Zawartość dodana przez Messer
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Średnia ocen o niczym nie mówi tak naprawdę. Jest wysoka- fajnie, choć niewiele to zmienia i niewiele z tego wynika.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Nie za bardzo wiem co masz na myśli. Określenie "kujon" "kujonek" obraźliwe było może w podstawówce albo w gimnazjum. Na mnie nie robi specjalnego wrażenia. Sorry gościu- to są studia medyczne i uczyć się trzeba. Nie uczysz się, to może nawet skończysz te studia, ale będziesz debilem mordującym ludzi. Takie są realia. Każdy ma na naukę swój sposób- ja opisałem swoje spojrzenie po 6 latach studiów i roku stażu: na pierwszych latach dobrze opanować anatomię i fizjologię, olać to czego i tak się nie utrzyma w czaszce więcej jak dzień po egaminie (najgorsze co się może stać to 3 zamiast 5) i jechać dalej: solidnymi podstawami od 3 roku idzie całkiem gładko: wiadomo, że trzeba nad książkami siedzieć i jak każdy zarywałem czasami nocki (szczególnie w sesji), ale nauka nie była bezmyślnym wkuwaniem, tylko logicznym rowijaniem tego co wcześnej opanowane i zrozumiane. A jak jeszcze przy okazji uda się znaleźć w ramach dodatkowych zajęć swoją pasję to samo wchodzi. Sam wątek dotyczy opcji nauczenia się czegoś w praktyce na studiach medycznych i głównie opiera się na narzekaniu, że "studia kiepskie, nie dają się uczyć praktyki etc". A ja mówię ę się DA (choć studia mają przestarzały model zajęć i w programie jest multum niepotrzebnej teorii). DA SIĘ. I KAŻDY może studia skończyć z pewnym doświadczeniem klinicznym i umiejętnościami- wiadomo, że po studiach droga jeszcze daleka, ale przynajmniej nie boisz się pacjenta i wiesz co robić. Ja opisałem swoje doświadczenia: studia jakoś przeszedłem, z wynikiem może nie najlepszym, ale na pewno się go nie wstydzę. Udało mi się przy tym nauczyć sporo (jak na etap studenta) w praktyce i głównie dzięki temu znalałem bez większego problemu pracę w wymarzonej specjalizacji. Da się. Każdy może.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Co do stażu- owszem jest to brane pod uwagę, ale tak naprawdę staż najważniejszy nie jest. Co więcej- szpitale najbardziej oblegane, czi te do których załapać się jest najtrudniej na staż, wcale ne oferują najlepszej opcji nauki i praktyki. Paradoksalnie- najwięcej podziałasz tam, gdzie na staż wybiera się mało ludzi-czyli im dalej od szpitali uniwersyteckich i wielkch miast tym lepiej. Najwięcej podziałasz i zrobisz w szpitalu powiatowym.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Mi się udało złapać stypendium po 3 i po 4 roku. Z tego co wiem, teraz dostęp do stypendium jest mocno ogrniczony w stosunku do sytuacji sprzed paru lat, ale to znam tylko z relacji znajomych ktorzy jeszcze sie cieszą urokami studiowania. Owszem- 3,0 to troche siara. To by było już przegięcie w drugą stronę. Ja stwierdziłem tylko, że nie warto wbijać sobie do głowy tego, co zapomina się zaraz po egzaminie i jest do niczego niepotrzebne tak naprawdę- jak podany przeze mnie autentyczny przykład. Zresztą tego typu sytuacje dotyczą głównie pierwszych 3 lat studiów: ilość absurdów jakich wymagają na egzaminach z biochemii, diagnostyki laboratoryjnej, genetyki, mikrobiologii i jeszcze paru dziedzinach jest porażająca. Później robi się nieco bardziej klinicznie i nauka jest mniej męcząca- zwłaszcza jeśli mamy solidne podstawy anatomii i fizjologii. Ja nie byłem najlepszym studentem- studia skończyłem z bodajże 4,2 Teraz uważam, że i tak za bardzo się przejmowałem i stresowałem zaliczeniami.
-
Homeopatia i lekarze
- Podręczniki do LEK
Nic nie jest bezpłatne.- Podręczniki do LEK
LEP to pośmiewisko. Uważam, że ten egzamin jest niepoważny i co więcej- nie promuje wcale ludzi, którzy siedzieli rzetelnie z książkami i uczciwie czytali podręczniki. Najlepsze wyniiki osiągają ci, którzy spędzili trochę czasu czytając testy z poprzednich lat i ewentualnie skorzystali z kursu przed egzaminem. Pytania z orzecznictwa lekarskiego i promocji zdrowia. To jest chore, bo o być albo nie być młodego lekarza potrafi przesądzić to, czy wie "kto jest autorem definicji promocji zdrowia". Osobna sprawa, że LEP/LEK to i tak pic na wodę. W założeniach rezydentury mieli dostawać ludzie, którzy zdali najlepiej. Niby tak jest, z tym drobniutkim zastrzeżeniem, że te zasady dotyczą miejsc które nie zostały wcześniej zaklepane przez "krewnych i znajomych Królika".- Złota specjalizacja 2022
Żeby się nie narobić i zarobić.... to chyba chłopie pomylileś adres. Zmień studia, bo jak chcesz się wzbogacić łatwo i nie namęczyc przy tym to nie tędy droga. Skoro jednak chcesz medykiem zostać (powodzenia!) to musisz sobie zdawać sprawę z jednego: specjalizacje które są lukratywne i przy tym mniej obciążające same w sobie są baaaaaardzo obładowane i oblegane . Skoro w ogóle zadałeś takie pytanie, to wniokować można łatwo, że nie masz w rodzinie lekarzy, którzy by Ci o tym opowiedzieli, a tym samym nie masz tak zwanych "pleców".. A to oznacza, że z listy potencjalnych specjlalizacji możesz od razu wykreślić chirurgię plastyczną (tutaj naprawdę trzeba mieć koneksje niesamowite, żeby się wkręcić) i dermatologię. W Polsce bez pleców- niewykonalne. Za granicą: wykonalne, ale trudne. Okulistyka- bardzo oblegana. I to w zasadzie wyczerpuje temat specjalizacji dających satysfakcję, kasę i pewną dozę luzu (na raz). Laryngologia, radiologia- też niełatwo się załapać. Warto próbować poza większymi ośrodkami. Medycyna- zapiernicz. To jest w definicji wpisane. Nawet jak jest praca, ktora z pozoru nie jest strasznie obciażająca to droga do niej z pewnością lekka nie będzie.- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
To zalicz kolokwium na 3,5 a nie na 5 Tak naprawdę żadna rożnica. Parę lat temu miało to może znaczenie jak była szansa na stypendium naukowe. Teraz jest ono w zasadzie nieosiągalne, więc nie ma sensu sie przejmować. Mówię o uczelni wrocławskiej- nie wiem jak w innych miejscach, Ja na początku też się mocno przejmowałem. Na biochemię wkuwałem wszystkie te wzory i struktury, ale już np jak podchodziłem do egzaminu z genetyki na 3 roku to z premedytacją olałem wszystko co było klinicznie nieprzydatne. Nie ryłem na pamięć standardów barwienia chromosomów (absurd- kazali nam pamiętać stężania i czas moczenia próbki w kolejnych roztworach), ani lokalizacji genow w danych prążkach, bo uznałem że to bez sensu i nikt nie będzie o tym pamiętać dłużej jak do 2 piwa po egzaminie.- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
--->Niestety nauczyciel akademicki oprócz tego,że uczy studentów musi jeszcze leczyć pacjentów (czyli wypełniać cała masę papierów bardziej lub mniej pierdołowatych), a jeśli jest nieco wyżej w hierarchii musi tez często pilnować rezydentów (przeglądać i podpisywać papiery przez nich napisane). Są tez tacy, którzy się po prostu opierdalają, bo nikt ich nie pytał czy chcą uczyć studentów czy nie. Po prostu zostali nimi obdarowani bez możliwości oddania prezentu ;] O ja przepraszam- to nie jest zadne usprawiedliwienie. Jesli ktos ma etat akademicki i uczy studentow, to nie robi tego za darmo. Dostaje za to kase. Wiec zajecia powinny byc i nie ma ze "papiery mam do pisania". Kogo to obchodzi? Nie pasuje, szkoda czasu to sie nie powinno brac za to kasy. Z druga czescia wypowiedzi sie zgadzam: jest multum rezydentow ktorym pan profesor wciska studentow, bo biedak i tak nie moze odmowic. Nie musze chyba dodawac kto za dydaktyke w takim ukladzie bierze pieniadze. Kot, on 22 Dec 2012 - 19:53, said:- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Ja bym tego zachodu tak nie przeceniał. Sam na zachód wyjechałem (niedaleko, ale jednak) i widzę jak to wygląda. Nawet najlepszy system nie zagwarantuje tego, żeby w ramach studiów nauczyć takich rzeczy praktycznych jak chocby cewnikowanie czy szycie skory.. Jak to sobie wyobrazasz? Panie Kowalski- podpisał pan, że zgadza się na udział studentów w prosesie leczenia? Podpisał pan, No to teraz gacie w doł i 15 osób zacewnikuje panu pęcherz. Po kolei.- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
------> Zastanawiam się Messer kiedy i gdzie Ty to wszystko robiłeś skoro mówisz, że najlepsze są szpitale na prowincji, a 10 msc w roku spędza się we wrocławiu? Chyba nie powiesz, że całe wakacje spędzałeś w szpitalu na wolontariacie? :> Śmiejesz się, ale to nie moje zmartwienie. Nawet jak jesteś we Wrocławiu przez 10 miesięcy, to są jeszcze soboty, a w tygodniu popołudnia i wieczory. Ferie i wakacje- owszem- jasne, że nie całe, ale jak dziewczyna miała jakiś wakacyjny wyjazd z rodziną, a ja zostawałem w mieście: motocyklem rano do szpitala, 1-2 czasem 3 operacje, a późnym popołudniem/wieczorem jakaś fajna trasa. samemu albo ze znajomymi jednośladami. Żyć nie umierać. Chcesz się czegoś nauczyć konkretnego- musisz poświęcić wolny czas. --->A jeśli we wrocławiu to który szpital mógłbyś "polecić" na taki wolontariat? gdzie nie ma chmary studentów, stażystów i rezydentów przez których do niczego prawie się nie da dopchać Nie ma sensu, żebym podawał konkretne namiary. Ja trafiłem w bardzo dobry moment, bo jak zaczynałem, prawie nikt się tym nie interesował. Jeździłem tam kilka razy w tygodniu i zawsze miałem coś ciekawego do roboty. Teraz jest to bardzo prężne i liczne kolo naukowe, a lista członków jest ograniczona i zamknięta. Przynajmniej na ten rok. ---->Bo nie powiem, lista całkiem całkiem. Ja chodzę od roku na koło chirurgiczne, nauczyłem się już trochę, to fakt, ale ze względu na dużą liczbę członków nie mogę tam chodzić "kiedy chcę" tylko powiedzmy raz czy 2 miesiącu a to trochę mało. Poza tym wielu stażystów i rezydentów też robi swoje. Stąd jestem ciekaw do których szpitali we wrocławiu warto się udać Zanim znalazłem swoje miejsce (1 a później jeszcze dwa), przeczołgałem się przez kilka różnych kół. Jeśli w kole jest tłum i można max 1 na miesiąc podziałać- szkoda czasu. Jeśli kołem trzęsą 2-3 osoby, ktore niekoniecznie dzielą się dyżurami- nie ma sensu. Jeśli idziesz do koła z myślą, że będziesz pracować i wydeptasz sobie miejsce na specjalizację- dobrze sie przyjżyj: jeśli rezydenci noszą takie same nazwiska jak szefowie, a na roku masz syna pana profesora- szkoda nerwów. Kombinuj- znajdziesz jak sie postarasz. Tylko trzeba cierpliwości i samozaparcia. Nikt nie zaprosi cie od razu do asysty. Trzeba załodze dać czas, żeby zaczeli kojarzyć twarz i nazwisko, a później pokazać, że nie jest się oszołomem, że można powierzyć najpierw lekkie zadania a później coraz bardiej odpowiedzialne.... I tak to się toczy --->BTW Najśmieszniejsze (a raczej najsmutniejsze) w tym wszystkim jest to że jakieś 80-90% studentów chce się uczyć tego wszystkiego o czym mówiliście w praktyce i liczy na to że studia im to zagwarantują (bo tak powinno być). A niestety nie wiem dlaczego się tego nie robi. Potem się wszyscy dziwią, że stażysta czy już młody lekarz nie potrafi zacewnikować czy intubować -.- Nikt nie wymaga od świerzaka intubacji. Nawet wytyczne aktualne mówia, że za to powinna się brać tylko osoba, ktora ma w tym doświadczenie i robi to regularnie. Ja wykonałem kilkanaście intubacji, ale jestem daleeeeki od tego zeby powiedzieć ze to umiem. Cewnikowanie pęcherza jednak jak najbardziej- warto umieć, I nie ma problemu z tym, żeby się nauczyć w ramach wolontariatu czy kola. Nikt sie do tego nie pcha.- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Nie twierdzę, że prowadzący zajęcia są super, bo sam miałem takich co olewali nas totalnie. Prowadzący z chirurgii nie przychodził W OGÓLE przez cały semestr. W zasadzi powinniem mu wysłać laurkę, bo jak zobaczyłem, ze nikogo nie interesuje nawet czy jestesmy czy nas nie ma, to olałem sprawę i w tym czasie jeździłem na wolontariat i naprawdę czegoś się w chirurgii nauczyłem... Ale problemem jest też to, że studentom się też nie chce. Jakoś nigdy nie słyszałem protestów jak odowlano zajęcia, skrocono je. Nawet nie chodzi o robienie z tego awantury, ale w rozmowach miedzy sobą w grupie- nikomu to nie przeszkadza. Nawet jak sa asystenci którzy maja coś sensownego do przekazania to czesto trafiaja na przeszkodę nie do pokonania: totalny brak zainteresowania.- praktyki we Wrocławiu
A ja zawsze zachęcam, żeby na praktyki iść do szpitala na prowincji. Jak dolnośląskie to np Dzierżoniów, Polanica, Kłodzko, Ząbkowice Śl etc. W akademickich szpitalach jest zawsze bardzo duża kolejka: rezydenci, ludzie z kół naukowych, stażyści podyplomowi etc. Szkoda by było całą praktyke z chirurgii spedzić w papierach albo oglądając operacje zza pleców innych (i to zwykle w 2-3 rzędzie). W małych szpitalach wygląda to zwykle tak, że w dni operacyjne na blok, Jeśli masz już jakieś doświadczenie to 1 albo 2 asysta, zależnie od zabiegu. Poza tym czasem izba przyjęć. W wakacje jest od zatrzęsienia ludzi których trzeba pozszywać: a to w kosiarkę rękę wsadzi, a to kosę ostrzy nieuważnie. Wreszcie: nigdy nie brakuje takich, co przewrócą się z butelką wódki albo piwka. Jest co robić. Polecam.- Dobry medyczny dowcip
- Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Podczas 6 lat studiów na zajęciach obowiązkowych miałem okazję raz zaintubować przez nos (w warunkach bloku op) i raz zrobić punkcję lędźwiową. Czego udało mi się nauczyć w praktyce podczas 6 lat studiów i 1 roku stażu podyplomowego. Przy czym zaznaczam, że większość dotyczy okresu studiów. bardzo często (100-1000 razy) -wkłucia obwodowe i pobieranie krwi -cewnikowanie pęcherza -szycie skóry (różne techniki) -szycie tkanki podskórnej i hemostaza (w tym drenaż Redona) -podwiązywanie naczyń -asysta przy operacjach (z różnych specjalizacji) -pobieranie żyły odpiszczelowej (różne techniki) -usuwanie drenażu klatki piersowej -zakładanie sondy do żołądka średnio często (20-50): -zakładanie drenażu klatki piersiowej (odma) -punkcje opłucnowe -zakładanie opatrunkow gipsowych -intubacja rzadziej: -USG brzucha i serca (nie powiem, że to umiem bo to nadużycie by było straszliwe, ale mogłem trochę poćwiczyć) -wkłucie centralne Wszystko powyżej napisane miałem okazję zrobić w wolnym czasie na wolontariatach, w różnych szpitalach- w tym na praktykach za granicą. Miałem przy tym klosz ochronny, bo podczas nauki był zawsze obecny doświadczony lekarz, który mógł przejąć sprawę w razie trudności. Nie czekajcie na to "co nam przygotowali później/na 6 roku", bo nie doczekacie się. Można narzekać, że nas nie uczą praktyki, ale indeks uczelni medycznej otwiera bardzo wiele drzwi- są szpitale (zwłaszcza na prowincji i z dala od klinicznych,akademickich), które baaaardzo chętnie przyjmują takich wolontariuszy. Im zawsze przyda się jeleń, co robi robotę za darmo, w zamian po prostu uczą. Można sobie znaleźć takie miejsca- warto szukać tam, gdzie nie ma tłumu studentów, stażystów i rezydentów.- Pojazd uprzywilejowany a praktyka w miejscu wezwania
Kwestia bardzo abstrakcyjna. Ale rozwiązanie proste: do wezwania jedzie karetka, a nie prywatny samochód. Tym możesz co najwyżej dojechać do pracy i z niej wrócić, ale żaden dyspozytor nie wyśle lekarza samochodem osobowym. Kończysz prace- dyżur przejmuje ktoś inny, a Ty jedziesz do domu i nie interesuje Cie co sie dalej dzieje, kto potrzebuje pomocy i kto jej udziela. No chyba, że jesteś przypadkowym świadkiem wypadku, ale to osobna historia. Obecnie system ratrownictwa medycznego, pogotowie ratunkowe trocchę się przekształca. Najbardziej jaskrawą zmianą jest ograniczenie mozliwości pracy w pogotowiu: od 1 stycznia może pracować tylko lekarz med. ratunkowej, anestezjolog, chirurg, pediatra, internista (minumim 2 ukonczone lata specjalizacji). docelowo mają być tylko lekarze ze specjalizacją z med.ratunkowej. Druga zmiana: od dawna wiadomo, że znakomita większośc wezwań pogotowia to bzdury, niepotrzebne interwencje, albo traktowanie karetki jak taxi do szpitala. Dlatego zaczynają powstawać punkty z 24h dostepem do lekarza rodzinnego, które działają w porozumieniu z pogotowiem. Dyspozytor przy przyjęciu takiego wezwania, które nie wymaga karetki, może odesłać do najbliższego takiego punktu, lub lekarz może do pacjenta podjechać. Rzecz jasna nie jedzie wtedy na sygnale , bo z samej definicji nie jest to potrzebne- Specjalizacja w Polsce po studiach w Anglii
Ja się trochę orientowałem w tych kwestiach: generalnie w UK chętnie przyjmują lekarzy i dają dobre wynagrodzenie, ale bardzo trudno jest tam zrobić specjalizację. Sytuacja jaką podaje autor wątku jest na tyle rzadka, że nie spotkałem się z podobną jak dotąd. Moim skromnym zdaniem przyjazd do Polski na specjalizację w tym przypadku to po prostu błąd. Wydawać by się mogło, że to nielogiczne, ale z tego co mi wiadomo komuś z zewnątrz nie jest łatwo otrzymać polskie prawo wykonywania zawodu. Dotyczy to szczególnie krajów poza UE, ale znając polskie urzędy i ich tendencje do utrudniania wszystkiego co się da, nie spodziewałbym się gładkiej sprawy. Po drugie: dostać polskie prawo wykonywania zawodu to jedno, a miejsce na specjalizację to już osobna historia. Nie wiem co CIę interesuje, ale dobrze zrób rozeznanie. Do niedawna nie było problemu z dostaniem się na internę/pediatrię. Po ostatnim rozdaniu był płacz i zgrzytanie zębami. Ilość mniejsc szkoleniowych i rezydentur jest zmienna i dość nieprzewidywalna. Zmieniają się też gusta kandydatów, a to też ma wpływ na dostępność miejsc. Nie zmienia się jednak jedno: jeśli wybierasz specjalizację, która daje szybko możliwości prywatnej praktyki i ogólnie uchodzi za dochodową,a przy tym niezbyt wyczerpującą, to będzie baaardzo trudno i dużo konkurencji. Okulistyka, dermatologia, chiruria plastyczna- zapomnij w ogóle, chyba że masz potężne plecy. Dyscypliny zabiegowe: nie jest tak źle z dostaniem rezydentury, ale już ze szkoleniem rożnie bywa. Jak nie zrobisz rozeznania i trafisz na kiepski ośrodek, to możesz skończyć rezydenturę mając na koncie 5 operacji samodzielnych i jeśli nie przedłużą rezydentury (a nie liczyłbym na to), to możesz się obudzić bez specjzalizacji, na lodzie i z ręką w nocniku...pełnym. Można się w Polsce nauczyć i wyspecjalizować, ale trzeba bardzo dobrze i starannie wybrać miejsce i rozsądnie do tego podejść. Prawda jest niestety taka, że jest u nas pod pewnymi względami po prostu do dupy i nie bójmy się tego stwierdzenia. Nie zapowiada się, żeby miało się poprawić, a ma być wręcz jeszcze gorzej. Nie powiem co masz zrobić, bo każdy swój los ma wykuć, ale na Twoim miejscu szukałbym gdzieś indziej, w zależności od języków jakie znasz. pozdrawiam.- Kardiochirurgia
Specjalizacja bardzo ciekawa, ale też bardzo wymagająca. Raczej dla zapaleńców- to są jedne z najdłuższych zabiegów w chirurgii w ogóle. Czas zabiegu 4 godziny nie jest niczym nadzwyczajnym. Mi zdarzało się stać przy stole nawet 9 i więcej godzin (głównie ostre rozwarstwienia aorty). Rzeczywiście najwięcej jest zabiegów pomostowania aortalno wieńcowego i zastawkowych, ale to nie dotyczy tylko Polski- to jest ogólna tendencja. Tak samo jest w Niemczech i w USA. Więc jeśli ktoś nastawia się na wielkie zróżnicowanie zabiegowe, a w głowie obraz kardiochirurgii ma wypracowany na podstawie "Greys Anatomy"- mocno się przejedzie. Mam porównanie, bo kilka razy byłem na praktykach w Niemczech. Polscy kardiochirurdzy nie odbiegają umiejętnościami od niemieckich (przynajmniej ci, z którymi mam styczność na codzień)- widać rzecz jasna różnicę w finansowaniu ośrodków niemieckich i naszych (ilość i jakość sprzętu etc), ale dla młodego lekarza uczącego się podstaw start w Polsce na zabiegówce jest akurat korzystny- pamiętam miny rezydentów w Niemczech : "jak to zrobiłeś? Nie da się przecież podwiązać naczynia taką krótką podwiązką!" Jak jest ze specjalizacją w Polsce... wolne miejsca pojawiają się bardzo rzadko i prawie nigdy nie z myślą o przyjęciu kogoś na zasadzie konkursu LEP. O miejsce może starać się ktoś kto: 1)ma plecy (tak jest w każdej specjalizacji w polsce i każdego kto uważa że system rezydentur opartych o wynik LEPu znosi nepotyzm i jest sprawiedliwy śmiało nazywam naiwnym leszczem 2) podczas studiów mocno udzielał się w jednym z ośrodków. Jeśli ma szczęście i koniec stażu zbiega się akurat z zapotrzebowaniem na dodatkową parę rąk do pracy, to na rezydenturę przychodzi już jako gotowy "półprodukt" który od początku zna zasady na jakich oddział i operatywa funkcjonuje.- Czy kupować otoskop i oftalmoskop?
Oftalmoskop bez sensu. Chyba, że chcesz działać na okulistyce/neurologii i w ramach zajeć dodatkowych masz możliwość takiego badania (ale skoro masz taką możlwiość to zwykle sprzęt też jest...) Dna oka porządnie nie zbadasz bez rozszerzenia źrenicy, a nie będziesz na pewno kropić wszystkim pacjentom tropikamidu przy ogólnym badaniu. Nie przejdzie- Skąd i czym jest zabiegowa pasja? Cz.2
Ciekawy tekst i zręcznie napisany... Ale powiem szczerze, że przynajmniej w moim przypadku nie ma przy tym tego typu emocjonalnych fajerwerków...- Zbędne przedmioty na studiach medycznych?
Aaaa co do diagnostyki laboratoryjnej- idea super. Kazdy lekarz powinien znac narzędzia diagnostyczne. Wiedziec o czym świadczy wysoki ASPAT, o czym świadczy Hb gliowana rzędu 9-11 etc. Znać możlwiości i ograniczenia diagnostyczne. Tyle tylko, że 1) przedmiot na 3 roku to pomyłka- kiedy dopiero zaczyna się internę 2) prowadzony przez biochemików, co jest gwarancją tego że największy nacisk będzie kładziony na to co NAJMNIEJ istotne i NAJMNIEJ przydatne.- Zbędne przedmioty na studiach medycznych?
Jasne, że są takie przedmioty. A jeśli nie całe przedmioty, to przynajmniej część materiału można by smiało wywalić do kosza. Są też takie, które może i miałyby sens, ale nie mają ze względu na sposób prowadzenia zajęć. W zajęciach typu parazytologia, biochemia, biofizyka najwiekszy problem jest w tym, że prowadzą to ludzie, którzy nie są lekarzami i nie mają bladego pojęcia co jest ważne a co nie. Od początku: Chemia medyczna- jedyna korzyść jaką wyniosłem z tych zajęć to to, że w czasie wkuwania struktury chemicznej kw.sjalowego, heparyny etc- co nieco poczytałem o tych związkach i zapamiętałem kilka isotnych faktów. Oczywiście na egzaminie nie miało to znaczenia- najważniejsza była struktura chemiczna, którą przeciętny student zapominał jakoś przy 3 kieliszku za zdany egzamin. Biochemia- podstawy trzeba znać. bezwzględnie. Szkoda tylko, że w całej biochemii zaciera się to to jest istotne. Na pierwszy plan wysuwają się rzeczy najbardziej upierdliwe i zupełnie nieważne w praktyce, Ryliśmy na pamięć przemiany azotowe, cykl krebsa, etapy syntezy cholersterolu ze wszystkimi strukturami chemicznymi. Zacierało się przy tym zupełnie to co istotne. Na dodatek- ćwiczenia laboratoryjne z biochemii to porażka totalna. Ani nic nie wnosiły sensownego do naszej wiedzy, ani nie udawało się uzyskać tego czego wymagali prowadzący, bo z powodu przedpotopowego sprzętu wyniki nigdy nie były rzetelne. Genetyka- część kliniczna owszem- ok. Zwłaszcza jak prowadził zajęcia dr Śmigiel. Ale już część "laboratoryjna"- totalna porażka. ja rozumiem, że lekarz powinien wiedziec jakie są opcje diagnostyczne, wstyd nie wiedziec co to PCR etc. Ale 1) napisałem w cudzysłowiu, bo laboratorium na oczy nie widzielismy 2) ja oblałem kolokwium, bo choc opisałem sposób barwienia chromosomów, to nie napisałem w jakiej kolejności macza się próbkę w roztworach o jakim stężeniu i na ile sekund.... tutaj pozostawię bez komentarza, ale jak komentowałem to wtedy to niełatwo się domyślić. Egzamin też faworyzował bezmyślne wkuwanie. W jakim prążku najczęściej dochodzi do złamania chromosomu i jaki odsetek eskimosów cierpi na... Wszyscy ślicznie recytowali, że na chorobę X cierpi 89% Żydów Aszkenazyjskich, ale kiedy zapytałem co to właściwie za grupa etniczna i dlaczego mają tak przechlapane to najbardziej inteligentna odpowiedź jaką usłyszałem to "yyyyyyyyy". Przy takim nastawieniu i faworyzowaniu bezmyślnego rycia statystyk epidemiologicznych ludzie rzeczywiście dostawali piątki. Ale na pierwszej pediatrii po feriach zimowych nie potrafili rozpoznać u dziecka zespolu Downa. true story. Parazytologia- panie widać bardzo sie starały i ze swojej strony zajecia poprowadzily rzetelnie. Ale znów- nie było zajęć prowadzonych przez lekarzy, więc nacisk położono na biologię, cykle rozwojowe - rzecz najbardziej upierdliwa i najmniej użyteczna. Leczenie i klinikę olano totalnie. Immunologia- kilka tygodni z rzędu w ciasnej sali, w podziemiach zakładu. Wieczorami na dodatek. Nuda.... Wyliczać i marudzić mogę tak bez końca. Prawda taka, że system i program studiów mamy przedpotopowy. W pierwszej połowie studiów kujemy multum rzeczy które zapominamy zaraz po zaliczeniu przedmiotu i nie wracamy do tego bo zupełnie nie jest to potrzebne. Niestety takie śmieci w materiale utrudniają skupienie się na tym co ważne. Pełno ludzi pod koniec studiów nie pamięta PODSTAW anatomii i fizjologii. Co do drugiej połowy studfiów- nadal ryjemy za dużo śmieciowej wiedzy. Asystenci tylko cisną nas mniej. Niestety w wielu przypadkach mamy drugi biegun- totalne olewanie. Studia lekarskie mogłyby z powodzeniem trwać 5 lat.- Onkologia
Oj niee- onkologia to jest akurat bardzo nowoczesna dziedzina. Momentami prawdziwy kosmos. Naprawdę dużo się dzieje. Onkologia jest zresztą bardzo obszerną dziedziną: można się o tym przekonać na zajęciach w DCO we Wrocławiu. Radioterapia, chemia, chirurgia onkologiczna, onkologia ginekologiczna, npl płuc- pulmonologia i torakochirurgia(osobna działka). Rozległe, podzielone na węższe specjalizacje, a wszystko jakoś musi współpracować.- Neurologia- jaka książka?
na naszej uczelni biblia neurologiczna. Dobra ksiazka. - Podręczniki do LEK
Powiadomienie o plikach cookie
By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.