Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Matt

MD
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Matt

  1. Cóż, wypadałoby chyba zmienić zawód Zastanawiam się czy para rezydentów w Norwegii czy USA miałaby szansę na takie życie i prawdę mówiąc mam spore wątpliwości W USA rezydenci pewnie zaoszczędziliby na pasjach (bo nie ma na to czasu przy takim tempie i czasie pracy), z dziećmi musiałby ktoś siedzieć (w przypadku chirurgii czy innej zabiegówki od 4 rano do 17-18). Mocno cisnąłby za to kredyt wzięty na studia (w przypadku lepszych uczelni rzędu 150-200tys $) i na mieszkanie tudzież dom. Mnie się w USA lekko żyło (sam, bez kredytu, stołowałem się w szpitalu), ale znajomym nie było lekko, zwłaszcza jeśli spłacali kredyt na własny kąt i mieli dzieci. W Norwegii natomiast kupno mieszkania o metrażu 70-100m2 to spora inwestycja. Oczywiście jeśli ktoś mieszka na prowincji to problemu nie ma, ale dajmy na to w Oslo może to mocno uderzyć po kieszeni. Swego czasu zresztą ludzie sprzedawali mieszkania w Oslo i kupowali w Drammen (ok 40 km od Oslo). Potem boom się skończył, bo w Drammen ceny też poszły w górę. W kwestii zobrazowania ile to może kosztować: kolega za mieszkanie 35m2 jakieś 5km od centrum Oslo zapłacił ponad 2mln kr, a cena metra kwadratowego sięga nawet 80tys kr. Biorąc pod uwagę moje obserwacje (a rezydentów widziałem w swoim życiu wielu), niekórzy nie dość, że nie dostawaliby pensji to musieliby jeszcze płacić szpitalowi za możliwość pracy i specjalizowania się :> (mam na myśli rezydentów robiących cały dzień wypisy, które potem trzeba przez kolejny dzień poprawiać) Wczesna aktywizacja jeszcze długo nie będzie u nas możliwa - wymaga to sporej aktywności praktycznej już na studiach i stażu. W naszych warunkach w przypadku studiów wymaga to dodatkowego zaangażowania (bo na klinikach wiadomo jak to wygląda) i wybrania dobrego miejsca stażowego. Tymczasem są osoby, które na stażu wolą numerować strony i wychodzić z pracy o godzinie 11-12. To kwestia tego gdzie się pracuje Są oddziały gdzie wychodzi się z pracy o godzinie 12:00, z moich doświadczeń wynika, że głównie kliniczne.
  2. Kwestia tego jak definiujemy życie rodzinne. Pytanie tylko za co konkretnie ma być taka pensja ;] Czasy kiedy płaciło się za sam fakt posiadania papiera powoli odchodzą do lamusa. Na zachodzie liczą się przede wszystkim posiadane umiejętności, bo to one są wykorzystywane do zarabiania kasy. Jesli pensje mają być jak na zachodzie system też powinien być "zachodni" - z szybką samodzielnością rezydentów w pakiecie. U nas niestety owa samodzielność przychodzi relatywnie późno. W Norwegii dajmy na to stażysta (osoba świeżo po studiach) dostaje pager w łapę, idzie na izbę i pracuje tak samo jak specjaliści. W dodatku nie zarabiają kokosów - 360tys rocznie, w porównaniu z zarobkami specjalistów zdecydowanie nie poraża. Na klinikach owszem, w innych szpitalach już niekoniecznie Zresztą tam gdzie robiłem specjalizację spóźnianie się i wychodzenie przed czasem było bardzo niemile widziane. W USA rezydent na chirurgii zarabia około 45-50tys $ rocznie. Trzeba przy tym pamiętać, że jest to praca od 4:30 rano do 17:00 z dyżurami co 3 dzień i brakiem dni wolnych (w niedzielę też trzeba przyjść i wypisać zlecenia dla swoich pacjentów), w dodatku trzeba jeszcze spłacać spory kredyt.
  3. Teoretycznie powinieneś uwzględnić na pieczątce wszystkie posiadane przez siebie specjalizacje, bo tego wymaga uchwała, o której wspominasz. W praktyce, na dobrą sprawę, nikt tego za bardzo nie kontroluje. Spokojnie więc możesz zrobić pieczątkę bez specjalizacji i używać jej w pracy. Ja np. mam specjalizację z anestezjologii i transfuzjologii klinicznej - miałem dwie pieczątki, na każdej z nich inną specjalizację. Używałem ich w zależności od potrzeb (karty znieczulenia stemplowałem tą anestezjologiczną, wyniki laboratoryjne tą "transfuzjologiczną"). Moi znajomi postępowali zresztą podobnie (znajoma miała jedynkę z diagnostyki laboratoryjnej i IIkę z dermatologii - też miała dwie pieczątki).
  4. temat odpowiedział Matt → na KotMedical Doubts Corner
    a także od lokalnego protokołu, tego co kto lubi i jak go nauczyli. Mój kolega pracujący w USA wali Hespan ile wlezie, tu gdzie pracuję jesteśmy bardziej ostrożni (rzaaadko przekraczamy 1000mg koloidu, dajemy głównie tam gdzie nie da się szybko uzupełnić objętości krystaloidem) Badania nie są jednoznaczne, poza tym różnie się do nich podchodzi - jedni np. nie stosują koloidów w urazie głowy, inni stosują i twierdzą, że zalecenie nie stosowania to wniosek zbyt daleko idący i nadinterpretacja wyników. Analogiczne kontrowersje dotyczą HyperHAESu, zwłaszcza po tym jak pojawiły się prace negujące skuteczność SVR. A na chirurgii to zazwyczaj nie patrzą co leją, ważne, żeby dużo
  5. Suplementy nie są praktycznie w ogóle badane, bo są klasyfikowane jako żywność. W sklepie zielarskim nie pracują osoby z ulicy, poza tym sprzedaje się rzeczy, które są standaryzowane więc niebezpieczeństwa de facto nie ma.
  6. Ma też, m.in. badać sportowców i wydawać orzeczenia czy mogą uprawiać sport czy nie.
  7. Akupunkturę i akupresurę obecnie dość aktywnie się bada. Wiadomo, że wiele punktów akupunkturowych/akupresurowych odpowiada punktom spustowym gdzie liczba włokien A-d i C jest duża. Poza tym oddziałuje przez endogenne opioidy i układ GABA-ergiczny. Do tego dochodzi somatotopowa organizacja neuronalna. Są przeglądy systematyczne dotyczące skuteczności akupunktury - mają różną jakość, ale przeglądy wysokiej i bardzo wysokiej jakości wskazują, że jest ona skuteczna w leczeniu przewlekłego bólu głowy, bólu krzyża czy bólu szyi. Poza tym akupunktura pojawia się w zaleceniach dotyczących leczenia różnych zespółów bólowych i neuropatii.
  8. Jakbyśmy się zgadzali zawsze to byłoby nieciekawie Dobra metoda leczenia międzyżebrzy musi spełniać 2 warunki: 1)być prosta i szybka, 2)musi być skuteczna. Sam badam brzuch zawsze na siedząco - kwestia przyzwyczajenia, poza tym tak jest mi wygodniej. Co do osłuchiwania - badania pokazują, że tylko u około 50% pacjentów skierowanych na echo z powodu szmerów znajduje się wadę zastawkową. Przede wszystkim trzeba pamiętac, że wszystkie te badania są badaniami dodatkowymi i nie bez kozery tak się nazywają. Coby takie badania mądrze zlecić pacjent powinien być dobrze zbadany i podmiotowo i przedmiotowo, ale trzeba mieć świadomość tego jakie każda metoda ma ograniczenia i na ile rzeczywiście jest skuteczna. W moemencie gdy wiadomo na co pacjent jest chory wszyscy są mądrzy W przypadku wałkowanego tutaj osłuchiwania serca studenci starszych lat otrzymywali podobne wyniki jak interniści czy lekarze rodzinni z długoletnim stażem pracy. Lepsze wyniki otrzymywali jedynie kardiolodzy. My spuszczamy na opuk. U niektórych pacjentów robimy usg, żeby sprawdzić czy nie ma już zrostów i zbiorników płynowych. Na Banacha non stop się coś psuje - taki etos. to nie do końca tak wygląda - przynajmniej w USA, na których nasz system nieudolnie się wzoruje. Tam często to co pacjentowi zrobią zależy od tego jakie ma ubezpieczenie, ale tak czy siak badań robi się sporo. Ostatnio zdarzyło mi się opukiwać serce - moi rezydenci pytali jak się to robi, bo słyszeli, że u nas się w takie rzeczy bawią. W różnicowanie wad zastawkowych na słuchwkę nikt się tu nie bawi - bo stwierdzeniu jakiejś patologii i zgrubszym okresleniu co tam może być pacjent i tak ma robione echo. Na naszym oddziale i tak każdy ma echo na wstępie, bo to pierwsza rzecz o jaką pytają kardiochirurdzy w czasie obchodu. Niektóre elementy badania fizykalnego po prostu się dzisiaj nie sprawdzają, bo ich rola w potwierdzeniu czy wykluczeniu patologii jest generalnie żadna. Zagramanicą po prostu się z nich rezygnuje, u nas studenci nadal się tego uczą, bo trzeba mieć za co ich uwalić na egzaminie z powodu takiego czy innego. Do doświadczenia innych ludzi podchodziłbym ze sporą dozą ostrożności, być może po prostu za dużo widziałem w sądzie.
  9. Znam osoby, które dostały GC z wniosku wysłanego przez pracodawcę, więc jak najbardziej się da.
  10. Za moich czasów w grę wchodziła albo wiza H1 albo J1. Potem był pomysł, żeby zmienić prawo i rezydentom wydawać jedynie J1, ale nie wiem czy to weszło, nie interesowałem się. Nie wszystkie programy rezydenckie fundują kandydatom H1. J1 ma ten minus, że po jej wygaśnięciu należy na 2 lata wrócić do Polski. Oczywiście są od tego odstępstwa. Jeden z nich wymaga pracy w tzw. underserved area czyli tam gdzie diabel mówi dobranoc (wieś albo szpital dla weteranów). Wiza H1 ma ten plus, że po powrocie do kraju można się starać o kolejną wizę, poza tym można też starać się o zieloną kartę. Pracodawca jeśli Cię bardzo chce może złożyć wniosek o zieloną karte dla Ciebie jako pracownika. Oczywiście trzeba nieco poczekać, bo jest pewien limit wydawania takich kart.
  11. To dość częsty przypadek - pamiętam pacjenta z TRALI po przetoczeniu, który trafił pod respirator z obserwacjami typu "przetoczenie KKCz bez powikłań, stan ogólny dobry". Prawidłowa nomenklatura internistyczna jest generalnie po to, żeby zaliczyć historię choroby pisaną na zajęciach. Przed odpowiedzialnością karną w razie kłopotów i tak nie uchroni - biegły napisze, że pacjent ma tonę obserwacji, z których nic nie wynika, a sądu nie interesuje to, że tak każe pisać Orłowski czy inny martwy autorytet. Też ich raczej nie używam. Zazwyczaj opisuję stan pacjenta zwłaszcza pod kątem odchyleń, zwracamy też uwagę na diureze, rany, dreny etc. Potem odnoszę się w kolejnych obserwacjach do tej poczynionej na początku - stan bez zmian/lepszy/gorszy + opis tego co się z pacjentem dokładnie działo. Wpisujemy też wykonane badania ("wykonano CT/MRI/etc"), bo ułatwia to orientację w tym co już pacjent przeszedł, co go jeszcze czeka i kiedy zrobić to czy tamto. W Pl w obserwacjach widziałem nagminnie elaboraty typu "stan ogólny dobry, dolegliwości nie zgłasza". Na tym koniec obserwacji ;] Dla mnie jako biegłego wniosek z takich obserwacji jest prosty - pacjent w ogóle nie był obserwowany, a wpisy powstawały metodą kopiuj-wklej. Mam wrażenie, że tłucze się przede wszystkim to jak w 10 zdaniach opisać to, że pacjent ma pryszcza na tyłku i brudne nogi. Ma być krótko, merytorycznie, konkretnie i po polsku. Nasi radiolodzy bardzo lubią określenie "cor bovinum" - ci z innych ośrodków norweskich też, bo dość często widzę to w opisach PA klp.
  12. temat odpowiedział Matt → na duchMedycyna Ogólna
    To chyba najlepsza opcja - nie ma nic gorszego gdy człowiek uczący się do PESu ma na głowie 2-3 latka. 5-6 latkowi można już wytłumaczyć, że mama/tata się uczy do egzaminu, z młodszym nie da rady.
  13. Nie lubię sudoku^^ Na szczęście zazwyczaj nie mam czasu na rozwiązywanie czegokolwiek. Odkryć predyspozycji się za bardzo nie da - po prostu jak ktoś stoi przy stole to widać czy ma do tego dryg czy nie.
  14. Krwioplucie występuje u około 7-8% pacjentów więc nie jest tak częste jak się wydaje. To rzeczywiście niezły wynik. Pamiętam pewien artykuł z 2004r, była tam mowa o 10-20%. D-dimery sa rzeczywiście dobrym badaniem, o ile osoba interpretująca wynik jest świadoma jego ograniczeń i wie jaką metodą są one oznaczane w laboratorium. Nowoczesne testy lateksowe i ELISA mają czułość bliską 100%, testy klasyczne - 85-90% (niektóre nawet mniej). Poza tym trzeba dokładnie stosować punkty odcięcia podane przez producenta danego testu. Jesli wziąć pod uwagę NNT (ilośc pacjentów jaką należy przebadać aby wykluczyć jeden przypadek) w niektórych przypadkach już tak kolorowo to nie wygląda- zwłaszcza u osób starszych gdzie NNT może wynosić nawet 20. Pacjenci z długotrwałymi objawami ŻChZZ to jeszcze jedna pułapka, którą trzeba mieć na uwadze.
  15. W USA podspecjalizacje można robić dopiero po ukończeniu odpowiedniej specjalizacji "podstawowej" - np. żeby móc robić speckę z hemato trzeba najpierw skończyć internal medicine. Podobnie np., chirurgia klatki piersiowej czy urologia wymagają zrobienia najpierw chirurgii ogólnej. W tych dwóch przypadkach są jeszcze tzw. integral programs trwające odpowiednio dłużej (torako trwa 2 lata, intergral z thorako np. 6 lat). Są jeszcze tzw. programy kombinowane - np na Stanfordzie oferowano program łączący radiodiagnostykę z medycyną nuklearną. Oczywiście w USA jest tego więcej niż u nas i niektóre programy rezydenckie mogą być dla nas nieco dziwne - jest np. roczny program z "Foot and Ankle Orthopaedics".
  16. temat odpowiedział Matt → na hubercikMedycyna Ogólna
    Niekórzy mają problem z odpowiednio szybkim pisaniem na komputerze - wolą pisać wszystko ręcznie, bo twierdzą, że zajmuje to o wiele mniej czasu. Szkoda, że nie liczą czasu, który tracą na odcyfrowywanie tego co napisali poprzednicy w karcie pacjenta. Co ciekawe o wiele bardziej przychylne zmianom są pielęgniarki. Obecnie pracuję w szpitalu z tabletami medycznymi - jeszcze większa wygoda
  17. temat odpowiedział Matt → na hubercikMedycyna Ogólna
    Zdecydowanie wolę wszelkie formy elektronicznej dokumentacji - są po prostu o wiele wygodniejsze. Poza tym nie ma problemu z odczytaniem tego co napisali koledzy i problemów z poprawianiem recept. Pracując jeszcze w Pl przezyłem wprowadzenie systemu komputerowego i wiem, że nawet sceptycy z czasem przekonują się do takich rozwiązań.
  18. Jeśli chodzi o część laboratoryjną to owszem, chociaż i z tym różnie bywa: znam lekarzy z obiema specjalizacjami z genetyki, którzy robią i klinikę i lab. Częśc kliniczna to już inna para kaloszy - będzie zapotrzebowanie na to, żeby ktoś to robił - inaczej ci wszyscy co siedza w labach nie będą mieli co badać. Już teraz mówi się o tym, że poradni genetycznych jest za mało - za mało na potrzeby pacjentów z zaburzeniami genetycznymi .Jeśli w Pl będzie tak jak na zgniłym zapadzie zapotrzebowanie będzie jeszcze większe. Wszak ktoś musi konsultować wszystkie te pary z poronieniami w wywiadzie, które w życiu genetyka na oczy nie widziały, bo nikt im nie powiedział, że powinny do niego pójść.
  19. temat odpowiedział Matt → na dr Mateusz PalczewskiDyskusja ogólna
    Mateusz to co zacytowałeś to na dobrą sprawę nie tylko stosunek Episkopatuu polskiego - to fragment KKK 2277 czyli oficjalna nauka całego Kościoła katolickiego. Owszem nie jest to eutanazja, także w świetle oficjalnej nauki Kościoła. W KKK jest mowa o tym, że podejmowanie zabiegów drogich, ryzykownych lub niewspółmiernych do oczekiwanych korzyści nosi znamiona uporczywej terapii, która nie powinnaq być prowadzona. Kościół przyjmuje, że w takim wypadku nie należy przeszkadzać śmierci. Co do zaniechania działania - chodzi o zaniechanie działań, które prowadzą bezpośrednio do śmierci cięzko chorej osoby. Najczęściej podawanym chyba przykładem jest zaprzestanie karmienia czy pojenia osoby, która sama nie może tego robić - np. nieprzytomnej żywionej dojelitowo lub pozajelitowo. Oba te przypadki to eutanazja bierna. To jest generalnie inna para kaloszy - najczęściej jest świadomośc, że pacjenta należy odłączyć i pozwolić mu umrzeć- nie robi się tego z wielu powodów, często takich, które niewiele mają wspólnego z jakąkolwiek etyką. Ja też jestem w stanie ich zrozumieć. Przynajmniej tą część, która przycbodzi i mówi, że chce odpocząc bo już nie daje rady. Mam niestety problem ze zrozumieniem osób, które np. głodzą babcię/dziadka przez parę dni albo nie przyklejają plasterka z FNT - babcia./dziadek ląduje w szpitalu, a rodzina myk na narty do Austrii. Potem jak już się zimowo wyszaleją zabierają babcię/dziadka do siebie. Często gęsto dziadek/babcia jeszcze to i owo posymulują, żeby do domu nie wrócić, ale oczywiście nie przyznają się, że rodzina jest jaka jest, bo to wielki wstyd. Zagramanicą jest niestety trochę inaczej - pacjent ma wybór: eutanazja, dom opieki na poziomie albo rodzina. U nas są co prawda oddziały paliatywne i ZOLe, ale wszyscy wiedzą jak to wygląda i ile się czeka, żeby umieścić kogoś w takiej placówce. W związku z tym wiele osób nie będzie miało żadnego wyboru - w ZOLu miejsca nie ma, rodzina przyjąć nie chce, więc zostaje tylko zastrzyk i to czy stary człowiek chce jeszcze żyć czy nie nie będzie miało żadnego znaczenia.
  20. http://www.mz.gov.pl/wwwmz/index?mr=q491&ms=383&ml=pl&mi=383&mx=0&mt=&my=767&ma=031371 Też jestem ciekaw. Zgodnie z obecnie obowiązującymi przepisami taki specjalista na OIT pracować nie może.
  21. Część z nich mimo posiadania dyplomu z innego kraju nie ma uprawnień do wykonywania zawodu na terenie Pl. Nie podlegają izbie lekarskiej więc OSL nie ma tu nic do roboty. Są natomiast ścigani z art 58 ustawy o zawodzie lekarza. Były przypadki takich spraw, kończyło sie najczęściej na grzywnie, nie kojarzę przypadku gdy ktoś poszedł siedzieć. Pacjenci skarżą się też na polskich lekarzy, ktorzy uprawiają szarlatanerię - OSL rozpatruje takie sprawy, kończy się grzywną i naganą.
  22. To zależy gdzie chce się pracować. Wymagania pracodawców odnośnie znajomości norweskiego przez cudzoziemców są różne. Niektóre jednostki wymagają zdanego Bergenstestu, inne sprawdzają znajomość języka jedynie w czasie interview. Jeden ze znajomych miał zdany Norskprøve 3 i też dostał pracę (Bergenstest zdawał już pracując). Są tez jednostki, które mają podpisane umowy z firmami rekrutującymi - w takim wypadku wszystko zaczyna się od intensywnego kursu językowego (mój kolega jadący z firmą zaliczył kurs półroczny). Z racji tego, że człowiek nie pracuje dostaje jakieś tam stypendium. Oczywiście wszystkie te "przyjemności" trzeba odpracować co wiąże się z odpowiednio niższą pensją przez pewien okres czasu (np. 2 lata).
  23. Niestety nauczyciel akademicki oprócz tego,że uczy studentów musi jeszcze leczyć pacjentów (czyli wypełniać cała masę papierów bardziej lub mniej pierdołowatych), a jeśli jest nieco wyżej w hierarchii musi tez często pilnować rezydentów (przeglądać i podpisywać papiery przez nich napisane). Są tez tacy, którzy się po prostu opierdalają, bo nikt ich nie pytał czy chcą uczyć studentów czy nie. Po prostu zostali nimi obdarowani bez możliwości oddania prezentu ;] Intubacje w NZK sa zazwyczaj dość trudne więc lepiej wsadzić LMA albo wentylować na maskę, jeśli ktos wie, że nie uda mu się wsadzić rury zgodnie z wytycznymi. To, że spora część studentów nie umie odpowiednio przyłożyć maski twarzowej to inna para kaloszy ;]
  24. temat odpowiedział Matt → na godziaDyskusja ogólna
    ^^ Spora część studentów nie poszła na studia, żeby zdobyć wiedzę tudzież obcować z kulturą tylko po to, żeby zdobyć papier. Większość z nich i tak nie zrozumie kultury, bez względu na to ile fakultetów i na jakich uczelniach skończą. Po prostu nie są tym zainteresowani. Lepiej więc skupić się na tych naprawdę zainteresowanych, co jest trudne biorąc pod uwagę liczebność grup dziekańskich. Grupy sa duże, bo studentów jest dużo i nie ma czasu na pracę z tymi naprawdę zdolnymi. Zamiast więc wywalać w błoto kasę (na kształcenie tych niezainteresowanych niczym) lepiej wspomóc tych zainteresowanych, żeby umożliwić im lepszy start i rozwój. Amen.,
  25. temat odpowiedział Matt → na godziaDyskusja ogólna
    Dla wielu to niestety jedyna forma przygotowania się do egzaminu. Potem jest tak, że z omówieniem leczenia ostrej niewydolności nerek jest wielki problem, za to każdy wie za co odpowiada gen WT1, bo pytanie o to było na teście. Rozumiem, że testy są jakie są (też studiowałem i zdawałem egzaminy), ale wypadałoby oprócz pierdół znać podstawy. W końcu ludzie uczą się po to, żeby zdobyć wiedzę niezbędną w celu leczenia pacjentów, a nie zdania egzaminu. Nic dziwnego, że częśc stażystów czy rezydentów ma problem z podstawami.

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.