Zawartość dodana przez Kot
-
Lekarz czy prawnik? A może dwa w jednym!
Każdy młody adept medycyny myśli, że jego głównym zajęciem będzie diagnozowanie i leczenie pacjentów. Nic bardziej mylnego! Leczenie ludzi w naszym kraju jest uregulowane licznymi aktami prawnymi, które ciągle się zmieniają. Powstają nowe, a poprzednie przestają obowiązywać. Lekarz ponosi poczwórną odpowiedzialność: "karną" (zarzuty z kodeksu karnego), "cywilną" (proces o odszkodowanie), "administracyjną" (gdy nieprawidłowo wystawi receptę lub zwolnienie) oraz "zawodową" (złamanie kodeksu etyki lekarskiej). Jeszcze w czasie studiów na farmakologii poznajemy Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie recept lekarskich. Po zakończeniu studiów w nasze ręce trafia "Kodeks Etyki Lekarskiej" a uregulowania dotyczące stażu podyplomowego znajdziemy w "Ustawie o zawodzie lekarza". Na stażu jesteśmy pierwszy raz objęci zapisami "Kodeksu pracy". Nie tylko nimi bo dyżury medyczne uregulowano między innymi w "Ustawie o działalności leczniczej". Warto także przeczytać naszą umowę o pracę. Po raz pierwszy będziemy się zastanawiać czy podpisać klauzulę "opt-out", czyli zgodę na pracę bez ograniczeń czasowych. Wypisując recepty musimy brać pod uwagę wspomniane wcześniej rozporządzenie oraz "Ustawę prawo farmaceutyczne". Wystawiając recepty refundowane "pro auctore" podpisujemy umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia. Nieprawidłowe wypisywanie recept wiąże się z karami. Rekordziści płacą nawet kilkaset tysięcy złotych! Zwolnienia lekarskie wypisujemy na podstawie przepisów "Ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa" i "Rozporządzenia w sprawie szczegółowych zasad i trybu wystawiania zaświadczeń lekarskich, wzoru zaświadczenia lekarskiego i zaświadczenia lekarskiego wydanego w wyniku kontroli lekarza orzecznika Zakładu Ubezpieczeń Społecznych". Tu najpoważniejszą karą jest... cofnięcie uprawnień do wystawiania zwolnień. Taka kara wydaje się błogosławieństwem, ale szybko okazuje się, że nie mogąc wystawiać ZUS-ZLA nie ma szansy nigdzie "dorobić". Zapis o posiadaniu uprawnień do wystawiania zwolnień jest zawarty w niemal każdej umowie - każdy kto chce pracować w przychodni, w NPL lub na SOR musi taką możliwość posiadać. Karty zgonu wystawiamy w oparciu o archaiczną "Ustawę o cmentarzach i chowaniu zmarłych" obowiązującą nieprzerwanie od 31 stycznia 1959 roku! Jej zapisy ciągle doprowadzają lekarzy rodzinnych do szału i są źródłem nieustającego chaosu. Od 1959 roku nie wiemy kto tak naprawdę ma stwierdzić zgon obywatela polskiego! Gdy zechcemy przejść na kontrakt zakładamy własną działalność gospodarczą więc musimy zapoznać się z zapisami "Ustawy o działalności gospodarczej" oraz "Ustawy o rachunkowości" (choć będzie to głównie zadanie naszej księgowej) i o "Podatku dochodowym od osób fizycznych". Nieznajomość prawa, jak wiadomo, szkodzi. Nie usprawiedliwia także lekarza w przypadku jego złamania. Lekarze-menedżerowie oraz ci, którzy piastują stanowiska kierownicze też nie mają lekko: umowy z NFZ, rozliczenia, przepisy dotyczące działalnością gospodarczą, przepisy SANEPIDu, zarządzanie odpadami medycznymi, a do tego sprawy pracownicze, ustawa o zamówieniach publicznych i wiele wiele innych. Swoje odrębne przepisy mają również określone specjalizacje lekarskie. Na przykład anestezjolodzy mają "Rozporządzenie w sprawie standardów postępowania medycznego w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii dla podmiotów wykonujących działalność leczniczą". Określa ono kto i w jakich warunkach może znieczulać oraz prowadzić intensywną terapię. Jakie są wymagania sprzętowe, organizacyjne oraz kadrowe udzielania takich świadczeń. Wymienione tu przepisy to jedynie niewielka część obowiązujących w naszym kraju uregulowań prawnych. W wielu miejscach są nielogiczne, niespójne i wzajemnie sprzeczne. Mimo to każdy lekarz musi pamiętać o dwóch zasadach: "Nieznajomość prawa szkodzi" "Nieznajomość prawa nikogo nie usprawiedliwia".
-
Uwaga! Oszuści!
W życiu (prawie) każdego lekarza nadchodzi moment, gdy zakłada praktykę lekarską czyli jednoosobową działalność gospodarczą. Zakładanie własnej firmy zaczynamy od wizyty w naszym lokalnym urzędzie. Po złożeniu wniosku w ciągu kilku dni nasza firma pojawia się w ogólnodostępnym rejestrze CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej). Dane naszej firmy (w tym adres siedziby) pojawiają się w Internecie - są ogólnodostępne. Wtedy do akcji wkraczają oszuści! Na adres widniejący w spisie CEIDG, czyli najczęściej domowy adres lekarza wysyłają list z żądaniem zapłaty określonej kwoty (zwykle jest to od kilkudziesięciu do kilkuset złotych). Właściciel firmy nie obeznany z gąszczem przepisów może pomyśleć, że naprawdę ma do uiszczenia jakąś opłatę. Pismo jest skonstruowane w taki sposób, że nie sposób jest udowodnić oszustwo. Najczęściej jest w nim informacja, że wpis do CEIDG jest darmowy a opłata jakiej żąda oszust - fakultatywna. Po prostu prowadzi od firmę o nazwie łudząco podobnej do CEIDG i proponuje wpis do prowadzonego przez siebie rejestru w zamian za stosowną opłatę. Oczywiście skorzystanie z usług takiej "firmy" nie przyniesie nam żadnych korzyści. Pamiętajmy, że wpis do ewidencji działalności gospodarczej następuje w urzędzie i jest całkowicie darmowy!
-
W oczekiwaniu na wytyczne resuscytacji 2015...
15 października 2015 roku światło dzienne ujrzały nowe wytyczne resuscytacji opracowane przez Europejską Radę Resuscytacji. Jest to jedna z najważniejszych organizacji zajmujących się problematyką leczenia pacjentów z zatrzymaniem krążenia. W Polsce możemy na razie zapoznać się ze streszczeniem najważniejszych zmian. Dokładna treść "Wytycznych" jest nadal w tłumaczeniu. Wciąż nie wiadomo, kiedy będziemy mogli się z nimi zapoznać. Rewolucyjnych zmian nie ma. Nie zmienił się dobrze wszystkim znany algorytm 30 uciśnięć do 2 wdechów. Duży nacisk kładzie się na wczesną identyfikację zatrzymania krążenia przez świadków zdarzenia oraz rozpoczynania resuscytacji metodą samych ciśnięć klatki piersiowej na podstawie porad udzielanych przez dyspozytora medycznego. Po raz pierwszy pojawił się algorytm postępowania w zatrzymaniu krążenia towarzyszącemu ciężkim urazom. Ultrasonografia zajęła zasłużone miejsce narzędzia pomagającego w identyfikacji odwracalnych przyczyn zatrzymania krążenia. Położono nacisk na skuteczną wentylację i tlenoterapię u pacjentów u których zatrzymanie krążenia było spowodowane asfiksją (np. u tonących). Dodana została sugestia umieszczania defibrylatorów AED na pokładach samolotów. Zmalało znaczenie tlenoterapii hiperbarycznej w zatrucie tlenkiem węgla. Dodano rozdział dotyczący zatrzymania krążenia w warunkach sali operacyjnej. Dokładne podsumowanie zmian można przeczytać na stronie Polskiej Rady Resuscytacji. Natomiast oryginalne wytyczne po angielsku można ściągnąć ze strony Europejskiej Rady Resuscytacji.
- "Młodzi lekarze" w TVP. Pierwsze wrażenia
- "Młodzi lekarze" w TVP. Pierwsze wrażenia
-
Wielki powrót stażu podyplomowego lekarzy
Jednym z pomysłów rządu PO na polepszenie dostępności lekarzy w Polsce było wcześniejsze dopuszczanie lekarzy do zawodu poprzez likwidację stażu podyplomowego i wprowadzenie "kształcenia praktycznego" na 6. roku studiów medycznych. Rozwiązanie to przyniosłoby realne oszczędności (nie trzeba płacić stażystom pensji), a także zmniejszyłoby czas wymagany na wykształcenie nowego lekarza. Było jednak szeroko krytykowane przez izby lekarskie, Naczelną Radę Lekarską, organizacje związkowe oraz uczelnie medyczne. Najważniejsze zarzuty pod adresem tego pomysłu przedstawiały się następująco: uczelnie medyczne były nieprzygotowane do umożliwienia studentom "praktycznej nauki zawodu" na 6. roku - brakowało kadr, a infrastruktura szpitali klinicznych jest niewystarczająca. Na przykład w Izbie lekarskiej w Warszawie co roku staż podyplomowy zaczyna około 500 stażystów rozlokowanych po praktycznie wszystkich szpitalach w województwie mazowieckim. Ta sama ilość musiałaby korzystać jedynie ze szpitali klinicznych. Ilu stażystów odbywałoby szkolenie na jednym oddziale? Pięciu? Dziesięciu? W dotychczasowym systemie na jednym oddziale przebywa jednocześnie maksymalnie 2-3 stażystów. nie przewidziano środków dla uczelni medycznych na organizację nauczania praktycznego, zatrudnienie opiekunów stażu. nie rozwiązano problemów prawnych związanych z odpowiedzialnością za kontakt z pacjentem studentów nieposiadających prawa wykonywania zawodu lekarza, dostępem do dokumentacji medycznej oraz danych osobowych. Do studentów nie stosuje się zapisów zawartych w ustawie o zawodzie lekarza i lekarza dentysty. Kto zapłaciłby odszkodowanie, jeśli student, ćwicząc jakiś zabieg, spowodowałby jakąś szkodę dla pacjenta? Czy w takiej sytuacji lekarze szkolący studentów naprawdę pozwalaliby im na wykonywanie wymaganych procedur medycznych? W programie stażu podyplomowego są także procedury inwazyjne jak np. nakłucie jamy opłucnej. Nowy Minister Zdrowia Konstanty Radziwiłł zapowiada powrót stażu podyplomowego. Pierwsze roczniki studentów kształconych "nowym systemem" mają zakończyć studia w 2018 roku. To rodzi problem z przydziałem rezydentur, ponieważ w całej Polsce naraz do postępowania konkursowego wejdą dwa roczniki lekarzy - kształcony "starym systemem" po stażu podyplomowym i "nowym systemem" po 6 latach studiów. Czy przy obecnej liczbie dostępnych rezydentur wystarczyłoby dla wszystkich? Z całego serca życzę wszystkim studentom, aby staż podyplomowy powrócił. Pozwalał na bezpieczną naukę praktyczną zawodu, zapoznanie się z funkcjonowaniem systemu opieki zdrowotnej oraz zdobycie pierwszych doświadczeń w pracy z pacjentem. Są to rzeczy nieosiągalne w sterylnych warunkach, w jakich uczą się studenci w klinikach.
-
Świro-lotek: Co za typy!
Pracując w Nocnej i Świątecznej Opiece Zdrowotnej można spotkać najróżniejszych ciekawych osobników. Pewne rodzaje pacjentów przewijają się praktycznie na każdym dyżurze. Jacy to ludzie? Sprawdźcie sami! Oto ironiczny, słodko-gorzki przewodnik świro-lotka! Ból zęba - pan, najczęściej koło 50 lat, przychodzi, bo od kilku dni boli go ząb. U dentysty nie był. Prosi o przepisanie antybiotyku bo boi się wiertła, a sąsiadka poradziła, że dobra ciocia z NPL zapisuje antybiotyki na bolące zęby. Gdy zaglądam do jamy ustnej, widzę zgniłe pieńki czegoś co dawno temu było zębami. Co robię? Zalecam natychmiast zgłosić się do stomatologa. Pacjent niezadowolony opuszcza gabinet. Nadciśnienie - wiele lat temu autorzy wytycznych leczenia nadciśnienia tętniczego przewidywali, że chorobę tę uda się opanować w ciągu 5 lat. 20 lat później do NPLu, SORu ciągle zgłaszają się osoby, których nadciśnienie przerosło. Najczęściej jest to pani lat 60+, która od rana czuje się źle i boli ją głowa, więc przypomniała sobie, że można by zmierzyć ciśnienie. Wartość 170/100 mmHg wywołała autentyczny strach więc zgłosiła się do NPL. Najczęstsza przyczyna takiego stanu rzeczy? Nie bierze leków. Oczywiście za nic na świecie się do tego nie przyzna. Zapytana na co choruje twierdzi, że kiedyś miała NT, ale bierze leki i już nie ma. Po obniżeniu ciśnienia lekami doustnymi (wśród których pierwsze skrzypce gra zawsze hydroksyzyna) i upewnieniu się, że nie mamy do czynienia ze stanem nagłym nadciśnienia tętniczego, zostaje skierowana do swojego lekarza rodzinnego z zaleceniem, by jednak brać te leki. "Ale ja biorę panie doktorze!" Tak, tak... KOSZMARNY KASZEL! - zazwyczaj jest to zaniepokojona mama z dzieckiem. Słyszymy wariację na temat: "Dziecko od rana kaszle, strasznie kaszle, w ogóle jest to szczekający kaszel, nawet przy kaszlu wymiotowało 3 razy, prawie się nie udusi, ale to taki kaszel oskrzelowy więc przyszłam bo to już na pewno jest coś w płucach!" Dziecko siedzi zadowolone i uśmiechnięte, bez gorączki, w płucach nic niepokojącego nie słychać. Zazwyczaj jedynym odchyleniem w badaniu jest wydzielina w nosie. Cecha charakterystyczna tej zagadkowej choroby? W czasie pobytu w poczekalni oraz w gabinecie dziecko ani razu nie zakasłało... "Przyszłam sprawdzić czy wszystko w porządku". W gabinecie słyszymy: "Za 2 dni wyjeżdżamy na wakacje przyszłam więc z dzieckiem zobaczyć czy jest zdrowe. Może na wszelki wypadek gdyby się nie rozchorowało przepisał by nam doktor jakiś antybiotyk". Powyższe występują także w pakietach - rejestruje się na przykład mama i dwójka rodzeństwa. Wszystkich trzeba zbadać, żeby w końcu z przykrością poinformować towarzystwo, że są obecnie zdrowi a ja nie jestem wróżką żeby zapewniać ich, że jutro nie będą mieli zawału, sepsy albo wypadku samochodowego. "Pan Antybiotyk". Wizyta typowa - zwykłe przeziębienie albo zapalenie gardła, które za żadne skarby nie chce być anginą paciorkowcową. Zaczynam pisać na kartce zalecenia, gdy twarz pacjenta przybiera kolor purpury a oczy powiększają się do rozmiaru denka od butelki. "Jak to?! Nie będzie antybiotyku?!" - cedzi przez zęby a kłykcie trzaskają od zaciskanych pięści. Ano nie będzie. Jak się nie podoba to może Pan szanowny iść do innego lekarza. Musiałem patrzeć na ludzi umierających na sepsę wywołaną przez bakterie oporne na wszystkie znane ludzkości antybiotyki i nie mam zamiaru przykładać ręki do produkowania kolejnych opornych szczepów. "A nie moglibyśmy..." - jęczy pacjent z nadzieją w głosie. Nie, nie moglibyśmy. Do widzenia... Jest pan moją ostatnią nadzieją! Pacjent z wydawałoby się pospolitą przypadłością jak np. ból gardła. Był już 3 razy u lekarza rodzinnego, u laryngologa, kardiologa i dwa razy u ortopedy, był już 3x w NPL u innych lekarzy. Zrobił sobie wszystkie możliwe badania, rezonans mózgu i gastroskopię i nikt nie jest w stanie powiedzieć dlaczego go boli. Rozumiem, że mając do dyspozycji szpatułkę do gardła, latarkę i stetoskop w sobotę o godzinie 23:30 to właśnie ja postawię błyskotliwą diagnozę i zakończę wielomiesięczne cierpienia pacjenta. Niestety nie zakończę. Dlaczego nie zapytam, dlaczego nie był jeszcze ze swoją przypadłością u.... psychiatry? "Urocza starsza pani". Siedzi w poczekalni cichutko jak myszka. Gdy wchodzi do gabinetu słyszę, że od wczoraj jej duszno, od godziny boli w klatce piersiowej, od tygodnia ma zawroty głowy a w ogóle miała miesiąc temu wymioty i smoliste stolce. U lekarza rodzinnego była wczoraj i przedwczoraj i w ostatni poniedziałek. Jakie leki bierze? Nie pamięta. Na co się leczy? Nie pamięta. Może jakaś dokumentacja medyczna? Nie ma. W końcu wychodzi na jaw prawdziwy powód wizyty. "Skoro już tu jestem, to czy nie mógłby Pan wypisać mi 2 opakowań pasków do glukometru?" Nie, nie mógłbym.... Ale skoro ma takie objawy, to wypisuję skierowanie do szpitala. Narkoman. Chodzi po różnych gabinetach, SORach, NPLach. Może być równie dobrze wytatuowanym dwudziestolatkiem jak i uroczą starszą panią. Zazwyczaj podaje te same historyjki: zgubił receptę na relanium, umarła mu mama, jak nie dostanie tego leku to będzie miał krwawienia z odbytu czy inny świąd łokcia, bardzo go boli kręgosłup a jest uczulony na wszystkie NLPZ, paracetamol i metamizol itd. W przypadku odmowy próbuje manipulować opowiadając ckliwe historyjki: ma chore dziecko, tata go nie kochał, dorastał w domu dziecka, mama umiera na raka itp. Najlepszy sposób? Całkowity zakaz przepisywania leku po który przyszedł to gwarancja, że już nie wróci. Ciężka choroba! Zgłasza się zazwyczaj grubo po północy. Przecież jego choroba jest zbyt ciężka, żeby czekać do rana. Te podłe kanalie z pogotowia nie chciały wysłać karetki! Po krótkim badaniu okazuje się, że "TEN OGROMNY WĘZEŁ CHŁONNY" pod pachą to nie nowotwór a głowa kości ramiennej a "NIEPOKOJĄCA WYSYPKA" u trzylatka to nic innego jak bąbel po ukąszeniu komara. Kto ciąga do lekarza małe dziecko o 3:00 w nocy z takiego powodu? Może powinna się tym zainteresować opieka społeczna? Symulant - zapił, zaspał czy zabalował? Nieważne. Przecież dobry doktor wypisze zwolnienie na zawołanie! Atakuje zazwyczaj wieczorem podając dziwne i przypadkowe objawy, które nie układają się w żadną logiczną całość. Podczas badania próbuje np. napinać brzuch udając, że go boli. Po odwróceniu uwagi ostry brzuch nagle staje się miękki. Niestety nie zdaje sobie sprawy, że lekarz NIE MUSI wystawiać mu zwolnienia. Co więcej - nie musi wystawiać zwolnienia na kilka dni wstecz. Spotkanie ze smutną rzeczywistością i takim skrajnym brakiem empatii zazwyczaj wyzwala agresję i wyzwiska. Te bardziej barwne? "Nie wiem czy lepiej zaj$&@# czy skargę napisać!". Panie zazwyczaj reagują soczystym fochem "To ja tu więcej nie przyjdę!". I na to liczę! Do widzenia! Recepta - skończyły się leki? Nie ma problemu! Przecież mamy NPL! Niestety - jest to instytucja służąca udzieleniu doraźnej pomocy w nagłych zachorowaniach, a nie przedłużaniu recept na leki przyjmowane przewlekle. Odmowa oczywiście spotyka się z wielkim zdziwieniem. Zawsze można skorzystać z porady receptowej swojego lekarza rodzinnego. Rano zanosi się do rejestracji kartkę z nazwami leków, a wieczorem odbiera receptę. Informuję wszystkich oburzonych, że wszystkie opublikowane tu historie są zmyślone i nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, a powstały za podstawie oglądania polskich seriali o szpitalach. Pozdrawiam - Kot
-
Reaktywacja Porozumienia Rezydentów
Porozumienie Rezydentów jest częścią Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy (OZZL) zrzeszającą i reprezentującą lekarzy i lekarzy dentystów w czasie odbywania specjalizacji, która między innymi 8 lat temu wywalczyła podwyżki rezydenckich pensji. Przez długi czas było o niej cicho - zapewne prężni ludzie, którzy je tworzyli zakończyli szkolenie specjalizacyjne i mieli zupełnie inne sprawy na głowie. Jednak nie wszystko stracone! Kontrowersje wokół likwidacji stażu podyplomowego, wprowadzone ukradkiem zmiany w rekrutacji na rezydentury, problemy z egzaminami specjalizacyjnymi oraz brak podwyżek pensji młodych lekarzy (podczas, gdy koszta życia, średnie wynagrodzenie idą w górę) znowu zmobilizowały rezydentów do działania! 24 listopada w Klubie Lekarza przy ul. Raszyńskiej 54 odbyło się pierwsze krajowe spotkanie reaktywujące Porozumienie Rezydentów. Młodzi lekarze z całej Polski dyskutowali o postulatach, problemach i troskach tej szczególnej grupy pracowników ochrony zdrowia. Działacze Porozumienia Rezydentów założyli na Facebooku profil, gdzie każdy może dotrzeć do informacji na temat działalności tej organizacji. Tam dzielą się pomysłami, problemami i nawołują do zmian. Każdy młody lekarz może skontaktować się z Porozumieniem i poprosić o pomoc w rozwiązaniu problemów dotyczących np łamania praw pracowniczych lub zmuszania do dyżurów na SOR. Problemy młodych lekarzy dzięki staraniom organizacji zaczynają być nagłaśniane. Ostatnio na łamach "Gazety Wyborczej" ukazały się artykuły, które poruszały te kwestie. Niestety na pewnym portalu internetowym dla lekarzy można przeczytać wiele niepochlebnych uwag na temat tej inicjatywy ze strony starszych kolegów. Czyżby zapomniał wół jak cielęciem był? A może to tylko zawiść w myśl hasła: "Mi było źle to teraz oni też się męczą"? Mam nadzieję, że działania Porozumienia Rezydentów wpłyną na poprawę sytuacji młodych lekarzy w naszym kraju. A przynajmniej na podwyżki pensji.
-
Lekarze to nieuki?
W środowisku medycznym poruszenie. Po opublikowaniu przez Centrum Egzaminów Medycznych wyników egzaminów specjalizacyjnych sesji jesiennej okazało się, że duża część lekarzy nie zdała! Najgorsza sytuacja panuje wśród niedoszłych anestezjologów, gdzie na 105 zdających egzamin zaliczyło zaledwie 6 osób! Lekarze tłumaczą się, że: zadania były zbyt trudne, pytania nie wynikały z ugruntowanej wiedzy medycznej a poglądów profesorów podpartych pojedynczymi doniesieniami, pytania nie sprawdzały faktycznej wiedzy potrzebnej specjalistom a znajomość kazuistyki, pytania zawierały podwójne zaprzeczenia typu "nieprawdą jest, że coś nie jest" lub błędy logiczne nie ma określonej literatury na bazie której układane są pytania i nie wiedzą z czego mają się przygotować Podnoszą ponadto argument braku kadr medycznych w Polsce. Słaba zdawalność egzaminów nie pozwala uzupełnić braków i poprawić obywatelom dostępu do leczenia. Po drugiej stronie barykady stoi konsultant krajowy prof. Krzysztof Kusza. Twierdzi, że to dobrze, że egzamin jest trudny bo dzięki temu do zawodu trafiają jedynie dobrze przygotowani specjaliści. Podnosi argument, że skoro egzamin jest finansowany z pieniędzy publicznych to społeczeństwo ma prawo oczekiwać by w uczciwy sposób weryfikował wiedzę przyszłych specjalistów. Innym argumentem podnoszonym w tej dyskusji jest opinia, że w sesji jesiennej do egzaminu podchodzą osoby, które już wielokrotnie nie zdały. Co więcej, powinno się ograniczyć ilość możliwych podejść do egzaminów specjalizacyjnych. W skrócie: specjalizujący się to głąby i nie zasłużyli na tytuł specjalisty. Naczelna Rada Lekarska żąda audytu PES a wśród młodych anestezjologów pojawiają się głosy, że zdawalność egzaminów specjalizacyjnych może poprawić jedynie zmiana konsultanta krajowego. Co na to nowy Minister Zdrowia? Czas pokaże. Przypomnijmy, że "anestezjolodzy" to lekarze, którzy specjalizują się w leczeniu bólu, znieczuleniach do zabiegów operacyjnych, leczą najbardziej chorych pacjentów na oddziałach intensywnej terapii oraz uczestniczą w akcjach resuscytacyjnych na terenie szpitali. Bez anestezjologów żadna dziedzina zabiegowa nie może funkcjonować. Znieczulają pacjentów w chirurgii, ginekologii, kardiochirurgii, neurochirurgii, laryngologii, okulistyce, urologii, ortopedii oraz do krótkich procedur diagnostycznych takich jak gastroskopia i kolonoskopia.
-
Świro-lotek: Kleszcz!
Nocna Pomoc Lekarska (w skrócie NPL) to instytucja, do której obywatele mogą zgłosić się w dni powszednie po 18:00 oraz w soboty, niedziele i święta, gdy poczują, że są chorzy. Poczucie choroby jest mocno subiektywne, więc częste w mojej przychodni są sytuacje dziwne, śmieszne a nawet straszne. Nigdy nie wiadomo, kto przyjdzie, dlatego praca w NPL to prawdziwy toto-lotek. Po pół roku pracy bardziej trafna wydała mi się nazwa "Świro-lotek". Poświęcę ten cykl najciekawszym i najśmieszniejszym pacjentom, których spotkałem w mojej krótkiej medycznej karierze. Sobota. Godzina 5:00 (rano). Do NPL zgłasza się mężczyzna lat 30. M: Panie doktorze mam kleszcza. Ja: (zrezygnowany) Proszę pokazać. Mężczyzna pokazuje przedramię na którym zauważam szarą kulkę średnicy około 5 mm - wygląda jak wielki, opity krwią kleszcz. Zakładam rękawiczki i biorę się za wyjmowanie "kleszcza". Okazało się, że to nie kleszcz a przyklejona do włosów na przedramieniu... koza z nosa naszego obywatela. Ja: (ze znudzoną miną) Proszę Pana, został Pan właśnie rekordzistą Polski w kategorii "Najbardziej błaha przyczyna zgłoszenia się do lekarza". Pacjent zrobił przerażoną minę i bez słowa wybiegł z przychodni. Następne 5 minut spędziłem intensywnie główkując, próbując wykombinować kod ICD-10 dla kozy z nosa...
-
Obywatelu! Wzywaj z głową!
Nieuzasadnione wezwania karetki to plaga systemu ratownictwa medycznego w Polsce. Według ankiety przeprowadzonej przez twórców portalu http://wzywajzglowa.pl blisko 70% pracowników pogotowia ratunkowego styka się z nieuzasadnionymi wezwaniami nawet kilkakrotnie w ciągu jednego dyżuru. Pacjenci podają nieprawdziwe powody wezwania karetki dyspozytorowi, aby uzyskać receptę, zwolnienie lub przewóz do szpitala na badania. Straszą skargami i domagają się doraźnych interwencji medycznych w domu. Często nie mają świadomości, że taka postawa może utrudnić dotarcie karetki na czas do osób, które naprawdę potrzebują pomocy. Gdy zespół ratownictwa jest zajęty wyjazdem do pacjenta z gorączką, w innym miejscu może umierać ofiara wypadku samochodowego lub zawału serca. Dlatego też ruszyła kampania społeczna mająca uświadomić społeczeństwo, jaki jest prawdziwy cel działania pogotowia ratunkowego. Na stronie internetowej i facebookowym profilu są udostępniane informacje dotyczące kompetencji ratowników medycznych i zadań systemu ratownictwa. Są one przedstawione w sposób przejrzysty, w ciekawej formie trafiającej do odbiorcy, często jako pomysłowe memy. Pojawiają się tam również dane statystyczne, obrazujące skalę problemu nieuzasadnionych wezwań. Mamy nadzieję, że kampania trafi do szerokiej grupy odbiorców i pomoże w zrozumieniu roli, jaką pełni współczesny system ratownictwa w Polsce.
-
Podwójna konsultacja przy odesłaniu z izby przyjęć
Np w szpitalu w którym robiłem staż przyjmowano z automatu KAŻDE dziecko, które zgłosiło się do oddziału pediatrycznego. Była tylko jedna droga, żeby na oddziale nie zostało - brak zgody rodzica i jego podpis na historii choroby. Ordynator ma w nocy spokój Gorzej jest w Warszawie w dużych szpitalach dziecięcych jak np Niekłańska (jedyny SOR dla dzieci na mazowszu) czy w szpitalu pediatrycznym na Banacha - gdzie przewija się tysiące małych pacjentów. Nie wiem jak oni to rozwiązują. Moja koleżanka ma tam dyżury więc w wolnej chwili ją zapytam.
-
Co jak mi się nie uda
mnie zastanawia przede wszystkim: Co miałoby Ci się nie udać w medycynie? Nie skończysz studiów? Nie wyleczysz żadnego pacjenta? Nie zarobisz na dom 200 m kw?
-
Kontrakty - Umowy śmieciowe, które rządzą medycyną
z własnego doświadczenia uważam, że umowy śmieciowe są super, szczególnie jako źródło dodatkowych pieniążków! Przykładowo: Pensja rezydencka: 3600 zł a dostaję z niej "na rękę" 2509 zł Umowa zlecenie za dyżury w NPL: 3600 zł i dostaję z niej na "rękę" 3024 zł Etat rezydencki daje mi ubezpieczenie i emeryturkę a umowa zlecenie pieniądze Chyba widać różnicę?
-
Dyżury na rezydenturze
a na przykład my zostaliśmy wydymani w naszym szpitalu. Mamy równoważny czas pracy i każda godzina przepracowana w dniach pon-ndz między 7:30 a 22:00 liczy się jako nasz podstawowy czas pracy. Nasz szef chce, żebyśmy dyżurowali w weekendy jako dodatkowy człowiek w godzinach 9:00-21:00 oraz w tygodniu między 14:30 a 22:00 (wtedy nie przychodzimy w dzień). Szpital płaci jedynie za czas spędzony w weekendy między 16:35 a 21:00 - pozostałe dni to nasz "etat". Problem w tym, że chodząc przez cały tydzień do pracy a potem w weekend dodatkowo generujemy nadgodziny. Nikt nam za nie nie zapłaci - możemy sobie (za pozwoleniem szefa) odebrać dzień wolny.
-
Czy studia medyczne są piekłem ?
nie są piekłem tylko gigantyczną stratą czasu. Mogły by spokojnie trwać 4 lata. Ja się opieprzałem cały czas. Na naukę poświęcałem raptem kilka godzin w miesiącu. W czasie sesji kilka godzin w tygodniu. Żałuje, że nie przeznaczyłem więcej energii na wyrywanie lasek
-
Baza dydaktyczna na uczelniach medyczych
W Radomiu mają otwierać lekarski. To jest dopiero debilny pomysł
- Świetny wynik LEK pierwszych absolwentów medycyny UWM Olsztyn - szukamy źródeł sukcesu
-
Motocykliści na drogach niosą śmierć...
ej a ja słyszałem o takim zwyczaju, że kolesie na motorach obwiązują sobie szyję stalową linką żeby "nie skończyć jako warzywo". Widziałem na youtube wiele wypadków motocyklistów, które skończyły się małymi obrażeniami (facet wylatywał w powietrze i powoli wytracał energię, potem się od razu podnosił itp.). Natomiast gdyby mieli tę linkę to byłaby śmierć na miejscu. Naprawdę te oszołomy tak jeżdżą? (z linką na szyi)
- Idzie jesień, czas wstawić leczo!
-
Idzie jesień, czas wstawić leczo!
mam właśnie paskudne zapalenie gardła, gorączkę itp. Ja zauważyłem taką prawidłowość - jak stałem na 10 stopniach w przemoczonym ubraniu godzinami, łaziłem po górach w śniegu i mrozie, suszyłem przepocone koszulki nad ogniskiem stojąc z gołą klatą na mrozie albo czołgałem się po mokrej trawie to nic mnie nie infekowało. Teraz jak siedzę cały czas w przytulnym domku z kubkiem gorącej herbaty w ręku - co chwila coś....
-
Co zrobić...
Mam takiego medical doubta (tak do "akademickiej dyskusji")... Jestem w POZ, mam do dyspozycji tylko zestaw przeciwwstrząsowy, ale nie monitor ani defibrylator. Pacjent ma NZK, pada w poczekalni. Zaczynam działać, uciskam, wentyluję, intubuję nawet i zakładam wkłucie. Nie wiem jaki pacjent ma rytm serca. Statystyka mówi, że 70% to jest rytm do defibrylacji więc nie jest wskazane podanie adrenaliny. Podawać adrenalinę czy nie? Tak sobie myślę, że nie zaszkodzi. Co o tym sądzicie?
-
LEK wrzesień 2014
już są - trzeba tylko odświeżyć podstronę "Wyniki"
- Świetny wynik LEK pierwszych absolwentów medycyny UWM Olsztyn - szukamy źródeł sukcesu
- Rezydentury - jesień 2014