Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Kot

MD
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Kot

  1. temat odpowiedział Kot → na KotMedical Doubts Corner
    Stało sie! Preparaty zawierające hydroksyetyloskrobie (HES) wycofane z rynku. Powodem są ostatnie badania w których okazało sie ze ich stosowanie nie zwiększa wcale przezywalnosci pacjentów w porównaniu z krystaloidami a zwiększają ilośc powikłań nerwowych i dodają kosztów związanych z dializami.
  2. jedyny problem w tym, że pacjenci nie potrafią nazwać objawów... Przykłady: drgawki, drżenie, dreszcze, "jestem dziś nieprzytomna", biegunka (2 stolce dziennie) itp.
  3. temat odpowiedział Kot → na NewmanMedycyna Ogólna
    http://piekielni.pl/18962 - historia z życia wzięta
  4. temat odpowiedział Kot → na NewmanMedycyna Ogólna
    to chyba pytanie retoryczne?! Bo wśród naszych pacjentów jest masa po*****, którzy wszelkie zasady współżycia społecznego mają w głębokim poważaniu. Jesteś w pracy - musisz się nimi zajmować. Jesteś w domu - odpoczywasz a nie odbierasz telefony. Mam propozycję - wybierz sobie jakiegokolwiek lekarza którego znasz z imienia i nazwiska i spróbuj w internecie znaleźć jego adres, pesel i inne dane. Gwarantuję, że bez problemu znajdziesz. Będąc lekarzem masz i tak zero prywatności więc po co ułatwiać świrom zadanie? Znam historię pewnego chirurga naczyniowego z Warszawy, który stał się ofiarą "stalkingu" ze strony kobiety-wariatki, której ubzdurało się, że jest w nim zakochana. Problem w tym, że miał żonę i dzieci. Nękała go telefonami, smsami, mailami, przychodziła do domu, do pracy, rozgłaszała różne ciekawostki na jego temat w miejscu pracy - a to że się z nią przespał i chce zostawić dla niej swoją żonę, a to że chodzi do burdelu, podrywa gimnazjalistki itp. Na portalach typu "dobrylekarz" pisała, że morduje pacjentów, że zabił jej matkę itp. Człowiek miał zatrute życie i zniszczoną opinię zawodową. Warto takim ludziom ułatwiać życie?
  5. temat odpowiedział Kot → na NewmanMedycyna Ogólna
    telefon na pieczątce? to chyba żart NIGDY W ŻYCIU! no chyba że mamy drugi telefon który leży wyłączony w szufladzie...
  6. temat odpowiedział Kot → na NewmanMedycyna Ogólna
    w jednym ze szpitali stażyści opowiadali mi, że specjalnie nie noszą pieczątek bo na jednym z oddziałów kazano im wpisywać obserwacje pacjentów sprzed kilku tygodni (kiedy byli na innym oddziale i nie widzieli tych ludzi na oczy) i firmować je własnym imieniem i nazwiskiem. Pieczątka ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony jest fajnie, czujesz władzę i moc a z drugiej jest ślad w papierach że we wszystkim maczałeś palce. Moim zdaniem w tym poronionym kraju nie warto szaleć z pieczątka dopóki nie trzeba (czyli nie jest się samodzielnym lekarzem z pełnym prawem wykonywania zawodu).
  7. Jak widzę babcie z nieleczonym nadciśnieniem, która o 2 w nocy zamówiła sobie karetkę z przewozem na SOR to mi się strzykawka pavulonem napełnia w kieszeni.
  8. No to jest właśnie takie komunistyczne myślenie a la "służba zdrowia". Skoro w USA operują osobę nieubezpieczoną to nikt nie zapłaci za pracę lekarzy przy pacjencie z Polski. Skoro będą nim zajęci to nie zoperują innych, ubezpieczonych pacjentów. Nie będą zarabiać na swoje pensję i szpital. Ktoś musi pokryć te koszty. W Polsce nikt tak nie myśli - szpital ma być i udawać, że zapewni najlepsze możliwe leczenie wszystkim, którzy tego wymagają. I właśnie stąd biorą się te gigantyczne długi sięgające kilkuset milionów złotych. Do tego dochodzi straszliwy burdel w papierach. Kasa się rozpływa, producenci sprzętu dogadują się z dyrekcją szpitala, wygrywają przetarg mimo, że cena jest kosmicznie zawyżona. Znajomi i rodziny dostają działki za "usługi księgowe", "doradztwo". Czasem ordynator jakiegoś oddziału pracuje na etacie jako ordynator a zabiegi robi już jako firma wynajmująca salę operacyjną. Do tego dochodzą machlojki w rozliczeniach z NFZ (zapisywanie pacjentów, którzy nie istnieją, wymyślanie rozpoznań "najlepiej punktowanych"). To co się dzieje w poradniach i POZ to już temat na inny temat. Każdy orze jak może
  9. Tymczasem nawet 90% wydatków szpitali stanowią wynagrodzenia:) a ta operacja kosztuje milion dolarów bo wliczone w cenę pobyt w szpitalu, wieloetapowe leczenie operacyjne prowadzone przez kilkunastu chirurgów specjalistów, leki, płyny, posiłki, opiekę lekarzy i pielęgniarek. Do tego dochodzi rehabilitacja, wizyty kontrolne, zmiany opatrzności. Tysiące godzin pracy całego sztabu ludzi w kraju w którym standardem postępowania są rzeczy o których w naszym polskim pipidowku nie śniło sie nawet profesorom. Ostatnio był artykuł w medycynie praktycznej o symbolicznych rachunkach za leczenie dawanych pacjentom przy wypisie ze szpitala. Były to kwoty na widok których ludzie wybaluszali oczy. opieka medyczna jest po prostu bardzo droga. Inna sprawa to ceny sprzętu i materiałów. Wiadomo ze biurko do pokoju kosztuje 250 zł a takie samo biurko z przymiotnikiem "medyczne" do gabinetu lekarskiego 2500 zł. Czasem winne są normy jakie ma spełniać dane urządzenie (odporność na środki dezynfekcyjne, przepiecia w gniazdku) a czasem pazerność producentów producenci leków tez dorzucaja swoje 3 grosze. Dlaczego lek A stosowany w anestezjologii ludzkiej kosztuje 150 zł za ampulkr a taki sam lek dla weterynarzy 15 zł?
  10. zgaduję, że rzeczywistość nie przystawała do serialowych kreacji i wyidealizowanych wyobrażeń xD
  11. nie ma to jak zbliżająca się sesja czego to człowiek nie zrobi, żeby się nie uczyć...
  12. Holistyczne podejście jest fajne dopóki pacjenci są wobec nas fair. Jak ma się do czynienia z osobami generalnie mówiąc "roszczeniowymi" to lepiej nie przesadzać z tym miłosierdziem. "Jak masz miękkie serce to musisz mieć twardą dupę". Z jednej strony odrobina człowieczeństwa nie zaszkodzi a z drugiej nie jestem prostytutką, żeby każdemu klientowi zrobić dobrze
  13. Mam po tylu latach rzucić studia i zmarnować taki ogrom pracy? O swoją przyszłość zawodową się nie martwię bo się przygotowuję odpowiednio do pracy. Za to uważam, że warto uświadamiać ludzi na co się porywają zanim będzie za późno. Myślę, że każdy powinien mieć możliwość zapoznania się z realiami przyszłego zawodu zanim zacznie naukę (lekarz, strażak, psycholog, filolog czy fryzjer). Bardzo dobrze, że koleżanka się pyta jak to jest być lekarzem, Ma szansę skonfrontować swoje wyobrażenia z rzeczywistością i może dzięki temu podejmie bardziej świadomą decyzję. Ja znałem zawód lekarza z "Na dobre i na złe" oraz "Ostrego dyżuru" zanim poszedłem na te studia. Niektórzy są w stanie zaakceptować pewne uciążliwości tego zawodu, inni nagle budzą się z ręką w nocniku i potem żałują dokonanych decyzji. Ja nie żałuję póki co
  14. Do usług. Masz dużo wolnego czasu, możesz go przeznaczyć na szukanie sobie jakiegoś porządnego zajęcia. A od lekarzy trzymaj się z daleka!
  15. A myślałaś, że największym problemem w pracy będzie dobranie koloru paznokci do koloru stetoskopu? Wiesz, niektórzy wcale nie uważają tego co napisałem za wielki problem. Do wszystkiego można się przyzwyczaić Nie myśl, że będzie jak w serialu. To bardzo ciężka praca, która zmusza do dokonania wielu ciężkich wyborów. Nie da się być lekarzem i jednocześnie realizować się jako człowiek gdzie indziej. Zawsze ktoś ucierpi - rodzina, dzieci, pacjenci... Bycie lekarzem to wybór pewnej drogi życiowej - szczególnie w Polsce. Wiele osób nawet na 6 roku studiów nie ma zielonego pojęcia co ich czeka w przyszłości. Ah - i nie myśl, że lekarze to ludzie z jakąś misją/filozofią pomagania ludziom, ratowania życia, niesienia ulgi w cierpieniu albo rozwiązywania problemów innych. Większość kolegów pracuje dla kasy. Sporo jest jeszcze mentalności zeszłego systemu (przed 89'). ludzie którzy piastują funkcje kierownicze (profesorowie, ordynatorzy, dyrektorzy szpitali) to ludzie przesiąknięci jeszcze poprzednim systemem w którym łapówkarstwo, pijaństwo, donosicielstwo oraz wszelkiej maści skurwysyństwo było na porządku dziennym. Szczerze mówiąc sie dziwię się skoro jeszcze nie tak dawno temu doktor habilitowany z 3 specjalizacjami, kierownik kliniki zarabiał 2000 zł. I jak tu nie brać łapówek jak się trzyma w ręku ogromną władzę i możliwości a dostaje pensję tragarza. Ciągle jeszcze funkcjonują w naszym pięknym kraju bastiony komuny - szpitale w których są układy "kolesi" służące zarabianiu kasy. Albo jesteś z nimi i w jakiś sposób wkupisz się w ich łaski (np. łóżko, łapówka, donosicielstwo, brudna robota) albo jesteś pionkiem z którym zrobią co im się podoba. Mentalność zmienia się powoli. Żeby coś się zmieniło musi minąć jeszcze kilka pokoleń. Ostatnio był na ten temat artykuł gdzieś na różnych stronach internetowych. Nie mówię, że tak jest wszędzie, ale nie myśl, że idąc do pracy zostaniesz doceniona jako fachowiec i ktoś będzie miał interes w tym, żeby cię czegokolwiek nauczyć. Lekarze specjaliści doskonale wykorzystują braki kadrowe do windowania stawek. Po co ktoś ma cię uczyć robić gastroskopię skoro za dwa lata pójdziesz do prywatnego szpitala i wygryziesz go proponując w konkursie 75% jego stawki godzinowej? Dlaczego ktoś ma cię uczyć robić USG płodu skoro w prywatnym gabinecie bierze za to 150 zł/os? Żebyś mu zrobiła konkurencję? Dlaczego ktoś ma cię uczyć robić przeszczepy rogówki skoro otworzył z kilkoma kolegami prywatny szpital okulistyczny i bierze 15 000 zł za jeden zabieg? Im będziesz bardziej ambitna tym szybciej podłożą ci świnię, podrzucą jakiegoś smroda albo wywołają aferę, żeby się pozbyć konkurencji. W medycynie jest tak jak w całym świecie, w każdym miejscu pracy, na każdym szczeblu. Są kombinacje, intrygi, wyścig szczurów. Głównym motywem wszelkich działań jest kasa. EDIT Miałaś marzenie, żeby przed 40 być dobrym specjalistą? Będziesz miała szczęście jeśli do tego czasu się nauczysz tego wszystkiego co powinnaś umieć. Drugie marzenie - żeby być znanym? A po co Ci to? Jak chcesz być znana to zostań piosenkarką/modelką/prezenterką pogody! Bardzo łatwo być znanym lekarzem - doktor G. jest najlepszym przykładem. Kojarzy go więcej polaków niż Omenkę z TVN24 xD
  16. Trochę nie ogarniam tego wątku. Dostałem się na medycynę dzięki kursom maturalnym na które chodziłem przez dwa lata. Wyniki maturalne bez problemu wystarczyły na WUM. Na studiach się nie przemęczam, uczę się tylko tego co mnie interesuje i co przyda się w przyszłej pracy. Resztę tylko w celu zdania egzaminu lub uzyskania odpowiedniej oceny. Noce zarywam nie nad książkami a na dyżurach przy pacjentach. Studia są ciężkie nie ze względu na dużą ilość materiału (choć tak mówią osoby, które mają ambicję nauczyć się wszystkiego ze wszystkich przedmiotów) a na obowiązkowość zajęć. Żeby zaliczyć przedmiot trzeba mieć 100% obecności na seminariach. Jak jesteś chory to masz przerąbane i przy odrobinie pecha musisz powtarzać rok bo nie zrobiłeś 2 tygodni jakiejś dermy albo innego gówna. Do tego dochodzi przypadkowość zajęć - w jednym tygodniu zaczynasz o 7:15 i kończysz o 13 a w innym idziesz na 9 i wychodzisz parę minut po 11. Czasem pojawiają się kuriozalne kolokwia po południu albo w weekendy. Jeśli pracujesz dorywczo/na pół etatu to zapomnij o ustaleniu grafiku. Przyzwyczaj się, że podczas studiów będziesz na garnuszku rodziców. Znajomi w Twoim wieku będą zakładać rodziny, kończyć studia, zaczynać pracę, kupować mieszkania a Ty cały czas życie studenckie i proszenie rodziców o kaskę na nową bluzkę itd. Na zajęciach będą Ci nabijać głowę ideałami i całą magiczno-historyczno-tradycjonalistyczną otoczką suto zakropioną łaciną i opowieściami jak to pan doktor rozpoznał marskość wątroby bo zobaczył błyszczące paznokcie u pacjenta albo jak to łatwo rozpoznać zapalenie płuc bez RTG klp. Naburmuszeni docenci będą grzmieć z katedry jak ważna i przydatna w dalszym życiu będzie znajomość polimorfizmów genu TRKB659-ROT. Na 6 roku studiów koledzy nagle przestaną dzielić się materiałami. Koleżanka, która zawsze wszystko wiedziała i tłumaczyła nabrała wody w usta. Wyścig szczurów nabiera tempa. Nagle okazuje się, że przy rekrutacji na staż liczy się średnia i każdy robi wszystko, żeby zdać jak najlepiej. Zaczną się kombinacje, odwołania, prawnicy i różne dziwne sytuacje przy zajmowaniu miejsc w szpitalach. Zaczną wychodzić różne rodzinne powiązania Przy odrobinie pecha możesz zostać oddelegowana do miejsca 100 km od swojego domu. Potem przygotowania do LEK i loteria z rezydenturami. Preferencje i marzenia niewiele się liczą - jest niewielka szansa, że dostaniesz się na wymarzoną specjalizację. Nagle nic od ciebie nie zależy. Liczy się przypadek, układ gwiazd na niebie, wybory kolegów, fantazja ministerstwa zdrowia i humor pań w urzędzie wojewódzkim więcej znaczą od nocek zarwanych na nauce do LEKu. Po stażu rzucisz się w wir pracy (może jakimś cudem uda się z chirurgią). Dyżury, zarwane nocki, spięte pośladki nad książkami, praca do której nie jesteś kompletnie przygotowana - studia niczego tak naprawdę cię nie nauczyły. Wszystko zaczynasz od nowa... Do tego dojdzie szef skurwysyn-komuch, koledzy podrzucający świnie, pacjenci którzy dzisiaj się do ciebie uśmiechają a potem piszą skargę. Zaczną się różne polityczne przepychanki w których interes kliki kolesiów jest ważniejszy od dobra pacjenta. Konsultanci-kardiolodzy wrzeszczący pośrodku nocy do słuchawki jak śmiałaś ich budzić i jak jesteś taka mądra żeby rozpoznać zawał to lecz go sobie sama. Koledzy będą się śmiać, bo chcesz rozpoznać marskość wątroby u pacjenta z błyszczącymi paznokciami i odesłałaś do domu pacjenta z zapaleniem płuc bez RTG klatki. Szef na pytanie o rolę polimorfizmów genu TRKB659-ROT krzyknie oburzony: "To pani doktor tego nie wie?! I pani ma czelność nazywać się lekarzem?!"* Potem objedzie cię na korytarzu przy pacjentach, że użyłaś złego antybiotyku. On zawsze stosuje imipenem. Bo tak. Okaże się, że jako młody lekarz jesteś warta tyle co kupa gówna i nadajesz się głównie do robienia papierów. Jeśli dasz się zahukać to skończysz jako sekretarka i zamiast uczyć się zawodu przez 5-6 lat specjalizacji będziesz uzupełniać historie choroby (szczególnie w specjalizacjach zabiegowych). Potem nagle zorientujesz się, że to już 4 rok specjalizacji a ty masz nadal do zrobienia 300 zabiegów. Tylko dlaczego nikt nie chce cię wpuścić na salę operacyjną? Ten młody syn profesora z innej kliniki już na 2 roku specjalizacji sam laparoskopowo wycina pęcherzyki. Już 4 razy przeciął przy tym drogi żółciowe i nie miał żadnych kłopotów. Tymczasem ty już 2 lata chodzisz po sądach i tłumaczysz się dlaczego na twoim dyżurze 98-letnia pacjentka ze zgorzelinowym wyrostkiem umarła na zawał serca. Jak to możliwe? Jak już przebrniesz przez szok konfrontacji z prawdziwym życiem okaże się, że żeby zarabiać te 6-8 tysięcy musisz pracować przez 300 godzin w miesiącu. Dowiesz się, że miesiąc nie ma 30 dni tylko.... 720 godzin. Nie masz życia rodzinnego, nie masz czasu na kino, naukę, wakacje ani zakupy mebli do mieszkania. Wracasz do domu po 36h w pracy i kładziesz się spać bo nie masz nawet siły na prysznic. Dziecko? Na 6 roku: "Niee - dopiero po stażu." Na stażu: "Nieee - dopiero po pierwszym roku specjalizacji. Wtedy na pewno będzie wiecej czasu." Na drugim roku specjalizacji: "Nieee teraz nie mam czasu - dopiero po egzaminie specjalizacyjnym" Po egzaminie specjalizacyjnym: "Nieeeee - dopiero jak popracuję rok albo dwa w nowej pracy" Po 3 latach: "Nieeee - dziecko urodzę jak tylko spłacę kredyt na dom" Po kredycie: "O cholera! Nie mogę mieć dzieci! To już menopauza? Tak szybko?" Wakacje? "Pani doktor - od czerwca do października wszyscy są na urlopach! Nie ma kto pracować a pani mi tu przychodzi i prosi o urlop?! Wykluczone!" Parę dni wolnego na kurs szkoleniowy? "Pani doktor - nie ma takiej możliwości. Mamy pełny oddział pacjentów, sezon grypowy, jeden z doktorów już się rozchorował. Nie ma mowy!" Mam nadzieję, że udało mi się zarysować perspektywy młodego lekarza w naszym kraju * Po polsku: "Nie mam pojęcia, ale udaję, że jestem najmądrzejszy, żebyś mi nie podskakiwała".
  17. Tutaj nasuwa sie problem przeladowania programu. 6 lat studiów jest wypchane po brzegi różnymi przedmiotami a to i tak mało bo przecież jest tyyyyyyyyleeeee rzeczy które "każdy lekarz wiedzieć powinien". Może rozwiązaniem jest wprowadzenie absolutnej podstawy podstaw obowiązkowej dla wszystkich oraz dużego wachlarza przedmiotów dodatkowych do wyboru według osobistych preferencji? Wtedy osoby każdy mógłby sprofilowac studia pod swój charakter, wymarzona specjalizacje itp. A przecież i tak po ukończeniu tych 6 lat nie wie sie wszystkiego co sie "wiedzieć powinno" może więc skończyć z udawaniem..
  18. W Warszawie jest ok 280 miejsc i co roku 450 chętnych. Miasto jest drogie, brudne a w wymarzonych klinikach do których pchaja sie ludzie z całej polski traktują młodych lekarzy jak śmieci. Zastanów sie więc czy warto tu przyjeżdżać. Nie jest to żadna ziemia obiecana. Staż faktycznie jest lepiej robić w małej miejscowości, gdzie brakuje lekarzy. Wtedy dostajesz np na internie własnych chorych do prowadzenia. W wielkomiejskiej klinice trudno sie dopchac nawet do papierów.
  19. Jeszcze słyszałem, że tylko w Warszawie średnią ze studiów liczy się ze wszystkich ocen (wliczając w to pierwsze, drugie i trzecie terminy) a na pozostałych uczelniach jedynie ostateczne oceny. Co roku kilkanaście-kilkadziesiąt osób studiujących na innych uczelniach przyjeżdża do Warszawy i zajmuje miejsca stażowe (a konkurencja jest zacięta). Roczny meldunek to martwy przepis bo jak ktoś bardzo chce to się zamelduje rok wcześniej np. za pieniądze. To z kolei powoduje, że osoby mieszkające lub studiujące w Warszawie, które miały nieco tylko gorszą średnią muszą jeździć do podwarszawskich szpitali - a to z kolei bardzo dezorganizuje życie. Jeśli przejrzysz krążące po internecie listy ze średnimi z przerażeniem odkryjesz, że aby załapać się na 100% do jakiegokolwiek szpitala trzeba mieć ok 4,00
  20. da się wymyślić lepsze zasady kwalifikacji na staż bo jest wiele aspektów, które mają znaczenie. Niektórzy aktywnie działają w kołach naukowych, kolejni mieszkają w danym mieście od urodzenia i mają tu rodziny, inni robili w danym szpitalu prace naukowe, następni mają upatrzony oddział w danym szpitalu jako miejsce przyszłej specjalizacji, jeszcze inni wychodzili setki godzin na dyżury i uczyli się zawodu w praktyce. Każdy ma swoje racje i dobry system brał by kilka czynników pod uwagę - tak aby na najlepsze miejsca dostawali się najlepsi a nie osoby o największych hemoroidach Średnia ocen to tylko miara umiejętności zwarcia pośladów i siedzenia godzinami nad książkami do immunologii i innych genetyk. Jedni mają szczęście bo trafiają do lajtowych asystentów którzy stawiają same 5 a inni do psychopatów u których łatwo o poprawkę. Niektórzy ściągają na testach albo zawsze wiedzą koło kogo usiąść. Jeszcze inni wyjechali na Erasmusa i zaliczyli egzaminy z 2 lat w pół roku dostając same 5. Średnia w żaden sposób nie determinuje tego jakim się będzie lekarzem w przyszłości, nie pokazuje predyspozycji, umiejętności, zainteresowań ani wiedzy. Jedynie umiejętność "dostawania dobrych ocen na studiach medycznych".
  21. berbelek jesteś coś za bardzo agresywny jak na mój gust. Może to ta presja, wyścig szczurów? xD
  22. Dlaczego żałosne? Na WUM egzaminy na 6 roku to 1/3 wszystkich egzaminów, do tego jest wiele przedmiotów z których łatwo dostać 5. Dlatego można skutecznie podnieść sobie średnią mając na uwadze porąbane zasady kwalifikacji na staż podyplomowy...
  23. a u mnie w grupie zaczęło się na VI roku jak przyszło do rekrutacji na staż podyplomowy. Nagle nikt nie wie jaką będzie miał średnią, nie wie gdzie chce robić staż, jakieś materiały znikają z grupowego maila na dzień przed zaliczeniem itp. dla mnie to głupie...
  24. ale ja mam wszystko w głowie. Nie potrzebuję historii choroby... Danych pacjenta nie znam, ale nie są mi do szczęścia potrzebne.
  25. Tak się składa, że chodzi o ośrodek niezbyt naukowy. Ot zwykły szpital.

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.