Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Artykuły

Artykuły - MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie
Światło dzienne ujrzał projekt Ministerstwa Zdrowia nowelizacji ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym. Pośród wielu zmian i ciekawych koncepcji jedna stanowczo wybija się spośród innych. Takiej rewolucji tak szybko chyba nikt się nie spodziewał. Najciekawsza i najważniejsza zmiana to... usunięcie z zespołów ratownictwa medycznego (czyli karetek pogotowia) lekarzy! Tak! To nie żart! Już wkrótce na pomoc wyjadą wyłącznie ratownicy!
Moim zdaniem jest to bardzo dobra zmiana. Pogotowie ratunkowe w Polsce od zarania dziejów było domeną stażystów, wziętych z łapanki, dorabiających sobie bądź zsypem dla osób, które nigdzie sobie nie radziły (bądź nie chciały radzić). Wszystkich ich łączyła jedna rzecz: byli nieprzygotowani do zabezpieczenia pacjenta w stanach nagłych. Prawdziwi pasjonaci, którzy posiadali niezbędną wiedzę i umiejętności zawsze stanowili mniejszość. Skończą się zatem bolączki dyrektorów pogotowia z zapełnianiem grafików i szukaniem "jakiegokolwiek" lekarza. Skończy się przedłużanie w nieskończoność okresów przejściowych dla tzw. "lekarzy systemu".
Z drugiej strony brak lekarza budzi obawy czy pacjenci zostaną należycie zabezpieczeni i czy sami ratownicy medyczni będą w stanie poradzić sobie ze wszystkimi przypadkami. Wiele lat istnienia zespołów podstawowych pokazuje, że ratownictwo nie wymaga wiedzy tajemnej a ratownicy są bardzo dobrze do tego przygotowani. Oczywiście, ci, którzy zostali odpowiednio wyszkoleni i systematycznie podnoszą swoje kwalifikacje. Życie i rynek szybko zweryfikują kto się nadaje do tej pracy. Wprowadzone minimum 3 ratowników w jednej karetce to koniec postulowanych problemów z dźwiganiem pacjenta, przekładaniem na deskę ortopedyczną oraz brakiem rąk przy resuscytacji.
Usunięcie lekarzy z karetek pozwoli poczynić duże oszczędności. Zaoszczędzone pieniądze będzie można przeznaczyć na dofinansowanie szpitalnych oddziałów ratunkowych. Lekarze usunięci z karetek mogą zasilić SORy, które borykają się z ogromnymi niedoborami kadrowymi. Gdyby na przykład w Warszawie wszystkich lekarzy jeżdżących w karetkach przenieść do szpitali to każdy SOR zyskałby 2 dodatkowych a każda izba przyjęć 1 dodatkowego lekarza. Z pożytkiem dla funkcjonowania tych jednostek. Pytanie czy Ci "lekarze systemu", którzy od lat zajmowali się wyłącznie pracą w pogotowiu ratunkowym poradziliby sobie w SORach?
Kot
Dziś już wiadomo, że Manifestacja PZM z 24.09.2016 wywarła realny wpływ na pewne polityczne decyzje. Jak bardzo odległe będą to skutki - przyszłość pozostaje niewiadomą. Pewnie wiele osób się ze mną zgodzi, że jednym z największych sukcesów tego wydarzenia, jak i trwającej od wielu miesięcy kampanii informacyjnej jest wzrost społecznej świadomości na temat realiów funkcjonowania opieki zdrowotnej w Polsce. Na niespotykaną dotąd skalę ogólnopolskie i lokalne media analizują i relacjonują postulaty środowisk medycznych, a do opinii publicznej w końcu przebija się przekaz, że tylko dobrze opłacana i sprawnie funkcjonująca opieka zdrowotna może zagwarantować bezpieczeństwo dla pacjentów. Drodzy Medycy - przejęliśmy media w tym dniu i co do tego wątpliwości być nie może!
Zachęcamy do obejrzenia drugiej części naszej fotorelacji. Tym razem przedstawiamy kulisy przygotowań do marszu. Manifestacja PZM "od zaplecza".
FOTORELACJA
Ratownicy medyczni na placu Zamkowym

Manifestacja umożliwiła wyjście z cienia wielu środowiskom związkowym, które do tej pory nie miały siły przebicia...

Tak, chodzi o Nysę z Opolszczyzny! Przybyliście z całej Polski!

Dobra organizacja = dobra manifestacja!

Młode twarze i charakterystyczne PR wplecione w stetoskop - było Was naprawdę wiele, Młodzi Lekarze!

Katarzyna Pikulska nie traci werwy i głosu od początku do samego końca!

Warszawska Starówka, polska młodzieżówka...

Z humorem, dystansem, ale o poważnych sprawach...

Codzienne dylematy młodych lekarzy...

Jest w nas wiele nadziei i entuzjazmu. Nie wyjedziemy za granicę, jeśli stworzycie nam warunki do pracy i rozwoju!

Nic nie jest za darmo. Karma też!

Warszawa jest nasza - wszystkie zawody medyczne!

To nie hamletyzowanie!

Nikt nas nie podzieli!

Tekst: Mateusz Malik. Autorzy zdjęć: Kinga Antos-Latek i Mateusz Latek
W manifestacji Porozumienia Zawodów Medycznych 24 września 2016 w Warszawie licznie wzięli udział przedstawiciele medycznych związków zawodowych oraz wszystkich zawodów związanych z medycyną (pielęgniarki, położne, technicy medyczni, ratownicy medyczni, diagności medyczni, fizjoterapeuci, technicy radiologiczni, lekarze specjaliści, lekarze rezydenci, lekarze stażyści, studenci). Kolorowy orszak białych fartuchów, pomarańczowych ratowniczych kurtek, niebieskich zabiegowych bluz przyciągał wzrok warszawiaków i odznaczał się na tle miejskich murów.
Marsz rozpoczął się pod Kolumną Zygmunta, przebył Trakt Królewski i mijając Prudentiala oraz PKiN dotarł do placu Konstytucji.
Tam wystąpienia mieli zarówno reprezentanci wszystkich grup zawodowych, jak i minister zdrowia Konstanty Radziwiłł, który jak niespodziewanie się pojawił, tak też po angielsku zszedł ze sceny.
"Wszyscy medycy są na ulicy", by zwrócić uwagę społeczeństwa i polityków na palące problemy służby zdrowia i aby skłonić Rząd do szybkiego wzrostu państwowych nakładów na ochronę zdrowia. Czy premier Beata Szydło usłyszy coraz głośniejszy głos środowiska medycznego i włączy "Program Zdrowie+" do harmonogramu prac? Czas pokaże...
FOTORELACJA
Początek Manifestacji na Krakowskim Przedmieściu

Czas na ZDROWIE +

"Żył z pasji do ratowania innych" - siebie nie uratował...

Pochód rozciągał się na całą ulicę...

"Powołaniem się nie najesz"

"Wszyscy medycy są na ulicy"

"Wyzysk rakiem ochrony zdrowia!"

Mogliśmy liczyć na ochronę policji - dziękujemy!

"System zmusza mnie, bym zoperował Twoje biodro za 12 lat" - lekarz ortopeda

"Kolejka poniża pacjenta"

Lekarze powinni zarabiać dobrze, jeżeli chodzi o młodych, a bardzo dobrze, jeżeli chodzi o tych doświadczonych - Jarosławie Kaczyński, Pamiętamy!

Przejście przed siedzibą Ministerstwa Finansów - to między innymi tu muszą zapaść kluczowe decyzje!

Służba zdrowia zrujnowana jak budynek Prudential... Czas na odbudowę!

"Jeszcze Polska nie zginęła póki my leczymy!"

"Nie zabierajcie czasu pacjenta biurokracją!"

Pałac Kultury i Nauki nigdy nie widział jeszcze tylu medyków w jednym miejscu...

Polska - Europejski kraj, a medyczny trzeci świat...

"Zdrowie Polaka w cenie BigMaca!?"

"Nie zmuszajcie nas do palenia opon!"

Medycy RAZEM na ul. Marszałkowskiej

"Wszyscy medycy są na ulicy" - a jesienne słońce nam przyświeca

"Polko! Kto odbierze Twój poród jak wyjedziemy?"

Scena na placu Konstytucji

"Biała manifestacja" w Warszawie - czy politycy zachęcą tych młodych, uśmiechniętych ludzi do pozostania w Polsce?

Autor zdjęć: Mateusz Malik, lekarz
O życiu lekarza w pracy i po pracy, realiach polskiego systemu opieki zdrowotnej, buncie młodych lekarzy i nadchodzącej demonstracji Porozumienia Zawodów Medycznych - o "medycynie i życiu" naszemu portalowi opowiedział lekarz Damian Patecki, charyzmatyczny przewodniczący Porozumienia Rezydentów Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy.

Mateusz Malik: damianmowi.pl - skąd idea bloga o dość przewrotnej nazwie?
Lekarz Damian Patecki: Strona Bartosz Mówi mnie zainspirowała, poza tym lubię pisać. Mam nadzieję, że moja twórczość jest atrakcyjna dla czytelników.
Lektura. Piszesz na swoim blogu o wartości czytania. Kto czyta, nie błądzi i zajdzie wysoko... Odwołujesz się do kilku pozycji, które są obowiązkowe dla każdego, kto myśli o karierze politycznej lub publicznej w ogóle. Które (powiedzmy 5) książek uważasz za kluczowe i polecasz?
To się cały czas zmienia. Na teraz:
"Przebudzenie" Anthony de Mello 
"Kapitał w XXI wieku" Thomas Piketty
"Fantomowe Ciało Króla" Jan Sowa
"Inna Rzeczpospolita jest możliwa" Jan Sowa
"Prześniona Rewolucja" Andrzej Leder
Stałeś się dla współczesnego pokolenia młodych lekarzy swego rodzaju znakiem sprzeciwu. Uosobieniem idei, że można postawić na swoim, nie ugiąć się, zawalczyć, rozpocząć konstrukcję zamiast ciągłej dekonstrukcji. Jak się czujesz w tej roli?
Nie analizuję tego, nie czuję się w ten sposób. Po manifestacji planuję odpocząć i już nie mogę się doczekać. Mam świetny zespół, co sprawia, że moja rola polega raczej na byciu arbitrem, wyznaczaniu pewnej wizji i kierunku działania.
Czasem nierealne z pozoru marzenia warto wyartykułować. Minie 15 lat i my, obecni trzydziestolatkowie zaczniemy dobiegać pięćdziesiątki. Obecni rezydenci będą ordynatorami, młodsi asystenci doktorami hab, a niejeden z nas stanie się dyrektorem placówki medycznej czy politykiem. Co zrobisz, gdy dostaniesz od ówczesnego premiera propozycję przyjęcia teki ministra?
Zgodzę się, zaproponuję śmiały plan reform i podam się do dymisji, jeśli moje założenia nie będą miały szans na realizację. Chciałbym zapoczątkować taką tradycję, że brak możliwości na efektywne działanie sprawia, że rezygnujesz. Boję się tylko, że teraz kiedy publicznie zdradziłem swój plan to nikt nie zaproponuje mi tej posady (śmiech). Problem jest taki, że niespecjalnie lubię politykę, to taka gra, gdzie nie liczą się wartości takie jakie wyznaję, jak lojalność czy uczciwość.
Czy zgodzisz się ze stwierdzeniem, że apolityczny i bezpartyjny fachowiec może cokolwiek zmienić na polskim podwórku?
Nie może nic zmienić. Do przeprowadzenia zmian jest potrzebne albo poparcie właściwych, decyzyjnych ludzi albo bardzo duże wzmożenie nastrojów społecznych. 
Zawód - lekarz. Chciałbym poznać twoja opinię na temat optymalnego systemu opieki zdrowotnej. Czy bliższy jest Ci model szwedzki (zero praktyki prywatnej, potencjał lekarza wykorzystuje państwo dla dobra obywateli) czy amerykański (ubezpiecz się i przeżyj, liczyć możesz praktycznie tylko na siebie: i jako pacjent, i jako lekarz)?
Za najlepszy na świecie jest uznawany system holenderski, gdzie są ubezpieczyciele którzy ze sobą konkurują. Amerykański system jest nieefektywny finansowo, ale lekarze dużo zarabiają. W Szwecji lekarzom też się dobrze żyje, ale co jest bardziej istotne, kiedy zachorujesz, to nie grozi ci bankructwo.
Jak uważasz? Czy obecny młody lekarz powinien sobie zaplanować drogę swojej kariery zawodowej, rozpisać plan rozwoju, postawić przed sobą cele i realizować je niczym Frank Underwood? A może lepiej dać się ponieść nieprzewidywalnym wiatrom kariery, a tym samym przeżyć mniej rozczarowań i „zawodowych zawodów”?
Nie wiem, warto być dobrym dla pacjentów i współpracowników. Inaczej to wszystko nie ma sensu. Lekarze jeśli aspirują do bycia elitą społeczną powinni kierować się przede wszystkim światem wartości. 
Czy w którymś momencie poważnie myślałeś o emigracji? Dokąd?
Od czasu do czasu myślę. Południe Europy, mówię biegle po hiszpańsku, uczę się francuskiego. Mam nadzieję, że uda nam się coś osiągnąć i że nie będę musiał emigrować.
Co jest dla Ciebie celem nadrzędnym? To znaczy: wyobraźmy sobie sytuację, gdy sprawy pracownicze i płacowe w służbie zdrowia zostaną sensownie uregulowane i uda się rozwiązać najbardziej palące problemy. O co wtedy będzie walczył Damian Patecki?
Nie będę o nic walczyć, tylko będę sobie spokojnie żył.
Czy był ktoś, kto nadał szczególny smak Twojej zawodowej ścieżce? Spotkanie z kim traktujesz jako ważne z perspektywy Twojej kariery medycznej?
Kilku lekarzy zarówno w mojej obecnej pracy jak i poprzednich. Miałem dużo szczęścia pod tym kątem i mogłem się bardzo dużo nauczyć od starszych koleżanek i kolegów.
Na studiach mądry nauczyciel, laryngolog, doktor Maciej Przestalski powiedział nam (studentom wówczas), że musimy koniecznie znaleźć sobie jakieś zajęcie poza pracą zawodową, bo w przeciwnym razie będziemy pić, ćpać albo jedno i drugie. Gdzie jest Twój wentyl bezpieczeństwa?
Lubię sport, biegam, gram w piłkę, jeżdżę na rowerze i na rolkach, gram w piłkę, chodzę na siłownię.
I na koniec: Co powiesz tragikomicznym bohaterom <<magazynu porażka>>? "Zawiodło was wstrętne państwo" czy "Jesteście sami sobie winni, widziały gały, co studiowały”
Ani jedno ani drugie, Wasze życie jest w Waszych rękach, rzeczywistość można zmienić, choć jest to trudne zadanie.
Bardzo dziękuję za wywiad, za cenny lekarski czas.
***
Rozmawiał: Mateusz Malik, lekarz. Zdjęcia: politykazdrowotna.com, zdjęcia prywatne dzięki uprzejmości Damiana Pateckiego i FB Porozumienia Rezydentów
Zapowiadał się bardzo spokojny dyżur w NPL
Trzy godziny, kilku pacjentów. Zapada noc. Godzina 22:00. Korzystając z uroków rozpadającej się kanapy i starego telewizora wykorzystuję spokojny czas, aby trochę odpocząć.
Sielankę przerywa pielęgniarka: "Doktorze, pacjent jest".
"Trudno" - mruczę do siebie i podnoszę się z kanapy. "Załatwię to szybko".
W poczekalni moim oczom ukazuje się mężczyzna i dziecko. Na oko 10 lat.
Okazuje się, że pacjentem będzie jednak dorosły mężczyzna. Nietypowa sprawa. Zdarza się, że rodzic przychodził z dzieckiem do NPL w nocy, gdy jest chore, ale żeby na odwrót?
"Zapraszam do gabinetu" - tymczasem nos wyłapuje dobrze znany zapach, który jednak szybko znika.
"Może mi się zdawało"  - myślę.
"Co Panu dolega?" - próbuję się uśmiechać, gdy pacjent relacjonuje swoje dolegliwości. Mówi dziwnie niewyraźnie. Ponownie wydaje mi się, że poczułem ten zapach.
"Trzeba to sprawdzić" - wyciągam szpatułkę i zaglądam do gardła. "Spryciula, wstrzymał oddech"
Zaraz się przekonamy. Osłuchuje serce i płuca. Pacjent odwraca głowę ode mnie jakby nie chciał, żebym poczuł. Normalnie żaden pacjent nie przejmuje się zapachem, jaki wydziela się z jego jamy ustnej. Większość bez pardonu dyszy i kaszle na doktora w czasie badania. Tymczasem ten pacjent nagle doznał przypływu dobrych manier. "Zaraz cię dopadnę, bratku" - przebiega mi przez myśl.
"Proszę głęboko oddychać! Głębiej! O tak!"
Woń przetrawionego alkoholu wypełnia gabinet. "Nie pijesz od dziś" - szybka diagnoza.
"Pił pan alkohol?" - szybkie cięcie, bez ogródek. W oczach pacjenta zdziwienie i strach.
"Jedno piwo, prawie nic nie piłem" - pada standardowy tekst numer 2.
"Przychodzi Pan pijany w nocy z dzieckiem?"
"Nie jestem pijany" - protestuje pacjent. Jest dziwnie spokojny. Każdy normalny człowiek już by zrobił awanturę: co sobie ten bezczelny konował wyobraża.
"Policja przyjedzie i oceni" - dzwonię na 997, wyjaśniam sprawę dyspozytorowi.
"Gdzie jest matka dziecka? Może je odebrać?" - pytam
Dziecko próbuje bronić tatusia. Widać, że nie pierwszy raz jest podobny problem. Dowiaduję się, że mama wyjechała pociągiem daleko i nie może przyjechać. Tymczasem pacjent dzwoni i przekazuje komuś przez telefon, że jest problem. Nie zamierzam wypuścić dziecka z przychodni pod opieką pijanego tatusia.
Przyjeżdża patrol. Policjanci przystępują do swoich czynności. Badanie alkomatem wykazuje, że pacjent jak najbardziej jest pijany. Po kilku minutach pojawia się matka z jeszcze jednym dzieckiem, małym chłopcem. Ona również spożywała alkohol, ale nie jest pijana. Okazuje się, że nie pojechała nigdzie pociągiem. Była w domu i twierdzi, że tata wyszedł gdy była w innym pokoju. Nawet nie wiedziała, że zabrał ze sobą córkę. Fajna rodzinka...
Policjanci spisują wszystko w kajecie. Wychodzą z przychodni w towarzystwie rodzinki. Przez okno widzę, jak puszczają ich wolno.
Warto było?
Przynajmniej mam czyste sumienie...

Kot
Zapraszamy wszystkich na manifestację Porozumienia Zawodów Medycznych 24.09.2016! Przemarsz rusza spod Kolumny Zygmunta na Placu Zamkowym w Warszawie w samo południe.
Pomóż nam zmieniać polską ochronę zdrowia. To wiekopomna chwila, gdy wszystkie zawody medyczne mówią jednym głosem. Walczymy razem! Lekarz nie jest ważniejszy od Pielęgniarki. Pielęgniarka nie jest ważniejsza od ratownika! Wszyscy jesteśmy niezastąpieni!
 
FILM: https://www.youtube.com/watch?v=rUQYhzh8Nuk
TRASA PRZEMARSZU:

Zapraszam do zapoznania się z materiałami informacyjnymi na fanpage'u Porozumienia Zawodów Medycznych i Grupie na Facebooku.
Potrzebujemy zaangażowanych! Pomóż nam tworzyć realną szansę na zmiany. Manifestacja w czerwcu przyciągnęła 10 tys. osób. teraz będzie nas kilka razy więcej! Każde ręce do pracy będą przydatne.
Jest z Nami już JEDENAŚCIE związków zawodowych!
Szczegóły wydarzenia: https://www.facebook.com/events/1656852984636059/
Darmowy transport dla wszystkich chętnych do wzięcia udziału z każdego dużego miasta w Polsce!

Nie milkną kontrowersje wokół marihuany medycznej i jej dostępności w Polsce. MedFor.me pisało o tym temacie w niedawnym artykule. Dyskusja na ten temat toczy się w wielu środowiskach, ale argumenty, których używają strony niekiedy wzajemnie się wykluczają...
Grupy lobbystów skupione w "Wolnych konopiach" chcą przede wszystkim depenalizacji, a następnie także i legalizacji produktów na bazie Cannabis sativa/indica, organizacje skupiające pacjentów, motywowane różnymi informacjami spływające ze świata, żądają dostępu do produktów medycznych wytwarzanych z konopi, a grupy lekarzy, szczególnie neurolodzy apelują o uproszczenie procedur dostępu do leków wspomagających produkowanych z marihuany stosowanych w leczeniu m.in. opornej padaczki.
W oficjalnym oświadczeniu Ministerstwo Zdrowia publicznie poinformowało o statusie prawnym leków opartych na kanabinoidach i ich dostępności w leczeniu.
W Polsce dopuszczono do obrotu jeden lek - Sativex aerozol do stos. w jamie ustnej(27 mg/ml+25 mg/ml) - 1 poj. 10 ml zawierający  Delta-9-tetrahydrocannabinol+Cannabidiol, a stosowany we wskazaniu:
Ministerstwo zaznacza jednak, że inne produkty lecznicze na bazie ziela konopi indyjskich, które są niedostępne w Polsce, mogą być, na wniosek lekarza, sprowadzone z zagranicy w ramach tzw. importu docelowego - z kraju, w którym posiadają dopuszczenie do obrotu. Podobnie "sprowadza się" powszechnie stosowaną w onkologii lomustynę.
Co do refundacji tych leków decyzja jest podejmowana odrębnie w każdym indywidualnym przypadku zgodnie z poniższą zasadą:
Do tej pory próby sprowadzana leków do Polski z pominięciem tej drogi kończyły się niejednokrotnie prawnymi reperkusjami dla "importerów". To trudny temat dla terminalnie chorych pacjentów, którzy sprowadzają np. z Niemiec olej z konopi czy tabletki z THC, mając świadomość, że biorą udział w przestępstwie. Podobnie dla lekarzy jest to trudny temat: skoro w Polsce powszechnie dostępne są kompletnie nieskuteczne leki homeopatyczne, to czemu piętnować ciężko chorych pacjentów, nawet jeśli na własne ryzyko stosują preparaty, których bezpieczeństwo nie zostało jeszcze w pełni zwalidowane.
Kluczowym aspektem w całym sporze o medyczną marihuanę jest kwestia ich skuteczności w konkretnych rozpoznaniach. Każda decyzja podejmowana przez lekarza ma opierać się na tzw. Evidence Based Medicine - medycynie opartej na badaniach naukowych, tzn. nie wolno leczyć preparatem, który "pomógł naszej prababci" lub "wiadomo, że jest skuteczny". Warunkiem stosowania leków jest dowód ich skuteczności i bezpieczeństwa stwierdzony w wielu grupach badawczych. Dotychczas, wbrew pojedynczym doniesieniom medialnym, pomimo trwających wciąż badań naukowych nie potwierdzono wciąż skuteczności pochodnych Cannabis np. w leczeniu przyczynowym nowotworów u ludzi. Choć stwierdzono na przykład aktywność tetrahydrokannabinolu jako anty-VEGF, medycyna eksperymentalna wymaga wiele pokory - często leki fantastycznie "działające" w laboratorium w praktyce klinicznej okazują się bezużyteczne lub niebezpieczne.
Co prawda Polska nie stanie się w najbliższym czasie drugim Urugwajem, gdzie w pełni zalegalizowano uprawę i stosowanie konopi, ale jest duża szansa, że do Sativexu dołączą niebawem kolejne produkty i leki o właściwościach wspomagających w terapii bólu, spastyczności, biegunek, czy anoreksji.
Mateusz Malik, lekarz
Źródła:
Refundacja produktów leczniczych na bazie ziela konopi indyjskich - mz.gov.pl Olej z konopi nie powstrzymał glejaka. Profesor neurochirurgii komentuje polski przypadek uzdrowienia marihuaną - NATEMAT.PL
Godzina 1:00 w nocy. Do SOR przyjeżdża karetka "S". "Mamy pana z bólem brzucha"
Pielęgniarki, gdy tylko zobaczyły pacjenta meldują posłusznie: "Doktorze! To pijak który tu przyjeżdża regularnie, symuluje różne objawy żeby go zostawić w szpitalu".
Badam starannie.
Od wczoraj rzekomo straszny ból brzucha. Nie może wytrzymać dlatego wezwał karetkę.
Przy badaniu brzucha prezentuje deskowaty brzuch... Za co drugim dotknięciem bo nie znając tempa w jakim uciskam brzuch nie nadąża z napinaniem mięśni. Przy tym prezentuje różne "OCH! ACH! JAK BOLI! CO ZA KATUSZE!", wykonuje teatralne gesty i zwija się na kozetce.
Słowem: symulant! Brzuch miękki, niebolesny.
Dla świętego spokoju pobieram komplet badań "brzusznych".
Pacjnent otrzymuje oczywiście stosowne leczenie:
- Metamizol 2,5g i.m.
- Drotaweryna 80 mg i.m.
Po kilku godzinach okazuje się, że jedyną nieprawidłowością w badaniach jest.... a to niespodzianka! Etanol 2,5 promila!
Pacjent otrzymuje wypis.
Ja: Proszę bardzo. To jest wypis, wszystko jest dobrze. Nie jest pan na nic chory. Trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego i nie pić tyle alkoholu.
Pacjent: Doktorze ja cierpię! Teraz zaczęło mnie boleć w klatce piersiowej! I duszno mi! Źle się czuję! Musze tu zostać Proszę dać mi KROPLÓWKĘ!
Ja: Dostał Pan leki. Wszystko jest dobrze. Proszę iść do domu.
Pacjent wyciąga z kieszeni 20 złotych, próbuje wcisnąć mi je do fartucha.
Natychmiast cofam się o krok.Odtrącam jego rękę zmierzająca do mojej kieszeni.
Ja: Zwariował Pan?! Co to za żarty! Natychmiast proszę sobie stąd iść!
Pacjent: Ja muszę dostać kroplówkę! Nie mogę stąd iść. Masz! Zostaw mnie w szpitalu!
Ja: DOSYĆ TYCH ŻARTÓW! WYNOCHA! NATYCHMIAST OPUŚCIĆ SZPITAL!
Pacjent: Ale... Ale...
Ja: WON!
Pacjent wychodzi zrezygnowany. Jutro pewnie też wezwie karetkę.
Znalazł sobie sposób na życie. Pije a jak trzeba wytrzeźwieć i iść do pracy to wzywa karetkę i przyjeżdża sobie do SOR na szybki "detox". Wyłudza płyny, ową tajemniczą "KROPLÓWKĘ" i benzodiazepiny. Popracuje parę dni, zarobi parę groszy i idzie pić dalej. Jak pieniążków zaczyna brakować znowu wzywa karetkę. W bezczelny sposób pasożytuje na wszystkich ludziach. Oczywiście nie chce się leczyć, skierowania do poradni leczenia uzależnień wywala do śmieci.

Kot
Nie jest żadną tajemnicą, że młodość dana jest nam tylko na krótki czas. Proces starzenia się, a co za tym idzie, śmierci jest nieunikniony. Czas jego rozpoczęcia oraz tempo przebiegu są zróżnicowane i zależą od wielu czynników. Bardzo ważną grupą wśród nich są czynniki związane ze środowiskiem, ale także ze stylem życia. Nie bez znaczenia pozostają jednak czynniki genetyczne i uwarunkowania rodzinne.
Czy może więc istnieć gen odpowiedzialny za młodość?
W zasadzie można powiedzieć, że tak. Oczywiście, z uwagi na złożoność tych procesów, nie można tutaj mówić o prostym dziedziczeniu, czy sytuacji, w której obecność dominującego allelu wydłuża młodość o X%. Jest to problem dużo bardziej skomplikowany.
Naukowcy z Manfred Kayser of Erasmus Medical Center University Medical Center w Rotterdamie, po przeanalizowaniu aż 8 milionów wariantów DNA otrzymanych od około 2600 osób wyodrębniła gen MC1R. Holenderscy uczeni określili ścisłą korelację pomiędzy ekspresją tego genu a odmłodzeniem wyglądu twarzy o średnio 2 lata w stosunku do wieku metrykalnego i było to niezależne od współistnienia czynników zewnętrznych, czy nawet ilości zmarszczek. Dodatkowej wagi nabiera to w kontekście teorii, że fakt posiadania wyglądu młodszego niż wiek świadczyć ma o dobrej kondycji i zdrowiu organizmu.
Inną wykazaną płaszczyzną działania genu MC1R jest kodowanie receptora melanokortyny-1. Zmniejszenie jego ekspresji powoduje wzrost wrażliwości na promieniowanie słoneczne oraz wszelkie tego następstwa (przyspieszenie starzenia się skóry, czy też predysponowanie do powstawania nowotworów skóry (zarówno raków, jak i czerniaka).
Oczywiście opisane mechanizmy i wyniki to zaledwie wierzchołek góry lodowej, ale może stanowić światełko w tunelu poszukiwania legendarnego Źródła Wiecznej Młodości. Czyżby mityczna Shangri-La miała szansę stać się rzeczywistością?
2:00 w nocy. Po uporaniu się z dziennym nawałem pacjentów przytuliłem się do poduszki w pokoju lekarskim. Trochę snu dla zmęczonego mózgu, uspokajam się, adrenalina powoli opada. Już niedługo, może się uda, odpoczynek, może nawet kilka godzin. Moja świadomość powoli rozpływa się, jeszcze chwilka...
SURSUM CORDA!!
"Co?! Chyba coś mi się przyśniło. Zdawało się. Nieważne. Zasypiam... Już chwilka, już kilka sekund i..."
SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA! - dziki, zachrypnięty głos przecina powietrze i świdruje w mojej głowie
Zrywam się. Adrenalina uderza. W głowie myśli śmigają: "Co za c^&$, j%#@%&$, k%$@#, d%^@&!"
Wypadam z gabinetu z rządzą mordu w oczach.
Na wózku siedzi aromatyczny jegomość przywieziony przez pogotowie ratunkowe. Znaleziony na ulicy. Na głowie opatrunek przesiąknięty krwią. Wita mnie radosny okrzyk: "SURSUM CORDA! W GÓRĘ SERCA!"
Gabinet zabiegowy, stół, golenie głowy. Moim oczom ukazuje się głęboka rana. Pacjent się rozkręca.
Pacjent: DOBRZE ŻE ŻYJĘ TO SIĘ JESZCZE NAPIJĘ! KOLEGÓW MAM WIELU WIĘC NIE WSTĄPIĘ DO PZPR-u! Szacuneczek Panowie! SURSUM CORDA!
Sięgam po szew 2.0...
P: SURSUM CORDA!
Wyciskam skrzepy z rany, przemywam...
P: SURSUM CORDA! WIERZĘ W BOGA, NIE STRASZNA MI ŻADNA TRWOGA!
Szyję...
P: SURSUM CORDA!
Szyję...
P: W GÓRĘ SERCA!
Ja: Jak się zaraz nie uspokoisz to zaraz będzie trwoga!
P: Szacuneczek Panie Dyrektorze! SURSUM CORDA! Ja szanuję wszystkich, nikomu nie wadzę!
Ja: Ucisz się! Jest 2 w nocy. I nie ruszaj głową!
Opatrunek, anatoksyna, skierowanie na tomografię.
"Może w oczekiwaniu na wynik będę miał chwilę spokoju... Chociaż pół godziny, jutro na kolejny dyżur." - nadzieja kołacze się po głowie
Niemal jednocześnie podjeżdżają trzy karetki. Obrzęk płuc, ból w klatce piersiowej, chłopak pocięty nożem w jakiś dyskotekowych porachunkach.
"To będzie upojna noc" - nadzieja umiera.
A potem upojny dzień...


Kot
Czerniak skóry jest obecnie coraz częściej występującym nowotworem. Wcześnie wykryty daje szanse skutecznego wyleczenia. Niestety, w dalszym ciągu wiele przypadków wykrywanych jest w zaawansowanym stadium, co znacznie pogarsza rokowanie. Do niedawna, bo jeszcze kilka lat temu, jedyną możliwością leczenia systemowego była klasyczna chemioterapia, której efekty nie były najlepsze.
Jednakże od kilku lat jesteśmy świadkami najnowszej historii medycyny. Na naszych oczach dokonał się przełom, jakim było wprowadzenie terapii celowanej i immunoterapii w zaawansowanym, przerzutowym czerniaku. Na początku nowe metody leczenia stanęły otworem przed pacjentami, u których stwierdzono obecność mutacji BRAF w genomie komórkach nowotworowych. Dla tych chorych adresowane jest przeciwciało anty-BRAF, czyli wemurafenib, który spowodował znaczne wydłużenie okresu wolnego od progresji choroby (PFS), a także czasu całkowitego przeżycia (OS). Kolejnym krokiem było wprowadzenie w drugiej linii leczenia ipilimumabu - przeciwciała przeciwko receptorowi CTLA-4. Jest to immunoglobulina, która dawała dość dobre odpowiedzi, ale niestety u niewielkiego odsetka chorych. Dlatego też, biorąc pod uwagę dalsze postępy w terapii, obecnie odchodzi się od tego środka. W dalszym etapie wprowadzono drugie przeciwciało anty-BRAF, czyli dabrafenib. Jest to lek o podobnym działaniu do wemurafenibu, jednak o innym, korzystniejszym profilu toksyczności. Ponadto najnowsze badania wykazały, że dużo większą skuteczność ma połączenia inhibitora BRAF z inhibitorem MEK (np. trametynibem), co znacząco zwiększa skuteczność terapii. Prawdziwym krokiem milowym okazało się jednak wprowadzenie w Polsce programów terapeutycznych dla dwóch nowych przeciwciał, skierowanych przeciwko białku PD-1, co miało miejsce 1 lipca 2016 roku. Te dwa leki to pembrolizumab i niwolumab. Są to przeciwciała o innowacyjnym działaniu, znajdujące zastosowanie zarówno w pierwszej (u pacjentów bez mutacji BRAF), jak i w drugiej linii leczenia (u chorych, u których stwierdzono obecność mutacji BRAF).
Jakie to ma znaczenie?
Porównajmy to, co było jeszcze do niedawna i to, co mamy do dyspozycji teraz. Klasyczna chemioterapia pozwalała na uzyskanie okresu wolnego od progresji choroby rzędu 5-6 miesięcy. Przeciwciała anty-BRAF i anty-CTLA-4 wydłużyły ten okres do około roku. Najnowsze leki, czyli przeciwciała anty-PD1 pozwalają na osiągnięcie mediany (!) PFS przewyższającego 2 lata. Mogłoby się wydawać, że to niedługo jeśli chodzi o wartość bezwzględną. Jednakże trzeba zauważyć, że w ciągu kilku ostatnich lat udało się osiągnąć ponad czterokrotne wydłużenie okresu wolnego od progresji choroby. Dla przeciętnego pacjenta to jest ogrom czasu. A w pojedynczych przypadkach zastosowanie nowoczesnych leków to szansa na niespotykane wcześniej w zaawansowanym czerniaku wieloletnie przeżycie.
Należy nadmienić, iż badania nad nowymi przeciwciałami oraz nowymi konfiguracjami leków trwają cały czas. Oby tak dalej.
Gonzo
Do NPL zgłasza się pacjentka, lat około 30.
Pacjentka: Ja chciałam lek na zwyrodnienie kręgosłupa! (podaje kartę wypisową z oddziału neurologii gdzie diagnozowała zmiany zwyrodnieniowe kręgosłupa). Bardzo mnie bolą plecy!
Ja: Dostanie Pani ketoprofen...
Pacjentka: Nie nie chcę tego! Żądam tego leku, który wypisali mi na neurologii!
Ja: (zerkam na kartę - w wypisie jakiś egzotyczny preparat nimesulidu) Proszę Pani - przepisuję taki lek jaki uważam za stosowne. Przychodzi Pani do nocnej pomocy lekarskiej po doraźną pomoc. Ten lek mógł wypisać Pani lekarz rodzinny.
Pacjentka: Ja żądam tego leku! Tylko ten lek leczy przyczynę mojej choroby! Tak powiedział mi neurolog i neurochirurg!
Ja: A czy neurolog i neurochirurg nie mówili Pani, że nie ma żadnego leku, który leczy przyczynę choroby zwyrodnieniowej kręgosłupa? Lek, którego się Pani domaga to lek przeciwbólowy.
Pacjentka: Ja żądam leku, który leczy przyczynę mojej choroby! Masz mi przepisać właśnie ten lek!
Ja: To nie wspomnieli, że jedyne leczenie przyczyny to ćwiczenia, rehabilitacja i redukcja masy ciała? (podaję receptę)
Pacjentka: Ty chamie!
Pacjentka wyrywa mi kartę wizyty spod ręki, drze na kawałki i rzuca na podłogę. Następnie drze na kawałki receptę na ketoprofen, rzuca nią we mnie i wybiega z gabinetu.
Słyszę z korytarza: "UCIEKAJCIE! TO JEST JAKIŚ ŚWIR! ON JEST NIENORMALNY! TO JAKIŚ KONOWAŁ!"
<facepalm>

Kot
Wszyscy obywatele naszego kraju wiedzą dobrze, że opieka zdrowotna ma się źle. Większość osób jest niezadowolonych z funkcjonowania szpitali czy przychodni. Długie kolejki do lekarzy, oczekiwanie na badania, przepracowani pracownicy ochrony zdrowia.
Mało kto ma świadomość, że nasz kraj przeznacza na ochronę zdrowia nieco ponad 4% PKB. Tymczasem na same wypłaty rent dwukrotnie więcej! (dane z kursu dla stażystów z zakresu funkcjonowania ochrony zdrowia w OIL Warszawa).
Dlaczego obywatele nie wiedzą, że dobra opieka zdrowotna musi dużo kosztować? Przecież ciągle widzimy w telewizji i internecie akcje zbierania pieniędzy na leczenie chorych dzieci. Kwoty robią wrażenie: 2 miliony złotych na operację w USA, 500 tysięcy złotych za miesięczną kurację śmiertelnego nowotworu (lekiem sprowadzonym z zagranicy), 200 tysięcy złotych na nowy wózek inwalidzki i rehabilitację. Wszyscy godzą się na takie wydatki i wpłacają datki! Przecież dobre leczenie musi dużo kosztować! Tym bardziej w "Znanej Klinice" w USA lub w Niemczech!
Dlaczego więc pacjenci oszukują się, że za marne grosze, które nasze Państwo przeznacza na ich leczenie dostaną najwyższe standardy światowe, klasowy sprzęt i najnowocześniejsze metody?
Dlaczego winą za taki stan rzeczy obarczają lekarzy? Pod postami z prośbą o pomoc i zbieranie funduszy królują opinie w stylu "A w naszym kraju konowałom się nie chce!".
Szanowni pacjenci! Miejsce świadomość, że lekarze bardzo chętnie będą was leczyć na światowym poziomie. Niestety to kosztuje. Leki, sprzęt, konferencje medyczne na "zachodzie" skąd można przywieźć najnowszą wiedzę, czas, organizacja pracy szpitala, pensje personelu medycznego, gaziki, narzędzia na salę operacyjną, prąd, papier w toalecie, posiłki w szpitalach. To wszystko generuje ogromne koszta.
To Wy wybieracie polityków i rozliczacie ich z obietnic wyborczych. Zacznijcie dbać o swój interes. To na rządzących ciąży konstytucyjny obowiązek zapewnienia obywatelom opieki medycznej. Nie na lekarzach, pielęgniarkach czy ratownikach medycznych. My możemy w każdej chwili wyjechać za granicę jeśli uznamy, że poziom upodlenia przekroczył naszą wytrzymałość psychiczną. Nie jesteśmy niewolnikami i nie damy się bez końca szantażować dobrem pacjentów. Kto będzie dbał o wasze zdrowie kiedy nas zabraknie? Tak jak Wy troszczycie się o nas, tak i my dbamy o Was. Jeśli będziecie przez swoich przedstawicieli (rząd) traktować lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych, farmaceutów, rehabilitantów, fizjoterapeutów jak śmieci, to się nimi staniemy. Chcecie, aby śmieci dbały o wasze zdrowie?
***
ZAREJESTRUJ SIĘ NA WYJĄTKOWĄ KONFERENCJĘ WE WROCŁAWIU!

Kot
Na SOR trafiła pacjentka z powodu "złego samopoczucia". Badania wykazały, że główną przyczyną jej dolegliwości są 4 promile we krwi. Pacjentka otrzymała "kroplówki", po 8 godzinach kontrolny poziom alkoholu: 3,5 promila. Jest godzina 23:00.
Coś tu nie gra...
Idę do pacjentki.
Ja: Piła Pani alkohol w SOR?!
Pacjentka: Nie skąd!
Ja: To dlaczego ma Pani teraz 3,5 promila!!??
Pacjentka: Niczego nie piłam!... No może troszkę.
Ja: PROSZĘ POKAZAĆ CO MA PANI W TOREBCE!
Pacjentka: Ale ja... ale ale...
Ja: NATYCHMIAST POKAZYWAĆ TOREBKĘ! ŻARTY SOBIE PANI STROI?!
(Pacjentka wyciąga torebkę, wyjmuje prawie pustą butelkę 0,5 litra wódki...)
Pacjentka: Tylko resztkówka mi została. Ale ja naprawdę prawie nic nie piłam.
Ja: TO JAKIŚ OBŁĘD! PRZYCHODZI PANI DO SZPITALA, MY PANIĄ LECZYMY, A PANI TU CHLEJE! KONIEC TEGO DOBREGO! POLICJA I DO IZBY WYTRZEŹWIEŃ!
Pacjentka: Dlaczego jest Pan taki niemiły?
Ja: Tu leci kroplówka a pani sobie pod kołderką żłopie wódę. I dziwi się Pani, że się źle czuje?! To proszę nie pić alkoholu! A jak Pani pije, to proszę nie wzywać karetki i nie jeździć sobie do szpitala, jeśli chce Pani sobie pić dalej! POPROSZĘ BUTELKĘ!
(Wylewam "resztkówkę" do zlewu. Butelkę wylewam do kosza. Biorę telefon, wzywam patrol. Następnie piszę wypis i oddaję pacjentkę pod opieką policji do Izby wytrzeźwień)
To już przekracza wszelkie granice...

Kot
Technologia czyni zadziwiające postępy i rzeczy, które jeszcze kilka lat temu wydawały się nie do pomyślenia dziś są na porządku dziennym. Rozwój smartfonów i łatwość pisania aplikacji mobilnych sprawiły, że na rynku jest wiele ciekawych programów ułatwiających codzienną pracę lekarzom. Poniżej przedstawię kilka z których sam korzystam w pracy. Mam telefon z systemem iOS więc siłą rzeczy opisuję aplikacje napisane pod ten system. Większość posiada także swoją wersję dedykowaną systemowi Android lub Windows.
Latarka - przydaje się do tego do czego latarka lekarska. Co prawda telefon jest nieporęczny bo o wiele większy i cięższy od latarki można go użyć do sprawdzania reakcji źrenic na światło lub oglądania gardła. Używam aplikacji "Light" która pozwala również generować sygnały przerywane a nawet nadaje automatycznie SOS alfabetem Morse'a.
eMpendium - aplikacja, której chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Wydana przez Medycynę Praktyczną stanowi prawdziwy niezbędnik dyżuranta. Posiada wbudowany indeks leków, w którym oprócz dawkowania i wskazań można sprawdzić cenę oraz poziomy refundacji. Indeks jest aktualizowany praktycznie codziennie oraz w dniu wejścia w życie nowej listy leków refundowanych. Mamy więc pewność, że jesteśmy zawsze "na czasie". Za niewielką roczną opłatą można aktywować podręcznik "Choroby wewnętrzne - kompendium". To doskonała ściągawka na każdym dyżurze, często aktualizowana. Aplikacja zawiera również spis kodów ICD-10 z wygodną wyszukiwarką i ICD-9 (dla nieszczęśników, których dyrekcja obarczyła obowiązkiem kodowania procedur). Ciekawą funkcją jest również dostęp do systemu eWUŚ - można sprawdzić czy dany pacjent jest ubezpieczony (warunkiem jest posiadanie własnego konta w systemie).
Medscape - aplikacja w całości po angielsku, która wymaga rejestracji na portalu oraz ściągnięcia sporej ilości danych. W zamian dostajemy dostęp do największej bazy wszelkich informacji medycznych z praktycznie wszystkich specjalności. Na dyżurze przydatny będzie indeks chorób podzielony na poszczególne specjalności. Każda jednostka chorobowa jest kompleksowo omówiona. Znajdziemy także indeks leków podejrzanie podobny do tego zawartego w eMpendium. Każdy lekarz skorzysta z wyszukiwarki interakcji lekowych do której można wprowadzić wiele substancji. Lekarze ze Stanów Zjednoczonych skorzystają z "wyszukiwarki pigułek" - na podstawie wyglądu leków w formie tabletek, kapsułek i proszków można określić substancję czynną. Amerykanie rozwiązali w ten sposób odwieczny problem: "Biorę takie małe różowe...". Sekcja kalkulatorów medycznych pozwala na szybie wyliczenie wartości takich parametrów jak skala APGAR, CURB-65, BMI czy APACHE II. Całości dopełnia spis procedur medycznych z drobiazgowo opisanymi takimi zabiegami jak cewnikowanie pęcherza moczowego, pobieranie krwi czy nawet torakotomia ratunkowa.
Konsylium24 - aplikacja umożliwia dostęp do forum dla lekarzy Konsylium24, czytanie i pisanie postów. Posiada kilka wad, ale wystarczy do czytania postów.
EasyDil - prosta aplikacja służąca do obliczania przepływu pomp infuzyjnych oraz dawek leków we wlewach. Bardzo przydatna na OIT i wszędzie tam, gdzie podajemy leki w pompie. Można wyliczać zarówno przepływ przy wiadomej dawce na kg masy ciała jak i dawkę przy znanym przepływie i zawartości leku w pompie.
CodeBlue - prosta aplikacja do obliczania dawek leków używanych w stanach nagłych u dzieci. Podajemy masę ciała i na jednej stronie dostajemy dawki 11 leków takich jak adrenalina, etomidat czy amiodaron.
LungUS - przewodnik do wykonywania USG płuc. Przydatny na OIT i SOR, Program zawiera przykłady prawidłowych i nieprawidłowych obrazów płuc w badaniu USG.
Point of Care Ultrasound - aplikacja Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Stanowego Ohio - podręcznik USG zawierający przykłady najczęstszych nieprawidłowości w badaniu USG u pacjentów w stanach nagłych. Najważniejsze aspekty badania FAST, oceny serca, aorty brzusznej czy płuc.
Kot
W tym całym zamieszaniu wokół kleszczy najważniejsze według mnie jest to, by go po prostu jak najszybciej usunąć! Ten krótki artykuł celowo jest publikuję w dziale "opinie i komentarze", gdyż jest tylko moją oceną, podpartą naukowymi dowodami, a nie ściśle przeglądem aktualnej literatury.
A zatem, jeśli kleszcza trzeba usunąć jak najszybciej, to najlepiej zrobić to samemu! Sytuacje, że ktoś wybiera się "w drogę" do lekarza, czeka zirytowany kilka godzin w kolejce na ostry dyżur, a potem niejednokrotnie wylewa jeszcze swoje niezadowolenie na pracownika ochrony zdrowia, są niepotrzebne i możliwe do uniknięcia. Tego owada (konkretnie pajęczaka), wcale nie musi usuwać pielęgniarka czy lekarz, choć niewiedza i legendy o tym, jak to niezawodnie zrobić (parafina, masło, spirytus, wykręcanie itp.) przyczyniły się pewnie do stworzenia tej tendencji. A okazuje się, że trzeba kleszcza po prostu:
1. Złapać przy skórze (nisko, nie miażdżąc tułowia) 
2. Pociągnąć ku górze. 
Wyszedł w całości? Super! Został jakiś mały fragment? Trudno, ale też super! Samo odnóże kleszcza już krętka Borrelia nie wstrzyknie. Rysunek do tego artykułu dobitnie pokazuje w zasadzie wszystko co należy wiedzieć. A już po tym należy po prostu pamiętać o
3. Obserwacji skóry i zwróceniu uwagi na wystąpienie niepokojących objawów u pacjenta - rumień (tzw. wędrujący, o lokalizacji niekoniecznie związanej z miejscem ukąszenia), bóle stawów, niewyjaśnione gorączki. Wtedy należy zgłosić się do lekarza. 
Do tej pory nie wykazano skuteczności podawania profilaktycznej dawki doksycykliny u dzieci, a u dorosłych sugerowana jest jedynie w wyjątkowych sytuacjach.
Piśmiennictwo:
http://www.uptodate.com/contents/what-to-do-after-a-tick-bite-to-prevent-lyme-disease-beyond-the-basics http://pediatria.mp.pl/lista/87837,postepowanie-po-ugryzieniu-kleszcza https://www.medicover.pl/307,uwaga-na-kleszcze.htm http://www.choroby-zakazne.pl/uploads/pdf/borelioza.pdf http://www.mp.pl/interna/chapter/B16.II.18.5.1. http://pediatria.mp.pl/choroby/chorobyzakazne/66750,borelioza-z-lyme
Do Izby Przyjęć szpitala zgłasza się niewiasta. Na oko - 19-20 lat.
Niewiasta: Chciałam się dostać do ginekologa. Pękła nam gumka i chcę dostać "pigułkę po" i zrobić USG.
Ja: A po co Pani USG?
Niewiasta: No, żeby sprawdzić czy mi w macicy nic nie zostało!
Ja: Jak to w macicy? To z kim albo Z CZYM Pani ten seks uprawiała?
(zza pleców pacjentki wyłania się czerwona twarz jakiegoś młodzieńca)
Ja: Chyba chodzi Pani o pochwę?
Niewiasta: Pochwę, macicę, nie wiem... Nie znam się...
Ja: No ale jak się seks uprawia, to Pani wie. Proszę się zgłosić do ginekologa w takim razie. Nie wymaga Pani pomocy doraźnej w szpitalu.
Kurtyna.

Kot
Podczas relacji z Igrzysk Olimpijskich w Rio nie sposób przeoczyć sportowców posiadających charakterystyczne czerwone znaki na skórze. Wyglądają dosyć boleśnie i są obiektem pytań:  Co to i dlaczego jest tak popularne, że ma je na skórze nawet Michael Phelps – kilkunastokrotny mistrz olimpijski w pływaniu z Aten, Pekinu, Londynu (aktualizacja: z Rio również).
Sinoczerwone plamy to efekt znanego w Polsce stawiania baniek (ang. cupping). Ta stosowana od starożytności procedura, polega na zapalaniu łatwopalnej substancji w bańce (naczyniu wielkości małej szklanki) lub też rozgrzaniu jej do wysokiej temperatury. Wytwarzane jest podciśnienie, które wciąga skórę do naczynia, niszcząc naczynia krwionośne będące częścią jej warstwy pod naskórkiem. To są fakty. Osoby biegłe w tej metodzie twierdzą, że stanowi ona remedium na wiele schorzeń, zaczynając od zapalenia stawów, niepłodności, kończąc na problemie przetrenowania sportowego – bólu mięśni. Co należy jednak podkreślić, liczba badań naukowych potwierdzająca skuteczność cuppingu w ich usuwaniu, jest bardzo ograniczona. Zdaniem Profesora Edzarda Ernsta – wieloletniego badacza alternatywnych praktyk leczniczych (patrz niedawny artykuł na med4.me „Szarlataństwo na cywilizowanym zachodzie. Jaka jest skala problemu?”): „Nie istnieją dowody na skuteczność leczenia. Stawianie baniek nie zostało poddane badaniom klinicznym, choć z pewnością, od ponad 3 tysięcy lat, istnieją klienci zadowoleni z ich działania.”
Dla kontrastu, wyniki badania pilotażowego, opublikowane w Journal of Integrative Medicine z tego roku przez ukraiński zespół immunologów i ginekologów z National Academy of Medical Sciences of Ukraine oraz Kiev Maternity Hospital1 wykazały zmniejszenie liczby komórek NK – elementów układu odpornościowego wiązanych coraz częściej z problemem poronień nawykowych, po pięciodniowej serii cuppingu prowadzonego na grupie 23 zdrowych kobiet.
W przypadkach rzadkich, kuracja bańkami może okazać się również szkodliwa dla zdrowia. Poza niezdrowo wyglądającymi plamami na skórze, naukowcy donoszą o poważnych powikłaniach naczyniowych2. Praca przygotowana przez południowokoreańskich lekarzy z Pusan National University School of Medicine, nakreśla przypadek nagłego rozerwania tętnicy kręgowej wywołanego opisywaną kuracją. Prowadzone leczenie wewnątrznaczyniowe doprowadziło do jej niepowikłanego zaopatrzenia.
Upatrywanie silnej zależności pomiędzy sukcesem sportowym a osiągnięciami azjatyckiej medycyny alternatywnej to oczywiście drobna przesada. Sport od dawna szedł w parze z medycyną konwencjonalną i jej zdobyczami farmakologicznymi (doping). Od tego czasu, stała się ona przestrzenią pełną regulacji, mających dbać o ducha szlachetnej rywalizacji. Dlatego też, aby walczyć o ułamki cennego czasu w tabelach wyników, zespoły przygotowawcze zawodników poszerzyły obszar swych poszukiwań. Na celowniku znalazły się zabiegi para-medyczne, rytuały zdrowotne, które w myśl zdania „Co nie zaszkodzi, to i nie przeszkodzi” mogą przynieść  pozytywne efekty zdrowotne - nawet jeśli mowa wyłącznie o efekcie placebo.
 
Źródła:
Repeated cupping manipulation temporary decreases natural killer lymphocyte frequency, activity and cytotoxicity. Dons'koi, Chernyshov, Osypchuk, Baksheev. Extracranial vertebral artery rupture likely secondary to "cupping therapy" superimposed on spontaneous dissection. Choi JY, Huh CW, Choi CH, Lee JI.
To już nie precedens - w Polsce tworzy się powoli wyspecjalizowana szkoła "transplantologii urazowej i rekonstrukcyjnej".
Już w latach 90-tych XX wieku wysokie standardy mikrochirurgii wytyczali lekarze Oddziału Chirurgii Urazowo-Ortopedycznej z Pododdziałem Replantacji Kończyn, Mikrochirurgii i Chirurgii Ręki Szpitala im. św. Jadwigi Śląskiej w Trzebnicy. Najpierw palce, potem całe dłonie i ręce przyszywane po urazach ich pechowym właścicielom w czym prym wiedli przede wszystkim prof. Jerzy Jabłecki, jak też na przykład dr n. med. Adam Domanasiewicz. Do niedużego ośrodka przybywali pacjenci z całej Europy.
Wielki przełom w światowej medycynie zafundowała Polsce prof. Maria Siemionow z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. W klinice w Cleveland (Ohio) w USA zespół pod jej kierownictwem wykonał pierwszy w historii niemal pełny przeszczep twarzy od dawcy u pacjentki, która w wyniku postrzelenia utraciła 80% powierzchni twarzy.
Ciekawe przypadki obojga powyższych lekarzy można zobaczyć w videorelacji z I Konferencji PrzypadkiMedyczne.pl we Wrocławiu, na której państwo Siemionow i Jabłecki byli prelegentami.
Kolejne milowe kroki w dziedzinie polskiej transplantologii i chirurgii urazowej stawiają lekarze Centrum Onkologii-Instytutu w Gliwicach, gdzie pod kierownictwem prof. Adama Maciejewskiego dokonano w roku 2013 dwóch udanych transplantacji twarzy, w tym pierwszego na świecie tego typu przeszczepu ratującego życie. Dwa lata później (2015) miał tam miejsce kolejny nowatorki zabieg: pierwszy na świecie allogeniczny złożony przeszczep narządów szyi, obejmujący krtań, tchawicę, gardło, przełyk, tarczycę z przytarczycami, struktury mięśniowe oraz powłokę skórną przedniej ściany szyi. 
A dosłownie kilka dni temu polskie media obiegła informacja o kolejnym sukcesie zespołu profesora: pacjentka ze śląska w wyniku wypadku rolniczego miała zerwany skalp obejmujący okolicę czołową, nasadę nosa, łuki brwiowe, części uszu, okolicę ciemieniową, skroniowe, potyliczno-karkową, część skóry szyi i rozerwane niektóre mięśnie. Ekipa Maciejewskiego w trybie pilnym przeprowadziła zabieg rekonstrukcyjny. W literaturze brakuje podobnych przykładów. Prawdopodobnie była to najszerzej zakrojona replantacja twarzy na świecie.
W Polsce wciąż wykonuje się znacząco mniej przeszczepów organów w porównaniu z krajami Europy zachodniej, szczególnie mało od dawców żywych. Czy Polska ma szansę stać się zagłębiem "transplantologii urazowej i rekonstrukcyjnej"? Czy pozytywny, medialny rozgłos pozwoli skutecznie zdjąć z grona wybitnych polskich chirurgów odium "brygady sępów"?
Już 8 października 2016 we Wrocławiu dwoje wybitnych chirurgów: prof. Maria Siemionow i prof. Adam Maciejewski wystąpią razem na jednej scenie! Są gośćmi honorowymi III Konferencji Przypadki Medyczne. Będzie zatem okazja, by osobiście poznać i posłuchać współczesnych pionierów polskiej transplantologii. Zapraszamy, rejestracja trwa!
Mateusz Malik, lekarz

O roli współżycia seksualnego w zachowaniu dobrostanu organizmu napisano i powiedziano już wiele. Aktywność seksualna zbawiennie wpływa na nastrój, samoocenę, umiejętne radzenie sobie ze stresem, a także poprawia funkcjonowanie serca, jak i całego układu krążenia. Wiadomo również, że uwalniana w trakcie stosunku oksytocyna polepsza jakość snu i pozytywnie wpływa na poczucie bliskości i więzi pomiędzy partnerami. W 2004 roku naukowcy z Uniwersytetu Wilkes-Barre przebadali próbki śliny 112 studentów, którzy ujawnili częstość, z jaką uprawiają seks. Okazało się, że Ci, którzy deklarowali częstszą aktywność seksualną charakteryzowali się większą zawartością immunoglobulin IgA w ślinie. Zatem seks wpływa także na ludzką odporność.
Jedno z najbardziej osobliwych zastosowań aktywności seksualnej opisane zostało w 2000 roku. Roni i Aya Peleg opublikowali na łamach Canadian Family Physician case report, w którym zasugerowali, że seks może pomagać w… leczeniu przewlekającej się czkawki.
Niestety nie dysponujemy dużą liczbą dobrych metodycznie publikacji i doniesień, które w sposób czytelny udowadniałby hipotezy o leczniczym działaniu aktywności seksualnej. Większość z nich oparta jest na niewielkiej grupie badawczej i krótkim czasie obserwacji. Tak więc czy możemy powiedzieć, że seks leczy? Czy może on być zalecanym elementem terapii?
Na tak postawione pytanie odpowiedź starali się znaleźć naukowcy z uniwersytetu w Ankarze, w opublikowanej na łamach Endourology and Stones pracy „Can sexual intercourse be alternative therapy for distal ureteral stones?”.  Autorzy przebadali 90 pacjentów z kamicą układu moczowego, a dokładniej z kamicą dystalnego odcinka moczowodu, starając się sprawdzić czy i jak aktywność seksualna wpływa na spontaniczną ewakuację złogów. Badana populacja została podzielona na 3 grupy  - pacjentom z grupy 1 zalecono odbywanie stosunków seksualnych 3-4 razy w tygodniu, grupa 2 otrzymywała alfa-bloker tj. tamsulozynę w dawce 0,4 mg na dobę, zaś pacjenci z grupy 3 otrzymywali standardową terapię w postaci leków rozkurczowych i przeciwzapalnych. Po 4 tygodniach obserwacji okazało się, że u pacjentów z grupy, której zalecano wzmożoną aktywność seksualną częściej dochodziło do spontanicznego wydalenia złogu kamiczego, aniżeli w grupach otrzymujących leczenie farmakologiczne.
Jak widać seks nie tylko się sprzedaje, ale może również leczyć. Pamiętajmy o tym, zwłaszcza przed zbliżającym się weekendem! 
Źródło: http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/26142575

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.