Zawartość dodana przez Kot
-
No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
wydaje mi się, że najpierw będzie się robić moduł podstawowy a dopiero po nim moduł szczegółowy. Obawiam się, że częsta będzie sytuacja kiedy będzie się je robić w dwóch różnych miejscach z różnymi opiekunami. Bardzo wiele specjalizacji ma wspólne moduły podstawowe z chorób wewnętrznych oraz chirurgii więc pewnie będzie batalia żeby nie zostać wysłanym na taki moduł do jakiegoś pcimia dolnego.
- No i mamy rewolucje! Specjalizacje modułowe
-
Otwarty fundusz emerytalny- jaki wybrać
Mam kolegę, który interesuje się takimi rzeczami. Radzi przejrzeć różne rankingi z różnych lat i wybrać ten fundusz, który w ciągu kilku kolejnych lat zajmuje wysokie (niekoniecznie pierwsze) miejsce. Mateusz zainspirowałeś mnie - będziemy razem z małżonką wpłacać co miesiąc 200 zł na konto. Za 40 lat będzie bańka.
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
ups to sądząc po średniej ja będę tym debilem mordującym ludzi
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
ja sobie policzyłem, że jak dostanę same 5.0 z 10 egzaminów na 6 roku to będę miał na koniec studiów średnią 3.5 I wcale się jakoś wybitnie nie staram, żeby dostawać te 5 Staż to i tak loteria - może uda ci się wydębić ten wymarzony superhiperzajebisty szpital z 15 klinikami i w ogóle, ale trafisz na beznadziejnych opiekunów i będziesz przez pół roku trzepać wypisy a drugie pół pisać rozprawki na temat zapalenia oskrzeli u dzieci. Nie ma co się spinać skoro takie rzeczy w ogóle od nas nie zależą. Pozdrawiam świątecznie
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
Messer popełniłem nieścisłość. Pisząc studia miałem na myśli zajęcia na uczelni. Sam korzystam z zajęć pozalekcyjnych bardzo często i dają mi bardzo dużo. A pod tym podpisuję się rękami i nogami!
-
Umiejętności praktyczne zdobywane na studiach medycznych.
A ja zaryzykuję stwierdzenie, że studia medyczne nie sprzyjają zdobywaniu praktycznych umiejętności
-
specjalizacja z medycyny ratunkowej - czy warto?
Ja się nie zgodzę z wysokością pensji. Nikt nie płaci specjaliście medycyny ratunkowej 200 zł/h w ZRM. Powód? 200 zł x 24h = 4800 zł / dobę. Tyle mniej więcej NFZ daje na jedną karetkę S na dobę (około 5000 zł). Z tej kwoty trzeba zapłacić jeszcze 2 ratownikom lub 2 ratownikom i kierowcy, kupić benzynę, opatrunki, venflony itp. Oczywiście nie biorę pod uwagę różnych wiejskich patologii kiedy to lokalny gonzo-dyrektor pogotowia wlepia sobie 200 zł/h pensji i jak jest wezwanie to każe karetce jeździć po siebie do domu, gdy "jest na dyżurze". Jeśli chodzi o SORy to także dostają ryczałt dobowy za gotowość i każdy grosz więcej pensji personelu = większe długi szpitala. Znam stawki z większości SORów w Warszawie oraz z kilku podstacji pogotowia w całej Polsce. Nigdzie nie ma więcej niż 120 zł/h brutto. Standard to około 45-75 zł/brutto za godzinę. Ogromne stawki miesięczne wynikają oczywiście z ilość przepracowanych godzin. Miesiąc ma niestety "zaledwie" 720 godzin - dyżurujących po 600h nie brakuje (resztę godzin przesypiają a wielką kasę oszczędzają chyba na własny pogrzeb). Chyba, że kolega pisze o "prywatnych" firmach transportowych, karetkach "N" (tu w Warszawie można tyle zarobić - z tym że wolą anestezjologów i neonatologów). Z rozmów z młodymi lekarzami tam pracującymi wiem, że do "prywatnych" transportów lekarskich biorą chętnie rezydentów anestezjologii (mogą im mało płacić). Osobiście nie widzę przyszłości dla tej specjalizacji w Polsce. Choćby dlatego, że nie ma sensownego systemu kształcenia takich lekarzy (5,5 roku siedzenia na stażach rezydenckich patrz program specjalizacji na stronie CMKP - każdy stara się dogadać, żeby jak najmniej czasu na nich spędzić), brak jest odpowiedniej organizacji pracy (brak wyposażenia, procedur, centrów urazowych), system dyżurowy na SORach uniemożliwia pracę z rezydentami i ich kształcenie na zasadzie mistrz-uczeń. Efektem tego są specjaliści-matoły, którzy nie potrafią ani dobrze ocenić EKG, ani dobrze zeszyć rany, ani dobrze nastawić złamania, ani dobrze wyrównać pacjenta w ciężkim stanie. Jeśli pracują w dużym wielospecjalistycznym szpitalu to złamanie-ortopeda, udar-neurolog, umiera-anestezjolog, zawał-kardiolog itp. Jedyny ich atut to umiejętność resuscytacji (którą tak między nami mówiąc każdy internista powinien mieć w małym palcu), jednak przydaje się ona stosunkowo rzadko bo większość pacjentów zgłaszających się na SOR (z moich doświadczeń 99%) resuscytacji nie wymaga. Cała trudność w tej specjalizacji to różnicowanie różnych stanów kardiologicznych - z tym przychodzi większość pacjentów. Potrzebne jest do tego ODPOWIEDNIE doświadczenie kardiologiczne. Na własne oczy widziałem rzeczy wyczyniane przez lekarzy ratunkowych i m.in dzięki temu przeszła mi ochota na tą specjalizację. Z książek nie da się pewnych rzeczy nauczyć. Potrzebna jest praktyka kliniczna a tej bez co najmniej kilkuletniej pracy na np. internie nie sposób nabyć. Kolejny problem z lekarzami ratunkowymi to brak określonych kompetencji. Efektem tego każdy pacjent załatwiany przez lekarza ratunkowego to potencjalny pozew. "Miał zakażoną ranę - dlaczego nie wezwał Pan chirurga", "Na zdjęciu widać złamanie stawu biodrowego - dlaczego nie skonsultował Pan go z ortopedą", "Pacjent z bólem w klatce był po 2 zawałach - dlaczego nie widział go kardiolog", "Pacjentka miała zawroty głowy - nie była konsultowana przez laryngologa", "Przecież nie jest Pan neurologiem, na jakiej podstawie wykluczył Pan udar" itp. itd. Jeśli chodzi o dorabianie to oczywiście "obstawy medyczne" - tu może być 200 zł/h (w zależności od układów), prywatne firmy transportowe, kursy i szkolenia. Jest duży popyt na MR za granicą (nikt nie chce tam pracować na SORach, podobnie jak w Polsce) - wymagana jest oczywiście biegła znajomość języka. Jeśli chodzi o wyjazd do Anglii to wystarczy mieć 3 lata doświadczenia w pracy na SOR, żeby w tamtejszym centrum urazowym mieć tytuł konsultanta. Ofert jest sporo. Rozumiem "napalenie" niektórych kolegów bo sam spędziłem dzieciństwo na oglądaniu "Ostrego dyżuru", ale niestety rzeczywistość w naszym kraju nad Wisłą nie wygląda tak różowo.
-
Czasopisma, jakie polecacie?
ja prenumeruję medycynę praktyczną. Dobry sposób, żeby być na bieżąco ze sprawami ogólnointernistycznymi i ogólnokardiologicznymi, ale niestety po bardziej specjalistyczną wiedzę (gastroenterologia, dermatologia, kardiologia trzeba sięgnąć do innych, bardziej specjalistycznych publikacji). Opiera się na EBM i często zamieszcza aktualizacje różnych wytycznych (np. leczenie A-fib wg ESC, polskie wytyczne profilaktyki i leczenia ŻChZZ). Stałym działem jest też "przegląd aktualnych badań" - czyli kilka wybranych przez redakcję, ciekawych artykułów (najczęściej są to badania dotyczące skuteczności leków) MP pomogła mi bardzo w nauce do interny, zaopatruje mnie w ogólnolekarską wiedzę. Na plus należy zaliczyć stałe działy - EKG (w każdym numerze jeden przypadek), USG (także jeden przypadek), serie takie jak "dermatologia dla niedermatologów", "okulistyka dla nieokulistów" (omawiają częste przypadłości związane z tymi specjalnościami jak np zapalenie spojówek, rak kolczystokomórkowy itd.). Wreszcie w każdym numerze jest artykuł dotyczący praktyki klinicznej - np co zrobić z pacjentem leczonym substytucyjnie hormonami nadnerczy w różnych dziwnych sytuacjach klinicznych takich jak operacja, biegunka, zawał serca itp. Oprócz tematów stricte medycznych można tam znaleźć wywiady ze znanymi ludźmi dotyczące ich światopoglądu, dotychczasowych kontaktów z medycyną i oczekiwań odnośnie lekarzy. Ostatnio był ciekawy artykuł dotyczący zarządzania jakością i akredytacji w służbie zdrowia (dlaczego warto ujawniać błędy i zdarzenia niepożądane). Dostępne są także serie testów pozwalających na powtórkę wiedzy zamieszczonej w artykułach (można wysyłać odpowiedzi do redakcji i zbierać punkty - najbardziej aktywne osoby zdobywają nagrody).
-
Homeopatia i lekarze
Nie zabraniajmy też chiromancji, nakładania rączek, urządzenia Oberon, leczących kamieni i cudownej-wody-z-łona-matki-boskiej.... Gdzieś trzeba postawić granicę absurdu. Musi być rozdział między medycyną opartą na faktach, nauce i badaniach a wiarą i zabobonami. Leki mają badania w których często wychodzi, że są nieskuteczne. Tak było np z aktywowanym białkiem C (Xigris) stosowanym w sepsie. Po opublikowaniu metaanalizy główny inspektor farmaceutyczny wycofał preparat ze stosowania w Polsce. Inna sprawa, że wiele leków ma mocno "wątpliwe" badania - np wiele cudownych specyfików na poprawę krążenia mózgowego. W pewnych sytuacjach są skuteczne. Wiadomo, że po udarze nie pomagają dlatego lekarze powoli wycofują się z ich stosowania. Oczywiście trudno przekonać kogoś kto wlewał je przez dwadzieścia lat wiadrami w swoich pacjentów, żeby z dnia na dzień przestał. Zmiany w świadomości, szczególnie w medycynie następują bardzo powoli. Część naszych kolegów bierze łapówy od repów w zamian za przepisywanie leków. "Przedstawiciele firm farmaceutycznych" oczywiście doskonale wiedzą komu dawać nagrody bo mają miesięczne zestawienia ile sztuk danych preparatów zapisał dany lekarz. Ja patrzę z obrzydzeniem na przymilne panie w szpilkach wciskające mi jedzenie, długopisy, książeczki, ciuszki i stetoskopy. Trudno pochwalać takie procedery i trudno jest na nie przyzwalać bo naszym nadrzędnym zadaniem jest działanie w interesie pacjentów a nie drenowanie ich kieszeni. Tymczasem ta sprawa wygląda bardzo podobnie jak z homeopatią. Wiem, że coś nie działa, ale zapisuję to bo dostaję za to kasę. Żałosne....
-
Spzoz w mieście powiatowym , praktyki po 1 roku
Patrząc z perspektywy czasu na moje praktyki - a odbyłem już wszystkie wymagane w programie studiów mogę stwierdzić, że bardzo zależy na kogo się trafi. Po pierwszym roku zrobiłem praktyki pielęgniarskie w szpitalu MSWIA na oddziale onkologii oraz nefrologii. Dzięki miłej pani oddziałowej dużo się nauczyłem. Nigdy nie migałem się od ścielenia łóżek, zmieniania pampersów czy karmienia pacjentów z kilku powodów: a) dzięki temu nabrałem szacunku do pracy pielęgniarek i salowych i zrozumiałem, że one także ciężko pracują. (co moim zdaniem nie jest najważniejsze) mogłem zrozumieć, że każda z tych czynności zajmuje czas i nie mogę w przyszłości wymagać od pielęgniarek, żeby zaginały czasoprzestrzeń. To, że pacjenci leżą w obsranych pampersach nie zawsze jest winą wrednych piguł - jest ich za mało i nie starcza czasu na właściwą pielęgnację. c) mogłem poznać zasady pielęgnacji pacjenta w praktyce dzięki czemu będę wiedział czego mam wymagać w przyszłej pracy. Np. wiele z tych rzeczy bardzo ułatwia mi wolontariat na SOR bo to co ratownicy robią w 5 minut (np wymiana pampersa + toaleta) ja robię w 2. Po drugim roku byłem 2 tygodnie w przychodni POZ - głównie w punkcie pobrań, gabinecie zabiegowym i gabinecie chirurga. Venflony, zastrzyki, pobieranie krwi, cukry, opatrunki itp. Kolejne dwa tygodnie spędziłem na SOR - tam robiłem bardzo dużo wszystkiego (na początku zacząłem od sprzątania, venflonów, EKG, mierzenia parametrów itp.) Tak mi się spodobało, że już czwarty rok tam chodzę. Po trzecim roku miesiąc spędziłem na internie w szpitalu wolskim (nieklinicznym). Niczego się nie nauczyłem bo trafił mi się lekarz delikatnie mówiąc bez zacięcia dydaktycznego. Z rozmowy między nim a ordynatorem wywnioskowałem, że przydzielono mu studenta chyba za karę. Przez 26 dni pisałem wypisy i mierzyłem ciśnienie. Po czwartym roku przyszła pora na POZ i pediatrię. W przychodni dowiedziałem się, że lekarze nie będą się zajmować studentami bo nikt im za to nie płaci więc dostałem podpis za friko (przyszedłem tam tylko dwa razy). Pediatrię robiłem na Działdowskiej (szpital kliniczny jak w mordę strzelił!) na diabetologii. Takiej nudy jeszcze nigdy nie doświadczyłem. Lekarze mówili, że za opiekowanie się studentami nikt im nie płaci, więc dwa tygodnie spędziłem na opisywaniu dzieci z cukrzycą, które przyszły na kontrolne badania na "pobyty krzesełkowe". Dzieci były zdrowe (nie licząc oczywiście cukrzycy) więc po 30. wypełnionej w ten sam sposób historii choroby zacząłem myśleć jak stamtąd najszybciej uciec. Myślałem, że chociaż pielęgniarki będą chętne do współpracy, ale niestety okazało się, że zespół jest wyjątkowo zmanierowany i wrogo nastawiony do studentów - nie dały nawet pobrać krwi szesnastolatkowi. Po piątym roku chirurgia oraz ginekologia i położnictwo (najgłupsze praktyki na świecie bo ginekologię mamy dopiero na 6 roku!). Chirurgia w szpitalu CMKP na Czerniakowskiej (klinicznym, ale nie akademickim) - nudy, nudy, nudy. Trafiła mi się świeżo upieczona rezydentka chirurgii więc poza chodzeniem na operacje (głównie laparoskopowe) nic nie zrobiłem. Szczytowym wyczynem było trzymanie haków (rezydentka robiła niewiele więcej, bo szyła skórę po operacjach) - wszystko inne robił profesor. Głównie spałem w pokoju lekarskim. Z personelu pielęgniarskiego też nie byłem zadowolony bo prym wiodła pewna pani, która za punkt honoru postawiła sobie wyżywanie się na studentach i krytykowanie ich za wszelką cenę. Pewnie mój ambiwalentny stosunek do tych praktyk wynika stąd, że nie jestem pasjonatem chirurgii. Bardzo mili byli za to stażyści, których z tego miejsca chciałbym pozdrowić - jeśli to czytają! Ginekologia - w tym samym szpitalu. Tłum młodych rezydentów i stażystów na sali porodowej, kolejki do cięcia cesarskiego. Przez pierwszy tydzień zobaczyłem tylko jeden poród (pani uparły się, żeby wszystkie rodzić w nocy). Czas spędziłem na pisaniu wypisów. Na szczęście młodzi rezydenci byli bardzo uprzejmi i chętnie dzielili się tajnikami ginekologii (jak tam te główki się obracają, etapy porodu, co zrobić jak pupa wystaje a nie główka itp.). Stażyści także byli bardzo mili. Reasumując - jeden poród i 50 wypisów przez dwa tygodnie. Trudno na tej podstawie wyciągnąć konkretne wnioski - jaki szpital jest dobry. Moi znajomi w 6 osób spędzili praktyki z chirurgii na Banacha (szpital kliniczny) i byli bardzo zadowoleni. Znajomi, którzy razem ze mną robili praktyki z pediatrii byli tak samo jak ja niezadowoleni. Reasumując - z praktykami jak ze stażem. Zależy na kogo się trafi. Czy szpital powiatowy jest lepszy od klinicznego molocha? Personel pielęgniarski na pewno nie jest zmęczony studentami-zawalidrogami pałętającymi się po oddziale. Po pierwszym roku najlepiej skupić się na czynnościach pielęgniarskich - jest to najlepszy czas, żeby nauczyć się rzeczy, których na studiach nie ma a które są niezbędne w tym zawodzie (pobieranie krwi, venflony, nabieranie leków, przygotowanie kroplówki) oraz czynności pielęgnacyjnych o których lekarz powinien wiedzieć (jak karmić dojelitowo nieprzytomnego? jak podać leki doustne osobie, która nie przełknie? jak pościelić łóżko, żeby pacjent nie dostał odleżyn? jak karmić? jak przewijać leżącą osobę?). Zbyt wcześnie jest na zgłębianie tajników diagnozowania i leczenia chorób - większości rzeczy człowiek wtedy nie wie i nie rozumie. Z ciekawostek mogę dodać, że jest to dobry czas na naukę USG - świeżo po anatomii człowiek jest w stanie zobaczyć na tym ekranie bardzo wiele bo widząc gdzie jest przyłożona głowica jest w stanie wykombinować co dokładnie się tam znajduje (ja np wypatrzyłem naczynia nabrzuszne) Pozdrawiam i cieszę, się że udało wam się przebrnąć przez tego przydługiego posta ^^
-
Homeopatia i lekarze
No to mamy leki niegroźne, nieszkodliwe i niedziałające, które nie zostały wyprodukowane metodą homeopatyczną. Np. słynna polska witamina C. Do tego dodamy płukanie gardła wodą z solą i parę innych magicznych sztuczek i pacjent wyjdzie zadowolony. Chciałbym zauważyć, że nie ma homeopatycznych antybiotyków (chociaż jest antidotum na wąglika xD). Jeśli pacjent się awanturuje, że koniecznie chce antybiotyk to można mu opowiedzieć o skutkach ubocznych. Ciekawe czy nadal będzie taki chętny.
-
Homeopatia i lekarze
zdaje mi się że jakiś czas temu naczelna izba lekarska chciała uchwałą zabronić lekarzom przepisywania homeopatii. Musiała się jednak ugiąć pod presją lobby homeopatyczno-aptekarskiego. Jeśli ktoś ma wątpliwości co do skuteczności homeopatii polecam ten filmik TAK -są lekarze, którzy ukończyli studia medyczne, mają tytuł lekarza i prawo wykonywania zawodu i zajmują się sprzedawaniem tego gówna. Jest to ogromny biznes, bardzo dochodowy!
-
GMO
ach tak, przypomniałem sobie o co z tą soją z monsanto chodziło - jest odporna na roundup który zabija wszystko prócz niej. Jaką mam więc gwarancję, że jakieś jego metabolity nie kumulują się w tych roślinkach? I skąd mam wiedzieć, że nie mi zrobią kuku ew. mojej ciężarnej żonie skoro nikt tego nie zbadał? Prawa patentowe to inna strona medalu - roślinkę transgeniczną można opatentować i brać kasę za nasiona. Tak właśnie robi ten koncern Monsanto. Rolnicy podpisują zobowiązania, że wszystkie nasiona zasieją a cały produkt sprzedadzą i nie zostawią sobie żadnych na następny rok. Chodzi o to, żeby ciągle musieli kupować nowe....
-
GMO
A ja uważam, że sprawa nie jest wcale taka oczywista. Nie mamy dowodów, że np taka genetycznie modyfikowana soja, zawierająca sztuczny gen kodujący białko zabijające WSZYSTKIE szkodniki nie jest szkodliwa dla ludzi. Nie ma żadnych badań na ten temat. Lobby firmy Monsanto przeforsowało w USA przepisy pozwalające na wprowadzanie genetycznie modyfikowanych "produktów" bez jakiejkolwiek kontroli tamtejszej FDA. Nie mamy więc żadnej pewności, że niektóre roślinki nie okażą się np. nowym talidomidem. Z drugiej strony GMO to nie tylko soja ale także np. bakterie produkujące ludzką insulinę. Nie można go bezmózgo zabraniać, ale warto upewnić się, że dane konkretne modyfikacje są nieszkodliwe dla ludzi.
-
Studia a specjalizacja
Największą wartość ma to czego się sam nauczysz. Im więcej tym lepiej. Mam wielu znajomych, których CV pęka w szwach od "prac naukowych" prezentowanych na konferencjach studenckich i którzy działają w 5 różnych kołach (wygłaszając i słuchając odczytów). Czy to zrobi wrażenie na pracodawcy? Zależy pewnie od pracodawcy, ale większość z nich zna jakość takich prac oraz kół i nie zaprząta sobie tym głowy. Są osoby, które działają ciągle przy jakiejś klinice licząc, że będzie tu na nich czekało miejsce. Czasem się udaje a czasem przychodzi synek-wujka-dziadka-kolegi z wojska po znajomości i jest problem. Wtedy takie osoby wylewają żale na forach dla młodych lekarzy jakie to życie jest niesprawiedliwe. Tymczasem s************ jest powszechną cechą klinik uniwersyteckich. Im więcej się nauczysz medycyny tym lepiej. Nie da się tego zrobić siedząc w sali seminaryjnej, na wykładzie czy nawet drepcząc dwie godziny dziennie po oddziale za asystentem. Jedyny sposób to widywać pacjentów, rozmawiać z nimi, badać ich i główkować co by tu podać, co zlecić oraz na jakie badania wysłać. Potem porównywać swoje pomysły z tym, co zrobią starsi lekarze. Im więcej tym lepiej. Zobaczysz jak naprawdę wyglądają objawy najczęściej występujących chorób, nauczysz się radzić sobie z upierdliwymi babciami i wgrasz do głowy schematy postępowania doskonale ułatwiające prace. Inna sprawa to opracowanie odpowiedniej organizacji pracy - w skrócie jak pogodzić stosy papierów, nawał pacjentów i jak to wszystko sobie zorganizować by się w tym wszystkim nie pogubić, niczego nie przeoczyć, każdego pacjenta "załatwić" odpowiednio i by się do końca dnia ze wszystkim wyrobić. Potem, niezależnie od tego, gdzie się dostaniesz będziesz sobie lepiej radził i twój szef to doceni. To oczywiście dopiero początek dłuuuuuugiej drogi i nie łudź się że jakakolwiek aktywność w czasie studiów w pełni przygotuje cię do przyszłej pracy. Ja wybrałem SOR, gdzie chodzę już prawie 4 lata. Zaczynałem jako pomocnik pielęgniarki a teraz mam zaprzyjaźnionych lekarzy którym pomagam i od których uczę się więcej niż kiedykolwiek mógłbym dowiedzieć się na studiach. Czy będę chciał jakieś zaświadczenie, że spędziłem tam z własnej nieprzymuszonej woli kilka tysięcy godzin (może więcej, może mniej, nigdy tego nie liczyłem)? Pewnie spróbuję. Ciekawe tylko czy kogokolwiek w przyszłej pracy będzie to obchodziło...
-
Przyszli nefrologowie ,transplantolodzy Warszawa
hmmm nefrologia? pacjenci po latach dializ z tętnicami wieńcowymi inkrustowanymi wapniem. Koszmarne rozległe zawały, przed którymi nie ochroni żadna maszyna. Depresja spowodowana uzależnieniem od wielogodzinnych dializ. Transplantologia? Patrzenie miesiącami na powolną śmierć ciężko chorych ludzi dla których zabrakło narządów? Jakoś mnie to nie pociągało...
-
Ratownicy na motocyklach
ratownik nie jest od tego żeby różnicować przyczyny bólu w klp! a już tym bardziej bólu psychogennego bo żeby go rozpoznać trzeba wykluczyć wszystkie przyczyny organiczne. Każdy chory z bólem w klatce piersiowej powinien trafić do szpitala. no cudownie, ale ja pisałem że mimo, że dojedzie szybciej to i tak zbyt wolno dla ofiary NZK, u której nikt nie będzie prowadził BLS od początku. Na motor można załadować bardzo wiele, ale to zwiększa wymiary (trudniej się z sakwami przeciskać między samochodami), zmniejsza prędkość i przyśpieszenie, zwiększa drogę hamowania. Taki obładowany motor jest bardziej niebezpieczny. Tymczasem jedna osoba i tak nie poprowadzi ALS. A skoro jedzie motor i karetka to dlaczego nie wysłać samej karetki? Jeśli chodzi o profilaktykę to i tak za mało robimy a jak już robimy to niewiele to daje. A przecież udowodniono, że to właśnie ona daje największą redukcję kosztów leczenia (jak ktoś nie jest chory to nie trzeba go w ogóle leczyć!). Tymczasem nasz rząd woli finansować leczenie (i to w dodatku szpitalne kosztem ambulatoryjnego) i koło się zamyka, ale to już temat na oddzielną dyskusję. Można by zacząć od dobrego finansowania POZ tak, żeby ludzie czekający w kolejce do przychodni nie wzywali karetek.
- przyspieszenie zapamietywania - szczegolnie material "pamieciowy"
-
Ratownicy na motocyklach
Obawiam się, że taki ratownik niewiele zmieni. 99,9% pacjentów którzy wzywają karetkę w Polsce nie "umiera" na tyle szybko, żeby taki człowiek na motorze zmienił cokolwiek w ich rokowaniu. Wystarczy zapytać pierwszą lepszą osobę pracującą w pogotowiu - najwięcej wezwań to alkohol i pierdoły (ból brzucha od miesiąca). Motor nie przewiezie pacjenta do szpitala. Motor nie pomieści sprzętu potrzebnego do zaopatrzenia pacjenta urazowego (np deski). Motorem jeżdżą ratownicy co nie zadowoli pacjentów liczących na "przychodnię na kółkach" z lekarzem. W przypadku np bólu w klatce piersiowej, zasłabnięcia, duszności ostateczna diagnostyka to i tak szpital, więc motorowiec może co najwyżej założyć venflon i... czekać na normalną karetkę. Bo ta dojedzie zaraz po tym jak zbierze wywiad i założy wkłucie. Dojazd ratownika na motorze też zabiera czas. W przypadku NZK w miejscu publicznym (bo właściwie tylko takie zastosowanie widzę dla ratowników na motorach) 1 minuta mija zanim ktoś zadzwoni na PR 1 minuta mija zanim dyspozytor przekaże wezwanie do ZRM kolejne minuty zajmuje dojazd. Motor też się przeciska pomiędzy samochodami w korku. A po 5 minutach umiera mózg. Sprawa jest przegrana niezależnie od tego, kto jedzie. Może zamiast wydawać pieniądze na leczenie (dodatkowe zespoły motorowe, wodne, powietrzne, rowerowe itp), zainwestujemy w profilaktykę chorób sercowo-naczyniowych (leczenie nadwagi i otyłości, poprawę compliance w leczeniu NT, badania przesiewowe w kierunku zaburzeń lipidowych), nauczanie pierwszej pomocy (bo tak naprawdę przeżycie zależy od tego czy ktoś na miejscu zdarzenia podejmie od razu BLS - niezależnie od tego czy jedzie motor czy cała ciężarówka) oraz liczne AED łatwo dostępne w miejsach publicznych? Im mniej ludzi będzie miało czynniki ryzyka tym mniej będzie zawałów i tym mniej pracy będą mieli "zwykli" ratownicy w karetkach. Brytyjczycy mają śmigłowce do cięzkich przypadków w Londynie i ponoć wyszło im, że interwencja "z powietrza" wcale nie wpływa znacząco na przeżycie pacjentów. Często wręcz nadmiernie wydłuża czas pobytu na miejscu zdarzenia.
-
USG - współczesny stetoskop
Swego czasu usłyszałem, że USG jest "nowoczesnym stetoskopem" i każdy współczesny lekarz, niezależnie od specjalizacji powinien z niego korzystać w codziennej praktyce. Każdy z nas wie, że za jego pomocą można zbadać praktycznie każdy zakątek ciała naszych pacjentów. W standardowym wyobrażeniu wysyłamy chorych do radiologa na USG brzucha, tarczycy, sutka lub naczyń. Tymczasem ultrasonografia wkrada się już do wielu innych specjalności. W anestezjologii USG jest "najnowszą modą" - anestezja regionalna, kaniulacja naczyń, USG płuc, ocena serca, USG podczas resuscytacji, ocena ciśnienia śródczaszkowego, ocena szerokości żyły głównej dolnej. W medycynie ratunkowej króluje FAST W kardiologii ECHO serca Chirurdzy naczyniowi uczą się dopplera naczyń Patomorfolodzy robią biopsje aspiracyjne tarczycy i sutka. Chirurdzy ogólni drenują torbiele i ropnie Ortopedzi robią USG stawów itd. Czy nie lepiej będzie jeśli każdy przyszły lekarz będzie na studiach uczył się podstaw USG np na internie, na równi z osłuchiwaniem i zbieraniem wywiadu? W zakres będzie wchodziła podstawowa ocena brzucha, serca, tarczycy, kaniulacje. Co o tym sądzicie?
- przyspieszenie zapamietywania - szczegolnie material "pamieciowy"
-
Pojazd uprzywilejowany a praktyka w miejscu wezwania
będziesz stwarzał w ten sposób zagrożenie w ruchu drogowym. poza tym będziesz wkurzać kierowców na czym ucierpią prawowici użytkownicy pojazdów uprzywilejowanych - PRM, straż pożarna i policja... Słyszałem o ratowniku medycznym który kupił w niemczech starą karetkę i jeździł po zakupy na sygnałach. Nie wiem jak się skończyła jego przygoda. Wiem, że zainstalowanie takich sygnałów w samochodzie bez pozwolenia (nie tylko samo używanie ich) naraża na areszt lub grzywnę -> patrz kodeks drogowy. Jeśli chodzi o używanie sygnałów bez potrzeby to w Warszawie jest to nagminne - często widzi się prywatne firmy transportu sanitarnego jeżdżące na sygnałach z pacjentami na dializy. One mają najczęściej wszystkie wymagane pozwolenia, ale nadużywają "kogutów" by nie stać w korkach. Największe przegięcie dotyczące sygnałów o którym słyszałem występuje w Moskwie, gdzie różni "bogaci" i "wpływowi" ludzie instalują sobie koguty na limuzynach i ignorują przepisy oraz innych kierowców. Niektórzy "kupują" sobie nawet odpowiednie pozwolenia. Wkurzeni na taką bezczelność ludzie wzięli sprawy w swoje ręce i obrzucają takie samochody jajami oraz specjalnie blokują ich przejazd. Jest sporo filmików na youtube pokazujących takie obywatelskie postawy.
-
odzież medyczna nowa kolekcja :)
och to imponujące...a mogę dostać jeden komplet za darmo żeby go przetestować i na własnej skórze doświadczyć przewagi splotu diagonalnego nad niediagonalnym?
-
odzież medyczna nowa kolekcja :)
co jest takiego wyjątkowego w tych ubraniach prócz tego, że są dwu a nawet trzykrotnie droższe od dostępnych w innych sklepach?