Zawartość dodana przez Kaamil
-
Najlepszy rok na medycynie?
W mojej opinii: 1 rok - najtrudniejszy bo pierwszy, dochodzą też kwestie psychologiczne - nowe środowisko, zupełnie nowy tryb życia etc. - najgorzej wspominam, choć nauki relatywnie potem było dużo więcej 2 rok - dużo nauki, ale mało się było no uczelni 3 rok - dużo nauki, dużo na uczelni, mało czasu - b.ciężki 4 rok - j.w. - zwłaszcza farmakologia i dermatologia dawały w kość 5 rok - 1 sem. luz, sesja letnia najgorsza dotychczas 6 rok - fatalnie i tragicznie, ciągle kolokwia, zaliczenia, egzaminy - czekam by skończyć to jak najszybciej.
-
Rutinoscorbin - bierzecie?
nie, szkoda mi kasy na coś i tak nie działa. Wolę wzamian sobie owoce jakieś kupić. ps. też odpukać dawno nie chorowałem
-
Najtrudniejsze i najłatwiejsze specjalizacje
dermatologia ogólnie rzecz ujmując nie jest ani stresująca ani b. obciążająca zwłaszcza w praktyce prywatnej - nie bez kozery jest tak wielu chetnych na nią, bo jest w porównaniu z innymi jednak miła i przyjemna. Z innych to wszelkie reahabilitacje itp. dla mnie osobiście najtrudniejsze są: interna, kardiologia, nefrologia, neurologia,anestezjologia, patomorfologia, radiologia, zabiegówka tak, ale nie chirurgia ogólna bo te podstawowe operacje są do wyuczenia i tyle, za to naczyniówka, kardiochirurgia, neurochirurgia już bardziej.
-
wypisywanie recept
a po co? jest prawo farmaceutyczne które mówi co dokładnie ma być na recepcie. przypominam, że recepta to może być świstek zwykłej kartki o odpowiednim formacie z danymi chorego, skrótem Rp. lekiem, podpisem lekarza z pieczęcią i datą i tyle. oczywiście recepta jest na 100% wtedy Osobne recepty (inny poczatek numeru recepty tego na górze) pobiera się by móc wydawać leki refundowane, tylko kto przy obecnych obostrzeniach się w to bawi nawet dla rodziny, zwłaszcza gdy z jednej strony recept p.a. i p.f. nie trzeba nigdzie ewidencjonować, a z drugiej strony leki refundowane muszą być wpisane zawsze w jakąś dokumentację.
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
-
Złota specjalizacja 2022
spokojnie - moduły szczegółowe zapewne będą tak reglamentowane że tych superspecjalistów po modułach szczegółowych wielu nie będzie, bo i m-c wiele nie będzie. Takie trendy widać już choćby w kardiologii, którą zdjęli (uważam skandalicznie) z listy spec. priorytetowych i się bardzo odniża liczbę m-c specjalizacyjnych. Wg mnie genetyka i immunologia dla lekarza w PL nigdy nie będą perspektywiczne, biorąc pod uwagę że siedza w tym obecnie głównie biolodzy i pokrewni im. Za to zgodzę się co do bardzo rzadkich i potrzebnych spec. jak choćby psychiatria dziecięca.
-
No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
nie sądzę, spójrz sobie jak jest przeliczany wynik PESu na pkty % przy startowaniu na specjalizację, co w przypadku PESu z interny gdzie piątek co roku jest zaledwie kilka nie stanowi wielkiej konkurencji, ale też będzie wielką niesprawiedliwością. Ale co Ci się w tym nie podoba? Że gastroenterologiem czy innym specjalistą chorób wewnętrznych (a nie po prostu internistą) zostaniesz te kilka lat wcześniej niż przy obecnym systemie? to że nie ma się żadnego tytułu po odbyciu modułu (wg mnie dobrym pomysłem byłby odpowiednik dawnej "jedynki" po odbyciu modułu i zdaniu egzaminu, pod warunkiem że od nowa nie trzeba by było aplikować na moduł szczegółowy) - 2 spec. są potrzebne choćby by kiedyś kierować oddziałem, spec. jest w większości potrzebna by pracować w przychodni czy na SORze - mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi. Aha i soprry, ale przy tym systemi kogoś kto będzie np. gastroenterologiem jakoś ciężko mi będzie nazwać jednocześnie, że jest internistą. Btw. coś czuję, że będzie niezły bałagan i tysiące poprawek do tego rozporządzenia, które chyba od roku czekało na podpis.
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
ja z góry nie liczę że ktoś mnie nauczy, ale jak się zapyta lub okaże zainteresowanie to naprawdę może się okazać, żę nagle nawet największy gbur przemówi ludzkim głosem. Może to jakiś ewenement, bo u nas generalnie tak nie ma - poza możliwości pisania prac naukowych są też możliwości sensownych dyżurów czy innych aktywności,
-
Jaka jest Waszym zdaniem skala nadużyć w Polsce, względem L4?
a kontrole z ZUSu są bardzo nasilone i jak cię nie ma w domu na zwolnienie i nie było cię o tej godzinie w przychodni u lekarza - zaświadczenie wysyła się do ZUSu to ma się przechlapane. A skala nadużyć to nie tylko wina pacjentów i naszej polskiej mentalności, a i lekarzy, którzy nie wiedzą że za takie coś płacą wszyscy i nie są asertywni.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
nie będę robił śledztwa po numerach indeksów who is who, z najbliższego otoczenia takich przypadków absolutnie nie ma.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
a/ nie najeżdżam strasznie (gdybym zaczął najeżdżać tak jak jest możliwe to bym dostał bana i koniec) - rozumiem kobiecą wrazliwość i cheć obron każdego uciśnionego - gwarantuję Ci, że oni nie są ani uciośnienia, a i jak trzeba sami potrafią się obronić, na co wskazują te przykłądy, których ja nie znam, ale inni znają, gdy osoby te wybijają się w nauce b/ skąd takie dane - znam zgoła inne choćby z forum.biolog.pl - progi KOŃCOWE miałem na mysli, a nie pierwsze - zwóć uwagę że przy progu 120 pkt osoba mająca 200pkt też się załapie c/ owszem matura nie weryfikuje, stąd jest jak jest, weryfikuje za to rzeczywistość nie przesadzam, może nie się w tym nie zorientowałes jeszcze, albo jest u was inaczej, w co wątpie Co do kół - są lepsze i gorsze - mi spotkania mojego koła chir. są nie niczego niepotrzebne w tej chwili, korzystam z dyżurów i tez nie łażę do rpzypadkowych lekarzy a do jednego, u którego zawsze wszystko robie ja, bo mnie zna i od 4 lat ten układ się sprawdza. Podobnie jak chodzę na dyżur na OIOK - sprawdzenie kto dyżuruje i zaciągnięcie języka, z kim jes fajnie nie ejst rzeczą niemożliwą. Z kołami przedklinicznymi doświadczeń na szczęście nie mam.
-
wypisywanie recept
są recepty pro auctore dla siebie i pro familia dla członków rodziny, wstępnych i zastępnych do 1 pokolenia z tego co pamiętam. Odsyłam do szczegółów w ustawie " prawo farmaceutyczne dt. wypisywania recept lekarskich
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Pozwolę sobie zauważyć, że w wyjątkowo mało sprawiedliwy sposób oceniasz studentów studiów niestacjonarnych - owszem, kasa kasą, ale pewne możliwości intelektualne również trzeba posiadać. Po pierwsze, progi na studia niestacjonarne są oczywiście niższe, ale nie bardzo niskie. Po drugie, kolokwia, zaliczenia i egzaminy piszą tacy studenci dokładnie takie same jak studenci studiów stacjonarnych - jeśli sobie radzą, to znaczy że są na tym samym poziomie co studenci studiów stacjonarnych. BTW - spotkałem się już z niejednym przypadkiem osoby ze studiów niestacjonarnych, która radziła sobie o niebo lepiej od studenta stacjonarnego. Może faktycznie warto byłoby wrócić do jakiś dodatkowych egzaminów przed studiami, bo jednak osoby takie, idąc tym tokiem myślenia, bardziej zasługiwały na bezpłatne studia... zapewne, niestety mi nie było dotychczas dane takowych przypadków poznać, a przeciwne a i owszem. Co do progów - "za naszych czasów" faktycznie nie było przepaści, teraz kiedy stały się jeszcze droższe przepaść jest.
- Złota specjalizacja 2022
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
nie mam syndromu altruisty - wręcz przeciwnie, ale mam jeszcze jakiekolwiek ideały i widze jak zrujnowani są studenci medycyny i pod kątem zblazowania na swoim punkcie i pod kątem wielkiej kasy, która ich łatwo czeka, a za tym rzadko idzie jakakolwiek wiedza mimo pozdawanych testów czy tym bardziej umiejetności praktyczne. Za to co młodsi, którzy tyle widzieli na studiach co nic, a snują siermiężne plany zbijania kokosów przy najchętniej nic nie-robieniu, po co w tym pacjent? Potem się dziwić różnych patologiom w ochronie zdrowia skoro ludzie są już tym przesiąknięci w czasie studiów. A i te studia nie sa wyjątkowe nadwyraz - jeśli ktoś kogo stać płacić 30 tys/rok może studiować bez de facto wielkich restrykcji maturalnych to ja dziękuję. A zarywanie nocy - co kto lubi, ja nie zarwałem dotychczas żadnej i nie zamierzam, a oceny mam b.dobre. Siostra moja studiująca zgłoła mniej "elitarny" kierunek siedziała w sesji często po nocach, więc co to za głupi argument.
-
Podręczniki do LEK
nie ma nic za darmo,. teraz kosztują ca 750-800 zł (dokładnie nie pamiętam) - mnie osobiście dziwi ogromne zaporzebowanie na kursy mające "streścić" przedmioty dyplomowe w ciągu 3 dni "wykładów" zakończonych elektronicznym testem. Co kto lubi - ludzie latali przed maturą na korki i się na studia medyczne nie dostali, podbnie będzie tu z LEKiem czy specjalizacją. Kokot jest nieaktualny, Szczeklik zależnie od wydania też. U nas duży Szczeklik obowiązywał na egzamin z interny + nowe rekomendacje i nikt nie płakał - czcionka duża i dużo zdjęć, za to małego ja nie umiem na dłuższą metę czytać. Ryzyko że z małego ucząc się coś pominiesz też jest większe, a treści wcale więcej w dużym nie ma.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Messer - jak dobrze że sa osoby, które myślą podobnie jak ja w tej kwestii, bo już zaczynałem wątpić. W ludziach i co dziwne zwłaszcza w 1-3 roczniach to już bardzo jest jakaś niezwykłe poczucie samozajebistości wynikające ze studiowania przeleitarnej medycyny, mimo że sobą nic nie reprezentują de facto. 0 pokory, liczy się kasa (czego przykładem są niektóre tematy na tym forum dt. specjalizacji będącej żyłą złotą i myślenie mentalnie na poziomie rozwydrzonego gimnazjalisty). Przykład z dyżuru, kiedy proponuje chłopakowi z 3 roku by zszył ranę lub pobrał krew odstępując tym samym mu to co mi zlecono, a on że nie woli popratrzeć, to co się dziwić, że ktoś chce pomóc a ktoś nie chce się nauczyć?! Stąd jestem zwolennikiem w takich sytuacjachby wróciły prócz matury jakieś kilkudziesięcio punktowe dobre testy predyspozycji, bo tępactwo się szerzy, a jak mówił jeden z moich autorytetów medycznych - nieważnem co się wie i co sie umie, najważniejsze mieć świadomość czego się nie wie i nie umie. Nikt dostając się czy kończąc medycynę pana Boga za nogi nie złapał, bo wiele potem w życiu spada z tronu samouwielbienia boleśnie na beton w starciu z rzeczywistością i swoją często niekompetencją lub wręcz głupotą.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
nie nieraz, a zawsze brana jest średnia pod uwagę przy doborze m-c stażowych. W W-wie to główne kryterium, ważniejsze nawet niż meldunek. Ja uważam i widzę to po sobie, że można pogodzić i niezłe oceny i nabyć podstawowe umiejętności - spokojnie daje rady, wystarczy się dobrze zakręcić, a na studiach to wiadomo trzeba mieć przede wszystkim dużo szczęścia, ale też bez przesady by sobie olewać. Wg mnie nie ma co przesadzać ani w jedną stronę, gdy ktoś ma średnią >4,5 a nie umie założyć cewnika czy zszyć byle rany, ale z drugiej strony można latać na miliardy kół i wolontariatów ucząc się praktyki czy też plotkując czy podrywając młodych lek., a nie wiedzieć podstawowych rzeczy i de facto robić z siebie głupka (i takich, i takich przypadków znam sporo). Złoty środek to jest to.
-
Złota specjalizacja 2022
oczywiście że ma prawo, tylko te rzesze chorych których od lat leczył wystawił do wiatru i teraz co liczy - że przyjdą operować się prywatnie? może jednostki i to jest szkodliwe w ogólnym pojęciu. Ja np. podziwiam wiele autorytetów, którym praca w przychodzi za grosze do niczego nie jest potrzebna, a jednak to robią i za darmo pomagają chorym i coś tu z powołania jednak może być, no ale skoro teraz większość tak myśli j.w. no to chyba czas zapominać powoli o takich "ekstrawagancjach". nie wiem czy orientujesz się jak wygląda diagnostyka niepłodności czy bezpłodności obecnie - bez specjalistycznej kliniki (a takich do tego m.in. stworzonych czyli Klinik Endokrynologii Gin mamy w Polsce bodajże 5), wielu badań obrazowych, biochemicznych ani rusz - to nie takie proste by robił to byle ginekolog w swoim gabineciku. Inna kwestia koszty wyposazenia
-
Złota specjalizacja 2022
Kaamil, w ogóle nie rozumiem Twojego ataku. Nie napisałem, że wszyscy, ale większość. I za takie stwierdzenie dam sobie rękę uciąć. Pieniądze to główna motywacja, nie tylko dla lekarzy, ale większości, którzy wychodzą do roboty, więc też dla naszych pacjentów. Nie zamierzam szkodzić pacjentom, żeby więcej zarabiać, ale jak za pracę lekarza wolę zarabiać więcej, niż mniej. A co do zapotrzebowania to nie zawsze pokrywa się z opłacalnością. Weźmy np. pediatrów... Ja bym się nastawiał na wejście dużych sieci medycznych do Polski i ich upowszechnienie i to pod ich profil bym się zastanawiał. no dobrze, a czy szkodzeniem nie jest sytuacja (z osobistych doświadczeń), gdy z całą pewnością najlepszy w stolicy laryngolog od zatok rezygnuje nagle z pracy w poradni na NFZ i kliniki i sobie przechodzi na prywatne wizyty i prywatne zabiegi płatne kilkanaście tys. zł? I co to nie jest szkodzenie w pewien bardzo oczywisty sposób? I taki postawy i takie sformułowania do tego się sprowadzają prędzej czy później. Opłacalność pediatrów jest olbrzymia jak ma się wizyty domowe np. (do tego wystarczy samochód i w miarę dyspozycyjność) - mam w rodzinie i wiem ile wyciąga. Poza tym jak pisałem obecnie jest bum na ginekologię, bo się rodziło dużo dzieci, a ginekolog prywatnie kasę ma głównie z opieki nad ciężarną, ale to się zmienia, mało dzieci, dużo osób starszych z innymi problemami ginekologicznymi, których nie rozwiąże się w gabinecie prywatnej kliniki, a i liczba ginekologów olbrzymia, bo tu luki pokoleniowej nie ma. Więc ktoś kto myśli, że wygrał 6 w lotto idąc na przykładową ginekologię, może po jej skończeniu się nieco zdziwić. Co do sieci medycznych - są dobre na chwile i do błahych spraw, w W-wie są popularne, w mniejszych miastach nie ma ich wcale (mówię tu o dawnych miastach wojewódzkich) - choć jest to jakiś pomysł, ale taka sieć większość zysku ma dla siebie, a lek. otrzymuje tylko jakiś ryczał od chorego.
-
WYTYCZNE
Jedynie Interna Szczeklika jest na bieżąco uaktualniana, reszta (zwłaszcza pediatria) - nie, co w kontekście egzaminu z pediatrii nie robi mi dobrze na pewno. Na szczęście seminaria mają zazwyczaj najnowsze wytyczne. Z kardiologii: strona PTK lub ECS Z reszty: medycyna praktyczna lub po dyplomie lub jak pisał wyżej Mateusz.
-
Złota specjalizacja 2022
żebyś się w życiu nie zdziwił przypadkiem musząc robić to czego byś niekoniecznie chciał i an czym fortuny nie zbijesz prosiłbym nie uogólniać. A i pacjenci też tu wchodzą i pisząc takie coś opinie wystawiasz sobie sam, ale od razu się myśli że wszyscy są tacy i nagonka rośnie. Z racji starzenia się społeczeństwa największe zapotrzebowanie będzie na wszelkie specjalności internistyczne od ogólnej interny, a zwłaszcza geriatrii przez kardiologię, aż do diabetologii i nefrologii (gdy na cukrzycę będzie chorować gruba 3 mln Polaków) oraz na chirurgiczne (zwłaszcza chirurgię naczyniową leczącą powikłania głównych chorób cywilizacyjnych), a jak chirurgia to i anestezjologia. Podobnie ortopedia i traumatologia. Też onkologia, a jak i ona to i patologia, gdzie jest olbrzymia luka pokoleniowa (podobnie jak w internie, chirurgii i pediatrii). {Pediatria - zawsze będzie duże zapotrzebowanie, Widzę też przyszłość transplantologii jako stosunkowo nowej dziedziny w Polsce. Co do reszty byłbym bardzo ostrożny. Przyrost naturalny już spada w dół, bo echo wyżu dzieci porodziło lub właśnie rodzi, stąd ginekologia wcale nie musi mieć aż tak różowo.Dermatolog zawsze sobie poradzi, ale jest ich już strasznie dużo i głośno się mówi o zamykaniu drogi do specjalizacji przez najbliższe kilka lat. No ale kolega pytający chyba inaczej pojmuje intratność specjalizacji - w takim myśleniu to chir. plastyczna, kosmetyczna, dermatologia, okulistyka, ginekologia- tylko pytanie co z konkurencją wtedy (a już jest olbrzymia, podobnie jak liczba specjalizantów w tych dziedzinach) i cenami za "usługi", zwłaszcza gdy to ludzie starzy i biedni będą dominować w społeczeństwie.
-
Studenci a wykładowcy
Wina jest po obu stronach - wykładowcom często się nie chce, bywają to osoby niekompetentne, w różnym stopniu odrealnione, żyjące we własnych światach z własnymi świętymi poglądami (najczęściej różni docenci lub profesorowie), pozwalają na bylejakość i studenci z tego korzystają. Wymaga się glupot, a nie rzeczy ważnych i potem są takie efekty, że ludzie podstawowych rzeczy nie wiedzą. Studenci są pozbawieni jakiejkolwiek odpowiedzialności, więc uczą się byle jak, ściągają, kombinuję etc. A potem płaczą i tyle. Testy ok, ale z przedmiotów klinicznych powinny być egzaminy ustne, bo tylko tak można sprawdzić na ile ktoś się wykuł bez zrozumienia, a na ile logicznie myśli. Niestety skoro uczelnie rezygnują z nich kosztem testów, bo przecież LEP(K) jest testowy to mnie już nic nie dziwi. Osobiście mając jakiekolwiek zaliczenie ustne muszę się znacznie więcej przygotować i więcej mi z tego pozostaje niż ucząc się do testu.