Zawartość dodana przez Kot
-
Ile zarabia się na stażu podyplomowym?
Matko co za język klubowo-adidasowy! Panie kochany ja myślałem że gimnazjum to mam za sobą już od dawna a rozbudziłeś najgorsze wspomnienia z dzieciństwa xD Hehehe co do przyszłej pracy: jak przedstawiłem swojej żonie pomysł wyprowadzki do Irlandii to mnie wyśmiała. Potem przedstawiłem jej grafik mojej przyszłej pracy - etat rezydencki/pozarezydencki + 4 dyżury z rezydentury w miesiącu + 12 dyżurów 12h w pogotowiu lub na SOR i już mamy 370 godzin w miesiącu w pracy. Grafik bardzo dobry i wręcz wymarzony: zero wolnych weekendów ale za to po każdej dobie w pracy co najmniej 12 godzin na spanie. To jest luksus na który nie każdy może sobie pozwolić. Za pomocą ogólnie znanych stawek warszawskich policzyłem, że miesięczny zarobek to będzie... 9000 zł minus podatek. Słabiutko... Jak żona zobaczyła ten grafik i wyliczenia to już się zastanawia czy jednak ta irlandia to nie będzie dobry pomysł. Córka znajomej lekarki wyjechała, pracuje jako architekt w biurze. Jako że ma męża państwo daje im 900 funtów miesięcznie na wynajęcie domu - żeby dużo białych dzieci mieli, które nie chodzą do meczetu To się nazywa polityka prorodzinna a nie tak jak u nas - zasiłek dla każdego pijaka i obiboka.
-
Ile zarabia się na stażu podyplomowym?
trzeba się pomęczyć 12 lat ale potem można pracować na tych 3 etatach i kupić dom pod warszawą, porshe, merca i spokojnie umrzeć na zawał w wieku 50 lat fajny spadek dla rodziny - nawet nie wiedzą od kogo bo nie widują cię w ogóle
-
Poziom pierwszej pomocy na medycynie?
chciałbym sprostować swoje słowa - godzina z fantomami była tylko JEDNEGO, OSTATNIEGO DNIA zajęć. Nie na każdych zajęciach a na 6 roku w semestrze letnim mamy mieć medycynę katastrof i medycynę ratunkową w jednym tygodniu. Są to przedmioty, które powinny trwać po tygodniu tymczasem ktoś je upchnął w 5 dniach. Co to będzie? co to będzie?
-
Poziom pierwszej pomocy na medycynie?
Na mojej uczelni program nauczania jest bardzo dobry, wręcz doskonały. Opisane w przewodniku dydaktycznym oraz innych miejscach programy zajęć, syllabusy, podziały na zajęcia teoretyczne i praktyczne, zagadnienia wyczerpują niemalże każdy zakątek wiedzy medycznej. Szkoda, że w praktyce nie jest tak jak na papierze W praktyce pierwsza pomoc na naszych studiach wyglądała tak, że przychodził doktor anestezjolog i opowiadał anegdoty oraz różne śmieszne historie ze swojego długiego życia zawodowego. Potem mieliśmy godzinę zajęć z fantomami. Krążyły pogłoski, że niektórzy uczyli się na pierwszej pomocy zakładać venflony, podłączać kroplówki, robić zastrzyki itp. rzeczy - tak jak to było opisane w przewodniku dydaktycznym. Aczkolwiek nikt z nas nie wie gdzie, ani która dokładnie grupa. W sumie ciekawe, że zakładanie venflonu znalazło się właśnie w zakresie pierwszej pomocy.... A! Już wiem - pełna nazwa tego przedmiotu to "Pierwsza pomoc i elementy pielęgniarstwa" - cokolwiek to oznacza
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
-
Obowiązkowe wykłady
U nas tylko niektóre wykłady są obowiązkowe. Wynika to głównie z jakiś dziwnych ambicji lub kompleksów niektórych klinik. Większość jednak jest świadoma prostego faktu, że na WUMie jest tylko jedna sala mogąca pomieścić cały rocznik lekarskiego - połączona aula A i B w Centrum Dydaktycznym. Osobiście jestem przeciwko chodzeniu na wykłady. Przychodzą jakieś leśne dziadki i nudzą przez 45 min. Rekordzistką absurdu była babka z farmakologii, która kiedyś nie włączyła mikrofonu i nikt nie słyszał co mówi. Na próby zwrócenia uwagi się oburzała. Na wykładach nie przekazuje się jakiejś tajemnej wiedzy - na późniejszych latach to głównie powtórka z seminariów. Może na przedmiotach przedklinicznych, kiedy nie chce się czytać książek można jakoś z nich skorzystać. Później nie bardzo.
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
-
Pediatria - Kubicka, Dobrzańska czy jeszcze inna książka?
zmagam się teraz z pediatrią i muszę powiedzieć, że gdyby zsumować wszystkie rozdziały kubickiej i dobrzańskiej to byłaby całkiem niezła książka. Mam wrażenie, że w wielu miejscach się uzupełniają. Oczywiście najnowsze wytyczne w rodzaju karmienie, suplementacja witamin, alergie, biegunki itp lepiej znaleźć gdzie indziej.
- Jak dotrzeć do potrzebnej literatury?
-
Najlepszy rok na medycynie?
6 jest najlepszy - bo to już koniec tego koszmaru
-
Specjalizacja 'na etacie'
z tego co wiem to można robić tylko jedną specjalizację w danym momencie. Niezależnie od sposobu (rezydentura,etat). Taki zapis jest zdaje się w rozporządzeniu ministra zdrowia w sprawie specjalizacji lekarskich. Co do akredytacji oddziału - pewnie wszystko się da załatwić, ale nie liczyłbym na to, że jest to łatwe i w każdym przypadku przejdzie.
-
Specjalizacja 'na etacie'
bleeee... kliniki, dworskie intrygi, nadęcie z zadęciem. Moim zdaniem najlepsze jest robienie specki z rezydentury w szpitalu jaknajbardziejnieklinicznym. Inny dobry pomysł to wynegocjowanie dobrych warunków na etacie w szpitalu nieklinicznym. Szczególnie z dala od dużych miast uniwersyteckich. Tam potrzeba rąk do pracy więc wszyscy chcą nauczyć młodego lekarza jak najszybciej. Można uzyskać całkiem niezłe pieniądze na początek - nawet 2x więcej niż te marne grosze wypłacane przez ministerstwo zdrowia. Ale uwaga na lojalki - szpitale zabezpieczają się podsuwając lekarzom umowy w myśl których po zakończeniu specjalizacji zobowiązują się do przepracowania 2, 3, 4, 5, czasem więcej lat w tym samym miejscu.
-
Ile zarabiają lekarze rezydenci?
zawsze można potem magnetyzować wodę
-
Co daje doktorat?
ja pisałem o doktoratach z nauk medycznych na moim wspaniałym <Baczność!> Uniwersytecie <Spocznij!>. Dwóch moich kolegów z liceum robi doktoraty z biologii molekularnej czy innej biotechnologii - jeden dostał stypendium na bodajże Oxfordzie czym innym Cambridge. Drugi po Stanach jeździ od jednego instytutu do drugiego. Są dobrzy i wszyscy się o nich biją - nie muszą być na łasce jaśniepana profesora z komunistycznych układów. Pytanie jaki doktorat może zrobić medyczna miernota w Warszawie? Od kogo dostanie 10 mln grantu? Jaka firma farmaceutyczna jest tak głupia? A może pan rektor zasponsoruje? O ile mo wiadomo wszystko wydał na odnowienie swojej kliniki i zamontowanie złotych klamek we wszystkich drzwiach (na innych oddziałach stara farba i tynk się sypią na pacjentów). Lepiej przekupywać anglików albo amerykanów - większy prestiż sponsorowanych badań
- Najtrudniejsze i najłatwiejsze specjalizacje
-
Najtrudniejsze i najłatwiejsze specjalizacje
Ja myślę, że każda specjalizacja jest trudna i każda wymaga opanowania ogromnej ilości wiedzy i umiejętności. Jednak wszystko jest dla ludzi Później już nie jest tak jak na studiach - mamy te kilka lat i chcąc nie chcąc spotykamy się z tą wiedzą i umiejętnościami na co dzień. Praca w zawodzie to moim zdaniem najskuteczniejszy sposób na opanowanie tego wszystkiego. Patrząc na daną specjalizację z zewnątrz i nie widząc wszystkich jej zawiłości i sekretów (np tak jak to bywa na zajęciach na uczelni) nie wiemy tak naprawdę co musi wiedzieć i umieć specjalista. To co nam pokazują to zazwyczaj taka akademicka-ciężkostrawna papka nijak nie przystająca do rzeczywistości. Mam koleżankę-studentkę, która twierdzi, że taka anestezjologia to specjalizacja dla debili a taki niczego nie musi umieć. Ja z kolei myślę, że chyba nigdy nie widziała anestezjologa na oczy Z kolei inny kolega jest zafascynowany chirurgią, jej tajnikami, tymi wszystkimi manualnymi zawiłościami ale nie przeszkadza mu to w zgłębianiu tajników kardiologii. Może będzie to pierwszy chirurg umiejący odczytać EKG?
-
Eutanazja
Ale to daje lekarzowi prawo do decydowania - tego będę leczył a tego spiszę na straty. Czasem razem podejmujemy ryzyko leczenia widząc niewielkie szanse np operując pacjenta z sepsą ze zgorzelinowym pęcherzykiem. W 90% pacjent taki umrze. A może jednak uda się go uratować? Tylko czy zawsze możemy tak łatwo z góry przewidzieć jak zakończy się choroba? Nasza diagnoza nigdy nie jest w 100% pewna. A co z leczeniem pacjentów którzy nie mają żadnego komfortu życia? Np osoba z zaawansowanym zespołem otępiennym i zapaleniem płuc. Czy wyleczenie zapalenia płuc nie będzie uporczywą terapią? Przedłuży tylko leżenie w łóżku we własnych odchodach i ból które powodują odleżyny. A przerwanie podawania antybiotyku to już zaniechanie czy eutanazja? A amin katecholowych? A wyłączenie respiratora? Brrr znowu się wynurza ten okropny relatywizm moralny! Oba te przypadki to eutanazja bierna. Etycy ciągle na ten temat dyskutują czego dowodem jest np sprawa Terri Schiavo. Na zajęciach z etyki medycznej dowiedzieliśmy się, że można na takie sprawy patrzeć z wielu różnych punktów widzenia i nie wiadomo który jest lepszy - każdy ma niby zdecydować we "własnym sumieniu". Czyli zamiast zaniechania leczenia mamy przedłużanie cierpień. Czy to moralne? Powinniśmy być skazani na takie wybory? No ja na przykład nigdy nie byłem w Austrii a zostałem już kilka razy zmieszany z błotem przez wszechwiedzących medyków zbyt łatwo wydających wyroki. Śledzisz rodziny za pomocą GPS? A jak mój dziadek po prostu nie chce jeść przez 4 dni? Nie tyka pokarmu a jak próbuję go karmić to na mnie krzyczy. Co mam zrobić wtedy? Wzywać karetkę, żeby dostać kolejną etykietę "głodziciela"? Założyć mu na siłę sondę do żołądka, którą sobie za 6 minut wyrwie albo przetnie nożyczkami (bo tak było np. z cewnikiem do pęcherza)? Kiedyś dziadek mając krwawienie z pęcherza moczowego wypisał się z izby przyjęć na własne żądanie. Oczywiście nikt go nie zatrzymywał i nie interesował się jego stanem psychicznym. Po prostu podsunęli mu papier, spakowali i poszli po "rodzinkę" z poczekalni, żeby dziadka zabrała. "Pacjent ma prawo się wypisać a doktor nie ma czasu żeby z państwem rozmawiać". Tak ma wyglądać opieka nad starszymi? Bardzo często widzę na SOR starszych ludzi którzy wręcz mówią "Ja chcę umrzeć", "nie chcę tak żyć" - np w zeszłym tygodniu miałem 84 letnią pacjentkę z krytycznym niedokrwieniem nogi która nie zgadzała się na operację. Poinformowana, że bez niej umrze powiedziała "bardzo dobrze". Zgaduję, że mówiła tak dlatego, że nie była otoczona odpowiednią opieką (nie pamiętam czy przyjechała z DPSu czy przywiozła ją rodzina). Była zanieczyszczona, odwodniona i miała odleżyny. To straszna niekonsekwencja - skazujemy na cierpienia osoby, którym nie pomagamy. A gdy domagają się, żeby te cierpienia zakończyć my oburzamy się na myśl o grzechu eutanazji. Podobnie jest z aborcją - edukacja seksualna jest be więc kobiety rodzą niechciane dzieci które potem kiszą z kapustą albo usuwają w piwnicy. Jeśli już takie dziecko przeżywa to potem chodzi brudne, głodne i jest obwiniane o to że żyje (moja żona pracuje w świetlicy szkolnej i tam jest parę takich dzieciaków z "dyskoteki"). A my możemy sobie usiąść na kanapie z pilotem i rozkoszować się naszym wysokim poziomem moralności i religijności. Myślę, że gdyby każdej osobie sparaliżowanej, obłożnie chorej, starej i niedołężnej zapewnić odpowiednią opiekę, rehabilitację i leczenie to nikt nie chciałby eutanazji. Tak samo gdyby zapewnić każdej kobiecie z niechcianej ciąży opiekę i możliwość oddania dziecka do adopcji zaraz po urodzeniu to pewnie drastycznie zmniejszyła by się ilość noworodków na śmietniku i w kapuście.
-
Wirtualny lekarz
Lekarz musi osobiście zbadać pacjenta przed rozpoznaniem choroby i wdrożeniem leczenia. W skład badania lekarskiego wchodzi wywiad i badanie przedmiotowe. Jeśli pacjent, któremu udzielono konsultacji telefonicznej będzie chciał pozwać lekarza zrobi to bez problemu. Lekarz nie dochował należytej staranności - nie zbadał pacjenta przedmiotowo przez co mógł nieprawidłowo rozpoznać chorobę i wdrożyć leczenie. Niestety jeśli konsultowanej na odległość osobie spadnie chociaż włos z głowy - czapa dla doktora!
-
Motywacja do nauki
no mi nie chodzi o to żeby zarywać nocki tylko o to jak zasiąść nad książkami, kserówkami, skryptami i je "przeżuć". Jak się zmobilizować? Jak wydobyć z siebie tą wewnętrzną motywację? Bo że zewnętrzna jest skuteczna to wiem - zazwyczaj przed drugim terminem już trochę czasu na naukę poświęcam.
-
Motywacja do nauki
Ciekaw jestem co Was motywuje do nauki (np do egzaminu). Skąd płynie chęć zarywania nocy nad książkami czy powtarzania dzień w dzień informacji podawanych na seminariach? Z moją motywacją zawsze było słabo. Nigdy nie uczyłem się dla siebie. Perspektywa otrzymania złej oceny też zbytnio na mnie nie działała. Nigdy nie zależało mi na średniej ani dobrym wyniku jakiegoś egzaminu. Siedzenie nad książkami w moim wydaniu wygląda tak, że czytam przez jakieś 10 minut a potem ogarnia mnie znużenie, senność i znudzenie. Nauka zwykle się wtedy kończy. Nieco lepiej idzie mi robienie takich małych "skryptów" czyli opisywanie zagadnień np. na egzamin - takiej nauce jestem w stanie poświęcić nawet kilka godzin. Zauważyłem natomiast, że "niezwykle stymulująco" działają na mnie prawdziwe sytuacje, które spotykam w szpitalu. Potrafię spędzić naprawdę dużo czasu na rozmyślaniu co mogło dolegać pacjentowi z dyżuru, wertuję książki, sprawdzam artykuły, rozważam różne sytuacje kliniczne. Jak mogę zmotywować się do nauki na studiach? LEP za pasem a ja niechętnie patrzę na perspektywę siedzenia miesiącami nad książkami i wkuwania np. epidemiologii nowotworów wg 10 różnych profesorów, skal klinicznych czy działań niepożądanych leków immunosupresyjnych. Czy mogę jakoś sobie pomóc? Bo mimo wielu miejsc rezydenckich z anestezjologii próg w moim województwie sięgnął niebotycznych 79% (jak dermatologia!). Obawiam się, że w przyszłym roku też będzie oscylował wokół tego poziomu.
-
Kontrowersyjna eWUŚ
ja jestem zaznaczony na zielono w ewusiu
-
Eutanazja
Myślę, że w samym kościele istnieją na ten temat różne opinie, ale "oficjalny głos" jest jeden - zero eutanazji. Bez jakiejkolwiek relatywizacji, wyjątków itp. Pytanie co to oznacza? W końcu różni ludzie mają różne definicje tego pojęcia. Pojawiają się kolejne problemy - co nazywamy życiem. Czy przyjmujemy, że śmiercią człowieka jest śmierć mózgu? Śmierć części mózgu? Ostatnie uderzenie serca? A co ze stanem wegetatywnym? I wreszcie dyskusje etyków nad eutanazją "czynną, "bierną" - czyli wyciągnięcie sondy przez którą pacjent jest odżywiany to eutanazja czynna a nie podawanie do niej pokarmu bierna? A co z respiratorami, sztucznym płucosercem, końskimi dawkami katecholamin? Widziałem kiedyś na OIT gnijące zwłoki podłączone do ECMO, respiratora, 10 pomp z lekami, wewnętrznego stymulatora serca, nieudane zakończenie operacji kardiochirurgicznej - w końcu życie jest święte, powinniśmy je ratować za wszelką cenę póki jest szansa na cud. Jakiś absurd... Ja jestem za eutanazją rozumianą jako celowe uśmiercenie osoby, która jest nieuleczalnie chora bez realnych szans na wyzdrowienie i której komfort życia praktycznie nie istnieje (np. niemożliwy do opanowania ból nowotworowy, tetraplegia, zależność od respiratora) przy czym jest ona w stanie w sposób niebudzący wątpliwości wyrazić takie życzenie. Taka "procedura" powinna być odpowiednio uregulowana prawnie (np. wymagać rozprawy sądowej i zgody sądu, który zasięga opinii specjalnie powołanej komisji złożonej np z psychologa, specjalisty od choroby na którą cierpi pacjent, specjalisty zajmującego się medycyną paliatywną). Dzięki temu wyeliminujemy możliwość "nadużycia" takiej procedury np. przez krewnych żądnych spadku. Zyskamy pewność, że takie życzenie jest przemyślaną świadomą decyzją danej osoby a nie skutkiem depresji czy wręcz współczucia dla opiekującej się chorym rodziny. Sam mam okazję mieszkać z 86 letnim dziadkiem chorym na chorobę Alzheimera. 3x dziennie zmieniam mu pieluchy, karmię go, myję, daję leki, piorę jego ubrania, ścigam się z nim w środku nocy do lodówki, żeby czegoś z niej nie wyrzucił i pilnuję kuchenki bo czasem dziadek ma ochotę ugotować zupę w pustym garnku. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby go "zeutanazjować" - no może raz kiedy miał biegunkę i przez 4 godziny myłem całe mieszkanie. Wszyscy jesteśmy święcie oburzeni słysząc o rodzinach oddających swoich seniorów do domów opieki, szpitali - ale ja jestem w stanie ich zrozumieć co oczywiście nie znaczy, że sam tak robię. Czy zawsze możemy ich tak bezrefleksyjnie oceniać? Argumenty emocjonalne przytaczane przez niektórych polityków: "jak eutanazja będzie dozwolona to każdy będzie mógł uśpić babcię" wypaczają moim zdaniem obraz sprawy. Dyskusja wokół eutanazji powinna być prowadzona w sposób merytoryczny. Co więcej, dzięki niej można będzie poruszyć pewne kwestie, które obecnie zostały skutecznie zamiecione pod dywan. Chodzi mi konkretnie o położenie ciężko chorych ludzi wypisywanych z OITów, po wypadkach, chorobach neurologicznych typu miastenia, SM, GBS, ciężkich zatruciach, udarach itp. Osób którymi nikt się nie interesuje - są sparaliżowane, niezdolne do samodzielnej egzystencji, wymagają 24h uwagi ze strony rodzin. Ich ojcowie, synowie, żony, mężowie rezygnują z pracy, sprzedają samochody, uczą się pielęgnacji, biorą kredyty aby móc zapłacić za opiekę i rehabilitację (wieloletnią, wielospecjalistyczna opiekę). Takie sytuacje niszczą rodziny, sprawiają wiele cierpień. Chorzy czują że są ciężkim brzemieniem dla swoich rodzin, są pełni obaw, źli na swój stan, pogrążają się w depresji, uzależniają się od alkoholu i leków - stąd apele w stylu Janusza Świtaja, sparaliżowanego motocyklisty z tetraplegią podłączonego do respiratora. On nie chciał swojej śmierci - chciał ulżyć swoim rodzicom, którzy wszystkie siły i pieniądze przeznaczyli na opiekę nad nim. Bliscy takich osób zamiast rozwijać się w pracy, odpoczywać, cieszyć życiem spędzają CAŁE LATA przy łóżkach ukochanych osób, bez chwili wytchnienia, urlopu, świąt, wolnej soboty czy niedzieli. Jest to praca ponad siły każdego człowieka, godna kanonizacji. A nie można nikogo zmuszać by został świętym! Czy zatem powinniśmy pozbawiać takich ludzi życia? Nie musimy! NFZ robi to skutecznie za nas - po prostu nie pomaga takim ludziom w żaden sposób. To eutanazja ukryta pod ładnym garniturem ministra zdrowia i prezesa NFZ. Chorzy ludzie i ich zmęczone rodziny nie mają siły, żeby palić opony przed sejmem więc można ich spokojnie olać. Zamiast zastrzyku skutecznie zabiją ich powikłania, którym nikt nie zapobiegał bo nie było na to pieniędzy: odleżyny, zatorowość płucna, sepsy. Do tej pory był to bagatelizowany problem, nawet w krajach "bardziej rozwiniętych" od naszego. Na szczęście za granicą coraz więcej się o tym mówi - może u nas też się zacznie. Może zamiast szukać emocjonujących tematów zastępczych w stylu "mordowania babci bo jest za stara" zajmiemy się realnymi problemami. P.S Chciałbym także zauważyć, że w Polsce nie każdy jest katolikiem i członkiem kościoła, co więcej, nie każdy katolik ma taki sam stosunek do eutanazji jak kościół. Prawo w naszym kraju powinno uwzględniać coś więcej niż tylko system wartości jednej grupy ludzi (oczywiście w granicach rozsądku).
-
No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
w sumie teraz mamy "staże" kierunkowe. No i jest sprawa oddziałów kardiologii, które mają również akredytację do szkolenia w zakresie chorób wewnętrznych chodzi mi o taką sytuację kiedy np w Wielkiej Klinice zabraknie miejsc internistycznych na moduł podstawowy dla osoby która robi tam oba moduły (niby dostała się na rezydenturę) bo zostały zajęte przez dzieci profesorów z innych Klinik które robią inne specjalizacje wymagające modułu podstawowego z interny. trochę to zagmatwane ale chyba wiadomo o co chodzi - teoretycznie na moduł podstawowy można zostać gdzieś "oddelegowanym". Zacznie się znowu chodzenie, załatwianie, umawianie, błaganie itp. Nic się nie zmieni w stosunku do obecnego umawiania się na staże kierunkowe.
-
Złota specjalizacja 2022
Chciałbym dorzucić swoje trzy grosze jeśli chodzi o anestezjologię. Myślę, że nie będzie to topowa specjalizacja 2022. Obecnie w ośrodkach akademickich jest już przesyt anestezjologów (wg. niektórych moich kolegów tam pracujących trzeba się "bić o laryngoskop". Wysokie zarobki zachęcają do wybierania jej - czego efektem jest próg 79% z LEP przy 10 miejscach rezydenckich w samym woj mazowieckim. Niemal tak dużo jak okulistyka i dermatologia! Inna sprawa to, że duże pieniądze otrzymują głownie specjaliści którzy mogą samodzielnie dyżurować. Młodzi już nie załapują się na dyżury. Wprowadzane są nowe obostrzenia - więcej na temat standardów anestezjologicznych tutaj: http://polanest.webd.pl/ w "Podsumowaniu roku 2012". Moim zdaniem przyszłość należy do bardzo specjalistycznych dziedzin takich jak np neurologia dziecięca, radiologia zabiegowa, chirurgia onkologiczna, psychiatria dziecięca, geriatria. Ciekawy jestem jak będzie się rozwijać sprawa medycyny ratunkowej. Obecnie jest mało perspektywiczna ale kilka lat rządzący może dostrzegą, że obowiązujące przepisy nie są wystarczające, zmienią je, szpitale wyposażą odpowiednio SORy, wyposażą je w odpowiednie procedury postępowania, wykształci się pokolenie poważanych specjalistów tej dziedziny przekazujących swoją wiedzę dalej co zmieni postrzeganie jej wśród innych. Konieczne byłoby też zwiększenie finansowania SORów ponad te marne kilka tysięcy za "gotowość" dzięki czemu przestaną być koszmarem dla dyrektorów szpitali. Wtedy być może będzie to specjalizacja perspektywiczna.