Zawartość dodana przez Newman
- Leki OTC – zmora telewizyjnych reklam (Uwaga: Przed przeczytaniem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do artykułu bądź skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy wyraz niewłaściwie odczytany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu)
-
III Konferencja Kolegium Lekarzy Specjalistów Geriatrii w Polsce
do
Konferencja ma być źródłem najnowszych informacji dotyczących leczenia najczęstszych schorzeń i problemów wieku podeszłego, przedstawionych z punktu widzenia wytrawnych ekspertów w danej dziedzinie i doświadczonych lekarzy specjalistów geriatrii, co stwarza możliwość szerokiej dyskusji na prezentowane tematy. Podczas Konferencji zostaną omówione wybrane problemy diagnostyki i leczenia wielkich problemów geriatrycznych, ze szczególnym uwzględnieniem pogorszenia funkcji poznawczych, sprawności ruchowej i upadków oraz nietrzymania moczu. Zaplanowana została też sesja dotycząca problemów leczenia paliatywnego w wieku podeszłym oraz warsztaty na temat praktycznych aspektów diagnostyki i leczenia majaczenia. dr hab. n. med. Barbara Gryglewska Miejsce: Kraków, Hotel Galaxy http://www.geriatria.viamedica.pl/3.2016/pl/Informacje_ogolne__30.html -
XIX Kongres Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej
do
Zapraszamy do udziału w XIX Kongresie Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, który odbędzie się w dniach 1 – 3 września 2016 roku w Gdańsku. Jak co roku staramy się przygotować dla Państwa interesujący program naukowy, w którym znajdzie się wiele aktualnych tematów. Tradycją już stało się że - poza sesjami dydaktycznymi i prezentacją doniesień naukowych - zorganizowane zostaną sesje poświęcone ciekawym i trudnym przypadkom z Państwa praktyki klinicznej, które dodatkowo będą omawiane przez wybitnych ekspertów. prof. dr hab. n. med. Maciej Krzakowski prof. dr hab. n. med. Piotr Wysocki prof. dr hab. n. med. Andrzej Kawecki dr hab. n. med. Piotr Potemski, prof. UM Miejsce: Polska Filharmonia Bałtycka im. Fryderyka Chopina http://www.kongres.ptok.pl/ -
41. Zjazd Polskiego Lekarskiego Towarzystwa Radiologicznego
do
Rok 2016 to szczególny czas dla Polskiej Radiologii. Będziemy obchodzić 120. rocznicę jej narodzin. W pierwszych dniach stycznia 1896, właśnie w Krakowie, prof. UJ Karol Olszewski powtórzył eksperyment Roentgena otwierając polską kartę światowej historii radiologii. W 2016 roku przypada także 90. lecie wydania pierwszego numeru Polskiego Przeglądu Radiologii jak również 100. lecie publikacji Karola Mayera w której po raz pierwszy na świecie - w Krakowie - opisał podstawy tomografii rentgenowskiej. Prof. Andrzej Urbanik, Prezydent 41. Zjazdu PLTR Szczególy: http://www.radiologia2016.pl/ Miejsce: Kraków, Centrum Kongresowe ICE -
Kontrakty - Umowy śmieciowe, które rządzą medycyną
Jasne, ale to trochę myślenie krótkoterminowe. Zastanów się co to za emeryturka z tej etatowej podstawy... A ile już odłożyłeś lub zainwestowałeś przyszłościowo na emeryturę z tego, co zarobiłeś na cywilno-prawnej? Może się mylę, ale przychód większości z nas i tak idzie na konsumpcję i bezzwrotne inwestycje (nie licząc mieszkania). Może ten problem nie dotyczy tak bardzo lekarzy, ale w skali całego państwa stanowi to olbrzymi problem i to nie na dziś, ale za lat trzydzieści-czterdzieści. Ciężko nam spojrzeć prawdzie w oczy, że naprawdę będziemy sześćdziesięcio- i siedemdziesięciolatkami z żałosną emeryturą. Lubimy mówić: Skąd wiem, czy za dziesięć lat będzie istniał świat? Załóżmy, że będzie, bo można się rozczarować
-
Leki OTC – zmora telewizyjnych reklam (Uwaga: Przed przeczytaniem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do artykułu bądź skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą, gdyż każdy wyraz niewłaściwie odczytany zagraża Twojemu życiu lub zdrowiu)
Ile można jeść magnezu? Kiedy wreszcie powstanie Debólon Mega Extra Sprint Duo Max? Czy ktoś kiedyś widział Goździkową? I czy istnieje kaszel namoczony i podsuszany… W gąszczu filmików promujących leki bez recepty, które wprost zatykają bloki reklamowe większości stacji telewizyjnych i radiowych ciężko się niekiedy połapać. Ich twórcy nie od dziś dbają o odpowiedni poziom: byle tylko nie był za wysoki i trafił do targetowego odbiorcy o proporcjonalnym intelekcie. Jak wiadomo w ogólnodostępnych mediach promuje się wyłącznie leki i produkty medyczne wydawane bez recepty. Mając do dyspozycji taki arsenał leków na każdą dolegliwość Polacy, długo się nie zastanawiając, leczą się sami. A że Polak potrafi wiadomo nie od dziś. Mistrzem satyry na ten proceder jest od kilku lat Artur Andrus, który na łamach Gazety Lekarskiej rozprawia się m. in. z polską pandemią wzdęć, niedoborów i medycznych tautologii, które niepodzielnie rządzą farmakomarketingiem. Począwszy od prymitywnych anglicyzmów, poprzez antropomorfizację najbardziej przyziemnych dolegliwości, aż po zaufane "ciocie, panie z apteki i sąsiadki" zawsze gotowe wskazać lek na całe zło. Chapeau bas dla Andrusa - umie z klasą obnażyć każdą tandetę i bzdurę. Panaceum - to dobre określenie na każdy z promowanych leków, bo zażycie jednej dawki sprawia, że smutni ludzie staja się uśmiechnięci, zakutani zdejmują szaliki, zmęczeni zyskują nowe pokłady energii, alergicy mają atopię w nosie, nadęci się oddymają, artretycy ruszają na jogging, a chore dzieci wstają z łóżek i idą na śnieg. Mucha nie siada, a konar wstaje. Choć firmy zrzeszone w tzw. PASMI (Polski Związek Producentów Leków Bez Recepty - poważnie, jest cos takiego) maja nawet swój tajny kodeks etyczny reklam, to i tak ostateczny przekaz reklam leków jest na tyle jednoznaczny, że wątpliwości nie pozostawia. Wiadomo wszak, że paracetamol X jest lepszy od paracetamolu Y, a jon Mg2+ można sprzedać pod czterdziestoma różnymi nazwami! Mistrzostwo osiągają producenci, którzy skutecznie przekonują obywatela, że czegoś mu brakuje, choć nawet nie wie, gdzie miałby to mieć i że ma czegoś zdecydowanie za dużo, mimo, że może to sprawdzić jednym prostym badaniem krwi. Nagminne naprawianie zdrowej wątroby lub zasada odkwaszania ludzi budzi mój najwyższy podziw dla zdolności marketingowych. Prawo farmaceutyczne szczęśliwie zabezpiecza co nieco media przed totalną wolna amerykanką, gdyż określa, że: • Reklama leków nie może wprowadzać w błąd, powinna prezentować lek w sposób obiektywny oraz informować o jego racjonalnym stosowaniu. • Reklama powinna być prowadzona w sposób rzetelny i uczciwy, nie może zatem w żaden sposób sugerować, przesadzać, pomijać ważnych informacji, wszystko to bowiem może skutkować wprowadzeniem klientów w błąd. • Reklama powinna zawierać informacje na tyle dokładne, rzetelne, szczegółowe i wiarygodne, by pozwoliła klientom wyrobić sobie własny pogląd na temat użyteczności leku. • Zakazane są w reklamie takie treści, które choćby tylko sugerują, że: - dzięki reklamowanemu lekowi można uniknąć porady lekarza lub zabiegu lekarskiego, - nawet osoba zdrowa może dzięki lekowi poprawić swój stan zdrowia, - nieprzyjmowanie reklamowanego leku może pogorszyć stan zdrowia, - reklamowany lek jest zwykłym artykułem spożywczym lub kosmetycznym, - skuteczność lub bezpieczeństwo stosowania leku wynika z faktu, że jest on całkowicie naturalny. • W reklamie, która kierowana jest do publicznej wiadomości, nie mogą brać udziału osoby znane publicznie, naukowcy, lekarze i farmaceuci. Hmm… Tym samym prawo chroni szarego obywatela przed konsekwencjami (prawnymi oczywiście) swojego wolnego wyboru. Szary obywatel może jednak wyciągnąć swoje własne wnioski z dostępnego przekazu. Reklamy mogą być fajnym źródłem informacji o nowych produktach na rynku lub przejścia ze sfery receptowej do OTC. Czasem trafiają się też prawdziwe językowe i marketingowe perełki. Jednak co za dużo, to… niezdrowo! Mateusz Malik, lekarz PS. Jakie są Wasze lekowe-reklamowe "hity"? (kryptoreklamy się nie boimy, jakość sama się obroni)
- Lekarz po splenektomii
-
Za dużo lekarzy
Dla większości pytanych przez ostatnią Gazetę Lekarską polityków-lekarzy tworzenie nowych uniwersytetów medycznych, w tym we wschodniej Polsce jest sposobem na zwiększenie liczby lekarzy w Polsce. Niezły numer. Może by tak: Uniwersytet Medyczny w Pcimiu Dolnym...
-
Elektroniczna Dokumentacja Medyczna - polska utopia?
Włodarze polskiej służby zdrowia niepewnym krokiem i zakosami zmierzają w kierunku pełnej informatyzacji dokumentacji medycznej. Znamy scenariusz: gromkie zapowiedzi, ambitne plany i terminy, długo długo nic, pobudka rok przed terminem, odroczenie o kolejne lata... Wyboista droga do EDM przyjęła w Polsce realnie (papierowo) kształty w 2011 roku, gdy przyjęto w parlamencie Ustawę o systemie informacji w ochronie zdrowia. Ostatnio głośno było o sprawie rezygnacji przez MZ z realizowanego planu (P1) z uwagi na niedotrzymanie kolejnego terminu i możliwe poważne konsekwencje finansowe ze strony UE, która zainwestowała w projekt duże środki. Termin realizacji był już wcześniej przesuwany na początek 2017 roku "z uwagi na skalę przedsięwzięcia", a już dziś wiadomo, że i ten termin jest utopią. Nawet tu i ówdzie "liczniki tykają". Nie da się ukryć, że 1. stworzenie 2. wdrożenie ujednoliconego, funkcjonalnego i bezpiecznego systemu przechowywania i udostępniania najbardziej wrażliwych danych, jakimi są informacje o zdrowiu konkretnych osób do łatwych zadań nie należy. Ani tanich. Kilka stopni trudności gwarantowane. Jak głosi wolna encyklopedia "Na polskim rynku istnieje kilkunastu producentów oprogramowania klasy EDM". A można przypuszczać, że małych programów do prowadzenia przychodni i gabinetów jest całe mnóstwo. Bazy są ze sobą często niekompatybilne, podlegają prawom wolnego rynku i tylko odgórnie narzucony model może coś zmienić. Trochę jak z ładowarkami do komórek - było kilkanaście różnych wtyczek, dopiero unijne rozporządzenie zunifikowało tę sferę. Tym, co obecnie najbardziej blokuje postęp jest fakt, że jest jeszcze bardzo wiele świadczeniodawców, którzy mają do dyspozycji tylko kartkę, długopis i pieczątkę. Jak długo nie wyjdziemy z lasu, tak nie ma mowy o wygodnym dostępie do baz danych o pacjentach i ich leczeniu dla ich lekarzy. Idea jest piękna: wszystkie dane medyczne o "świadczeniobiorcy" są zgromadzone na bezpiecznym serwerze, pacjent poddając się opiece w danym ośrodku umożliwia lekarzowi dostęp do tej bazy. Wiadomo co się z pacjentem działo i jakie leki brał/a/bierze, itp. Taki serwer powstał już z prywatnej inicjatywy (Data Techno Park sp. z o.o) przy olbrzymim wsparciu unijnym: nazywa się Medyczne Centrum Przetwarzania Danych i stoi od jakiegoś czasu we Wrocławiu przy Szpitalu Klinicznym. Ostatnie teksty na portalu natemat.pl świadczą o tendencji "tworzenia klimatu" do wdrażania takich inicjatyw w Polsce (Marek Girek: obowiązek prowadzenia e-dokumentacji zapewni wygodę i bezpieczeństwo przetwarzania danych medycznych, Medyczne Centrum Przetwarzania Danych stworzone przez Data Techno Park zapewni bezpieczeństwo dokumentacji). Jego aktywność jest jednak trudna do zauważenia... (Może ktoś coś wie na ten temat?) Jak działa e-dokumentacja w Twoim szpitalu, przychodni? A może znasz filozofie medycznych systemów informatycznych w innych miejscach Europy i świata? Czy da się bez papieru w pewnych sytuacjach, czy zawsze dokumentacja jest w dwu wersjach? Zapraszam do DYSKUSJI NA FORUM >>>
-
Gowin: Świeżo upieczony lekarz wsiada na prom i płynie do Szwecji
Wicepremier Jarosław Gowin, minister nauki i szkolnictwa wyższego (prywatnie historyk idei i publicysta) w pierwszych słowach "kontrwywiadu RMF.FM" wskazał studentów medycyny jako tych, którzy swoją edukację powinni odpracować. Gowin jako liberał gospodarczy był zawsze, jak zauważył dziennikarz, zwolennikiem płatnych studiów. Jednak spośród wszystkich publicznych uczelni w Polsce jedynie w przypadku uniwersytetów medycznych zakwestionował sens bezpłatnych studiów. "Świeżo upieczony lekarz wsiada na prom i płynie do Szwecji czy Norwegii- określił proceder emigracji lekarzy po studiach". Ten "drenaż polskiego budżetu" minister chciałby zahamować finansując państwowe stypendia, które lekarz po studiach miałby odpracować. Gowin stwierdził, że słyszy takie sugestie ze strony rektorów uczelni medycznych, ale jednocześnie przyznał, że akurat w tej kwestii jego przeciwnikiem jest Minister Zdrowia K. Radziwiłł. Minister stwierdził, że studia medyczne kosztują państwo około 500 000 złotych i adekwatną kwotę powinni "przez kilka lat" odpracować młodzi lekarze. Uważa, że nie dotyczy to innych kierunków finansowanych przez państwo studiów. Minister nie określił ile lat lekarz miałby odpracowywać pół miliona w niego zainwestowane, nie odniósł się też do masowej emigracji inżynierów, specjalistów kierunków technicznych i informatycznych. Pełny wywiad: Kontrwywiad RMF FM
-
Biały fartuch, mroczna reputacja. Tak w Polsce widzą lekarzy?
Lubimy dyskutować o tym, jak środowisko lekarskie jest postrzegane i oceniane przez społeczeństwo. Spotykamy się jako grupa zawodowa z ostrą falą krytyki, by chwilę późnej odebrać zgodną owację, wyrazy najwyższej estymy i wdzięczności ze strony obywateli za ochronę cennego zdrowia, uratowanie życia. Z czego wynika ta polaryzacja społecznych nastrojów? Na ile mamy na nią realny wpływ? Czy da się budować dobry PR w skali całej korporacji czy tylko jednostkowo? Jesteśmy jako grupa zawodowa na tyle wyalienowaną i ekskluzywną społecznością, że społeczeństwo postrzega nas jako pewien monolit, brać, wspólnotę interesów. Ocena pracy jednostek przekłada się na opinię o całym środowisku - zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym przypadku. Daleko nam do fryzjerów, krawców czy cukierników, którzy też niekiedy tworzą grupy branżowe, ale są postrzegani wyłącznie w kategorii społecznego pożytku i bardzo indywidualnie. Znamy wybitne zakłady fryzjerskie, popularne firmy krawieckie, wybitnych cukierników. Usługodawca. Społeczne zapotrzebowanie. Renomowany specjalista. Czy nie da się znaleźć wspólnego mianownika? Sądzę, że to dość karkołomne. Przyznacie Państwo, że prostsze wydaje się porównanie z nauczycielami, którym jednak nigdy media i korytarzowa opinia szeptana takich „batów” krytyki nie wymierzają, choć spotyka ich na swej drodze każdy obywatel. Co zatem stanowi o wyjątkowości naszego położenia? Po pierwsze przepaść wiedzy i budowany od wielu lat dystans. Wiedza na temat ludzkiej fizjologii, anatomii oraz ich zaburzeniach budzi w dużej części „niewtajemniczonych” rodzaj zaintrygowania ale też niechęci. Wątpliwa przyjemność śledzenia sekcji zwłok budzi bodaj najwięcej zainteresowania słuchających opowieści o studiach medycznych, choć niewielu jest chętnych, by w takim wydarzeniu wziąć udział. Stworzona na przestrzeni dziejów elitarność i tajemność wiedzy medycznej jest obecnie coraz bardziej rozmywana poprzez całkowicie otwarty i powszechny dostęp do materiałów edukacyjnych. W ślad za tym powinna iść coraz bardziej partnerska relacja lekarzy z pacjentami. Mimo to wciąż bardzo często obserwuje się medyków (w szczególności obficie utytułowanych), którzy budują swoją pozycję w oparciu o przedpotopowy schemat „profesor-uczeń” lub „znawca-profan”. Tworzy to rodzaj respektu i zaufania, który jednak łatwo pęka w sytuacji kryzysu, jakim jest błąd lub powikłania. Warto zauważyć, że elitarność medycznej profesji ma też niekiedy ważny społeczny aspekt. W naszym kraju, w części małych społeczności lekarz obok przedstawiciela władzy i kościoła stanowi niekiedy lokalny autorytet. I dobrze, jeśli tę pozycję wykorzystuje ku pożytkowi ogółu. Od dużych grup zawodowych lekarzy odróżniają także inne specyficzne cechy tej profesji: Występowanie w roli funkcjonariusza publicznego (w pewnych sytuacjach). Uzasadniony zakaz reklamy osób i usług lekarskich narzucony wewnętrznie przez korporację (KEL). Postrzeganie pomocy medycznej jako czegoś w sposób oczywisty dostępnego i darmowego. Finansowanie budżetowe przy jednoczesnym dużym, otwartym rynku prywatnym i pewność zatrudnienia. W jednym akapicie klika ważnych aspektów. Słynna jest sprawa pani ginekolog z południa Polski (za Gazetą Wyborczą), która przed sądem przegrała sprawę (wyrok nieprawomocny, 07.2015), wytoczoną portalowi ZnanyLekarz. Na stronie tej, na jej nieautoryzowanym „profilu” anonimowa pacjentka przedstawiła druzgocący i kompromitujący opis wizyty w poradni odradzając innym korzystanie z usług pani doktor. Powódka zażądała usunięcia nieprzychylnego komentarza. Sąd nie przychylił się do jej argumentów i stwierdził m.in., że „lekarz jak sędzia jest osobą publiczną i musi liczyć się z tym, że jego działalność będzie oceniana”. Portal zatriumfował (nie po raz pierwszy), w gruncie rzeczy zdrowy rozsądek też, bo każdy może sobie wyrobić opinię sam, ale niesmak pozostał. Kontrowersyjny jest sam pomysł lekarskich profili na tego typu portalach, które w większości są nieautoryzowane, przy czym są koledzy, którzy swoje profile „nadzorują”, korzystając przez to z wątpliwej etycznie reklamy. Co do rzeczonej reklamy, to ta z założenia ma w sobie coś fałszywego- koloryzuje rzeczywistość, ukazując wyłącznie pozytywne aspekty; wymaga nakładu pewnych środków ale też przekłada się na finansowy sukces. Środowisko lekarskie już dawno uznało, że kwestia zdrowia i życia jest zbyt delikatna, by o rozpoznawalności danego specjalisty decydował jego zmysł marketingowy lub majątek, a nie umiejętności i doświadczenia. Czasy mocno się zmieniają: ośrodki medyczne (także te duże) staja się firmami nastawionymi na zysk, lekarze łączą pracę w placówkach publicznych i prywatnych, a przy tym coraz więcej uczniów Hipokratesa za duże pieniądze firmuje swoim nazwiskiem konkretne produkty, nie zważając na zapisy Kodeksu Etyki Lekarskiej i kary grożące za ich łamanie. Nachalność i informacyjny fałsz części reklamy budzi wręcz niesmak (-> "Lek na kaszel palacza") Pieniądze. Ponoć o nie wszystko się rozbija. Czy każda grupa zawodowa obracająca dużymi środkami ma, mówiąc potocznie, „przechlapane” w oczach opinii publicznej? Otóż nie. Pomijając radykalnych marksistów nie słyszałem o pomyjach wylewanych na pierwszego z brzegu majętnego dyrektora sieci sklepów, wybitnego muzyka czy restauratora. Problem pojawia się tam, gdzie dotykamy środków publicznych. Lekarze w dużej mierze są w Polsce zatrudnieni „przez państwo” w placówkach publicznych i choć budżetowe wynagrodzenia nie należą do najwyższych, to jesteśmy, drodzy Państwo postrzegani jako funkcjonariusze systemu ochrony zdrowia. Za wszystkie (a przy tym bardzo liczne) niedostatki sfery, za którą odpowiada państwo obrywa się tym, którzy z obywatelami mają faktyczny kontakt. Każda pielęgniarka i każdy/a lekarz/lekarka stał/a się w pracy ofiarą przemocy słownej lub fizycznej pacjenta. Tu sprawa komplikuje się jeszcze bardziej, gdyż w Polsce do tej pory żaden minister, prezes NFZ czy polityk nie określił jasno, co obywatelowi należy się od państwowej służby zdrowia, poza tym, że wszystko. Obywatele, skądinąd słusznie, oczekują więc wszystkiego od lekarzy, co rodzi nieuchronne konflikty. Przeciętny lekarz ma nieograniczone możliwości zarabiania pieniędzy (niezbędność usług, prywatna działalność, klauzula opt-out, dyżury, wysokie stawki za niektóre zabiegi i procedury, dorabianie w kilku miejscach, badania kliniczne, współpraca z firmami farmaceutycznymi, wydawnictwami, działalność dydaktyczna, wreszcie wykorzystywanie zależności pacjenta i praktyki korupcyjne). Móc a skorzystać to jednak dwie różne sprawy. Część z medyków tę okoliczność wykorzystuje w sposób bezmyślny, nadmierny i destrukcyjny. Tak rodzą się problemy uzależnionych od statusu materialnego, pozycji społecznej i używek wszelkiej maści lekarzy, którzy gubią niezbędny dystans. Kumulacja odpowiedzialności prawnej, frustracji i stresu w pracy, obawy o życie pacjentów i zachłanności musi prowadzić do wypaczeń. Kwestią tą poruszył w kontrowersyjnym wywiadzie udzielonym Newsweekowi dr Grzegorz Luboiński z Centrum Onkologii w Warszawie (pozycja obowiązkowa). „Pazerne doktory” podzieliły środowisko głównie w aspekcie publicznego roztrząsania wewnętrznych problemów korporacji, ale trudno odmówić troski o bezpieczeństwo pacjentów diagnozowanych i leczonych przez osoby ekstremalnie przepracowane. Nie jest prawdą, że system wymusza przyjmowanie pozycji wyrobnika. Wspólne opamiętanie i postawienie klarownych postulatów wymusiłoby na władzy konieczne zmiany systemowe. Ale liczba beneficjentów tego stanu rzeczy jest tak duża, że nie wydaje się, by ten stan rzeczy miał ulec zmianie. Łączenie pracy w placówkach publicznych i konkurencyjnych prywatnych, brak w wielu aspektach kontroli medycznej nad praktykami prywatnymi, łączenie pracy lekarza i paramedycyny… To tylko kilka przykładów praktyki, która w oczach społecznych wystawia na szwank reputację całego środowiska. Jeśli dołożyć do tego „branie lekarzy w kamasze” przez niektórych polityków i niesprawiedliwe wyroki wydawane przez massmedia w wielu konkretnych sprawach dotyczących rzekomych i faktycznych błędów medycznych okazuje się, że jest aż nazbyt wiele powodów do niechęci wobec szeroko pojętego środowiska lekarskiego. A jeśli wzbogacimy tę litanię o rosnącą roszczeniowość pacjentów i ich prawników, wieloletnie zaniedbania w nauczaniu medyków komunikacji interpersonalnej i totalna nieobecność polityki „sorry works” w szpitalach, to wnioski nasuwają się same. Jak przeciętna lekarka pracująca sumiennie od lat w jednym miejscu w Polsce, zarabiająca półtorej średniej krajowej, co z mniejszym lub większym zapasem wystarcza na zapewnienie bytu rodzinie ma przekonać polskiego pacjenta, że można żyć normalnie, a za zdobytą wiedzę i wypracowane doświadczenie należy jej się znacznie wyższa pensja? Na to pytanie nie znajdzie odpowiedzi żadna prężna i zorganizowana grupa lekarzy, związek zawodowy, partia polityczna ani grupa lobbystów. Ale wystarczy, że opisywana pani doktor przekona do tego swoich pacjentów. Pokazując zwykłe, ludzkie oblicze kruszymy mit posągowego, pazernego i oderwanego od rzeczywistości cyborga. Warto mieć pacjentów po swojej stronie. Mateusz Malik, lekarz PS. Meksykański przykład „rozbrajania” negatywnej opinii o lekarzach. Na śpiocha? Na wesoło! (natopie. pl)
-
Brakuje anestezjologow?
Braki personelu wynikają z różnych uwarunkowań, ale na pewno przyczyn nie ma co szukać w niskiej zdawalności. Wszak później, większość zdaje w kolejnych podejściach, a anestezjolodzy podchodzą do egzaminu europejskiego. To mi przypomina wątki medyczne w filmach - ktoś rzuca coś o służbie zdrowia, choć pojęcia nie ma, a konsultacji merytorycznej brak.
- Lekarzy w kamasze 2.0
-
Terapie przełomowe w onkologii i hematoonkologii - dostępność do leczenia w Polsce na tle Europy
W imieniu Fundacji Watch Health Care (WHC) oraz Komitetu Naukowego Seminarium, serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w bezpłatnym Seminarium edukacyjnym pt.: „Terapie przełomowe w onkologii i hematoonkologii - dostępność do leczenia w Polsce na tle Europy” Seminarium odbędzie się 27 stycznia 2016 r. w Warszawie (rozpoczęcie o godz. 10:00), w budynku Związku Rzemiosła Polskiego (sala im. Kilińskiego), przy ul. Miodowej 14. Celem nadrzędnym spotkania jest przedstawienie zagadnień związanych z barierami dostępu do świadczeń wykorzystywanych w onkologii i hematoonkologii w Polsce. Przewodniczącym Komitetu Naukowego Seminarium zgodził się zostać prof. dr hab med Tadeusz Pieńkowski. Do Komitetu Naukowego przystąpili również: prof. dr hab med. Krzysztof Giannopoulos, dr n. med. Janusz Meder oraz prof. dr hab. Zbigniew Szawarski. Więcej informacji na temat Seminarium znaleźć można w załączniku dołączonym do niniejszej wiadomości oraz na stronie Fundacji WHC, w części poświęconej konferencji: www.korektorzdrowia.pl Prosimy o potwierdzenie przyjęcia zaproszenia i uczestnictwa w spotkaniu mailowo na adres: sekretariat@korektorzdrowia.pl lub telefonicznie pod numerem: 516 901 190. W imieniu wszystkich osób i instytucji zaangażowanych w organizację Seminarium serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w tym prestiżowym wydarzeniu, ważnym dla poprawy opieki zdrowotnej w Polsce.
-
Terapie przełomowe w onkologii i hematoonkologii - dostępność do leczenia w Polsce na tle Europy (Warszawa, 27.01.2016)
W imieniu Fundacji Watch Health Care (WHC) oraz Komitetu Naukowego Seminarium, serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w bezpłatnym Seminarium edukacyjnym pt.: „Terapie przełomowe w onkologii i hematoonkologii - dostępność do leczenia w Polsce na tle Europy” Seminarium odbędzie się 27 stycznia 2016 r. w Warszawie (rozpoczęcie o godz. 10:00), w budynku Związku Rzemiosła Polskiego (sala im. Kilińskiego), przy ul. Miodowej 14. Celem nadrzędnym spotkania jest przedstawienie zagadnień związanych z barierami dostępu do świadczeń wykorzystywanych w onkologii i hematoonkologii w Polsce. Przewodniczącym Komitetu Naukowego Seminarium zgodził się zostać prof. dr hab med Tadeusz Pieńkowski. Do Komitetu Naukowego przystąpili również: prof. dr hab med. Krzysztof Giannopoulos, dr n. med. Janusz Meder oraz prof. dr hab. Zbigniew Szawarski. Więcej informacji na temat Seminarium znaleźć można w załączniku dołączonym do niniejszej wiadomości oraz na stronie Fundacji WHC, w części poświęconej konferencji: www.korektorzdrowia.pl Prosimy o potwierdzenie przyjęcia zaproszenia i uczestnictwa w spotkaniu mailowo na adres: sekretariat@korektorzdrowia.pl lub telefonicznie pod numerem: 516 901 190. W imieniu wszystkich osób i instytucji zaangażowanych w organizację Seminarium serdecznie zapraszamy do wzięcia udziału w tym prestiżowym wydarzeniu, ważnym dla poprawy opieki zdrowotnej w Polsce. Program Seminarium.pdf
-
"Młodzi lekarze" w TVP. Pierwsze wrażenia
W niedzielę, 03.01.2016 roku w TVP 1 miała miejsce premiera niecodziennego serialu dokumentalnego. "Młodzi lekarze" to seria, która opowiada o pracy i życiu osobistym sześciorga lekarzy w trakcie specjalizacji, którzy aktualnie pracują w kilku miejscach w Warszawie i jej okolicach. Program ma formę dokumentu ocierającego się o "reality show". Zapowiedź, którą przeczytałem w dodatku telewizyjnym wzbudziła moje zainteresowanie i, jak sądzę, wielu moich rówieśników. W głowie od razu zaświtało mi pytanie: W jakim świetle zostanie przedstawiony młody doktor i jaki będzie społeczny wydźwięk tego programu? Zafrapowany włączyłem premierowy odcinek i nie rozczarowałem się... Oto pierwsze refleksje: Na PLUS: Program jakościowo dobry, ogląda się z przyjemnością. Lekarze (bohaterowie i ich nauczyciele) występują przed kamerą pod własnym nazwiskiem. Różnorodne specjalności. Duży walor edukacyjny ma przedstawienie perspektywy: lekarza dyżurującego na SOR, lekarki pracującej w Przychodni POZ przyjmującej po 70 pacjentów dziennie, pracy ginekologa i chirurga od kuchni. Duży naturalizm i stosunkowo mało ustawki - kamera zagląda na sale operacyjną, pokazuje odpychający świat izby przyjęć, dokumentuje wyciąganie drenów z klatki piersiowej. Finanse - mamy motyw małżeństwa lekarskiego, które spodziewa się drugiego dziecka i żyje w wynajętym mieszkaniu. Przyznają, że pieniądze są istotnym problemem i nie zawsze jest różowo, bo żywiciel rodziny musi brać dużo dodatkowych obowiązków, co oddala go od żony i córki. Przełamuje troszkę mit bogatego lekarza. Na MINUS: Nie sposób uniknąć skojarzeń z kiczowatymi tzw. programami fabularno-dokumentalnymi typu "Szpital", "Ukryta prawda", "Trudne sprawy", "Detektywi w akcji", którym epatują całymi popołudniami główne stacje komercyjne. Wybór lekarzy niemal wyłącznie z Warszawy. Pewnie się łatwiej ekipie kręciło, ale trąci warszawką na maksa. Specjalizacja z chirurgii plastycznej... Ilu w Polsce jest takich rezydentów? Niektóre postacie są przerysowane, mimo, że prawdziwe (po pracy joga, występy muzyczne w telewizji...) Wszyscy wyglądają ładnie przed kamerą. Padających na twarz z worami pod oczami na razie brak... Perypetie młodych lekarzy wzbudziły już powszechne zainteresowanie w gronie Porozumienia Rezydentów, a zatem wśród samych zainteresowanych i ich kolegów po fachu. Ciekawe jaki będzie społeczny odbiór serialu... W oczekiwaniu na kolejne odcinki życzę twórcom, by misja poprawy prestiżu naszej profesji zakończyła się sukcesem. Mateusz Malik, lekarz Oficjalna strona serialu: http://mlodzilekarze.tvp.pl/22807045/mlodzi-lekarze
-
Szpitalny Oddział Ratunkowy. Problem nierozwiązany.
Do czego służy SOR? Warto zadać głośno to pytanie, gdy coraz częściej słyszymy o sytuacjach niewłaściwego wykorzystywania tego Oddziału przez pacjentów. O tym, czy wina ratowniczego chaosu leży tu po stronie pacjentów, lekarzy czy systemu opieki zdrowotnej? Jakie są drogi wyjścia z kryzysu? Według podstawowej informacji ze strony Ministerstwa Zdrowia Szpitalny Oddział Ratunkowy to jednostka systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne (PRM), która niezwłocznie udziela świadczeń opieki zdrowotnej, polegających na wstępnej diagnostyce oraz podjęciu leczenia niezbędnego dla stabilizacji funkcji życiowych osób znajdujących się w stanie nagłego zagrożenia zdrowotnego. O tym, kto ma prawo korzystać z pomocy takiego oddziału i jakie są zasady jego działania jasno mówią przepisy. chory nie musi mieć skierowania, nie ma też rejonizacji w SOR nie przewiduje się: wystawiania recept na przewlekle stosowane leki, zwolnień lekarskich, zaświadczeń ani konsultacji specjalistycznych w chorobach przewlekłych i nie zagrażających życiu szpitalne zaplecze minimum to oddziały: chirurgii ogólnej z częścią urazową, chorób wewnętrznych, anestezjologii i intensywnej terapii, pracownia diagnostyki obrazowej (wyposażona w tomograf, przyłóżkowe RTG i USG), pracownia endoskopowa i laboratorium oraz lądowisko dla śmigłowców (w odległości nie większej niż 5-minutowy transport - ostatni wymóg będzie obligatoryjny od 2017 roku) jeśli zachodzi taka potrzeba, Oddział zapewnia transport sanitarny pacjenta do najbliższego podmiotu leczniczego wykonującego świadczenia opieki zdrowotnej w odpowiednim zakresie O tym, jak wielkie emocje wzbudza zły stan Państwowego Ratownictwa Medycznego świadczą ostatnie publikacje w prasie medycznej i ogólnopolskiej: Reportaż z "Gazety Lekarskiej" porusza temat z perspektywy postronnego obserwatora (polecamy) Artykuł z portalu natemat.pl przedstawia perspektywę pracownika doraźnej specjalistycznej pomocy lekarskiej Dlaczego instytucja przeznaczona do ratowania życia nagminnie pełni funkcję izby wytrzeźwień, noclegowni, poradni psychologicznej, hurtowni recept i zwolnień lekarskich? Oto krótka, z pewnością niepełna diagnostyka różnicowa tego stanu: Po stronie systemu opieki zdrowotnej przyczyn jest wiele: mała liczba lekarzy specjalistów medycyny rodzinnej, niski prestiż podstawowej opieki zdrowotnej związany z brakiem zaufania pacjentów i przede wszystkim sposób finansowania POZ, który zniechęca do jakiejkolwiek głębszej diagnostyki bardzo ograniczony dostęp do specjalistycznej opieki ambulatoryjnej (największy problem dotyczy endokrynologii, neurologii, kardiologii...), bardzo skomplikowany system rejestracji, długi czas oczekiwania na wizytę filozofia systemu, w której diagnostyka i prawidłowe leczenie osób chorych jest stratą finansową dla ośrodka brak skoordynowanej edukacji pacjentów w zakresie funkcjonowania polskiej ochrony zdrowia Po stronie niektórych grup lekarzy: brak zaplecza technicznego i kompetencji części lekarzy pracujących w POZ w zakresie niektórych aspektów medycyny rodzinnej (proste czynności chirurgiczne, okulistyczne, laryngologiczne) przerzucanie na SOR odpowiedzialności za pomoc doraźną przez część specjalistów w stacji, gdy jest możliwa pomoc ambulatoryjna Po stronie pacjentów do przyczyn zaliczyć należy: roszczeniową postawę wynikającą z przekonania o własnej wyjątkowości jako obywatela, który ma prawo do darmowej służby zdrowia w każdym aspekcie niestosowanie się do zaleceń lekarskich (np. dotyczących przedłużania recept na leki w POZ) i lekceważenie przepisów prawa brak podstawowej wiedzy na temat zasad higieny, ogólnej profilaktyki zakażeń, odpowiedzialnego stosowania substancji psychoaktywnych Grzechów i zaniedbań jest wiele. Ostatnie lata pokazują, że spraw tych nie da się rozwiązać pojedynczymi decyzjami polityków, wprowadzaniem rozwiązań nomen omen doraźnych i tworzeniem przepisów prawnych oderwanych od realiów. Samo dofinansowanie podstawowej opieki zdrowotnej i lecznictwa ambulatoryjnego oraz wzrost liczby personelu medycznego też nie rozwiąże wszystkich problemów, choć zapewne ma szanse złagodzić kryzys. Kluczowe wydają się: edukacja pacjentów i lekarzy oraz stworzenie długofalowej strategii modyfikacji systemu zdrowia i wdrażanie jej we współpracy rządu, organizacji pozarządowych, izb lekarskich, pielęgniarskich, stowarzyszeń pacjentów. Mateusz Malik, lekarz
-
Lekarzy w kamasze 2.0
Do nękanych w przeszłości przez polski wymiar sprawiedliwości oprócz biznesmenów i przedsiębiorców zaliczamy także licznych lekarzy. I to nie tych ciąganych po sądach w sprawach nieumyślnych błędów medycznych i fałszywych oskarżeń roszczeniowych pacjentów. Mowa o osobach, które swoją reputację i zdrowie utraciły w wyniku samego faktu nieadekwatnych do zarzutów, pokazowych aresztowań przez CBA lub policję. Ostatnie przeszukanie u krakowskiej lekarz psychiatry prof. Dominiki Dudek stanowi pierwsze deja vu podobnych spraw w latach 2005-2007. Ówczesny i obecny minister Zbigniew Ziobro, który tak jak wówczas chce także trzymać w ręku Prokuraturę, cechuje się wyjątkową obsesją na punkcie lekarzy. Warto przypomnieć kilka najważniejszych spraw z tamtego mrocznego okresu. Najgłośniejsza sprawa dotyczyła Doktora Mirosława Garlickiego, warszawskiego kardiochirurga. Nie jest moją intencją ocena jego postępowania, ale forma jego zatrzymania i spektakl medialny, jaki stworzono wokół osoby PODEJRZANEJ. Okoliczności zatrzymania budzą do tej pory powszechne oburzenie. Na mnie osobiście największe wrażenie zrobiły słowa ministra sprawiedliwości Ziobry na konferencji prasowej zorganizowanej wspólnie z Mariuszem Kamińskim: "Już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie" (za które później, w 2008 roku musiał wyrokiem sądu doktora Garlickiego przeprosić). Finał sprawy był taki, że sąd skazał lekarza za przestępstwa korupcyjne. Jednocześnie doktor wygrał sprawę o naruszenie dóbr osobistych, w tej sprawie przyznał mu też rację Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. Jednak konsekwencje skandalicznego zachowania ministra polscy pacjenci odczuwają po dziś dzień: Atmosfera wokół sprawy spowodowała na wiele lat zapaść w polskiej transplantologii, co do tej pory zgodnie wypominają Ziobrze i Kamińskiemu lekarze. Profesor Wiesław Jędrzejczak: "(...) występując w interesie społeczeństwa urzędnik państwowy, a zwłaszcza będący politykiem powinien brać pod uwagę wszystkie następstwa swojego działania, w tym następstwo w postaci likwidacji ośrodka, który wykonywał 1/3 wszystkich przeszczepień serca w Polsce: rocznie około 30. Likwidując taki ośrodek skazano na śmierć ludzi czekających w kolejce na zabieg, ludzi, którzy w żaden sposób nie zawinili. To jest krew na rękach Pana Kamińskiego!" Gwałtem na Temidzie było też aresztowanie doktora Andrzeja Szaniawskiego, psychiatry z Tworek w marcu 2006 roku, który prawie rok przesiedział w areszcie pod zarzutem rzekomej korupcji. Dzień przed zatrzymaniem lekarz doznał urazu i złamał szczękę. Nie umożliwiono mu w areszcie dostępu do lekarza, przez co do dziś ma problem z mówieniem, utrudniano mu kontakt z rodziną, a obrońcom dostęp do akt. Czekał 10 miesięcy na akt oskarżenia, a wyszedł z aresztu wyłącznie dzięki wstawiennictwu osób publicznych. Szaniawski jest dziś wrakiem człowieka. Nie cieszy go odszkodowanie, które przyznał mu sąd. W październiku 2006 roku rozpoczęło się piekło profesora Andrzeja Pozowskiego, ortopedy, ordynatora ze szpitala przy ul. Poświęckiej we Wrocławiu, któremu zarzucono korupcję - w 2010 roku zarzuty oddalono. Ale takie oskarżenia pozostawiają zawsze piętno na życiu oskarżonego. Inna sprawa dotyczy ginekologa z Rybnika, Andrzeja Kupczaka, który w 2007 roku na podstawie, jak twierdzi, fałszywych oskarżeń i w procesie bez udziału biegłego lekarza został skazany na 4,5 roku więzienia. Rozpadła mu się rodzina, stracił reputację. Lekarz mówi, że po jego zatrzymaniu minister Ziobro żądał bieżących relacji ze śledztwa. Z czego wynika zawziętość ministra Ziobry w ściganiu "gangsterów w kitlach"? Sam jest synem lekarza. Czy jego śmierć w 2006 roku jest źródłem osobistej vendetty ministra? Za Gazetą Wyborczą: "22 czerwca 2006 r. Jerzy Ziobro - 71-letni lekarz z Krynicy - przyjeżdża do kliniki kardiologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie. Jego syn Zbigniew jest ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym w rządzie PiS. Rządzie, który był w sporze z lekarzami i pielęgniarkami - w kraju zastrajkowało 80 szpitali, a minister Ludwik Dorn groził medykom braniem w kamasze". Za natemat.pl: "Prof. Dariusz Dudek w 2006 roku implantował J. Ziobrze seniorowi kilka stentów - specjalnych sprężynek, których zadaniem było udrożnienie żył i powstrzymanie choroby wieńcowej. Kilka dni po operacji pacjent zmarł, a rodzina Ziobry wytoczyła ciężkie działa przeciwko lekarzom, którzy opiekowali się Jerzym Ziobro. I chociaż ich starania do tej pory nie przyniosły efektów - żaden z lekarzy, z którymi procesowała się rodzina ministra nie został dotychczas skazany - to wygląda na to, że Ziobro mógł znaleźć inny sposób na niekompetentnych, jego zdaniem, pracowników szpitala". Dariusz Dudek / Dominika Dudek... Zbieżność nazwisk? Bynajmniej. Lekarz, który operował ojca ministra Ziobry jest mężem profesor psychiatrii z Krakowa Dominiki Dudek, której funkcjonariusze CBA przeszukali w grudniu 2015 roku gabinety, aptekę, pokój na uniwersytecie i dom! Szanowni Koledzy! Wracają przykre czasy dla naszej profesji. Osobiste pobudki polityka mogą znów kłaść się cieniem na reputacji lekarzy. Każdy z nas może stać się celem inwigilacji, podsłuchów, działań prowokacyjnych, ofiarą publicznych oskarżeń i pomówień. Czy odpowiedzialność za ludzkie życie i zdrowie to wciąż zbyt mało? Mateusz Malik, lekarz Materiały źródłowe: - List z 2007 roku Rzecznika Praw Obywatelskich do Komendanta Głównego Policji w sprawie ostentacyjnego wyprowadzania podejrzanych, nawet starszych osób w kajdankach, w tym lekarki i lekarza - Sprawa doktora G. w Wikipedii i ostry komentarz profesora Jędrzejewskiego - Zniszczony przez Ziobrę. Niewinny lekarz przez rok siedział w areszcie - Artykuł z Newsweeka - Rozmowa z Andrzejem Kupczakiem, ginekologiem z Rybnika - nowiny.pl - Rozmowa z profesorem Andrzejem Pozowskim - Gazeta Wrocławska
-
Polityka prorodzinna = likwidacja in vitro?
Metoda sama w sobie budzi wiele kontrowersji, przede wszystkim etycznych - to nie ulega wątpliwości. Załączone badania nie zaskakują mnie. Sądziłem, że liczba wad wrodzonych / zaburzeń neurologicznych u dzieci urodzonych po wspomaganym zapłodnieniu jest nawet większa. Nie tak duże w sumie różnice świadczą o dużym rozwoju techniki laboratoryjnej. Faktem jest, że w wyniku zapłodnienia pozaustrojowego liczba ciąż bliźniaczych i trojaczych jest istotnie wyższa niż w reszcie populacji. To budzi jedno moje zastrzeżenie dotyczące doboru populacji w obu przytoczonych badaniach, przy dużym uznaniu dla staranności (nawet w aspekcie zachowań zdrowotnych rodziców). Uważam, że należy porównawczo analizować osobno ciąże pojedyncze i osobno ciąże mnogie, w których komplikacje generalnie są częstsze. Drugie zastrzeżenie dotyczy tego, że są to mimo wszystko badania retrospektywne. Dużym plusem byłoby przeprowadzenie badania prospektywnego. Za niezasadny uznaję argument "jeśli jakaś para nie jest zdolna naturalnie począć dziecka, to może niestety jednak nie powinna". Na tej samej zasadzie nie warto leczyć innych "naturalnych" chorób - wad serca, zapalenia wyrostka... A co powiedzieć parom, które utraciły płodność w wyniku jatrogennym (leczenie onkologiczne, przypadkowe uszkodzenie nasieniowodu/jajowodu itp)? A nade wszystko - jest to wolny wybór pary, którego para musi dokonać świadomie, akceptując fakt ryzyka zdrowotnego kobiety, ryzyka wielu poronień, ryzyka komplikacji ciąży, wad płodu i chorób dziecka. Zaznaczam też, że praktycznie nie ma "niechcianych" ciąż w toku procedury. W moim uznaniu zapłodnienie pozaustrojowe (różne jego odmiany) jako medyczne narzędzie, którym dysponujemy powinno być powszechnie dostępne, choć oczywiście jak i inne medyczne narzędzia, z jasnymi ograniczeniami. Nie bagatelizuję etycznych wątpliwości, które dla wielu mają fundamentalne znaczenie. Za wątpliwe, choć pragmatycznie uzasadnione uznaję tworzenie bardzo wielu "zapasowych" zarodków, z dużą obawą patrzę na tendencje genetycznej eugeniki przy "wyborze" zarodków, która w niektórych miejscach świata ma już miejsce. Ale jak każda metoda, IVF może być wykorzystane odpowiedzialnie bądź nie.
-
Polityka prorodzinna = likwidacja in vitro?
A jeśli w wyniku tego rodzaju terapii przyrost naturalny zwiększy się choćby o promil to zawsze dla naszego państwa wartość dodana.
-
Polityka prorodzinna = likwidacja in vitro?
Nie mam takich danych i ich nie szukałem. Głównym celem programu in vitro nie jest bowiem ani zwiększenie bezwzględnej liczby urodzeń, ani zwiększenie urodzeń po zapłodnieniu pozaustrojowym, ale zagwarantowanie równego dostępu do świadczeń dla obywateli. Zaznaczam, że nie ma dla metody in vitro procedury zastępczej ani nawet częściowo równoważnej. Z własnego doświadczenia znam osobiście wiele par, dla których urodzenie pierwszego, czasem kolejnego dziecka było możliwe wyłącznie dzięki in vitro.
- Reaktywacja Porozumienia Rezydentów
-
Weekend For.me
FELIETON: Skojarzenia Dawno, dawno temu w nieodległym kraju… Przypomniał mi się konkurs dla czytelników, który wiele lat temu przeprowadzał dawny „Poradnik Domowy”. Rzecz polegała na anatomicznych skojarzeniach: na załączonym krajobrazowym obrazku wśród mnóstwa drobnych detali należało odnaleźć jak najwięcej językowych odpowiedników części ciała ludzkiego - od medycznych detali po potoczne określenia. Zabawa była przednia - nie brakuje wszak antropoidalnych określeń na najprostsze przedmioty… Rozejrzyjmy się wokół. Na Wigilię wśród zapachu wonnych KORZENI i ZĄBKÓW czosnku w NACZYNIACH pływają USZKA. Niektórzy zadowolą się słonymi PALUSZKAMI, bo gdy STOPY zwrotu niskie, trzeba zagrać w KOŚCI. Nad STAWEM pokrytym RZĘSĄ przerzucony MOSTEK, a w KORONIE drzewa nieopodal po JABŁKU ADAMA, wygryzionym przez ROBAKA pełza ŚLIMAK. W PRZEDSIONKU kościoła wierni podziwiający gotyckie SKLEPIENIE usłyszą brzmienie SERCA dzwonu, patrząc na KRZYŻ i żując PIĘTKĘ od chleba. Po SKRZYŻOWANIACH śmigają rowery na czarnych OPONACH, a jeden stoi oparty na NÓŻCE. Na BARKACH pływają flisacy, a w SZCZĘKACH handlarz wciska klientom rupiecie. To RĄCZKĘ od rondla, to KOLANKO od rury, to ŁOPATKĘ saperską. Tu się komuś urwał JĘZYK w bucie, to ktoś butelce SZYJKĘ obtłukł. Baba w MIEDNICY moczy nogi, a na KLATCE schodowej stoi grupa WYROSTKÓW, co grywają w SIATKÓWKĘ. A Wy, jakie skojarzenie macie? Mateusz Malik, lekarz Do śmiechu: Psychiatra zadaje pacjentowi pytania: - Ile nóg ma pies? - Cztery. - A ile ma uszu? - Dwoje! - A oczu? - Przepraszam, panie doktorze, czy pan nigdy nie widział psa? Polecamy na świąteczny eeknend: SERIAL KSIĄŻKA MIEJSCE Bogowie (HBO, Sobota, 26.12.2015 godz. 22.10) Kore. O chorych, chorobach i poszukiwaniu duszy medycyny. prof. Andrzej Szczeklik RECENZJA >>> Wioska Świętego Mikołaja Rovaniemi (FINLANDIA)
-
Szampańskiego Nastroju i Świętego Spokoju
Każdemu Medykowi Od naszej Redakcji Świąt Długich oraz Zdrowych I pełnych atrakcji. Spełnienia Waszych marzeń Zdrowia na całe Święta By moc szampańskich wrażeń Przez cały Rok pamiętać A tym, co na dyżurze Wilię będą spędzali Niech święty mają spokój I by się wyspali! Team MedFor.me
-
Polityka prorodzinna = likwidacja in vitro?
Nowa ekipa rządowa za cel nadrzędny wszelkich swoich działań ustami pani premier i ministrów uznała szeroko pojętą politykę prorodzinną i walkę z wykluczeniem najsłabszych, którzy finansowo nie radzą sobie w systemie gospodarki rynkowej. Należy ten lewicowy trend uznać za pozytywny w obliczu największego w dziejach Polski kryzysu demograficznego. I tym większe zdziwienie budzą niektóre decyzje, które realizują cele wręcz przeciwne. Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł już na początku urzędowania zapowiedział wygaszenie rządowego programu finansowania procedury zapłodnienia pozaustrojowego dla niepłodnych par. Przypomnijmy, że rozpisany na lata 2013-2016 program wdrożony jeszcze przez ministra B. Arłukowicza, a kontynuowany przez prof. M. Zębalę miał być przedłużony na kolejny okres, o czym zadecydował ustępujący minister. Dla porządku. Program adresowany jest do wszystkich par: u których stwierdzono bezwzględną niepłodność kobiety lub mężczyzny bezskutecznie leczonych dostępnymi metodami przez co najmniej 12 miesięcy gdy kobieta nie ukończyła 40 roku życia Do grudnia bieżącego roku funkcjonowanie programu we współpracy z klinikami leczenia niepłodności w całym kraju przyniosło konkretne efekty (ze strony MZ): Powyższe dane mówią same za siebie. Po pierwsze: program przyczynił się do zwiększenia liczby nowych urodzeń i to wśród par, które własnego dziecka nie miały szans się doczekać. Po wtóre: budżetowe finansowanie pozwoliło na dostęp do tej bardzo kosztownej metody wielu parom, które z uwagi na swój status materialny nigdy by sobie na nią nie pozwolili. Swoją decyzją Minister i tym samym nowy rząd udowodnił, że "polityka prorodzinna" i "przeciwdziałanie wykluczeniu" są jedynie nacechowanymi ideologicznie hasłami, które odwołują się do społecznych emocji, a nie realnych działań. Zapłodnienie pozaustrojowe (potocznie nazywane in vitro, IVF) jest metodą, która wymaga od pary, w tym szczególnie od kobiety wielkiej determinacji, dyscypliny i poświęcenia. Pobieranie, a później implantowanie zapłodnionych komórek w macicy to proces złożony, wieloetapowy, często bolesny. Pary które decydują się na tę metodę są nierzadko w przeszłości doświadczone chorobą (niepłodność utracona w wyniku leczenia onkologicznego), zdeterminowane oraz świadome ryzyka. Wbrew temu, co głoszą niektórzy krytycy in vitro nie jest metodą, którą da się zastąpić. Proces diagnostyczno-terapeutyczny, który ma na celu wykrycie przyczyny niepłodności i jej wyleczenie określany przez pewne środowiska "naprotechnologią" to po prostu etap poprzedzający ostateczność jaką jest zapłodnienie pozaustrojowe. W warunkach Polskich leczenie niepłodności jest dostępne w ramach publicznego poradnictwa ginekologicznego i endokrynologicznego. I choć słuszny jest zarzut, że proces ten nie jest wciąż dobrze skoordynowany, to jest to przesłanka jedynie do tego, by go ulepszać, o czym wspominał minister na konferencji prasowej, nie zaś do likwidacji publicznego wsparcia dla in vitro i oddawania tej metody wyłącznie w prywatne ręce. Mateusz Malik, lekarz