbadać śledziony czy wątroby. Widać uznali, że im się to nie przyda. Niedługo propedeutyka interny będzie się ograniczać do nauczania studentów wypisywania skierowań na rtg, usg i inne badania obrazowe. Prawda jest taka, że część powinna zostać uwalona na 3 roku i nauczyć się porządnie badać. Niestety niektórzy dopiero po ochrzanieniu (przy pacjencie) łaskawie postanawiają pacjentka dotknąć i coś zbadać.
- Medyczne maksymy
- Ortopedia
-
Skrypty uczelniane czy książki "ogólnopolskie"?
na tym generalnie polega studiowanie i często trzeba niestety recytować informacje, które sa błedne niczym prawdę objawioną, bo tak rzecze kadra zakładowa w świętym skrypcie
-
Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
Generalnie to co leczyć umie Tak. Niektóre choroby np. cukrzycę lekarz POZ może rozpoznać sam bez pomocy specjalisty. Jesli pacjent ma np. glukozę 300 to nie ma sensu czekać z terapią aż pacjent dopcha się do diabetologa. Okres oczekiwania na wizytę w niektórych poradniach wynosi nawet powyżej 100 dni (do naszej hematologicznej czeka się 90 dni). Niektórych chorób w POZecie po prostu nie da się rozpoznać - lekarz rodzinny może np. zrobić tylko TSH, a T3 i T4 już nie. Mój kolega normalnie szyje swoich pacjentów
- Sprawy sądowe lekarzy
-
Dlaczego wybraliście medycynę?
Widzę, że komponenta finansowa nęci. Dzisiaj pacjent zapytany o to dlaczego zmienił lekarza stwierdził, że poprzedni doktor traktował go jako dodatek do portfela. Mówiąc krótko bardziej istotne było to kiedy pacjent położy stówkę na stole niż to na co jest chory. Ciekawe czy liczba takich medycznych wyrobników będzie rosnąć czy spadać.
-
Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
W teorii nie, w praktyce tak. Założenie było takie, że pacjent idzie do rodzinnego i ten go leczy z wielu różnych chorób. Jeśli chory za bardzo nie daje się leczyć (np. glikemia skacze mu jak kowboj na rodeo albo ciśnienie nie chce spaść mimo tony leków) miał wysłać do specjalisty, a potem leczyć wg jego wskazówek. Tymczasem NFZ wymaga, żeby pacjent mający chorobę przewlekłą miał zaświadczenie od specjalisty. W związku z tym pacjenci nas szturmują i wydajemy takie zaświadczenia w ilościach hurtowych. Powoduje to, że kolejki są jeszcze dłuższe, a rodzinni boją się pisać leki na P, bo przyjdzie brzydki pan z funduszu i wlepi kare finansową.
-
Według MZ aż 80% przyszłych lekarzy powinno zostać lekarzami rodzinnymi - co o tym sądzicie?
Nic dziwnego, że ministerstwo zachęca do tej specjalizacji. Lekarze POZ mają być jednym z podstawowych filarów naszego systemu ochrony zdrowia. W praktyce wyglada to jak wyglada: wystarczy zobaczyć jakie badania może zlecić lekarz POZ. Poza tym na wszystko trzeba mieć papier od specjalisty albo spory portfel coby zapłacić stosowną karę NFZtowi.
-
Ilu osobowe grupy na klinikach?
Zgadnij Brutalna prawda jest taka, że studenci anglojęzyczni są bardziej atrakcyjni (nazwijmy to tak) dla uczelni. Polscy po prostu są, bo są. Adiunkci odpowiedzialni za dydaktykę to zupełnie inna historia. Niektórzy po prostu nie dają sobie rady z ogarnięciem tego wszyskiego. Jesli człowiek na odprawie dowiaduje się, że za 5 minut będzie miał studentów, nie ma list, nie ma kart to naprawdę można się zagotować. Jesli do tego ma jeszcze full pacjentów to już w ogóle raj na ziemi. Nie wszyscy adiunkci dydaktyczni zdają sobie sprawę, że nie można jednoczesnie zajmowac się pacjentami, wypisywac tony papierów, zajmowac się studentami, robić różnych inwazyjnych badań, i pierdyliarda innych rzeczy. Po prostu się nie da, coś musi ucierpiec i niestety czasami są to studenci. Oczywiście można ich po prostu wysłać do pacjentów, ale czasami człowiek chce ich jednak poobserwować (żeby wiedzieć co kto umie) i coś im praktycznego pokazać. Z praktyki wiem, że jeśli dydaktyka jest dobrze rozplanowana to problemów z asystentami nie ma zarówno dla engliszy jak i dla Polaków. W ich kraju za taki wybryk wylecieliby z roboty i do końca życia nacinali wrzody na prowincji. Niestety nie każdy asystent ma jaja, żeby ich o tym (nawet grzecznie i na luzie) uświadomić.
-
Gdzie lepsze praktyki - szpitale kliniczne czy niekliniczne?
Na praktyki lepszy szpital niekliniczny. Co do specjalizacji - sporo zależy od dziedziny i tego gdzie konkretnie chce sie tą speckę robić. Pierwszą specjalizację robiłem w klinice i nie bylo problemu z dopchaniem się do pracy z pacjentem. Nie było też problemów z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Staże do drugiej też robiłem w klinice: w jednej wszystkie decyzje należało konsultowac z szefem (nawet wpisanie laktulozy czy paracetamolu). W drugiej było i jest całkiem sympatycznie. Całkiem nieźle sprawdza się system - podstawowe miejsce specjalizacji mniejszy szpital, staże w klinice.
-
Dlaczego wybraliście medycynę?
Ja kilku znam.
-
Kobiety w chirurgii :)
Miałem okazję pracować z paniami chirurgami, pracowałem nawet w szpitalu gdzie ordynatorem chirurgii ogólnej i szczękówki były dwie kobiety. Panom na początku się nie podobało, bo nastąpiła całkowita zmiana stylu pracy na oddziale. Wcześniej zabiegi zaczynały się o godzinie 10, a nawet 11, doproszenie się o papiery czasami graniczyło z cudem i panował chaos delikatnie mówiąc. Objęcie kierownictwa przez panie sprawiło, że zabiegi zaczynały się punktualnie i wszystko chodziło jak w zegarku. Szczególnie zabawna historia wiąże się z jedną z pań. Miała ksywkę Barbie ze względu na to, że do pracy ubierała się tak jakby 10 minut wcześniej zeszła z wybiegu. Jak ją nasi chirurdzy zobaczyli to zastanawiali się czy pani w ogóle będzie w stanie utrzymać skalpel Okazało się, że skalpelem włada nie gorzej niż niejeden chłop, a i przekląć potrafi jak potrzeba.
-
Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!
Jest rzeczywiście miło, bo studenci anglo nie jęczą i nie pyskują co niestety zdarza się naszym studentom. Problemem jest jedynie język angielski coniektórych anglojęzycznych. Czasami lepiej się z nimi dogadam po norwesku niż w języku Szekspira. Niektórzy mają dziwny akcent i mówią jakby im coś utknęło w gardle. To nie jest często kwestia niewiedzy tylko innej mentalności. Niektórzy asystenci na pytania reagują zjebką, tekstami typu "pan powinien to wiedzieć jeszcze będąc płodem" tudzież wstrząsem. Jeśli człowiek wie, że zamiast odpowiedzi dostanie zjebę woli nie zapytać i mieć święty spokoj. Oni są nauczeni pytać więc pytają o wszystko, czasem rzeczywiście pytają o to co mnie wydaje się banalne, a im sprawia jakiś problem. P.S. pozdrawiam grupę, którą wyrzuciłem z zajęć Wiem, że jeden z was ma tu konto; przede mną nic się nie ukryje Jak już się panowie domyją i przestanie od nich śmierdzieć wódką i fajami poproszę o nauczenie się niedokrwistości i przygotowanie psychicznie na codzienne wejściówki przez cały czas trwania bloku.
-
Nawet 8 g wit. C podczas przeziębienia.
Mr.H odnośnie badań wystarczy spojrzeć chociażby na mp.pl: "Wn: Stosowanie witaminy C p.o. w dużych dawkach nie zmniejsza ryzyka przeziębienia, nie zmniejsza nasilenia objawów ani nie skraca znacząco czasu ich trwania." http://www.mp.pl/artykuly/?aid=35815 "Profilaktyczne stosowanie witaminy C p.o. w dużych dawkach nie zmniejsza ryzyka zachorowania na przeziębienie ani nie wpływa znacząco na czas jego trwania i ciężkość przebiegu. Jest ona natomiast skuteczna w zapobieganiu zachorowaniom u osób narażonych na duży wysiłek fizyczny. Podawanie witaminy C osobom już chorym nie wpływa natomiast na przebieg przeziębienia." http://www.mp.pl/artykuly/?aid=38697
-
Na granicy humoru - wrażenia pacjentki!
A ja tu dla odmiany widzę sporo prawdy Tak się składa, że mam zajęcia i z engliszami i z Polakami więc mam porównanie jak to wygląda w obu przypadkach. Polscy studenci czasami traktują pacjenta jak dzikie zwierzę, które w każdej chwili może na nich skoczyć i odgryźć głowę Bywa tak, że jedna-dwie osoby coś tam robi przy pacjencie, reszta stoi albo robi inne rzeczy totalnie nie związane z badaniem. U zagramanicznych tego póki co nie zaobserwowałem, są bardziej wyrywni jeśli o badanie chodzi. Niektórym się zdarza zbyt często. Wąchanie alkoholowych smrodów nie jest miłe ani dla mnie ani dla pacjentów. U nas akurat nie ma różnicy. Angielskojęzyczni i Polacy uczą się z tej samej książki. Moja koleżanka ostatnio złośliwie stwierdziła, że Polacy koczują pod gabinetem chcąc przełożyć kolokwium podczas gdy Englisze siedzą i na to kolokwium się uczą zamiast uprawiać koczownictwo i polowanie na asystenta prowadzącego.
-
Zakup pierwszego stetoskopu
Zawsze można powiesić na szyi i pochwalić się światu wypaśnym stetoskopem. Wszystko zależy od tego kto stetoskopu używa. Jeśli ktos nie umie różnicowac wad na słuchawkę nawet Littmannem Cardiology tego nie zrobi, bo nikt go tego nie nauczył. Różnicowanie wad na słuchawkę proste nie jest - istotne jest np. w jakiej pozycji osłuchujemy pacjenta. Echo jest rzeczywiście standardem, ale nadal są szpitale gdzie raz w tygodniu przyjeżdża doktor ze świata i robi echo wpisanym w zeszyt pacjentom. Sam mam Littmanna, ale częściej uzywam Rappaporta kupionego w czasach pracy w pogotowiu. Parę elementów co prawda gdzieś sie zapodziało, ale stetoskop nadal dobrze mi służy. Mój kolega z kardio używa np. Rappaporta oklejonego w paru miejscach poloplastrem. Kupiliśmy mu nawet kiedyś nowego na święta - rozpakował, wsadził do szuflady i tyle. Odnośnie kradzieży - ostatnio zginął nam młotek neurologiczny. Nie wiem kto mógłby się na niego połasić, bo nadawał się tylko do śmietnika.
- Wyjeżdzacie?
-
Sprawy sądowe lekarzy
Pacjenci są rzeczywiście coraz bardziej świadomi, ale część spraw to ewidentne błędy medyczne. Często przyczyną jest niestety zaniedbanie i niedopełnienie obowiązków. Niezłym przykładem jest niezgodne grupowo przetoczenie krwi - lekarza przy przetoczeniu nie ma, nikt nie sprawdza papierów, a potem jest problem. Obecnie mamy na oddziale pacjenta, który był operowany na chirurgii i dostał udaru niedokrwiennego (hemiplegia, afazja czuciowa i ruchowa, dodatnie objawy uszkodzenia drogi piramidowej). Pacjent ma migotanie przedsionków, dostawał acenocumarol i wygląda na to, że odstawiono go na jakis czas co skończyło się epizodem udarowym.Rodzina już zapowiedziała, że tak tego nie zostawi więc sprawa pewnie skonczy się w sądzie. Jako biegły wiem, że czesto napisanie opinii obciążającej innego lekarza jest trudne, ale czasami niektórzy popełniają takie błędy, że wszystko opada.
-
Staż w ASK Borowska - Wasze opinie
Czasami cięzko się dopchać biorąc pod uwagę, że na niektórych klinikach doktorów jak mrówków, a pacjentów tyle co wody na pustyni Lepiej iść do mniejszego szpitala powiatowego gdzie masz przekrój najczęściej wystepujących przypadków, często brakuje rąk do pracy więc stażysta robi to co pełnoetatowy lekarz, a nie sekretarka z pieczątką.
-
Jakie książki ze studiów przydadzą się po studiach?
Anesty. Na chirurgii u nas nie mają z tego co widziałem (maja za to dużo sprośnych książek z kawałami ).
-
mianownictwo internistyczne
Poczekaj na hematy Ci sami asystenci jednocześnie niejednokrotnie mówią o stawianiu rozpoznania (to też błąd, bo rozpoznania się nie stawia). Owo nieszczęsne rozpoznanie to i tak najmniejszy problem - u nas to robi komputer, wystarczy wpisać kod ICD-10. Natomiast w epikryzie wypadałoby używać odpowiedniego słownictwa i sformułowań. Studentom warto przypominać o tym jak teoretycznie należy pisać i mówić - głów bym za to jednak nie urywał. Chyba, że student w czasie referowania powie coś w stylu "pacjentka od 2 dni nie sika, nie może też zrobić kupy, bo ją boli podczas parcia". Potem w pracy i tak niektórzy piszą takie rzeczy, że żal czytać.