Skocz do zawartości
View in the app

A better way to browse. Learn more.

MedFor.me - Medycyna. AI. Obiektywnie

A full-screen app on your home screen with push notifications, badges and more.

To install this app on iOS and iPadOS
  1. Tap the Share icon in Safari
  2. Scroll the menu and tap Add to Home Screen.
  3. Tap Add in the top-right corner.
To install this app on Android
  1. Tap the 3-dot menu (⋮) in the top-right corner of the browser.
  2. Tap Add to Home screen or Install app.
  3. Confirm by tapping Install.

Kot

MD
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez Kot

  1. Z lekarzami jest tak samo jak z ludźmi - zdarzają się wybitni, zdarzają się patałachy.
  2. Myślę, że sedno dyskusji znajduje się w jednym prostym zdaniu, które usłyszałem od starego lekarza z dużym doświadczeniem: "Praca lekarza jest ch***** bo trzeba za********* jak dziki osioł." Nikt nie lubi się przemęczać a obawiam się, że jest kilka zawodów, które przynoszą równie dobre pieniądze przy mniejszym wysiłku i mniejszej odpowiedzialności. Na ciężką pracę należy się przygotować idąc na te studia. Ciężką pracę przez całe życie.
  3. temat odpowiedział Kot → na hypersonicDyskusja ogólna
    niezły biznes. Może by się tym zająć po studiach? Miałbym mniejsze wyrzuty sumienia niż np. sprzedając cudowną namagnetyzowaną wodę leczącą raka
  4. Słabo, nie? A my się spodziewaliśmy "nie-wiadomo-czego". Tylko, że dla przeciętnego człowieka to co robimy na co dzień to jest właśnie "nie-wiadomo-co" hypersonic - jest masę pracy dla lekarzy, ale dla specjalistów z doświadczeniem. Takim specjalistą to trzeba najpierw zostać i jeszcze na dodatek coś potem umieć. Stażyści i młodzi rezydenci się nie liczą. Ich jest w każdym dużym szpitalu pod dostatkiem - pałętają się po korytarzach, piszą wypisy i recepty. Są za młodzi i nic nie potrafią. Ludzi leczą "starzy" których brakuje. A starzy z różnych powodów nie zawsze mają ochotę uczyć młodych. I dygresja: ostatnio na SOR trafiło się nam 2 chirurgów-specjalistów, którzy nie potrafili zdrenować klatki piersiowej - jeden był na SOR zatrudniony a drugi zszedł z oddziału. Trzeci musiał przyjechać z domu i... wsadził dren w 5 minut. I co komu po takich specjalistach?
  5. Ja się nie zgadzam z tym absolutnie! Jest bardzo wielu młodych lekarzy na specjalizacji i bardzo wielu dziadków. Lekarzy w "średnim wieku" jest niewielu i dlatego tyle słyszy się o tym jak mają dobrze. W ich pokoleniu konkurencja jest niewielka. Tymczasem za parę lat młodzi dojrzeją, porobią specjalizację, obsadzą wszelkie stołki a studenci wchodzący na rynek pracy będą musieli się przepychać. To już się powoli dzieje w dużych miastach. Na prowincji na razie hulaj dusza. p.s berbelek i sanataana - po raz kolejny czuć ten zwierzęcy magnetyzm xD
  6. Luqinio - człowiek może być spocony albo nie być spocony. W niektórych sytuacjach "spocenie" jest wyznacznikiem, że z naszym pacjentem dzieje się coś niedobrego. Można wprowadzić precyzyjne definicje tych pojęć. Nic jednak nie zastąpi doświadczenia. Myślę, że każdy po studiach chociaż raz widział pacjenta z silną dusznością. Ostatnio miałem dużo rzeczy na głowie więc nie mogłem się zająć tą pracą. Myślę, że w ciągu miesiąca opracuję skalę. Oprócz skali przygotuję kilkanaście zestawów ww. parametrów. Zadaniem osób uczestniczących w projekcie będzie przedstawienie ich znajomym lekarzom z doświadczeniem. Do każdego zestawu lekarz dopasuje stan, w którym ten pacjent się znajduje (np dobry). Ani wy, ani lekarze nie będziecie znać wartości punktowych poszczególnych parametrów. Zostaną one skorelowane już po wpłynięciu wszystkich wyników. Myślę, że sensowną skalę będzie można ułożyć po zbadaniu około 200 lekarzy o różnym stażu pracy i różnych specjalności. Każdy określi stan dla ok 10 pacjentów co da 2000 kombinacji - ilość punktów-stan pacjenta. W ten sposób określę progi punktowe dla każdego stanu. Co o tym myślicie? Kto z Was byłby chętny do współpracy? Mamy okazję opracować pierwszy w pełni interaktywny studencki projekt naukowy. Może będzie można opublikować to badanie wraz z propozycją skali w jakimś czasopiśmie?
  7. Hmmm Kotkiem to jestem tylko dla jednej osoby więc proszę mi tu bez protekcjonalnych zdrobnień. No to spójrzmy co się zmienia - co roku rośnie ilość przyjętych ludzi na studia medyczne. W Warszawie studiuje już na 2 wydziałach lekarskich ponad 400 osób co oznacza, że co roku wychodzi na rynek pracy ponad 400 nowych lekarzy. Potrzeba co roku ponad 400 miejsc stażowych (a w warszawskich szpitalach tyle nie ma - cześć musi iść poza stolicę). Potem trzeba sfinansować rezydentury - co roku ponad 400... Co roku znajdują się tacy, dla których nie starczyło i mają wybór - przeprowadzić się z rodziną do miejscowości "30 000 mieszkańców" albo jechać za granicę.Obecnie sytuacja jest o tyle komfortowa, że małe szpitale "na peryferiach" ciągle szukają na gwałt lekarzy. Tymczasem złote lata się skończyły, kryzys zawitał do służby zdrowia, konkurencja robi się coraz bardziej zacięta, stawki spadają. Niedługo absolwenci studiów lekarskich będą bić się o pracę tak samo jak ludzie po zarządzaniu czy innej filologii. To kwestia 5-7 lat czyli osoby, które teraz rozmyślają nad medycyną będą studia kończyć w zupełnie nowej epoce. Widać to po wynikach postępowań kwalifikacyjnych na specjalizacje. Jeszcze kilka lat temu ministerstwo rzucało sporo rezydentur z różnych ciekawych dziedzin - po 20 miejsc na anestezjologię, 10 na patomorfę, 5-6 na różne dermatologie i inne okulistyki. Dostawali się ludzie z przeciętnymi wynikami z LEP. Obecnie tnie się rezydentury, wydatki na fundusz pracowniczy. Konkurencja rośnie - miejsc na dobre specjalizacje jest niewiele, dostają się ludzie z wynikami 75-85%. Tymczasem statystyka nie kłamie a krzywa Gaussa jest nieubłagana - zdecydowana większość ludzi ma wyniki z LEP 70 i poniżej. Szpitale zmuszają rezydentów do przechodzenia na tzw równoważny czas pracy co oznacza brak dodatkowych pieniędzy za dyżury. Już nie tak łatwo dostać dodatkową pracę w pogotowiu albo NPLu bo konkurencja wymusza rosnącą jakość usług. Po co zatrudniać młodego rezydenta po 2 roku jak do pracy ustawia się kolejka internistów z 10 letnim doświadczeniem? Te zmiany będą się jedynie pogłębiać. Za 6-8 lat, kiedy obecni licealiści wejdą na rynek pracy będzie naprawdę ciężko.
  8. oka ja słowem nie wspomniałem o tym. O co ci chodzi? Zawód lekarza ma swoje dobre i złe strony. Gdybym je znał wcześniej to pewnie szukałbym czegoś innego. Być może zdecydowałbym się na medycynę drugi raz.
  9. Biologia Vile'ego (czy jakoś tak) to bardzo fajna książka - takie kompendium biologii dla osób zainteresowanych tym przedmiotem, chcących w przyszłości iść na kierunek biologiczny (ochrona środowiska, biologia, biotechnologia itp). Dla studenta medycyny niepotrzebna (poza rozdziałami biochemicznymi - cykl krebsa i pasożytami). Ja się uczyłem z materiałów z kursu sikory oraz jakiejś książki operonu (takiej trzytomowej). Do Vile'ego zajrzałem raptem 3 razy i jakoś mnie nie uwiódł. Skończyło się na marnych 88% z matury - zabrakło mi dwóch procent bo założyłem się z wychowawczynią o pizzę ;D Co do przyszłej specjalizacji to będzie loteria. Najlepsze rezydentury zgarnie 10% kujonów (LEP > 75%), etaty zajmą dzieci profesorów więc najlepsze szanse są poza dużymi miastami akademickimi albo za granicą.
  10. dawać szpryce ze sterydów, transfuzje krwi, pilnować, żeby nie przedawkowali i tym podobne?
  11. temat odpowiedział Kot → na whiteNa każdy temat
    ostatnio w grupie jeden buraczany łeb się ze mnie zaczął naśmiewać w bardzo niewybredny sposób, że nie odróżniam ipada od ipoda i nie jestem na bieżąco ze "śmiesznymi filmikami z neta". Sytuacja trwała przez kilka tygodni. W końcu odpowiedziałem, że jak jeszcze raz będzie się mnie czepiał to dostanie w zęby i zadziałało. Cisza, spokój, nikt się nie czepia, nikt się nie naśmiewa (no może za plecami - ale to mam gdzieś) Jestem bardzo spokojnym człowiekiem, ale jak ktoś przegnie to umiem pokazać gdzie jest jego miejsce Czasem niestety nie ma innego wyjścia bo jak się da prostakom wejść na głowę to będą po tobie jeździli jak po łysej kobyle. Niestety podobnie bywa w "dorosłym świecie" czyli w naszej pracy. Niektórzy koledzy wezwani na konsultację koledzy zaczynają rozmowę od wydzierania się i awanturują "bo niby konsultacja niepotrzebna" jeszcze zanim zobaczą pacjenta itd. Chodzi o to, żeby zastraszyć młodego doktora co by tyłka nie zawracał i dał w nocy spać. A to, że na przykład musi się bujać na internie z ostrym brzuchem to już nie jest problem śpiącego smacznie chirurga Konflikty są w naszym zawodzie wszędzie i bardzo potrzebną umiejętnością każdego lekarza jest takie poprowadzenie rozmowy z awanturującym się kolegą, żeby nie zaogniać atmosfery, nie eskalować emocji tylko załatwić wszystko tak, aby pomóc pacjentowi. Sprawa agresji w życiu publicznym sprawiła, że nie oglądam już praktycznie serwisów informacyjnych. To co się dzieje w polityce jest moim zdaniem żenujące a dotyczy chyba wszystkich opcji politycznych. Niestety różne tragiczne wydarzenia z najnowszej historii jedynie zaogniają konflikty i dają kolejne preteksty do wzbudzania ogólnonarodowej fali nienawiści. Podoba mi się za to postawa premiera, który stara się nie eskalować konfliktów i posługiwać się stonowanym językiem. Szkoda, że nie wymaga i nie egzekwuje tego od swoich współpracowników.
  12. temat odpowiedział Kot → na whiteNa każdy temat
    $%%%#@!@#$ $@#$ @#$@%#$^@! $@ %#$^%^!# @!%^!@ @##$ !@ !#$%%@ #$%#$^#^
  13. O bardzo się cieszę, że pojawiło się zainteresowanie i dyskusja. Tego nam trzeba! Zastanawiałem się nad tym dzisiaj koło 1 w nocy oglądając kompilację wypadków samochodowych z rosji (sic!) Mateusz- poszukam, pewnie coś się znajdzie, ale nasz projekt będzie i tak najlepszy xD W dyskusji w temacie o stanie pacjenta Matt napisał, że pacjenci w obserwacjach mają napisane "stan jakiśtam" a potem umierają dlatego takie najbardziej ogólne założenie "Skali Stanu Pacjenta (Patient's Condition Scale)" to będzie odzwierciedlenie faktycznego stanu pacjenta. Zastanawiam się jakie parametry można by uwzględnić. Myślałem o dwóch grupach - pierwsza to będą obserwacje "na oko" typu: pacjent jest spocony, pacjent siny, widoczna nasilona duszność, widoczna duszność, bladość powłok, widoczne krwawienie (zewnętrzne lub np w stolcu), natomiast druga grupa to byłyby parametry życiowe: tętno, ciśnienie tętnicze skurczowe, saturacja, przytomność według AVPU (skala AVPU jest prostsza niż Glasgow - wydaje mi się, że bardziej odzwierciedla także "staropolską" klasyfikację internistyczną: "senność patologiczna (somnolentia, półśpiączka (sopor), śpiączka (coma)", poza tym Glasgow została opracowana dla urazów mózgu i moim skromnym zdaniem nie nadaje się dla pacjentów internistycznych. Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?
  14. Chodzi o to, żeby obiektywnie ocenić stan pacjenta. Nie da się tego zrobić "na oko". Kto powiedział, że nie można go określać PO badaniu?
  15. W głowie zaświtał mi taki pomysł - napisanie pracy w której próbujemy ustalić skalę punktową pozwalającą na określenie stanu pacjenta (dobry, średni, średnio-ciężki, ciężki, krytyczny). Taka skala byłaby próbą obiektywnego określenia stanu pacjenta - nie byłoby to już "wrażenie lekarza", ale ściśle określone przedziały punktowe opierające się na... no właśnie na czym?! Następnie skala zostałaby zweryfikowana np w formie ankiety na dużej grupie praktykujących lekarzy. Polegałoby to na tym, że lekarz otrzymywałby losowe parametry pacjenta (które wliczałyby się w skalę) i określał na ich podstawie stan pacjenta według własnego uznania. Następnie wartość punktowa została by skorelowana z odpowiedziami lekarzy i na tej podstawie zostałyby określone przedziały punktowe Przykład: 80% lekarzy uznała wartość 15 punktów za stan ciężki, natomiast 14 punktów zostało zakwalifikowane przez 60% za stan średnio-ciężki. Wobec tego stan ciężki będzie zaczynał się na 15 punktach. Zapraszam do współpracy wszystkich użytkowników medfor.me - koła naukowe, studentów, lekarzy! Projekt jest otwarty, opiera się na wspólnej pracy, wzajemnym zaufaniu. Ma na celu stworzenie czegoś nowego, co mogłoby poszerzyć trochę naszą wiedzę o świecie, medycynie oraz pomóc młodym lekarzom w podejmowaniu decyzji oraz w komunikacji ("Słuchaj Anka, mam pacjenta w ciężkim stanie"). Projekt z założenia nie służy zdobywaniu stopni naukowych ani nabijaniu literatury. Każdy uczestnik projektu będzie miał prawo do bycia współautorem - o ile praca zostanie kiedykolwiek w jakiejkolwiek formie opublikowana (ja nie mam wcale parcia na szkło) Pierwsze pytanie: jakie parametry, objawy pacjenta, znaleziska w badaniu przedmiotowym można by uwzględniać? Moim zdaniem wartość saturacji, skala przytomności AVPU, ciśnienie tętnicze skurczowe i ilość oddechów są dobrymi parametrami, które można zmierzyć praktycznie wszędzie.
  16. Nie przejmuj się studiami One nie są do szczęścia potrzebne!
  17. Ocenami się nie przejmuj. Na studiach twoja wiedza jest jedynie jednym z czynników wpływających na ocenę. Na razie tylko w Warszawie wszyscy histeryzują żeby się na staż dostać do "dobrego" (każdy ma o tym własne wyobrażenie) szpitala. Ja jestem dobry i np. zameldowałem u siebie koleżankę, która przyjechała z małego miasteczka. Ma wyższą średnią ode mnie, ale się tym nie przejmuję To co Mateusz pisał - uczysz się dla swoich pacjentów, żeby potem radzić sobie w pracy a nie dla ocen. Niestety, jak już wspominałem na tym forum wielokrotnie - studia nie uczą rzeczy przydatnych i nie ułatwiają nam potem pracy.
  18. No to jest zgłoszenie do rejestracji a nie pobór. Chodzi o ocenę stanu zdrowia pod kątem przydatności do służby wojskowej a nie pobór. Winne są chyba dawne przepisy, które do tej pory nie zostały zlikwidowane.
  19. Na Banacha to muszą mieć czas na ciężką pracę naukową i poszerzanie horyzontów wiedzy medycznej Znam taką sytuację co najmniej z 3 warszawskich szpitali nieuczelnianych (Wolski, Bielański, MSWIA) nie jest ona niczym niezwykłym. W cywilizowanym świecie nikt nie ma pieniędzy, żeby na 60 łóżkowym oddziale zatrudniać 25 lekarzy. Przedstawiłem sprawę z mojego punktu widzenia i sytuacji w których sam mam największe doświadczenie. Patrzę na badanie z punktu widzenia SORu, OITu i "ostrej interny". To są miejsca w których się uczę zawodu. To są miejsca (SOR) gdzie zbadanie, wyzlecanie, zdiagnozowanie i decyzja co do 40 pacjentów w ciągu 12h to żaden wyczyn (w tym pacjenci w ciężkim stanie wymagający wielodyscyplinarnego podejścia i metod leczenia z intensywnej terapii (respirator, resuscytacja płynowa, wspomaganie katecholaminami, monitorowanie OCŻ i krwawego ciśnienia tętniczego), sepsy, ostre stany neurologiczne i tysiące problemów kardiologicznych. Często z nimi nie pogadasz i nie pobadasz bo się nie poruszą i nie usiądą. Dla mnie sztuka w medycynie to pewien rodzaj "nosa" - kiedy wiesz, że coś nie gra i nie pasuje do obrazu klinicznego kierujesz pacjenta do jakiegoś innego specjalisty i volia! Jest rozpoznanie. Pacjenci "niezdiagnozowani", którzy tułają się od lekarza do lekarza to głównie wina lekarzy którym nie chce się ich diagnozować. Nie wykluczą rzadkich chorób i nie upewnią się, że ich pacjentom nic nie dolega za to na podstawie samego byle-jako zebranego wywiadu i badania przedmiotowego zwalają winę na dotychczasowe choroby, "przebytą infekcję" lub "kręgosłup boli bo pani się na pewno przedźwigała". Znam lekarzy, którzy odsyłają nagminnie do domu wszystkie zawały albo przyjmują każdego pacjenta na oddział z bzdurnymi rozpoznaniami. To są dopiero konowały których masz sporo w różnych miejscach. A Ty się oburzasz bo ktoś mówi, że opukiwanie serca i płuc jest często niemiarodajne. Stoję na stanowisku, że każdym pacjentem trzeba się zajmować porządnie i należytą dokładnością z wykorzystaniem najbardziej dokładnych metod jakie znamy.
  20. Jeszcze musi mi się udać 6 razy i kończę te cholerne studia!! Jupi! Do tej pory nie używałem żadnych metod wspomagających i radziłem sobie bez problemu (no może z drobnymi kołopocikami, ale zawsze gładko). Po 5,5 roku medycyny mogę stwierdzić, że nie taki diabeł straszny jak go malują i nie należy przesadzać z nauką. Główny problem leży w tym, że nawet jeśli ktoś ma siłę i chęci, żeby powtarzać i pielęgnować wiedzę zdobytą wcześniej to nie ma na to czasu bo leci przedmiot za przedmiotem. Dlatego moim zdaniem nie warto się za dużo uczyć bo i tak się zapomni potem 70% tych rzeczy. Warto zbudować sobie solidne podstawy patofizjologiczne i internistyczne (głównie krążenie, oddychanie, trawienie, nerki, STANY NAGŁE) i jednocześnie spróbować zagłębiać się w praktyce w wybraną przez siebie dziedzinę medycyny (szaleć na dyżurach, w kołach naukowych).
  21. Na koniec tej uroczej dyskusji chciałbym zauważyć, że nie krytykuję całego wywiadu i badania przedmiotowego a jedynie wybrane ich elementy, które nazywam "z imienia i nazwiska". Wywiad jest według mnie najważniejszym elementem badania lekarskiego ale on jedynie kierunkuje nasze myślenie. Jestem pełen podziwu dla mojej mentorki - Pani Doktor, która za pomocą 3-4 pytań i spojrzenia na pacjenta jest w stanie rozpoznać 90% chorób internistycznych - słuchawkę przykłada w 2 miejscach tylko po to, żeby pacjent czuł się zbadany i wykluczyć głośne szmery oraz obrzęk płuc. Potem robi badania dodatkowe, żeby potwierdzić swoje podejrzenia lub wykluczyć patologie, które mogą zagrażać życiu. Cały haczyk tkwi w tym by wypracować sobie sposoby postępowania w pracy, które minimalizują czas spędzony nad rzeczami niepotrzebnymi i nic nie wnoszącymi do rozpoznania choroby (jak niektóre przytaczane przeze mnie elementy badania przedmiotowego i wywiadu) i maksymalizują wykorzystanie wiarygodnych, sprawdzonych badań dodatkowych, które są światowymi standardami w rozpoznawaniu poszczególnych jednostek chorobowych. W skrócie i łopatologicznie - skoro wiesz, że w badaniu brzucha na 90% nic nie będzie to po co go badać i tracić czas - lepiej wysłać na USG które wykryje patologie znacznie wcześniej, zanim zacznie dawać objawy możliwe do uchwycenia przy obmacywaniu lub opukiwaniu. Kamil , Sabi - nie obrażajcie się na mnie tylko zastanówcie się ile zajmuje pełne badanie przedmiotowe i wywiad wykonane przez wprawnego lekarza? Około 45 minut na pacjenta (co najmniej). Przychodzicie w poniedziałek rano na oddział wewnętrzny a tu czeka 6 nowych pacjentów i 6 starych czekających na wypis lub w czasie leczenia. 6 x 45 minut = 4,5 godziny. Do tego trzeba napisać zlecenia, badania dodatkowe, zastanowić się, zajrzeć do mądrej książki ogarnąć dawki, przygotować wypisy i recepty, pogłówkować nad dotychczasowymi pacjentami, umówić przez tel tomografię dla pani Kowalskiej, napisać skierowanie na karetkę do domu dla Nowaka, załatwić konsultacje hematologa dla Idzikowskiego. W międzyczasie Rejowa wywaliła STEMI i trzeba wysłać ją na koronarografię i przenieść na kardiologię. Dzieci trzeba odebrać ze szkoły/przedszkola do 16, zarobić obiad bo żona/mąż kończy robotę o 18, wstawić pranie, umyć kuchnię i zrobić zakupy na cały tydzień bo weekend spędziliście na dyżurze na SOR i nie zmrużyliście oka. Ah i dzisiaj to wy konsultujecie chirurgię, gdzie czeka 3 pacjentów - lepiej się uwińcie przed zmrokiem. Do roboty!
  22. hehehe a mi udało się bez prądu
  23. Jutro mam pediatrię, muszę wryć niedokrwistości, może przegryzę przewód przedłużacza to będzie mi się lepiej uczyło.
  24. Ale podejrzenie patologii można wysnuć na podstawie wywiadu, który wcale nie musi sięgać 3 pokolenia wstecz i zahaczać o liczbę pokoi i dostęp do ciepłej wody w domu. Osłucham płuca z przodu, z tyłu i po bokach. A jak pacjent ma prawidłowy szmer pęcherzykowy i brak zmian przy opukiwaniu czy jakimś innym drżeniu piersiowym to nie może mieć zapalenia płuc? Jeśli stwierdzasz u niego tachykardię, gorączkę, kaszel i duszność masz wiele chorób do różnicowania. Możesz pukać i stukać do wieczora albo napisać skierowanie na RTG, które ci zróżnicuje - niedodma, odma, zapalenie płuc, rozstrzenie oskrzeli, rak. A jak RTG będzie czyste? Przyjmujesz na oddział w celu wykonania TK czy jeszcze zbadasz drżenie piersiowe i opukasz granice serca? Możesz dać mu antybiotyk i wysłać do domu bo "nie ma trzeszczeń ani płynu w opłucnej" jak to robię niektóre orły medycyny w klinikach. Cieszę się, że są pewni swoich umiejętności. Ja aż tak pewny wiary w trafność własnych diagnoz nie jestem No tak, ale przecież jak pacjent ma ból głowy to może mieć guza mózgu. Kiedyś uratowałem tyłek neurologa upierając się, że trzeba wysłać pacjentkę po omdleniu na CT - wydało mi się, że ma nieco zaburzoną mowę. A kim ja jestem, żeby rozpoznawać takie niuanse? W badaniu neurologicznym bez nieprawidłowości (badał bardzo dobry neurolog, którego cenię) a w głowie wyszedł glejak wielkości pięści. Pani chciała następnego dnia lecieć samolotem co zapewne skończyłoby się wklinowaniem i spektakularnym procesem. No właśnie - wyślę do kardiologa a nie będę się bawił w różnicowanie. A co zrobi kardiolog? ECHO Może być na 90% pewnym, że wada, którą wysłuchał to stenoza aortalna, ale wady bywają złożone, stosunki anatomiczne zaburzone a dźwięk niekoniecznie będzie promieniował tam, gdzie piszą w książkach. Kiedyś osłuchiwałem pacjentkę, która miała chuchający(sic!) szmer skurczowy najgłośniejszy w punkcie Erba, promieniujący do pachy. Co wyszło w ECHO? Niedomykalność mitralna + i stenoza zastawki pnia płucnego +++ :D I co mogę po takiej traumie sądzić o różnicowaniu wad zastawkowych na słuchawkę. Prawdopodobnie nigdy nie będę pracował na kardiologii więc nigdy nie nabiorę wystarczającej wprawy w osłuchiwaniu wad serca. Jest to kolejna ważna rzecz - doświadczenie w radzeniu sobie z konkretnymi pacjentami. Uważa się, że doświadczony anestezjolog to taki, który rocznie wykonuje 500 intubacji. Ja robię rocznie ze 20. Jakie doświadczenie mogę mieć w rozpoznawaniu tamponady serca jeśli pracując nawet na dużym SORze będę widział pacjenta z tamponadą raz na rok? Kardiochirurg albo kardiolog wykonujący ablację, koronarografię lub TAVI zna temat tamponady na wylot bo zdarzają mu się takie powikłania. Pracując na kardiologii zachowawczej albo internie będę znał ten temat z książek i jakiegoś miesięcznego stażu specjalizacyjnego na kardiochirurgii, który odbyłem przed laty. I pewnie koledzy kardiochirurdzy będą się bardzo dziwili, że mam problemy z rozpoznaniem takiej prostej i jednoznacznej jednostki chorobowej. Odmę prężną odbarcza się bez badań obrazowych na podstawie obrazu klinicznego bo pacjent umiera w ciągu kilku minut - to jest przyjęty światowy standard. Ze "zwykłą" odmą nie jest tak prosto - a jak masz jeszcze odmę podskórną to nawet na RTG niewiele zobaczysz. Do radzenia sobie z takimi pacjentami, szczególnie z urazami wielonarządowymi potrzeba dużego doświadczenia. Ale i tak zrobisz trauma-scan.... Nie słyszałem, żeby w Polsce ktokolwiek rozpoznał i odbarczył tamponadę serca w karetce. Skoro twierdzisz, że to widziałaś to daj mi kontakt do osoby, która to zrobiła. Chętnie zaproszę ją na obiad (na mój koszt!), zrobię sobie z nią zdjęcie i porozmawiam o tej sytuacji a potem zachęcę do opisania tego w artykule. Mam bardzo dobrych mentorów od których się bardzo dużo nauczyłem przez ostatnie 3 lata. Nie czekam z nauką zawodu do ukończenia studiów. Podważam głupoty przekazywane na studiach oparte na archaicznych zabobonach. Wiesz - co do pokory to chyba lepiej, że nie jestem pewny swojego badania przedmiotowego i chcę się upewnić, że moim pacjentom nic nie jest. Za 10-15 lat jak nabiorę doświadczenia to będę szalał a póki co trzymam się z daleka od prokuratora bo "najważniejsze jest bezpieczeństwo ratownika". Jaki jest cel naszej pracy? Leczenie ludzi czy pielęgnowanie tradycji ze stuletnich ksiąg? Ja wiem, że postęp zawsze wchodził do medycyny opornie. Tego, co zaczął myć ręce przed przyjęciem porodu krytykowali jeszcze po wielu latach. Drugiemu co wpadł na pomysł znieczulania ludzi do operacji też przypinano łatkę szarlatana. Różne mity medyczne krążą od stuleci a my wciąż się do nich bezrefleksyjnie stosujemy.

Powiadomienie o plikach cookie

By using this site, you agree to our Warunki użytkowania.

Account

Navigation

Szukaj

Szukaj

Configure browser push notifications

Chrome (Android)
  1. Tap the lock icon next to the address bar.
  2. Tap Permissions → Notifications.
  3. Adjust your preference.
Chrome (Desktop)
  1. Click the padlock icon in the address bar.
  2. Select Site settings.
  3. Find Notifications and adjust your preference.