Napisano 9 Wrzesień 201312 l comment_27766 Co w pracy lekarza przynosi Wam największą radość? Co sprawia Wam największą przyjemność? Temat nasunął mi się przy okazji zamknięcia pewnego kolejnego etapu w moim życiu a mianowicie stażu, który powoli kończę. Szczerze mówiąc z pewnym rozrzewnieniem myślę o studiach kiedy niemal całą swoją uwagę można było poświęcić na pacjencie i jego problemie. Odnoszę wrażenie, że w pracy lekarza sytuacja nieco się zmienia... nieco? To już pewnie na inny temat. Zastanawia mnie co Wam (lekarzom, lekarzom-stażystom, studentom) sprawia w tym zawodzie największą przyjemność - piszę w prost, chodzi mi o to co daje Wam faktycznie szczęście, uśmiech, zadowolenie? Czy jest tego dużo? A może biorąc pod uwagę jak ogromną ilość czasu zabierają dokumenty i formalności to tak na prawdę okazuje się, że w naszej pracy... mało co jest przyjemnego? I praca ta to po prostu kontynuacja tego na co się zdecydowało i tyle? Wydaje mi się, że na szczęście nie Nawet przy takim stanie rzeczy jaki jest u nas w kraju, rozmowa z pacjentem, zatroszczenie się o niego mnie bardzo cieszy i sprawia, że chce się dalej tędy iść pozdrawiam! Zgłoszenie
Napisano 9 Wrzesień 201312 l comment_27767 1. Poczucie, że pomogłem komuś - ale tak naprawdę. 2. Wdzięczność i uśmiech pacjenta (w sensie, że nie będzie się awanturował) 3. Pensja Zgłoszenie
Napisano 10 Wrzesień 201312 l comment_27770 Zaspokojenie ciekawości. Fajnie jest pobadać pacjenta, zajrzeć mu każdą rurką w każdą dziurkę i obserować czy rozpoznanie było prawidłowe i czy reaguje na leczenie (najlepiej jeżeli reaguje!). Reszta vide kot: fajnie jest widzieć że pacjentowi się polepsza i że jest wdzięczny za pomoc. Tyle na podstawie praktyk ; ) Zgłoszenie
Napisano 19 Wrzesień 201312 l comment_27879 Może jeszcze za wcześnie, żeby mówić o pracy, ale, tak jak rys, patrząc po praktykach: ogromną satysfakcję daje mi to, że coś konkretnego się umie. Po 3cim roku to na pewno jeszcze bardzo niewiele, ale jednak te drobiazgi, jak odczytanie EKG, osłuchanie, opukanie pacjenta dają przedsmak tego, że człowiek będzie miał naprawdę KONKRETNY FACH W RĘKU: ktoś przyjdzie z problemem, a ja (miejmy nadzieję) będę umiała go rozwiązać Nie wyobrażam sobie pracy przy pisaniu haseł reklamowych czy, nie wiem, wstukiwaniu cyferek do Excela w wielkiej korpo (nic nikomu nie ujmując!). Wykryć u kogoś chorobę i ją wyleczyć, zreanimować kogoś, nastawić złamanie, etc.: myslę, że po czymś takim człowiek myśli, że nie zmarnował czasu na kształcenie się w tym kierunku Zgłoszenie
Napisano 19 Wrzesień 201312 l comment_27880 Mi się podoba: "ogromną satysfakcję daje mi to, że coś konkretnego się umie".... po studiach nic się nie umie albo bardzo mało. Nauka zawodu to 10-12 lat. To uważam za bardzo duży minus, nie rozumiałem - będąc gówniarzem - że jest to dość duży problem zawodowy i psychiczny. A co do przyjemności w pracy lekarza to nie widzę na razie żadnych. Droga przez mękę na wszystkich frontach. Prawda jest też taka, że żaden lekarz mi też nie pokazał tej przyjemności. Uczelnia przekazuje wiedzę teoretyczną, nawet czasem jak się uda umiejętności praktyczne, ale w zasadzie, nawet w samej postawie profesorów, asystentów nie pokazuje z czego to niby ta medycyna czerpie swój prestiż, a lekarz satysfakcję. Raczej panuje atmosfera, że lekarz to jest taki wysoko wykwalifikowany robol, który pracuje w ciężkich warunkach i jest szarpany i deptany z jednej strony przez pacjentów i ich prawników, a z drugiej strony przez urzędników NFZ. Dlatego też lekarz przede wszystkim na uwadze musi mieć swoją własną dupę (jak to się wyraża gros asystentów) i musi umieć się ustawić niekoniecznie coś umiejąc, najlepiej to odwalając wysokopłatne chałtury, na które ma czas jak odbębni pańszczyznę u swojego profesoro-ordynatora. Ja do lekarzy nie chodzę, (bo po 1) nie mam problemów zdrowotnych, a po 2) nie ufam im w ogóle), ale moi znajomi mówią, że większość lekarzy (w gabinecie, szczególnie u rodzinnego), z którymi mieli do czynienia to jak się dowiedzą, co studiują, to się użalają, jaki to ciężki i bezsensowny zawód wybrali, ale jak już wpadli w to gówno to niech wybiorą radiologię, przynajmniej nie ma kontaktu z pacjentem. Zgłoszenie
Napisano 19 Wrzesień 201312 l comment_27881 Berbelek, spytam: gdzie napisałam, że jest się fachowcem tuż po studiach? Nie znam zawodu, w którym ktoś jest nim tuż po szkole/studiach, o ile zawód obejmuje umiejętności, które trzeba ćwiczyć w praktyce. Chociaż i ze studiów można coś niecoś wynieść gdy ma się trochę samozaparcia i chęci dokształcania (koła które działają przy oddziale, praktyki). Po to są specjalizacje i lata praktyki, by umiejętności nabywać i szlifować i już to samo w sobie jest zachecające. Miałam na myśli, że ta praca niesie ze sobą taki potencjał, zgodzisz się chyba? Wow, jak czytam jakich ludzi po drodze spotkałeś to chyba w jakichś dwóch światach żyjemy. Jasne, że zdarzają się ludzie, którym się w życiu nie udało i jasne, że przepisy coraz bardziej wchodzą nam w doopę (języki obce, języki obce!), ale znam naprawdę przyzwoitą grupkę lekarzy którzy lubią to co robią i nie wstają rano do pracy jak na roboty na Syberii. I wolę równać do nich niż już teraz założyć, że wszystko nie ma sensu i w ogóle beznadzieja. Zgłoszenie
Napisano 20 Wrzesień 201312 l comment_27898 Mi się podoba: "ogromną satysfakcję daje mi to, że coś konkretnego się umie".... po studiach nic się nie umie albo bardzo mało. Nauka zawodu to 10-12 lat. To uważam za bardzo duży minus, nie rozumiałem - będąc gówniarzem - że jest to dość duży problem zawodowy i psychiczny. A co do przyjemności w pracy lekarza to nie widzę na razie żadnych. Droga przez mękę na wszystkich frontach. Prawda jest też taka, że żaden lekarz mi też nie pokazał tej przyjemności. 1. Studia medyczne można skończyć mając na koncie całkiem sporo umiejętności praktycznych. Temat był już wałkowany kilka razy. Trzeba po prostu chcieć i wykazać odrobinę cierpliwości i zapału, a nie marudzić, że nie podali na studiach wszystkiego na tacy. 2. W zawodzie lekarza nie przepracowałeś jeszcze ani jednego dnia. Jak możesz oceniać? Co sprawia przyjemność w pracy lekarza? Nie mam jak dotąd długiego stażu pracy, ale są rzeczy które nieodmiennie dają satysfakcję. Ja najlepiej czuję się na bloku operacyjnym- nawet jak jest trudno, stresująco albo asystuje się psychopatom Frajdę sprawiają nawet powtarzalne, podstawowe czynności- bo zawsze można zrobić coś lepiej, sprawniej (może mniejsze cięcie?). Niesamowitą satysfakcję daje zrobienie czegoś nowego, kolejny krok (to, że przychodzi po tym często stres i zerkanie czy z pacjentem wszystko ok to już osobna historia). To samo dotyczy nauczenia się dowolnej nowej czynności manualnej- punkcja opłucnowa, drenaż, wkłucie centralne. Super jest spotkanie pacjenta parę tygodni po operacji i stwierdzenie, że wszystko ok, a pozostawione przeze mnie blizny są niemal niewidoczne. To cieszy zawsze. Co jeszcze? Koniec dyżuru- przekazanie oddziału i wyłączenie służbowego telefonu Jak się uda wyreanimować pacjenta, postawienie trafnej diagnozy i jeszcze milion rzeczy z dniem wypłaty i widokiem zgrabnej pielęgniarki włącznie Zgłoszenie
Napisano 22 Wrzesień 201312 l comment_27915 Ok o pracy prawdziwego lekarza nie wiem jeszcze nic, dopiero zaczynam studia, ale mam juz jakies tam doswiadczenia w pracy w szpitalu. Jedno moge powiedziec wielka przyjemnoscia jest gdy widzisz poprawe zdrowia swojego pacjenta, albo ten moment gdy dzwoni telefon I dowiadujesz sie, ze za 5 minut przyjedzie ambulans z pacjentem w stanie ciezkim, to niesamowita przyjemnosc gdy uda sie pomoc takiemu pacjentowi I samo czekanie na pacjenta daje niesamowity skok adrenaliny I ekscytacji. Zgłoszenie
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.